Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę

Kultura

sobota, 04 sierpnia 2012

Niedawno wróciłam z wielkiej wystawy sztuki wspólczesnej Documenta 13, która co 5 lat odbywa się w Kassel. Zanim napiszę jakąś refleksję na temat psów w sztuce współczesnej zamieszczę najpierw kilka dziwnych i starych filmów z psami w roli głównej. Są trochę dziwaczne, trochę śmieszne, w sam raz do oglądania w taki upał, jak właśnie panuje na dworze.

Latający pies:

 

Pies wspinający się po drabinie

 

Psy skaczące ze spadochronem

 

Oraz ślub szczeniaków

Tagi: pies psy
21:29, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (4) »
czwartek, 26 lipca 2012

Szukając w internecie informacji o klonowaniu psów przypadkiem znalazłam bardzo ciekawy album z historycznymi zdjęciami psów. Można zobaczyć, jak w ciągu ostatniego wieku zmienił się wygląd poszczególnych ras. Niezwykła podróż  w czasie.

West highland white terrier:

Terier szkocki

Oczywiście na stronie są też albumy ze zdjęciami innych popularnych ras.

A wracając do klonowania. Zarówno Amerykański jak Brytyjski Kennel Club odmawiają rejestracji sklonowanych psów.

 

środa, 25 lipca 2012

Czy wspominałam już, że chyba nic mnie nie zaszokuje? Znowu pomyłka. Nieocenieni Amerykanie zawsze potrafią zaskoczyć. Tym razem trafiłam na dokument (na razie dwa odcinki) wyemitowany w styczniu tego roku przez amerykańską kablówkę TLC. Dokument nosi tytuł „Sklonowałem swojego psa” (I cloned my pet) i przedstawia historie ludzi, którzy zdecydowali się na sklonowanie swoich zwierzątek. Pojawia się w nim także właścicielka psa Trouble (i jego klona- Double Trouble), o której już pisałam, a także kilka innych osób, które zdecydowały się na podobne rozwiązanie.

 

Film wstrząsnął mną i potrzebuję nieco czasu na refleksję. Poniekąd rozumiem intencje bohaterów programu i ich wielką miłość do swoich psów. Sama zdecydowałam się na szczeniaki Sary, żeby „w razie czego” mieć kopię zapasową. Teraz kopia zapasowa biega w ogródku u rodziców, a pozostałe trafiły do dobrych domów. Gdyby Sarze coś się stało, to może powrócić do mnie jako swoja wnuczka.

 

W międzyczasie zamieszczam piosenkę, którą napisał George, aby zebrać fundusze na opłacenie rachunku za sklonowanie swojego ukochanego psa Boba. Opiewa on na 100 tysięcy dolarów. Bob zginął tragiczną śmiercią w wieku zaledwie dwóch i pół lat, zagryziony w czasie spaceru przez rottweilera. Jak mówi George w filmie, piosenka ta ma pomóc zrozumieć ludziom, że klonowanie nie jest niczym złym i chodzi w nim przede wszystkim o miłość. Na zdjęciu do piosenki możemy obejrzeć aż trzy klony Boba. Wszystkie szczeniaki przebywają obecnie pod kochającą opieką George'a.



poniedziałek, 23 lipca 2012

Po obejrzeniu reality show „Toddlers and tiaras” myślałam, że już nic mnie nie zdziwi. Program ten jest o dziewczynkach, a właściwie ich matkach, biorących udział w wyborach małych miss w Stanach Zjednoczonych. Każdy odcinek przedstawia trzy dziewczynki (rzadziej chłopców) i ich matki zaangażowane w przygotowania do występu. Widzimy, jak dziewczynki uczą się chodzić specjalnym krokiem, stać nieruchomo w wyszukanej pozie i ćwiczą układy choreograficzne. Oglądamy, jak robi im się makijaż, tapiruje włosy, nakłada peruki i błyszczące suknie, aby mogły wyjść na scenę. Z małych dziewczynek zmieniają się w sztuczne „stare- malutkie”.


Właściwie cały proces bardzo przypomina to, co dzieje się podczas wystaw psów rasowych. Psy najpierw szkolone są, aby potrafiły się ładnie pokazać, ustawić i zaprezentować. Następnie za pomocą mniejszej lub większej ilości zabiegów kosmetycznych przygotowuje się je do występu na ringu. Co ciekawe, w każdym odcinku „Toddlers and tiaras” prezentowani są także sędziowie. Zapadła mi w pamięć taka wypowiedź: „Jestem sędzią kynologicznym w ACK (American Kennel Club), ale ostatnio oceniam też dzieci”. Jak się później okazało, jeszcze kilku sędziów małych miss zajmowało się także ocenianiem psów. Jak niewiele dzieli wybory piękności dla małych dziewczynek od wystaw psów!

