Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę

Szczeniaki

wtorek, 21 czerwca 2011

Jeśli kiedykolwiek chodził mi po głowie pomysł, żeby zostawić sobie szczeniaka, to po tygodniu spędzonym z Wiką definitywnie się z nim pożegnałam. Dziękuję za trzeciego psa, przynajmniej na razie.


Wraz z Wiką powróciły uroki życia, o których zdążyłam zapomnieć: niespodzianki znajdowane rano w pokoju, wyschnięte plamy po kałużach lub całkiem świeże, czyhające by w nie wdepnąć. Szczeniaczek zupełnie nie rozumie naszego trybu życia i gdy tylko wzejdzie słońce urządza pobudkę mnie i dorosłym psom. Wskakuje na moje łóżko (szybko się bestia nauczyła) lub wchodzi na głowę śpiącym psom i zaczyna podskoki. Tak, świetnie jest z radością powitać wschód słońca! Wika w dodatku okazała się bardzo inteligentna, co stało się przyczyną kolejnych przygód. Szybko nauczyła się, jak zdejmować przysmaki leżące na komodzie. Starsze psy nigdy na coś takiego nie wpadły, a jej starczył jeden dzień, żeby ściągnąć całą paczkę suszonych uszu króliczych. Pod moją nieobecność psy miały świetną wyżerką. Wychodzenie z trzema psami na spacer też jest nie lada wyzwaniem, szczególnie gdy jeden z tych psów skacze zamiast normalnie iść, z ciekawością zabiera się do obwąchiwania wszystkiego w zasięgu wzroku i pożera wszystko w okolicy pyska.

Wika wróciła do właścicieli, a ja zaczęłam bardziej doceniać moje psy za to, że są tak dobrze wychowane, nie brudzą w domu i nie urządzają pobudki o świcie. Dorosłe psy też odetchnęły, bo w końcu mogły się porządnie wyspać. Bez skaczącego po głowie szczeniaka zapraszającego do zabawy przespały prawie cały dzień.

Tagi: trzy psy
10:23, whitewestie , Szczeniaki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011

Z kilkuset zdjęć zrobionych podczas rodzinnego westowego spaceru znalazłam jeszcze kilka z Wiką i Deizi. Siostry zupełnie nie wyglądają na nich jak słodkie, czyste szczeniaczki, jakie niekiedy możemy zobaczyć na reklamach. Nie są też śnieżnymi kulkami. Tak na prawdę westiki szybko zmieniają się ze słodkich kulek w patykowate stworki. I nigdy nie stają się słodkimi przytulankami, no chyba że na chwilę. Zawsze zostaje w nich trochę dzikości, którą chętnie budzą na spacerach.
Wika i Deizi wyglądają jak młode wilczki buszujące w trawach i błocie. Są brudne, ale szczęśliwe po zabawie przypominającej walkę, której towarzyszą bardzo groźne pomruki, powarkiwania i szczekanie. Właśnie tak wyglądają prawdziwie szczęśliwe westki!

west highland white terrier szczeniaki

Powitanie z wodą

west highland white terrier szczeniaki

Nie ma to jak dobrze się zamoczyć!

west highland white terrier szczeniaki

Walki w błocie? To właśnie młode westiki lubią najbardziej!

west highland white terrier szczeniaki

Dzikie siostry

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Przyczajanie do skoku

west highland white terrier szczeniaki

Gdy szczeniak jest już dobrze wypanierowany w błotku, lubi pobiegać

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Mała dzikuska wychodzi z traw

west highland white terrier szczeniaki

Efekty zabawy z siostrą

west highland white terrier szczeniaki

A pod koniec spaceru zmęczone pieski podziwiają widoki. W czasie intensywnych biegów błoto się gdzieś wykruszyło.

środa, 15 czerwca 2011

W psich tematach sporo się dzieje. W ostatnim tygodniu nie tylko dostałam pod opiekę Wikę, ale także odwiedziło nas jej rodzeństwo: Leo (Gucio) i Deizi (Zielona) wraz z właścicielami. Leo przyjechał na pierwsze trymowanie i w ciągu kilku godzin z zarośniętego łobuza zmienił się w dystyngowanego dżentelmena. Zmiana dotyczyła oczywiście tylko owłosienia, bo maniery zostały niezmienione. Leo, mimo że sporo większy, wciąż ma w sobie dużo z tego szczeniaczka, jakim go pamiętam. Porusza się w dystyngowany sposób, ma trochę rezerwy do świata, ale jednocześnie jest niezwykle przyjacielski i odważny. Potrzebował dosłownie kilku sekund, żeby ponownie zaprzyjaźnić się z ciotką szkotką i mamą oraz rozpocząć szaleńczą zabawę z siostrą. Nawet konieczność obcinania pazurków nie popsuła mu nastroju.

