Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę

Wystawy

wtorek, 24 kwietnia 2012

W ostatnią niedzielę po raz 47 odbyła się w Lublinie krajowa wystawa psów rasowych. Tym razem tłumaczyłam na ringu u brytyjskiego sędziego Richarda Kinseya, który oceniał pinczery, sznaucery, dobermany, leonbergery i jamniki. Po raz kolejny miałam okazję zobaczyć wystawę z innej perspektywy, bez emocji związanych z wystawianiem psa oraz z bliska przyjrzeć się pracy sędziego.

Jak oceniał Richard Kinsey? Miałam wrażenie, ze bardzo życzliwie. W każdym psie starał się przede wszystkim dostrzec zalety i to przede wszystkim znalazło się w opisach. Oczywiście, wskazywał też na niedoskonałości w budowie psa oraz kilka razy doradzał wystawcom, co mogą poprawić w handlingu i przygotowaniu szaty psa. W przypadku gorszych ocen dodatkowo uzasadniał wystawcom swoją decyzję, co wydaje mi się bardzo eleganckim zachowaniem. Większość wystawców bardzo przeżywa gorszy wynik psa, więc takie zachowanie sędziego może trochę łagodziło rozczarowanie. Łagodnie traktował psy, które zamiast biegać wokół ringu rozkładały się na nim jak na plaży.

Pan Richard oceniał bardzo rzetelnie, dokładnie. Psy oraz sędziowanie są jego pasją i w tym, jak opisywał niektóre psy widać było zachwyt ich urodą. Poza tym zwracał dużą uwagę na ruch, indywidualnie oceniał każdego psa w ruchu. Z tą fascynacją ruchem związana jest anegdota. Ktoś ufundował puchar dla najlepszego sznaucera, więc pod koniec sędziowania Richard Kinsey miał jeszcze spośród wszystkich zwycięzców rasy dokonać wyboru najpiękniejszego. Część psów było już na ringu, ale jeszcze czekaliśmy na spóźnionych. Nie bardzo wiadomo było co robić. Sędzia rzucił: 10 razy dookoła. Nie bardzo zrozumiałam, o co chodzi, więc wyjaśnił: „Przetłumacz, żeby przebiegli 10 razy dookoła ringu”. Gdy przetłumaczyłam, zgromadzeni ze zgrozą popatrzyli najpierw na siebie, później na sędziego, a ten ze śmiechem powiedział: „Żartowałem” i atmosfera rozluźniła się. Gdy wszyscy zebrali się już na ringu zakończyło się na jednym czy dwóch okrążeniach ringu i sędzia dokonał wyboru najlepszego sznaucera.

Stojąc z boku uświadomiłam sobie coś, czego nie zauważyłam sama wystawiając swoje psy. Sama uroda to nie wszystko, a brak umiejętności ładnego pokazania psa w ruchu czy ustawienia go może bardzo wpłynąć na ocenę. Pies może być ładny, ale jeśli nie będziemy w stanie zachęcić go do ładnego i płynnego poruszania się, to nie zaprezentuje swoich zalet. Jeśli ze zdenerwowania nie sprawdzimy, czy pies nie stoi krzywo powyginany i tak będzie prezentował się do oceny, to w porównaniu z ładnie ustawionym zwierzakiem sporo traci. To wszystko jest oczywistością dla doświadczonych wystawców i handlerów, ale patrząc z boku widać, że sporo osób o tym zapomina lub nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie tak łatwo zapanować nad ustawieniem czterech łap, gdy własne kolana trzęsą się ze zdenerwowania...



poniedziałek, 17 października 2011

Na początku XIX wieku popularności nabrały wystawy psów rasowych. Miało to związek z pasją królowej Wiktorii, która uważana była za miłośniczkę zwierząt i sama hodowała kilka ras, dla których wybudowała kennel w Windsorze. Wsparcie rodziny królewskiej dla hodowli i wystawiania psów rasowych sprawiło, że praktyka stała się modna i chętnie uczestniczyło w niej ziemiaństwo, szlachta i bogaci przedstawiciele klas średnich. Wraz z rozpowszechnieniem się wystaw psów rasowych ustalony został standard rasy. Jest to mniej lub bardziej precyzyjny opis anatomii, umaszczenia i charakteru poszczególnych ras. Standaryzuje on oceniane psy, ale z drugiej strony otwiera drogę do indywidualizacji. Tworzy psich celebrytów, zwycięzców wystaw, Inter i multi- champinów, których charakterystyczny wygląd jest rozpoznawany przez znawców. Ich imiona zapisane zostają w rodowodach potomków i służą za swoisty znak jakości.