 

Ale to jeszcze nic!

 

Gdy myślałam, że już nic mnie nie zdziwi, trafiłam na kolejny reality: „Doggie moms”. Opowiada ona o kilku mieszkankach Nowego Jorku, które mają się właśnie za „psie mamusie”. Przedstawiają one swoje życie z psami, psie imprezy oraz „psie” sfery Nowego Jorku. Jednak nie są to zwykłe właścicielki psów, zakochane w swoich pupilach. Bohaterki serialu przyznają, że niektórzy uważają je za szalone na punkcie psów. Zapewne dlatego, że uwielbiają ubierać je w ubranka za kilkaset dolarów i brać udział w różnego rodzaju wyborach piękności dla psów. Jednak nie są to wystawy psów rasowych, bo- jak odróżnia je jednak z bohaterek- chodzi tam głównie o zgodność wyglądu psa z wzorcem rasy. W konkursach piękności chodzi o podkreślenie osobowości psa, zazwyczaj za pomocą mniej lub bardziej udziwnionego ubranka. Oglądamy więc, jak bohaterki przebierają swoje pieski na przyjęcie urodzinowe (oczywiście organizowane na cześć pieska), jak wybierają się na na mecz polo za miasto, gdyż w przerwie organizowany jest konkurs na strój sportowy (dla piesków oczywiście), a w końcu biorą udział w specjalnie organizowanym konkursie „Szczekających piękności” (który według organizatorki ma wkrótce szansę dogonić popularnością wybory Miss America).


Serial jest dość dziwaczny, jednak w gruncie rzeczy pojawia się w nim kilka istotnych pytań na temat naszych relacji ze zwierzętami. Dlaczego tak wiele osób dzieli swoje życie ze zwierzętami? Jak bardzo możemy kochać swoje psy i czy jesteśmy im bardziej oddani niż innym ludziom? Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że bohaterkami serialu są właśnie kobiety. Często tworzą one silne związki ze zwierzętami, które jednocześnie odwołują się do silnych stereotypów (wystarczy przypomnieć procesy czarownic- stałą częścią oskarżenia było posiadanie jakiegoś zwierzęcia). „Psie mamusie”, żyjące zazwyczaj bez męskich partnerów, opowiadające o swojej więzi z psami, uderzają właśnie w te stereotypy. Bo co może być bardziej śmiesznego, czy wręcz żałosnego, niż starsza kobieta, bez dzieci i męża, a za to z pieskami? Przejmująca jest scena, gdy starzejąca się Grace odwiedza chirurga plastycznego i wstrzykuje sobie botox, żeby lepiej wyglądać na... przyjęciu urodzinowym swojego psa.


Postacie przedstawione w serialu są dziwne, wręcz karykaturalne, jednak tkwi w nim pewien potencjał. Wiele zmian społecznych rozpoczyna się od pokazania zjawiska, które istniało, ale o którym nie mówiono. Coraz więcej kobiet rezygnuje z tradycyjnej rodziny (męża, dzieci) i wybiera życie z psami, albo mieszkają z partnerami, a psy zastępują im dzieci. Nie wszystkie ubierają psy w ubranka i nie traktują ich w taki dziwaczny sposób. Zwierzęta coraz częściej zajmują ważne miejsce w naszym życiu, więc warto zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Czy jesteśmy świadkami nowej rewolucji obyczajowej?



środa, 09 maja 2012

Organizacje zajmujące się prawami zwierząt alarmują, że przed zbliżającymi się rozgrywkami Euro 2012 na Ukrainie masowo zabijane są bezpańskie psy. W związku ze skalą okrucieństwa wobec zwierząt namawiają do bojkotu imprezy. Może słusznie, bo czego można spodziewać się po ludziach, którzy tak traktują swoje zwierzęta? Nie jest to pierwsze tego typu zdarzenie. Przez olimpiadą w Pekinie władze wydały nakaz oczyszczenia miasta z bezdomnych psów i kotów argumentując, że roznoszą one groźne choroby. Rozpoczęła się masowa akcja wyłapywania zwierząt, tłuczenia ich na śmierć drewnianymi pałkami, wywożenia za miasto, gdzie były zabijane (i często zjadane). Aż trudno się oprzeć porównaniu do chińskiej rewolucji kulturalnej, która w najgorętszym okresie w podobny sposób traktowała „wrogów ludu” (chociaż po zabiciu raczej nie byli zjadani).