west highland white terrier szczeniaki

Powitanie z Wanią. Gucio po lewej. Właściciele Wiki mieli trudności z odgadnięciem, który ze szczeniaków jest ich.

west highland white terrier szczeniaki

Sara, Gucio, Wika i Wania

west highland white terrier szczeniaki

Następnego dnia odwiedziła nas Daizi wraz z Leonem. Spacer po lesie na pięć psów zakończył się podwójnym sukcesem: wróciło tyle samo psów ile wyszło i nie złapały ani jednego kleszcza (co szczególnie liczy się po ostatnich niemiłych przygodach z plagą kleszczy). Deizi rozwija się tak, jak się zapowiadała. Jest urocza, grzeczna i zupełnie wpatrzona w pana. Najchętniej by mu siedziała na kolanach, nawet wtedy, gdy on prowadzi samochód. W czasie spaceru, tak jak Sara, trzymała się przy nodze i grzecznie przychodziła na przywołanie, oczywiście poza chwilami szaleństwa z Wiką. Deizi na początku była nieco onieśmielona spotkaniem z psią rodziną, ale szybko nabrała animuszu. Biegała, skakała, warczała i brudziła się wraz z Wiką, a w zabawach czasem próbowała im towarzyszyć Wania. Leon ignorował szczeniaki, wykazując za to niezwykłe zainteresowanie Wanią. Sara jasno zakomunikowała, że nie dla niej takie wariackie zabawy i woli trzymać się z ludźmi. A Wania nieoczekiwanie ujawniła instynkt pasterski zaganiając białasy w zgrabną gromadkę.

west highland white terrier szczeniaki

Sara i Deizi

west highland white terrier szczeniaki

Westikowa rodzina: Sara z córkami, oraz Leon, kolega Deizi

west highland white terrier

Wania i jej owieczki

westie i terier szkocki

Gdy stadko grzecznie się pasie, pastereczka może sobie pozwilić na chwilę relaksu

westie i terier szkocki

Wania odkrywa talenty pasterskie

westie i terier szkocki

Zaganiamy stado

westie i terier szkocki

terier szkocki

Pastuszka Wania i jej owieczki w idealnym porządku

czwartek, 07 kwietnia 2011

W tym tygodniu Wika wyjechała do moich rodziców, gdzie będzie już mieszkać na stałe. W domu zrobiło się spokojnie i nieco pusto. Nikt już nie biega w podskokach, dorosłe psy chodzą dostojnie. Wyjazd malutkiej najbardziej przeżywa Wania. Nie chciałabym jej nadmiernie uczłowieczać, ale wyraźnie wygląda na zmartwioną i smutną. Dobre i sprawdzone sposoby, jak długi spacer, z możliwością wytarzania i wykąpania się, działa tylko na chwilę. Po powrocie do domu znowu wydaje się smutna, leży i wzdycha. Nawet nie dziwię się, bo Wika była towarzyszką jej zabaw i walk na niby, a w nocy spały przytulone na jednym legowisku.  Będziemy musiały często odwiedzać Wikę, żeby Wani wrócił dobry humor.

Wika podskakuje teraz w nowym domu, poznaje wszystkie kąty i zamieszkujące je koty. Pies i koty traktują się jeszcze z dystansem, ale zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. Wika odziedziczyła po ciotce- szkotce zamiłowanie do wodnych kąpieli. Wypuszczona do ogródka od razu wykąpała się w oczku, idąc w ślady cioci.

