Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę

Wpisy z tagiem: Indie

środa, 04 kwietnia 2012

Od mojego powrotu z drugiego wyjazdu do Indii minęło już trochę czasu, jednak niekiedy ogarnia mnie nostalgia. Porównuję życie w Indiach do życia w Europie i myślę, że wiele możemy się nauczyć.



W Indiach byłam w lutym, więc był to sezon wysypu szczeniaków. Na ulicach można było spotkać suki ze szczeniakami, suki z sutkami obwisłymi od karmienia. Żyły w pobliżu ludzi, nie niepokojone, a czasem nawet otaczane opieką. Jacyś litościwi ludzie rzucali sukom i szczeniakom resztki jedzenia. Kto przeżyje, ten będzie żył. Szczeniaki uczyły się życia na ulicy. Ta bujność zadziwiała mnie, byłam zafascynowana tymi szczeniakami, jeszcze ślepymi, spokojnie śpiącymi w jakimś zagłębieniu przy ulicy. Przecież polskie rozwiązanie jest banalnie okrutne: jak coś się niechciane uplęgło, to utopić w rzece, albo wyrzucić na śmietnik.



szczeniaki

Chłopiec bawiący się ze szczeniakami w Rishikeshu

szczeniaki

szczeniaki

Suka karmiąca szczeniaki

szczeniaki

A tu kilku dniowe, jeszcze ślepe szczeniaki śpiące w przygotowanym legowisku na ulicy

szczeniaki

szczeniaki

Szkoła przeżycia

 

Zadziwia życie- niezliczona ilość żyjących istot w Indiach. I tu wcale nie chodzi o ludzi, których jest mnóstwo, ale o różnorodność żywych stworzeń, które można spotkać na ulicach, w miastach, miasteczkach i wsiach. Psy, krowy, osły, małpy, wiewiórki i inne gatunki żyjące w pobliżu ludzi. W porównaniu z Indiami Europa wygląda jak pustynia. Krowy na ulicy nie uświadczysz. Przyznam, że po powrocie nieco mi brakowało tych ciekawskich, z godnością spacerujących krów, a także pozostałych zwierząt. U nas psy zostały przypisane do właścicieli, domów, bud, a wszelkie nadliczbowe pozamykane w schroniskach. Na ulicy jest porządek, każda istota na swoim miejscu, posegregowana. Wszystko nadliczbowe zaraz zostanie zawiezione do specjalnej instytucji.



 delhi

Śpiące psy w centrum Delhi

rishikesh

Krowy na ulicy w Rishikeshu

rishikesh

Odpoczynek nad wodą- Ganges w Rishikeshu

haridwar

Dokarmianie krowy- Haridwar

 puszkar

Puszkar- growy i gołębie na ghacie wokół jeziora. Zwierzęta są dokarmiane przez myjących się ludzi

Bardzo podobał mi się szacunek do zwierząt w Indiach. Jeden ze spotkanych ludzi tłumaczył, że kto karmi krowy, psy, gołębie czy inne stworzenia, ten wykonuje dobry uczynek i zbiera dobrą karmę. Taka osoba jest uznawana za dobrą, cieszy się szacunkiem. I rzeczywiście, widywałam wiele osób karmiących bezdomne psy, krowy czy kupujących ziarno dla gołębi. Myślę, że tak często powtarzany u nas argument, że zwierzęta srają i brudzą tam wywołałby olbrzymie zdziwienie. Przecież wszystko, co żyje, musi wydalać- takie jest życie. Kilka dni po powrocie do Polski na jednym z portali internetowych znalazłam długi artykuł, a pod nim jeszcze dłuższą dyskusję „jak pozbyć się gołębi”. Szczegółowo dyskutowano różne mniej i bardziej humanitarne sposoby „pozbycia się”, łącznie ze stosowaniem trucizny. Cóż, kolejna różnica kulturowa. I jeszcze jedna: osoby dokarmiające zwierzęta w Polsce raczej nie cieszą się powszechnym szacunkiem.

 delhi

delhi

Pan dzielący się obiadem z bezdomnym psem- Delhi

haridwar

Z tym psem ktoś podzielił się obuwiem

haridwar

Bardzo ciekawa scena z Haridwaru- wychodzący na spacer z psem właściciel niesie siatkę przysmaków, którymi dokarmia biegające po okolicy bezdomne psiaki.