 

Jako przestrogę chciałabym przypomnieć historię, która wydarzyła się w 1911 roku w Istambule. W mieście mieszkało wiele bezpańskich i błąkających się psów, żyjących swoim życiem. Zdarzało się, że atakowały ludzi, być może roznosiły też jakieś choroby. Władze Istambułu postanowiły oczyścić miasto wywożąc wszystkie psy na niezamieszkaną przez ludzi wyspę, gdzie prawdopodobnie większość z nich zmarłaby śmiercią głodową lub została pożarta przez współbratymców. Niedługo po tym Istambuł nawiedziło trzęsienie ziemi. Nękani wyrzutami sumienia mieszkańcy odebrali to jako karę niebios za swoje okrutne postępowanie wobec psów. Postanowili je przewieźć z powrotem do miasta. Znowu mogły błąkać się po ulicach. Do historii tej nawiązuje polska artystka Joanna Rajkowska w cyklu Psy z Üsküdar.



środa, 04 kwietnia 2012

Od mojego powrotu z drugiego wyjazdu do Indii minęło już trochę czasu, jednak niekiedy ogarnia mnie nostalgia. Porównuję życie w Indiach do życia w Europie i myślę, że wiele możemy się nauczyć.



W Indiach byłam w lutym, więc był to sezon wysypu szczeniaków. Na ulicach można było spotkać suki ze szczeniakami, suki z sutkami obwisłymi od karmienia. Żyły w pobliżu ludzi, nie niepokojone, a czasem nawet otaczane opieką. Jacyś litościwi ludzie rzucali sukom i szczeniakom resztki jedzenia. Kto przeżyje, ten będzie żył. Szczeniaki uczyły się życia na ulicy. Ta bujność zadziwiała mnie, byłam zafascynowana tymi szczeniakami, jeszcze ślepymi, spokojnie śpiącymi w jakimś zagłębieniu przy ulicy. Przecież polskie rozwiązanie jest banalnie okrutne: jak coś się niechciane uplęgło, to utopić w rzece, albo wyrzucić na śmietnik.



szczeniaki

Chłopiec bawiący się ze szczeniakami w Rishikeshu

szczeniaki

szczeniaki

Suka karmiąca szczeniaki

szczeniaki

A tu kilku dniowe, jeszcze ślepe szczeniaki śpiące w przygotowanym legowisku na ulicy

szczeniaki

szczeniaki

Szkoła przeżycia

 

Zadziwia życie- niezliczona ilość żyjących istot w Indiach. I tu wcale nie chodzi o ludzi, których jest mnóstwo, ale o różnorodność żywych stworzeń, które można spotkać na ulicach, w miastach, miasteczkach i wsiach. Psy, krowy, osły, małpy, wiewiórki i inne gatunki żyjące w pobliżu ludzi. W porównaniu z Indiami Europa wygląda jak pustynia. Krowy na ulicy nie uświadczysz. Przyznam, że po powrocie nieco mi brakowało tych ciekawskich, z godnością spacerujących krów, a także pozostałych zwierząt. U nas psy zostały przypisane do właścicieli, domów, bud, a wszelkie nadliczbowe pozamykane w schroniskach. Na ulicy jest porządek, każda istota na swoim miejscu, posegregowana. Wszystko nadliczbowe zaraz zostanie zawiezione do specjalnej instytucji.



 delhi

Śpiące psy w centrum Delhi

rishikesh

Krowy na ulicy w Rishikeshu

rishikesh

Odpoczynek nad wodą- Ganges w Rishikeshu

haridwar

Dokarmianie krowy- Haridwar

 puszkar

Puszkar- growy i gołębie na ghacie wokół jeziora. Zwierzęta są dokarmiane przez myjących się ludzi