Pozostałe szczeniaczki też mają się dobrze. Jestem niezwykle wdzięczna ich nowym właścicielom na informacje i zdjęcia. To takie miłe oglądać szczęśliwe maluszki, aż mi się czasem łezka w oku kręci. Mia (Fioletka) i Deizi (Zielona) mają westikowe towarzystwo. Nowy przyjaciel Mii stracił dla niej nie tylko serce, ale także jajka. Dzięki temu, że został wysterylizowany nie będzie problemu z nieplanowaną ciążą. Mia jest niezależna i zazwyczaj ma własne pomysły na to, gdzie chce iść. Pieszczocha Deizi niemal we wszystkim naśladuje nowego przyjaciela Leona. Leo (Gucio) ma do zabawy trójkę dzieci oraz westika z sąsiedztwa. Bardzo zainteresował się ogrodnictwem- udało  mu
się wykopać już tulipany i obgryźć kilka krzaczków. Tina (Żółta) stała się ulubienicą całej rodziny. Trochę obawiałam się o los Niebieskiej (Soni), bo przez jakiś czas jej właściciele nie odpowiadali na malie ani telefony. Już miałam wsiadać w samochód i jechać na poszukiwania, ale w końcu się jednak odezwali. Mała ma się dobrze, bawi się z dziećmi. Czekam na zdjęcia i mam nadzieję, że wszystko u niej dobrze i jest szczęśliwa.

A tu kilka fotek szczeniaczków z nowych domów:

Deizi i Leon:

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Mia i Bianco:

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Oraz Leo (Gucio)

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

wtorek, 22 marca 2011

Wszystkie szczeniaki już wyjechały i w domu zrobiło się pusto. Została tylko jedna suczka, która po trzecim szczepieniu zamieszka u moich rodziców. Przyszli właściciele mnie przegłosowali i malutka będzie nazywała się Wika (a może Wicca, jak pogańska, magiczna, inicjacyjna religia misteryjna czy misteryjny kult Bogini Magii i Boga Śmierci i Odrodzenia lub po prostu czarostwo). Mam nadzieję, że takie magiczne imię domowe zapewni malutkiej dużo szczęścia i pomyślności w jej psim życiu.

Po wyjeździe siostry Wika wydawała się nieco smutna i osamotniona, na szczęście ciocia Wania bardzo ładnie ją pocieszała. Teraz jest ulubioną towarzyszką zabaw malutkiej.

Nadszedł też czas na pierwsze zabiegi upiększające. Zebrałam się na odwagę, żeby po raz pierwszy wytrymować szczeniaka. Trochę się obawiałam, bo słyszałam gdzieś historie o szczeniakach, które darły się wniebogłosy podczas pierwszego trymowania, jakby je ze skory obdzierano. Wika pierwsze trymowanie zniosła bardzo spokojnie, a po natarciu kredą ten najdłuższy włos wychodził bez problemu.

Chciałam zamieścić zdjęcia przed i po trymowaniu, ale okazało się, że jak rasowa blondynka robiłam foty bez karty w aparacie. Więc zdjęć na razie nie będzie....

 

Jednak udało mi się zrobić kilka fotek po trymowaniu.

west highland white terrier szczeniakiPo zdjęciu zbędnej sierści ukazały się ładne kształty...

westie i terier szkocki

Cała trójka

westie i szkotka

west highland white terrier szczeniaki

Wika z mamą

terier szkocki

I z ciotką- szkotką

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki

 

A że wiosna to sezon na trymowanie, Sarka też dostała się pod trymer. Już prawie udało mi się doprowadzić jej szatę do ładu po ciąży i wychowywaniu szczeniaków. Wygląda teraz tak:

Sara zameczek nad nida

czwartek, 17 marca 2011

Ech, smutno się zrobiło, nawet nie chce mi się pisać, bo o czym? Większość szczeniaków wyjechała już do nowych, kochających domów. Po całym zamieszaniu i ganianinie maluchów zostało tylko wspomnienie. Dwa małe i dwa duże psy wciąż się bawią, ale zamieszanie jest dużo mniejsze. Właściwie 4 psy można opanować bez najmniejszego problemu. To dobra wiadomość na przyszłość.

Dodatkowo przygnębia mnie katastrofa w Japonii i wybuch w elektrowni atomowej. Dzisiaj wieje strasznie, przy takim wietrze jeszcze przywieje do nas tą radioaktywną chmurę. Aż się nie chce wychodzić na dwór. Jednak psom chmura nie straszna, chyba poczuły wiosnę, bo na spacerach biegają jak na dopalaczach. Sara zatacza mniejsze lub większe koła z zawrotną prędkością, Wania próbuje ją gonić, przewracają się, a później kolejność gonienia odwraca się. Wiosna tuż- tuż.