Po wystawie w Birmngham w 1861 popularność wystaw psów zaczęła rosnąć. Od początku towarzyszyła im atmosfera skandali, podejrzeń o oszustwa i korupcję. Psy były podstawiane, fałszowano ich wiek, a nawet rasę. Przez stosowanie odpowiednich fryzur i farbowania starano się ukrywać wady. W czasie pierwszych wystaw, które często przypominały prywatne spotkania w klubach, porównywano psy różnych ras. W latach 70-tych XIX wieku korupcja i oszustwa doprowadziły do upadku National Dog Club, zawiązanego zaledwie kilka lat wcześniej. Doprowadziłoby to niechybnie to końca mody na wystawianie psów, gdyby nie zawiązanie w 1873 British Kennel Club. Uregulował on zasady wystawiania psów oraz stał się wzorem dla podobnego typu organizacji zakładanych w tym czasie w innych krajach.


Gwałtowna ewolucja wystaw psów i regulacji hodowli psów szybko spowodowała pojawienie się krytyki w różnych częściach Wielkiej Brytanii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Sport sam w sobie, hodowla dla efektu wielu ludziom wydawała się pozbawiona sensu. Twierdzili, że ma ona niewiele wspólnego z celową poprawą rasy, która definiowana była jako lepsza użyteczność do pracy, a nie większe piękno. W ówczesnej prasie hodowlanej (Kennel Gazette) pojawiały się artykuły krytykujące hodowlę zmierzającą do osiągnięcia efektów wizualnych. Hodowca collie krytykował współczesną modę, która ma na celu osiągnięcie jak największej głowy, najgrubszych kości oraz niezwykłej objętości futra. Krytykowano także wystawy psów, które premiują przerysowane cechy eksterieru u psów. Pojawiają się głosy, że hodowla pod kątem określonych cech eksterieru uczyniła wiele zła naturalnym i pozytywnym cechom rasy. Stała się bardziej homogeniczna, mniej zróżnicowana genetycznie, a hodowla na potrzeby eksterieru spowodowała wysyp „przystojnych lecz bezużytecznych” osobników. Piękno i ozdobność staje się podstawowym kryterium selekcji, a także celem hodowli. Judith Blunt Lytton pisze: „Utrzymuję, że pewne typy współczesnych psów są potwornością (monstrosities) i do końca moich dni będę walczyć z ich propagowaniem” . Krytykowała także rozwijającą się tendencję do tworzenia standardów piękna. Liczne głosy krytykują zanikanie cech użytkowych psów. W niektórych rasach zaczynają pojawiać się dwie odrębne linie ras: hodowane na potrzeby wystaw psów i psy użytkowe (pracujące). Różnią się one znacząco wyglądem i charakterem.


Badania przeprowadzone w latach 20-tych XX wieku przez grupę badaczy i hodowców w Stanach Zjednoczonych podejmowały właśnie kwestię użyteczności i piękna. Krytyki hodowli na potrzebę wystaw pojawiały się i tutaj. Podobnie jak w Europie wiele głosów powtarza, że hodowla dla cech eksterierowych niszczy najlepsze cechy w rasach, a w szczególności ich zdolność do pracy. Obrońcy wystaw odpierali te ataki twierdząc, że efektowny wygląd nie musi negatywnie wpływać na użyteczność. Nawet piękne psy mogą pracować i być przydatne. Kontrowersje te rozwiązują wspomniane badania obejmujące populację amerykańskich owczarków niemieckich. Hodowla dla uzyskania „punktów na wystawach” zdaniem wielu wielbicieli rasy zniszczyła charakterystyczne użytkowe cechy tej rasy. Po wnikliwej ocenie linii, ich użyteczności oraz osiągnięć wystawowych badacze doszli do wniosku, że wprawdzie pewne linie wytworzyły psy, które były jednocześnie championami piękności i psami pracującymi, jednak ten związek pojawiał się jedynie na początku historii rasy. Ostatnia znana data takiego połączenia piękna z użytecznością została ustalona na 1909 rok. Po tym roku doszło do rozdzielenia linii hodowanych na wystawy oraz tych hodowanych użytkowo. Jak twierdzi Margaret Derry „współcześni biolodzy studiujący psy potwierdzają, że hodowla dla piękna, forma specjalizacji, osłabia inne cechy rasy, które często odnoszą się zarówno do charakteru jak i zdolności do pracy.”