Bardzo podobał mi się szacunek do zwierząt w Indiach. Jeden ze spotkanych ludzi tłumaczył, że kto karmi krowy, psy, gołębie czy inne stworzenia, ten wykonuje dobry uczynek i zbiera dobrą karmę. Taka osoba jest uznawana za dobrą, cieszy się szacunkiem. I rzeczywiście, widywałam wiele osób karmiących bezdomne psy, krowy czy kupujących ziarno dla gołębi. Myślę, że tak często powtarzany u nas argument, że zwierzęta srają i brudzą tam wywołałby olbrzymie zdziwienie. Przecież wszystko, co żyje, musi wydalać- takie jest życie. Kilka dni po powrocie do Polski na jednym z portali internetowych znalazłam długi artykuł, a pod nim jeszcze dłuższą dyskusję „jak pozbyć się gołębi”. Szczegółowo dyskutowano różne mniej i bardziej humanitarne sposoby „pozbycia się”, łącznie ze stosowaniem trucizny. Cóż, kolejna różnica kulturowa. I jeszcze jedna: osoby dokarmiające zwierzęta w Polsce raczej nie cieszą się powszechnym szacunkiem.

 delhi

delhi

Pan dzielący się obiadem z bezdomnym psem- Delhi

haridwar

Z tym psem ktoś podzielił się obuwiem

haridwar

Bardzo ciekawa scena z Haridwaru- wychodzący na spacer z psem właściciel niesie siatkę przysmaków, którymi dokarmia biegające po okolicy bezdomne psiaki.

Wegetarianizm jest bardzo popularny, w wielu miejscowościach w ogóle nie można kupić mięsa- ani w restauracjach, ani w sklepach. Indie są rajem dla osób o różnorodnych upodobaniach kulinarnych. Jeden ze spotkanych po drodze Polaków nie mógł jeść produktów z mleka z powodu nietolerancji laktozy. Bardzo się cieszył, że w Indiach nikogo nie dziwiło pytanie, czy potrawa zawiera mleko ani prośba o danie bez dodatku mleka, masła czy śmietany. W Polsce taka prośba uznawana była za co najmniej dziwaczną.

 

Co jakiś czas można usłyszeć lament, że kultura europejska to „cywilizacja śmierci”. Po pobycie w Indiach coraz bardziej się z tym zgadzam, chociaż z zastrzeżeniem, że wcale nie chodzi o usuwanie płodów czy zabiegi zapłodnienia in vitro. Europa rzeczywiście wydaje się wymarła, pozbawiona różnorodności form życia, zdominowana przez jeden gatunek. Jakby na potwierdzenie tych rozmyślań podczas spaceru z psami natknęłam się na dwie osoby prowadzące dyskusję. „Ja to nie uważam psów w mieście” powiedziała jedna, a druga przytaknęła. Pewnie, miasta powinny być tylko dla ludzi, Polska dla Polaków (zwierzęta obywatelstwa nie posiadają). A każdą niezabudowaną przestrzeń w miastach zabetonujmy, żeby przypadkiem nie zaplęgły się tam jakieś robaki, szczury czy gołębie. Będzie sterylnie i czysto- jak w kostnicy.

 

Tagi: Indie pies psy
16:31, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2012

Czy psy rasowe możemy uznać za dzieło sztuki? Jest wiele podobieństw pomiędzy pracą hodowców zaangażowanych w wystawy psów i pracą artystów bio- artu, pracujących w "materiale" biologicznym.

Przede wszystkim liczy się efekt. Końcowy wytwór ma wywoływać jakieś reakcje u odbiorcy: zachwycać, szokować, powodować zgorszenie czy zazdrość.

Po drugie, sam proces tworzenia jest zbliżony. Wielu artystów (i hodowców) stosuje metody selekcji i doboru, a na stworzenie "dzieła życia" potrzeba wiele pokoleń zwierząt (w przypadku owadów to zaledwie klika tygodni, lecz w przypadku hodowli psów może to trwać latami). Artyści i hodowcy coraz częściej sięgają po narzędzia technologiczne, używają sztucznych metod reprodukcyjnych czy innych metod umożliwiających stworzyć wymarzone dzieło.

Pozostają jeszcze kwestie etyczne. Czy żywe, czujące organizmy (czy są to psy, owady czy inne stworzenia) mogą stać się przedmiotem sztuki? Czy mamy prawo ingerować w ich genom czy eksterier? Czy ważniejszy jest efekt wizualny, czy dobrostan zwierząt?

Na te i inne pytania staram się odpowiedzieć w artykule zamieszczonym w najnowszym numerze Artmix. Zapraszam do lektury

http://obieg.pl/artmix/24243

wtorek, 10 stycznia 2012

Tytuł to nie żart. Klonowanie psów jest już możliwe. I słono kosztuje. Pierwszym sklonowanym psem był chart afgański o imieniu Snuppy. Od tego czasu klonowanie zwierząt domowych traktowane jest jak pomysł na potencjalnie lukratywny biznes.