Skoro brakuje mi słów, kilka ostatnich zdjęć małych i dużych psów:

west highland white terrier szczeniaki

Maluszki jeszcze przed wyjazdem Zielonej

west highland white terrier szczeniaki

Pa, pa Zielona. Dużo szczęścia w nowym domu!

west highland white terrier szczeniaki

Czerwona, czyli Viva

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Wania uwielbia zabawy ze szczeniakami. Gdy gryzą ją po brodzie, uszach- wydaje się ekstatycznie szczęśliwa. Wydaje dźwięki podobne do mruczenia, przewraca się na plecy, jakby prosiła o jeszcze więcej zabawy. Maluszków nie trzeba prosić dwa razy :)

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Niebieska

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Całe stado w komplecie

niedziela, 06 marca 2011

W sobotę obudziła mnie błoga cisza. Czyżby po wyjeździe Żółtej szczeniaki tak się uspokoiły? A może to Żółta była najbardziej rozkrzyczana i prowokowała innych do wrzasku? A może coś im się stało? Pobiegłam sprawdzić. Okazało się, że szczeniaki wydostały się z kojca i grzeczne i szczęśliwe spały w pokoju. Wciąż zastanawiam się, dlaczego w kojcu wydzierają się wniebogłosy, a śpiąc tuż obok, poza kojcem, są cichutkie. Zachowanie szczeniaków w wielu aspektach jest równie zagadkowe. Dlaczego ignorują specjalnie dla nich kupione psie zabawki, a potrafią się pięknie bawić znalezionym papierkiem, czy kubkiem po jogurcie? Dlaczego ta sama karma z innej miski znika błyskawicznie, a w kojcu stała nie wzbudzając zainteresowania?

Po sobotniej przygodzie rozebrałam kojec, bo już nie spełnia swojej roli. Teraz szczeniaki biegają po całym mieszkaniu. Obawiałam się, że wszystko będzie obsikane i okupkane. Rzeczywiście, sobotniego poranka błyskawicznie obudziłam się po wdepnięciu w szczenięcą kupę. Jednak maluszki bardzo szybko załapały, że trzeba załatwiać się na podkłady. Wpadki zdarzają się, ale nie jest tak źle, jak się obawiałam. Właściwie to jest bardzo dobrze, a widok szczeniaków wylegujących się obok mamy i cioci Wani- niezapomniany.

 

I kilka wspomnień:

west highland white terrier szczeniaki

Żółta- teraz Tina, kilka dni temu.

west highland white terrier szczeniaki

Jakieś dwa tygodnie temu...

west highland white terrier szczeniaki

Jakieś dwa tygodnie temu... Czerwona z mamą.

piątek, 04 marca 2011

O świcie znowu obudziło mnie pianie szczeniaków. Są bardziej punktualne od koguta, bo gdy tylko zauważą pierwsze promienie słońca, wszczynają alarm. Nie zastanawiając się wypuściłam je z kojca. Miałam nadzieję, że szybko wybiegają się, zmęczą i znowu wrócą spać, a ja prześpię się jeszcze z godzinkę. Biegały ochoczo, ale po włożeniu do kojca znowu rozpoczęły lament. Postanowiłam zaryzykować i zostawić je poza kojcem, zamknięte w pokoju. Razem z nimi została Wania, a ja poszłam spać. Obudziła mnie cisza, a gdy dotarło do mnie, że szczeniaki zostały w pokoju- złowroga cisza. Zerwałam się zobaczyć, co się dzieje. Widok zupełnie mnie rozczulił. Szkotka Wania spała na posłaniu, a obok wtulone w nią cztery westikowe szczeniaczki. Piękne rozpoczęcie dnia.

czwartek, 03 marca 2011

Nasz dzień wygląda teraz inaczej. O świcie pobudka, z powodu wrzasku szczeniaków. Nie są głodne ani chore, po prostu pragną wolności. Trzy pyski produkują hałas nie do zniesienia. Nie wrzeszczy tylko Czerwona. Jest taka spokojna i grzeczna? Nie, po prostu nauczyła się sama wychodzić z kojca. Spryciara, opanowała nową technikę: skok przez płot, zamiast żmudne wypychanie poduchy zasłaniającej wejście. Podskakuje na ścianę kojca, podciąga się na przednich łapach i witaj wolności!

Na początku próbowałam zastosować radę jednej z psich treserek: przeczekać. Jednak takie rady może dawać tylko ktoś, kto nie ma pojęcia, jaki przeraźliwy pisk tworzą szczeniaki. Pierwszy, drugi dzień wciskałam głowę pod poduszkę, próbując pospać jeszcze kilka minut. Nieskutecznie. Niestety, w starciu ze stadem szczeniaków człowiek nie ma żadnych szans. Po raz kolejny zostałam pokonana.