Wegetarianizm jest bardzo popularny, w wielu miejscowościach w ogóle nie można kupić mięsa- ani w restauracjach, ani w sklepach. Indie są rajem dla osób o różnorodnych upodobaniach kulinarnych. Jeden ze spotkanych po drodze Polaków nie mógł jeść produktów z mleka z powodu nietolerancji laktozy. Bardzo się cieszył, że w Indiach nikogo nie dziwiło pytanie, czy potrawa zawiera mleko ani prośba o danie bez dodatku mleka, masła czy śmietany. W Polsce taka prośba uznawana była za co najmniej dziwaczną.

 

Co jakiś czas można usłyszeć lament, że kultura europejska to „cywilizacja śmierci”. Po pobycie w Indiach coraz bardziej się z tym zgadzam, chociaż z zastrzeżeniem, że wcale nie chodzi o usuwanie płodów czy zabiegi zapłodnienia in vitro. Europa rzeczywiście wydaje się wymarła, pozbawiona różnorodności form życia, zdominowana przez jeden gatunek. Jakby na potwierdzenie tych rozmyślań podczas spaceru z psami natknęłam się na dwie osoby prowadzące dyskusję. „Ja to nie uważam psów w mieście” powiedziała jedna, a druga przytaknęła. Pewnie, miasta powinny być tylko dla ludzi, Polska dla Polaków (zwierzęta obywatelstwa nie posiadają). A każdą niezabudowaną przestrzeń w miastach zabetonujmy, żeby przypadkiem nie zaplęgły się tam jakieś robaki, szczury czy gołębie. Będzie sterylnie i czysto- jak w kostnicy.

 

Tagi: Indie pies psy
16:31, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2011

Pogoda ostatnio jest tak chłodna i deszczowa, że przypomina mi się Shimla. Jeśli myślicie, że w Indiach jest zawsze ciepło i pogodnie, to jednak nie jest. W Shimli głównie padało, przez co trudno było odkryć całe piękno miejscowości. Jest ona górskim kurortem założonym przez Brytyjczyków w XIX wieku. Obecnie jest bardzo popularnym miejscem wypoczynku wśród indyjskiej klasy średniej. Na wypoczynek przyjeżdżają tam rodziny, a także nowożeńcy by spędzić tu miesiąc miodowy.

shimla

shimla


Pobyt w Shimli był relaksem po pełnej niebezpieczeństw drodze po Himalaya highway. Statystycznie, co 4 minuty ginie tam człowiek, a w głębokich przepaściach co jakiś czas widać rozbitą ciężarówkę lub inny pojazd. Co ciekawe, jedna z serii reality show „Ice road truckers” o kierowcach ciężarówek pokonujących trudne drogi, odbywa się właśnie na tej trasie.

indie leh

Jeśli chodzi o psy, to w Shimli po raz pierwszy widziałam ogłoszenia o sprzedaży „quality puppies” ras takich jak pekińczyk, owczarek niemiecki czy spaniel. Być może bogata klasa średnia zainteresowana jest powielaniem europejskiego stylu życia, z którym łączy się także posiadanie rasowego pieska. Ale tak jak w całych Indiach na ulicach przeważały mieszańce.

shimla



shimla

Pies, co ciekawe, nosi obrożę zapinaną na kłódkę

shimla

I pilnuje pięknego historycznego budynku, w którym obecnie mieści się uniwersytet