Jednym z pierwszych przedsięwzięć tego typu był „Missyplicity Project” rozpoczęty przez firmę Genetic Savings & Clone w 1997 roku po wiadomościach o sukcesie klonowania owcy Dolly. Biznesmen John Sperling postanowił sprawdzić, czy należąca do jego przyjaciółki suczka o imieniu Missy też może być sklonowana. Naturalne zduplikowanie Missy nie wchodziło w grę, bo była wysterylizowanym kundelkiem, a jej rodzice byli nieznani. Firma rozpoczęła wart wiele milionów dolarów projekt mający doprowadzić do sklonowania Missy. Wieść o nim spowodowała szeroki odzew, a ludzie z całego świata zgłaszali się z chęcią sklonowania swojego niepowtarzalnego ulubieńca. Missy zmarła w 2002 roku, nie doczekawszy się powielenia. Jej DNA zdeponowane zostało w banku genów czekając na pomyśle zakończenie projektu. W końcu projekt zakończył się sukcesem. Na filmie widzimy fundatora projektu Missiplicity z klonami ukochanej suczki Missy. Podobno są dokładnie takie same, jak ona. Z wyglądu i z zachowania.

Pojawiające się jak grzyby po deszczu firmy nie szczędzą wysiłków i funduszy, aby projekt klonowania psów urzeczywistnił się i dał się realizować na komercyjną skalę. Firma Bio Arts wspomina o możliwości użycia biotechnologii do klonowania zwierząt domowych. Uzasadnienie jest porażająco proste: „wielu ludzi może być zainteresowanych klonowaniem kotów i psów, aby zastąpić ukochanego ulubieńca. Zamiast iść do sklepu zoologicznego i starać się znaleźć zwierzę przypominające twoje zwierzątko, możesz je po prostu sklonować, unikając dzięki temu trudnego zadania tłumaczenia dzieciom, że wysłałeś ich ukochane zwierzątko na farmę za miasto, gdzie może biegać cały dzień” Firma uprzedza jednak, że sklonowane zwierzę może różnić się wyglądam od oryginału, a także nie będzie posiadało wspomnień ani wiedzy. Pojawiające się masowo pomysły klonowania zwierząt domowych odzwierciedlają olbrzymie uczuciowe zaangażowanie jakie ludzie żywią do swoich zwierząt. Nowoczesna technologia obiecuje lekarstwo na śmierć i smutek związany ze stratą ukochanego zwierzęcia.

Naukowcy z Korei Południowej zajęli się klonowaniem ulubieńców na komercyjną skalę. W telewizyjnym talk show kobieta opowiada o sklonowaniu swojego ukochanego psa o imieniu Truoble. Musiała go bardzo kochać- w domu ma jego portret zajmujący całą ścianę, oraz pościel z jego podobizną. A teraz jego klona o imieniu Double Trouble. Klon ulubieńca kosztował 50 tysięcy dolarów, co jak sama przyznaje, było poważną decyzją finansową. Ale czego się nie robi z miłości do zwierzaka? Zastanawiam się tylko, czy warto wydawać tysiące dolarów na kopię, skoro w schroniskach dla zwierząt przebywa tak wiele psów?



piątek, 06 stycznia 2012

Od 1 stycznia 2012 weszła w życie nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt. Wprowadza ona kilka rozwiązań mających na celu bardziej skuteczną ochronę dobrostanu zwierząt. Art. 9 zabrania trzymania zwierząt domowych na uwięzi dłużej niż 12 godzin w ciągu doby oraz trzymania zwierząt bez zapewnienia im możliwości niezbędnego ruchu. Długość uwięzi nie może być krótsza niż 3 m.

Art. 10 zabrania sprzedaży psów i kotów na targowiskach, targach i giełdach, oraz poza miejscami hodowli. Zabrania także rozmnażania psów i kotów w celach handlowych. Zakaz ten nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów (na przykład Związek Kynologiczny). Zapis ten ma na celu zlikwidowanie pseudo- hodowli, w których w koszmarnych warunkach dla zysku rozmnażane są zwierzęta nierasowe. W konsekwencji ma to zmniejszyć liczbę zwierząt bezdomnych, trafiających do schronisk. W ustawie pojawiają się także zapisy odnoszące się do osób kupujących zwierzęta. Zabrania się nabywania psów i kotów poza miejscami ich hodowli, na targowiskach, targach i giełdach. Zakaz ten nie dotyczy nabycia psów i kotów ze schronisk dla zwierząt oraz od organizacji społecznych, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt.