Pierwsza klęska to niemożliwość powstrzymania Czerwonej od wyskakiwania z kojca. Nawet dodatkowo obkleiłam górne krawędzie kojca daszkiem z tektury, że całość wyglądała jak więzienie w Guantanamo. A ta i tak sobie z tym poradziła. O poranku zastałam ją spacerującą po pokoju, a tekturowe daszki porozrzucane na podłodze kojca.

Gdy tylko budzi mnie ten wrzask, wypuszczam wszystkie szczeniaki z kojca, pozwalając im biegać po całym domu. Towarzyszą mi i psom w porannej krzątaninie i wdrażane są w psie rytuały. Gdy jem śniadanie, dwa duże psy siedzą przy stole i wpatrują się we mnie. Teraz dołączają do nich cztery małe psy. Ile kęsów jest w stanie przełknąć człowiek obserwowany przez sześć par oczu?

Gdy szczeniaki się zmęczą bieganiem, wkładam je do kojca, dostają śniadanie, a później zmęczone usypiają. Oczywiście, gdy tylko się obudzą, znowu chcą wyjść, więc skrzeczenie zaczyna się na nowo. Efekty biegania szczeniaków po całym domu na pewno ucieszą moich rodziców. Od jakiś 7 lat prowadzimy, hmmm... dyskusje, na temat cyklinowania podłogi. Obawiam się, że po szczeniakach nie da się tego odwlekać.

wtorek, 01 marca 2011

Nadszedł czas opuszczania domu przez szczeniaki. Po wyjeździe Fioletki w kojcu zapanował spokój i wydawało się, jakby wyjechały co najmniej trzy. Nic dziwnego, malutka miała tyle energii, że bywała w kilku miejscach równocześnie i zajmowała się wieloma psotami na raz. Po wyjeździe Gucia szczeniaki wydawały się przestraszone, jakby zastanawiały się, gdzie zniknęły dwa pozostałe. Spały schowane w kryjówkach i niemal wcale nie rozrabiały. Sara też chodziła osowiała i zastanawiam się, czy miała świadomość, że dzieci wyjechały.

Szczeniaki szybko zadomowiły się w nowych domach. Oba dzielnie zniosły podróż. Fioletka rozstawia teraz po kątach trochę starszego od siebie westika. Gucio bez problemu radzi sobie z trójką dzieci i stał się ulubieńcem wszystkich.

W poniedziałek życie wróciło do normy. Maluchy zajęły się beztroską zabawą i rozrabianiem w kojcu. W przesyłce z karmą dostałyśmy zamówione frisbee, więc Sara i Wania wypróbowały nową zabawkę w czasie spaceru. Sara radzi sobie dużo lepiej, bo szybciej dogania frisbee, a czasem nawet aportuje. Wania na swoich krótkich niby- nóżkach ma małe szanse, ale i tak bawiła się dobrze, próbując zabrać Sarze upolowaną zdobycz.

Pozostałe szczeniaki coraz trudniej utrzymać w kojcu, bo głośnym piskiem oznajmiają, że chcą wyjść. Wyciągam je więc i puszczam na mieszkanie, żeby miały szansę na poznawanie świata, tak jak ich rodzeństwo. Maluchy rozłażą się po mieszkaniu, pilnowane przez mamę i ciocię. Na szczęście mieszkanie przystosowane jest do psów, więc są w miarę bezpieczne.
Maluszki szybko załapały zasadę, znaną chyba każdemu psu: z cudzej miski smakuje lepiej. Mają zawsze pełną miskę w kojcu, ale gdy tylko znajdą się poza nim, zaraz biegną sprawdzić miski mamy i cioci i bardzo chętnie zjadają to, co w nich znajdą. Zastanawiam się, czy stół, któremu udało się przetrwać szczenięctwo Sary i Wani, przetrwa też szczeniaki, które już próbują podgryzać nogi. Chyba znowu będę musiała obwiązać nogi szmatami, dla ochrony przed totalną destrukcją. Maluszki poznały też dwa najważniejsze w życiu westika miejsca: kanapę i łóżko. Chętnie je obwąchały, ale na razie dużo ciekawsza jest dla nich podłoga i to, co mogą na niej znaleźć, oraz kryjówka za kanapą.

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Ktoś powiedział, że szczeniaki, to jedyne szczęście, które można kupić. Jeszcze trzy małe szczęścia czekają na właścicieli.

 
1 , 2 , 3