Jednak od obecności psów bardziej interesująca była obecność małp, które były niemal wszędzie. Biegały po dachach i drzewach w centrum miasta. Grzebały w śmietnikach. Bywało, że zaczepiały przechodniów. W Shimli znajduje się hinduska świątynia wybudowana na cześć mitycznego Króla Małp, w okolicy której żyją stada małp. Wyglądają pięknie, ale nie zawsze są przyjazne. Bywa, że atakują pielgrzymów domagając się jedzenia. Sama tego doświadczyłam, bo jedna z małp rzuciła się na mnie, drąc mi spodnie. Na tym na szczęście się skończyło. Teraz wcale nie dziwię się powiedzeniu „głupia małpa”.

shimla

Wejście do świątyni

shimla

shimla

shimla

To koniec opowieści o psach indyjskich. Dzięki pierwszemu wyjazdowi do Indii dowiedziałam się, że są tam psy i to w dużych ilościach. Być może podczas kolejnych wyjazdów uda mi się lepiej zrozumieć rolę, jaką odgrywają w tamtejszej kulturze oraz sposób, w jaki są traktowane.



13:25, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 września 2011

Już jesień, ale jeszcze chciałam dokończyć indyjską opowieść. Tym razem będzie o psach z Diskit. Sama miejscowość nie wyróżnia się niczym szczególnym: jest brzydka, brudna, zaniedbana i nie ma w niej nic ciekawego. Trafiliśmy tam jednak z powodu niesamowitej przyrody, która rozciąga się poza miejscowością. Dolina Nubry, rzeki płynącej pośród Himalajów to jedyny powód, aby trafić do Diskitu. Drugim są psy. W dzień, jak w całych Indiach, widać psy spacerujące po ulicach i śpiące w cieniu. Jednak ich prawdziwą obecność można poczuć dopiero w nocy, gdy ciemność wypełnia się szczekaniem. Noc w Delhi wypełniona jest dźwiękiem klaksonów. Noc w Diskicie pełna jest szczekania. To psi chór na kilka głosów, wyśpiewujący skomplikowaną pieśń. A te, które w dzień nie śpią po nocnych śpiewach, są bardzo przyjacielskie i gotowe zrobić wiele za jakiś przysmak.

dolina nubry

Tak wygląda fragment Doliny Nubry

dolina nubry

Miejscowy pies, podobny nieco do border colie, okazał się bardzo mądry. Widząc jedzenie natychmiast wykonał "zestaw obowiązkowy": siad, waruj, oraz zabawne łamańce

psy indyjskie

indie

psy indyjskie

dolina nubry

Przyjaźń między gatunkami

dolina nubry

Dziecko i psy

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

Tagi: Indie pies psy
16:09, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 września 2011

Jest taki buddyjski koan:
Zapytano mistrza Joshu: „Czy pies ma naturę Buddy?”
Joshu odpowiedział: „Mu”. Pokolenia mnichów głowiło się nad znaczeniem tej odpowiedzi, a przekraczając granice dyskursywnego myślenia, uzyskiwało oświecenie. Pies o (nie)naturze (nie)Buddy pomagał odcinać drogę myślenia i prowadził do prawdy wiecznej.

leh buddism
Wejście do klasztoru w okolicy Leh


W Nepalu wierzy się, że pies przeprowadza dusze zmarłych. Jest łącznikiem między światem materialnym i duchowym.

Od wielu wieków psy spotykały się w klasztorach buddyjskich z życzliwym przyjęciem. Małe pieski, podobne do pekińczyków czy spanieli tybetańskich były trzymane w klasztorach. W czasie zimnych dni mnisi wkładali je pod szaty, aby ciepłem swojego ciała ogrzewały ich w czasie medytacji. W jednym z odwiedzanych klasztorów widziałam obraz jednego z ripocze (duchowych przywódców buddyzmu) przedstawionego z małym pieskiem w typie pekińczyka u boku.