Na podstawie: Margaret E. Derry, Bred for perfection. Shorthorn cattle, collies and arabian horses since 1800, Johns Hopkins University Press 2003 

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

W niedzielę byłyśmy w Wanią na wystawie w Białymstoku. Szkoty sędziowała Galina Zhuk z Białorusi, bardzo sympatyczna i kulturalna pani. Wania dostała ocenę doskonałą i drugie miejsce. Z oceny najbardziej podobało mi się stwierdzenie „idealna głowa”. Chodziło oczywiście o wygląd Wańkowej głowy, a nie o zawartość.
Po rozmowie z inną właścicielką szkota zaczynam obawiać się, że Wania jest zupełnie normalna. Wygląda na to, że ujadanie na widok innych psów, rowerów, dzieci i rolkarzy jest powszechnym zwyczajem szkotów. Taki urok rasy.

Wystawa była sprawnie zorganizowana, ale głośnym zgrzytem był brak medali. Zupełne dziadostwo. Organizatorzy pożałowali złotówki na pamiątkowy medal, jakby chcieli powiedzieć: „drodzy wystawcy, mamy was gdzieś”. Oszczędności niemal żadne, a niesmak pozostaje na długo.

Terierki jak zwykle dostały prezenty. Wania nową smycz i obrożę. Po eksperymentowaniu z różnymi kolorami i wzorami doszłam do wniosku, że dla Wani najbardziej sprawdza się czarny. W nowej obroży zaciskowej z łańcuszkiem wygląda bardzo godnie, jak wielebny proboszcz. Sara dostała szczotkę, co przyjęła z pewnym rozczarowaniem.

Na wystawie niemal każda rasa ma swoje gadżety i rytuały praktykowane przez właścicieli. Bulteriery zazwyczaj oprowadzane są na grubych obrożach, chętnie nabijanych ćwiekami. Nadaje to psom powagi, sugeruje że psy te posiadają olbrzymią siłę, są groźne i dlatego potrzebują wyjątkowo grubej smyczy i obroży.

bulterier

Na drugim planie bulterier w olbrzymiej obroży. Bardziej charakterystyczne, nabijane ćwiekami postaram się ufocić przy okazji kolejnej wystawy

Z kolei przy ringu yorków królują czerwone poduszki ze złotymi frędzlami. Jak okiem sięgnąć, na takich królewskich tronach siedzą mali królowie i królewny: ukochane yoreczki. Zachodzę w głowę, dlaczego akurat czerwony stał się tak powszechnym kolorem wystawowych poduszek. Przecież wszystkie małe księżniczki w bajkach Disneya uwielbiają różowy, więc mała yorkowa księżniczka na pewno doskonale by wyglądała na poduszce w kolorze fuksji. Z kolei grafitowa lub granatowa poduszka ze srebrnym wykończeniem podkreśliłaby stalowo- niebieski odcień szaty małego księcia. Szereg yorczków siedzących na czerwonych poduszkach wygląda niezwykle kiczowato. Nie jest to jednak wywrotowy kicz w stylu camp, ale raczej znany i lubiany kicz w stylu gipsowego krasnala w ogrodzie. 

yorkshire terrier

yorkshire terrier

yorkshire terrier

yorkshire terrier

Yorczki w papilotach. Piękno musi boleć...

yorkshire terrier

Kibicowałyśmy mało popularnej rasie terierów o długiej nazwie „Irish soft coated wheaten terrier”. Bardzo sympatyczne psiaki, co widać na załączonych zdjęciach.

Irish soft coated wheaten terrier
Irish soft coated wheaten terrier

Irish soft coated wheaten terrier

Mówi się, że właściciele upodabniają się do swoich psów. Czy rzeczywiście?