Zapis jest dobry, ale Polacy jeszcze lepsi w łamaniu i omijaniu prawa. Wprawdzie z portali internetowych zniknęły ogłoszenia o sprzedaży szczeniaków bez rodowodu, ale pojawiły się za to kwiatki w postaci: sprzedam smycz, pies rasy... gratis. Przez pseudo- hodowców pies jest traktowany jak dodatek do smyczy i właściwie jest do zgodne z prawdą. Dla nich zazwyczaj jest przedmiotem, którym można dowolnie dysponować. Widać to zresztą po warunkach, w jakich często w takich miejscach trzymane są szczeniaki. Moim zdaniem ustawa już przyniosła pozytywny efekt: podniosła zasłonę hipokryzji. Jeśli ktoś traktuje psy jak przedmioty, to jak przedmioty je sprzedaje. Mam też nadzieję, że osoby kupujące szczeniaki z pseudo- hodowli nie będą już mogły chować się za wymówkami typu „nie wiedziałam, że mój piesek wychowywał się w takich warunkach, a jego mama co pół roku rodziła szczeniaki”. Jeśli ktoś kocha psy, to zada sobie przynajmniej minimalny trud, żeby sprawdzić, w jakich warunkach urodził się i wychowywał jego piesek, zamiast zamawiać sobie szczeniaka z dostawą do domu.

Ustawa wprawdzie zabrania handlu psami bez rodowodów, ale nie gwarantuje, że pseudo- hodowcy nie zaczną hodować zwierząt z rodowodami. Niestety, każdy posiadacz psa z rodowodem może zapisać się do Związku Kynologicznego i po zaliczeniu kilku wystaw rozpocząć hodowlę. Jednak osoby kupujące szczeniaki z hodowli zarejestrowanych w Związku Kynologicznym powinny pamiętać, że mają prawo odwiedzenia hodowli i zapoznania się z warunkami, jakie w niej panują. Musimy pamiętać, że przez świadomy wybór sposobu nabycia psa (kupna z hodowli, lub adopcji ze schroniska) możemy wpłynąć na warunki, w jakich żyją psy oraz na sposób, w jaki są traktowane. Mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Dobrze by było, aby człowiek też był najlepszym przyjacielem psa.

 hodowane dla zysku

Reklama społeczna amerykańskiej organizacji RSPCA, protestująca przeciwko pseudo- hodowlom, w których psy w okropnych warunkach rozmnażane są dla chęci zysku. Reklama ma wydźwięk ironiczny, bo organizacje zajmujące się prawami zwierząt sprzeciwiają się zarówno hodowli psów dla zysku, jak i dla zbytku. Tworzenie modnych ras, jak przedstawione na reklamie labradoodle, ma odpowiadać potrzebom człowieka i sprawić, że psy są „wygodne w obsłudze”. Ile w takim psie pozostaje z psa?



sobota, 03 grudnia 2011

Przeglądając ogłoszenia na jednym z portali internetowych znalazłam oferty zachęcające do kupna szczeniaczka na mikołaja czy pod choinkę. Odpowiedzialny hodowca na pewno nie reklamuje swoich szczeniaków jako doskonałych prezentów pod choinkę. Wie, że pies to nie zabawka, a decyzja o zakupie powinna być głęboko przemyślana, a nie podjęta pod wpływem impulsu. Odpowiedzialny właściciel także nie kupuje pieska na prezent, żeby sprawić dziecku świąteczną niespodziankę. Co stanie się z taką „żywą zabawką” gdy się znudzi?

Australijska organizacja The Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals przygotowała  kampanię społeczną przestrzegającą przed pochopny zakupem zwierząt na prezent dla dziecka. Plakaty przypominają:  „Zwierzęta to nie zabawki. Pomyśl, zanim kupisz dziecku zwierzę.” Przyprowadzenie zwierzęcia do domu powinno być dobrze przemyślaną decyzją, przedyskutowaną ze wszystkimi członkami rodziny. Zwierzęta czują i cierpią i nie można ich schować pod szafę gdy się znudzą.

zwierze to nie zabawka

zwierze to nie zabawka

zwierze to nie zabawka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6