Pieski zapewniały także ochronę klasztoru. W ciągu dnia obserwowały okolicę i donośnym szczekaniem informowały o pojawieniu się obcych lub wilków zagrażających wypasanym w okolicy stadom. Trzymane w klasztorach większe psy w typie molosów były w stanie obronić klasztor przed wilkami i obcymi.

leh buddism

Pies śpiący przy młynku modlitewnym

leh buddism

Pies spacerujęcy po miejscu, w którym kiedyś był młynek modlitewny

indie leh

indie leh
Psy śpiące w klasztorze buddyjskim

psy buddyzm

Gdy się im bliżej przyjrzeć, uśmiechają się. Niemal tak samo jak Budda...

budda

Uśniechnięty Budda w klasztorze buddyjskim w okolicy Leh


Małe pieski niekiedy nazywane były „lwimi pieskami” z racji podobnego wyglądu do lwów oraz z powodu wierności. Podążały one za mnichami tak, jak kiedyś prawdziwy lew podążał za Buddą. Lew był także symbolem zwycięstwa Buddy nad przemocą i agresją a także obrońcą prawa i wiary. Psy-strażnicy, nazywane „Fu” albo lwimi pieskami, wyglądające jak pół psy, pół lwy, przedstawiane są na ścianach klasztorów. Często pojawiają się parami, reprezentując męskie i żeńskie pierwiastki, obronę i opiekę. 

lwi piesek tybet

lwi piesek tybet

Pieski przypominające lwy w klasztorach w okolich Leh

leh buddism

Stupa ozdobiona lwimi pieskami

indie leh

Malowidło przedstawiające psa w klasztorze

indie leh


21:59, whitewestie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 września 2011

„Jednak to pieszy, wędrowiec, włóczęga, flaneur posiada prawdziwą dusze próżniaka. Pieszy jest najmożniejszym wśród ludzi: idzie dla przyjemności, obserwuje, ale nie bierze udziału, nie spieszy się, jest szczęśliwy w swoim własnym towarzystwie, wędruje bezstronny, roztropny i pogodny, podobny bogom. Jest wolny.” (Tom Hodgkinson, Jak być leniwym). Pochwała Hodgkinsona dla wędrowców, ich beztroski i wolności doskonale pasuje do psów, które spotykałam w Indiach. Wcześniej wspominałam o psach mieszkających w miastach, w pobliżu ludzi, lecz we własnych psich światach. Po drodze widzieliśmy także grupy wędrownych psów przemierzających góry. Idea wędrowania, pielgrzymki upodabnia je do świętych mężów, którzy porzucają przywiązanie do rzeczy materialnych, rodziny i codziennej krzątaniny i wyruszają w świat w poszukiwaniu prawdy, wolności i spełnienia. Wolne psy. Święte psy?

indie leh

indie

indie

indie

indie

indie

indie

Tagi: Indie
22:10, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 sierpnia 2011

Ostatnie dni sierpnia spędzam na próżnowaniu. Nieustannym źródłem inspiracji jest dla mnie książka Toma Hodgkinsona „Jak być leniwym”. Autor przypomina o cudownej i zapomnianej sztuce próżnowania czyniąc z nic-nie-robienia doskonały przepis na życie. Pomysł dość rewolucyjny w czasach wyznających kult pracowitości czy wręcz pracoholizmu. Zaczynam więc prywatną rewolucję wylegując się na hamaku i czytając książki.

Terierkom taki styl życia także pasuje. Wylegują się obok mnie, moczą się w stawiku, a później panierują w piasku pod choinkami. Przerwy wypełniają wesołą ganianiną zupełnie pozbawioną praktycznych celów. Bardzo się cieszę, że są leniwymi terierkami, a nie pracowitymi border colie. „Pies pracujący” to jakiś defekt genetyczny. Większość znanych mi psów uwielbia nie nie robić. A wspomnienie indyjskich psów spotkanych w Lehu tylko potwierdza tą hipotezę.