Kilka fotek z wystawy:
Irish soft coated wheaten terrier

terier szkocki

wystawa psow

yorkshire terrier

wystawa psow

wystawa psow

Handlerka w zadziwiający sposób wydaje się upodabniać do każdego psa, którego wystawia. Pełny profesjonalizm.

niedziela, 19 czerwca 2011

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia- wiadomo nie od dzisiaj. Podczas ostatniej wystawy psów rasowych w Lublinie miałam okazje zmienić perspektywę i spojrzeć na wszystko od drugiej strony ringu. Tłumaczyłam dla serbskiego sędziego Dusana Paunovića. Jeśli myślałam, że będę mogła spokojnie obejrzeć sobie pieski i miło spędzić czas, to bardzo się myliłam. Czas wprawdzie spędziłam miło, ale tłumaczenie okazało się ciężką pracą. Najbardziej pamiętam defiladę zmieniających się linii grzbietu, krótkich łopatek, dobrych lub cienkich kości, poprawnych lub zbyt małych klatek piersiowych, mniej lub bardziej poprawnych tylnych i przednich kątowań, długich lędźwi, zadów które mogły by być lepsze, samczych i suczych głów o dobrym wyrazie, lub o wyrazie, który mógłby być lepszy, ładnego ruchu, dobrego lub mniej dobrego temperamentu i ogonów, które mogłyby być noszone wyżej w trakcie chodzenia. Uff, sędziowanie to ciężka praca, a kto uważa inaczej, powinien choć raz spróbować obserwować pracę sędziego z perspektywy tłumacza lub sekretarza. Pracy jest tyle, że nie ma nawet czasu na wypicie kawy. Oczywiście, są mniej lub bardziej sprawni organizacyjnie sędziowie, wykonujący pracę lepiej lub gorzej, szybciej lub ze zbędnymi przestojami. Ale spojrzenie na proces oceniania od drugiej strony uczy wyrozumiałości.

poniedziałek, 16 maja 2011

Czy możemy wyobrazić sobie kurę- championkę? Aż trudno w to uwierzyć, ale to właśnie kury ozdobne były jednym z czynników, które doprowadziły do rozkwitu mody na hodowlę i wystawianie zwierząt. Krótko mówiąc, wystawy psów wywodzą się od wystaw drobiu i zanim zdobyły autonomię, były organizowane jako dodatek do nich. Dodatkowo, hodowla kur ozdobnych, dyskusje i kontrowersje z nią związane, w wielu punktach zbieżne jest z podejściem do hodowli psów.


W połowie 19 wieku walki kogutów oraz hodowla zorientowana na ich potrzeby stały się mniej popularne. Ich miejsce zajęła hodowla kur ozdobnych. Import drobiu ze Dalekiego Wschodu wprowadził nowe gatunki i nowy materiał genetyczny, dający większe możliwości zmieniania poszczególnych cech pod kątem ozdobności. W 1848 roku w Londynie odbyła się pierwsza wystawa kur ozdobnych i egzotycznych. Podobnie jak w przypadku psów, wsparcie królowej Wiktorii sprawiło, że hodowla drobiu ozdobnego stała się popularna wśród klasy średniej, rozkwitając także w miastach. Piękno, kolory i wyrafinowanie kur stały się dużo bardziej istotne niż ich nośność czy możliwość konsumpcji.


Zainteresowanie hodowlą drobiu ozdobnego pojawiło się także w Stanach Zjednoczonych. Wystawa w Bostonie w 1949 roku trwała trzy dni, a ludzie kupowali ptaki za niebotyczne ceny. Ówczesny hodowca, zdziwiony rozmiarami szaleństwa donosił o parze kur wartej 50 centów, a sprzedanej za 13 dolarów. Moda rozpowszechniła się błyskawicznie i już kilka miesięcy później pojawiają się doniesienia o parze sprzedanej za 150, a nawet 700 dolarów!


Popularność kur ozdobnych rozpoczęła dyskusję o relacji pomiędzy ozdobnością a praktycznością. Farmerzy nie byli zainteresowani hodowlą drobiu ozdobnego, bo była ona nieopłacalna. Specjalizowali się w niej kolekcjonerzy, stawiający na pierwszym miejscu efekt. Co więcej, podnosiły się głosy sprzeciwu wobec dotowania przez państwo wystaw drobiu ozdobnego i jego hodowli. Zarzucano im, że pozbawione są celów praktycznych. Z biegiem czasu wytworzyły się dwa nurty hodowli: jeden z przeznaczeniem na cele przemysłowe (mięso i jaja), drugi hobbystyczny, skoncentrowany na pięknie.