Kontynuując naszą indyjską podróż dotarliśmy do Leh, miasta położonego w himalajskiej dolinie. Leh geograficznie i kulturowo jest częścią tybetu i jego odrębność widać było po rysach twarzy mieszkańców oraz ich podejściu do życia. O ile Indie są hałaśliwe i gwarne, mieszkańcy Lehu byli niesamowicie spokojni. Atmosfera buddyjskiego spokoju udzielała się także psom zamieszkującym Leh. Przyzwyczaiłam się już do psów wylegujących się na ulicach i w cieniu samochodów, ale nie w takiej ilości jak w Leh. Było ich na prawdę mnóstwo. Poza tym wydaje się, że są otoczone jakąś opieką weterynaryjną, bo mignął mi gdzieś samochód z napisem towarzystwa pomocy zwierząt wiozący psy. Mam nadzieję, że nie był to jakiś upiorny transport do schroniska. Większość psów miała obroże, więc prawdopodobnie jest to jakiś sposób ich oznaczania.

A oto lehijskie oddające się szczęśliwemu lenistwu:

indie leh

indie leh

W grupie zawsze raźniej, a lenistwo wśród przyjaciół też jest znacznie przyjemniejsze

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

Próżnować można także włócząc się bez celu...

indie leh

indie leh


piątek, 19 sierpnia 2011

Z czasem wspomnienia coraz bardziej bledną. Coraz trudniej jest mi przypominać sobie nazwy mijanych miejsc, szczególnie jeśli są to przydrożne miejscowości, w których zatrzymywaliśmy się na krótki odpoczynek. W każdej z nich czekały na nas tłumy psów. Nigdy nie obwieszczały szczekaniem przybycia obcych. Zazwyczaj spokojnie i w milczeniu obserwowały rozwój wydarzeń. Chętnie zawierały znajomości, szczególnie skuszone kawałkiem placka albo resztkami z talerza. Po zjedzeniu odchodziły lub kontynuowały przerwaną drzemkę. Zupełnie jakby kierowały się buddyjską zasadą nie przywiązywania się. Psia filozofia: życie płynie więc bierz je takim, jakie jest. Nie spodziewaj się zbyt wiele, to unikniesz rozczarowania. 

indie

Przy posterunku wojskowym psy obserwowały nas z góry. Skuszone ciastkami zdecydowały się podejść bliżej

indie

indie

indie

indie

W jednej z wielu podobnych miejscowości po drodze

indie

indie

indie

indie

indie

indie

indie

indie

sadhu

Jeden z moich ulubionych psów, wyglądający niemal jak sadhu, wędrowny asceta. Sierść skołtuniona w dready i przenikliwe spojrzenie

13:35, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 sierpnia 2011

Srinagarskie psy mają mocniejszą budowę niż te spotkane w Delhi. Często mają dużo bardziej obfitą szatę, dzięki której dobrze znoszą surowe zimy. Jeszcze kilka psich portretów:

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

To nie psy, ale owce, czyli zdjęcie z cyklu "jakie zwierzęta można spotkać w centrum miasta"

srinagar

Absolutny hit Srinagaru: kolorowe kurczaki. Farbowane oczywiście.

środa, 10 sierpnia 2011

W naszej indyjskiej podróży zmierzamy na północ, by w końcu dotrzeć do Srinagaru. Nie obyło się bez przygód, jak jazda po wąskich, zatłoczonych i krętych górskich drogach z kierowcą- psychopatą. Na początku tylko wyprzedzał jak szaleniec, trąbiąc na wszystkich (co w sumie nie odbiegało od indyjskiego stylu jazdy) oraz pomimo zakazu kazał mi karmić przydrożne małpy tostami. Na postoju najprawdopodobniej upalił się haszyszem i wtedy zaczęła się prawdziwa jazda. Wciąż pamiętam, jak pędzimy na nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę, a kierowca puszcza kierownicę i wrzeszczy coś, machając rękami. Jednak po tych niezapomnianych emocjach dotarliśmy w końcu do Srinagaru, pięknej miejscowości w Kaszmirze, położonej nad jeziorem Dal. Na jeziorze zbudowane są domy mieszkalne oraz hotele, a mieszkańcy przemieszczają się łodziami.