W 19 wieku wystawy psów często organizowane były przy okazji wystaw kur ozdobnych, a informacje o wystawcach pojawiały się w tym samym katalogu. Organizacje hodowców zrzeszały hodowców drobiu, psów oraz innych zwierząt. Hodowcy psów rasowych często zajmowali się także hodowlą drobiu ozdobnego. Ci sami sędziowie oceniali zarówno kury, jak i psy. Związek drobiu z psami rozluźnił się dopiero na początku wieku 20.



niedziela, 08 maja 2011

Wczoraj wróciłyśmy z międzynarodowej wystawy w Łodzi. Było fajnie, ale bez medali.

Sędzina z Czech, która miała sędziować westy, nie dojechała. Okazało się, że niechlujnie wyglądający pan, kręcący się po ringu, nie był kloszardem, ale sędzią. Ocena psów odbywała się w ekspresowym tempie, jakby od razu znał ostateczny wynik. Psów praktycznie nie dotykał, poza pobieżnym sprawdzeniem, czy mają zęby w pyskach. Nawet ledwo je oglądał, bo patrzył na początek stawki, nie zaszczycając spojrzeniem tych, które stały dalej od stolika. Rzut oka na psy, kółko wogół ringu i wynik gotowy. Sara dostała ocenę doskonałą i opis tak ogólny, że mógłby pasować do większości westie. Krążyła plotka, że wygrali ci, którzy mieli wygrać, to znaczy bliżsi i dalsi znajomi sędziego. Trudno ocenić, ile prawdy jest w tych pogłoskach. Co ciekawe, oskarżenia o kumoterstwo i układy przy ocenianiu psów są tak samo stare, jak same wystawy. Ale o tym innym razem.

west highland white terrier

Sara zameczek nad nida

Sara w czasie wystawy

Przed wyjazdem obiecywałam sobie, że będzie to ostatnia wystawa Sary. I będzie. Teraz planujemy zająć się psimi sportami, a szczególnie agility. Dzisiaj byłyśmy na pierwszym treningu i było bardzo fajnie. Widać było, że Sarze sport podoba się dużo bardziej, niż wystawa.

west highland white terrier

I po wystawie- pierwszy trening agility

8 suk w młodzieży w szkotach to był jakiś rekord świata. W pozostałych klasach było po 1-2 osobników, a w młodzieży tłumy. Wania dostała ocenę doskonałą i ładny opis, ale nie dostała medalu. Spotkała za to swoją siostrę Ginger. Rodzinne spotkanie na żadnej z nich nie zrobiło większego wrażenia. Obwąchały się trochę i każda zajęła się swoimi sprawami. Żadnych podskoków radości i pomruków, jak dobrze cię widzieć, siostro.

terier szkocki

Rundka wokół ringu

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

Wania w czasie oceny

terier szkocki

Wania i jej siostra Ginger

terier szkocki

Wania i Ginger uśmiechnięte do rodzinnego zdjęcia

terier szkocki

Latająca Ginger


Do domu wracałyśmy jednak w dobrych humorach, bo bardzo dobrze poszło Flopi, airedale terierce, która jechała z nami w towarzystwie swojej właścicielki Kasi. Flopi (Iniemamocna Flopi Erbetki) była najlepszym airedalem w klasie młodzieży, a także w rasie. To wielki sukces!

Flopi

Kasia i Flopi, a także Sara i Wania na nowych smyczach

Flopi

A tak trzy terierki wchodzą po schodach


Terierki jak zwykle po wystawie dostały prezenty. Mają już prawie wszystko, więc coraz trudniej znaleźć dla nich coś ciekawego. Zawsze sprawdzają się przysmaczki- tym razem królicze uszy. Wania dostała nową obrożę, skórzaną szytą na około, która nie wyciera sierści. Obie dostały nowe smycze oraz próbki karmy. Jestem bardzo ciekawa, jak im posmakuje karma o smaku ryby z pomarańczą, kurczaka z granatem czy jagnięciny z borówką. Wkrótce się dowiemy.