A w Srinagarze było mnóstwo psów, które rodziły się na ulicy, żyły na ulicy i na ulicy umierały. Spały przy drodze, w cieniu pod samochodami, biegały po ulicach i dachach. Szczenne suki poszukiwały pożywienia, by nakarmić młode. Szczeniaki wraz z dorosłymi psami poznawały uroki życia na wolności. Uczyły się, jak zdobywać pożywienia albo unikać niebezpieczeństw związanych z życiem wśród ludzi. Pomimo wszelkich niedogodności zdawały się być całkiem zadowolone z życia. Być może ich żywot jest szczęśliwszy, niż egzystencja psa przywiązanego przez całe życie do budy lub zamkniętego w schronisku. 

Odpoczywające psy. W upalny dzień szukają jakiegokolwiek zacienionego miejsca, by tam spać.

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

Pod samochodem schroniła się cała psia rodzina

srinagar

Szczeniaki wraz z dorosłymi psami biegają po ulicy

srinagar

Szczenięce zabawy

srinagar

srinagar

Dopiero z szerszej perspektywy widać, że szczeniaki ganiają się po dachu

srinagar

Psia miska

srinagar

W oczekiwaniu na ochłap

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

Jak to niekiedy bywa, niedzielny ranek rozpoczął się od katastrofy. Internet nie działał, a na środku pokoju leżała anonimowa psia kupa. Podejrzani ci sami, co zwykle. Zdarzenia nie powiązane ze sobą, ale wystarczyło by popsuć dzień. Nie pozostało mi nic innego, tylko spakować psy do samochodu i wywieźć je na wieś, gdzie smakowały wolności. A ja przeglądałam psie zdjęcia z Amritsaru.

Amritsar jest miejscem pielgrzymek sikhów, którzy przybywają do Złotej Świątyni. Świątynia, jak sama nazwa wskazuje, od zewnątrz i wewnątrz pokryta jest kilkudziesięcioma kilogramami złota i przepięknie lśni w promieniach słońca. Złoto, biały marmur i woda, połączone z barwnymi strojami ludzi tłumnie odwiedzającymi świątynię tworzą niezapomniane wrażenia. Wewnątrz świątyni wprawdzie nie było psów, ale wśród wersów z czytanej non stop świętej księgi wyłapałam taki, który porównywał człowieka niemiłego bogu do psa.

psy indyjskie

Zdjęcie z wnętrza Złotej świątyni

Nie wiem, czy to z powodu domniemanej nieczystości psów, ale psy w Amristarze wydawały się dużo bardziej zaniedbane niż te w Delhi. Często były wychudzone i na wpół dzikie, gnębione przez choroby skóry. Żywiły się tym, co znalazły lub upolowały. Pies niosący w pysku gołębia, z którego jeszcze kapie krew, czy szukający pożywienia w stercie śmieci na ulicy zapadły mi w pamięć. Brakowało im ufności w stosunku do ludzi i nie starały się nawiązać kontaktu. To może nie dziwi tak bardzo, bo kilka razy widziałam, jak były przez ludzi przepędzane z miejsca, w którym siedziały lub leżały. Na ogół były jednak ignorowane, pozostawione swojemu losowi, transparentne. Były, ale jakby ich nie było.

amritsar

amritsar

amritsar

amritsar



amritsar

Nieco inne psy widziałam na granicy indyjsko- pakistańskiej, gdzie pojechaliśmy obejrzeć dość absurdalną uroczystość zamknięcia granicy. Po obu stronach granicy dziwacznie ubrani żołnierze wykonują kroki jakby przeniesione z Ministerstwa głupich kroków Monty Pythona, przechodząc do granicznej bramy i z powrotem. Wszystko to przy dźwiękach muzyki oraz olbrzymim aplauzie zgromadzonego tłumu. Granicy pilnowali żołnierze z psami, spacerujący miarowym krokiem. Towarzystwo psa dodawało im powagi, a granica wydawała się przez to pilnie strzeżona, nawet pomimo tłumów ludzi przybyłych by obejrzeć spektakl.

amritsar
amritsar

amritsar

 
1 , 2