I jeszcze kilka zdjęć terierek w podróży. Flopi, Sara i Wania jechały tylnym siedzeniu, przypięte specjalnymi szelkami. Flopi czasem się za bardzo rozpychała, wtedy Sara na nią burczała. Wania rozpychanie się Flopi znosiła ze stoickim spokojem.

terier szkocki

Nie ma jak poduszka ze szkotki

westie i terier szkocki

westie i szkotka

terier szkocki

Trzy kolory: teriery.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Wczoraj Sara i Wania wzięły udział w wystawie psów w Lublinie. Poszło im całkiem dobrze.
Sarę sędziowała bardzo surowa sędzina Magdalena Kozłowska. Znała się na psach, ale wydawało się, że stara się znaleźć same wady, pomijając zalety. Sara wygrała swoją klasę, ale dostała ocenę bardzo dobrą i nie dostała wniosku na championa. Trochę szkoda. Sędzina, mimo że ostro pojechała z ocenami, była dość sympatyczna i życzliwie traktowała wystawców. W klasie młodzieży jedna z suczek uciekła z ringu, a sędzina cierpliwie czekała, aż właściciel doprowadzi ją do oceny, mimo że mogła oboje zdyskwalifikować.

wystawa psow

wystawa psow

Rundka wokół ringu- ocena psów w ruchu

wystawa psow

wystawa psow

Zbliżenie na Sarę

wystawa psow

Na lokatach

Zdjęcia są autorstwa siostry Ewy. Bardzo dziękuję za udostępnienie.

Poza tym Sara zadebiutowała w konkursie Młody prezenter. Dość przestraszona dziewczynka trenowała na niej swoje umiejętności handlerskie. Jak na pierwszy raz, obu poszło znakomicie.

wystawa psow

Sara przygotowuje się do występu w konkursie Młody handler

Wania przełamała złą passę, zdobyła pierwsze miejsce, złoty medal i pierwszy wniosek na młodzieżowego championa. Walkę o zwycięstwo rasy przegrała z psem, który miał wyjątkowo nieprzyjemną właścicielkę. Gdy pies próbował się przywitać z Wanią, skrzyczała go. A później pokłóciła się z obsługą ringu, że jej pies nie będzie szedł pierwszy, mimo że zawsze psy idą przed sukami do porównania. Nie mam zdjęć Wani z wystawy, bo sędziująca nas pani Dorota Kuczyńska-Standełło robiła to dynamicznie i z wielkim entuzjazmem, ale trwało to bardzo długo, więc większość znajomych wyjechała do domu albo poszła na ring główny oglądać wybory Best in Show. Mam za to zdjęcie Wani zaraz po wystawie, zanim zdążyła się wykąpać w stawiku.

terier szkocki

terier szkocki

Jak zawsze, największą zaletą wystawy jest możliwość spotkania fajnych osób. Było kilka osób z Terierkowa, oraz kilkoro znajomych z realnego świata, smaczne ciasta dla ludzi i przysmaczki dla psów. Pani Edyta z hodowli Bielańska Sfora udzieliła mi kilku cennych wskazówek odnośnie trymowania Sary. Dowiedziałam się, że długie włosy, nad którymi tak drżałam i nie chciałam ich wyrywać, powinnam co jakiś czas przetrymowywać, bo są już martwe, nie rosną i niezbyt dobrze wyglądają. Miałam też okazję wypróbować świetną szczotkę dla terierów i teraz wiem, że  pudlówką, którą mam, niewiele można zdziałać. Mamy już maszynkę do strzyżenia, teraz czeka nas zakup nowej szczotki.

Sarze i Wani wystawa chyba też się podobała. Szczególnie Wania wydawała się zachwycona ilością psów, a także możliwością spotkania innych szkotów. Skakała z radości niemal jak piłka, a pysk jej się nieustannie uśmiechał. Radosny nastrój okazywała także na ringu, i zamiast iść dostojnym kłusem, troszkę podskakiwała, zanim udało mi się opanować sytuację.

Terierki jak zwykle dostały piszczące zabawki. Dla Wani starałam się wybrać coś mocniejszego, czego nie zniszczy dwoma kłapnięciami pyska. Dostały też wołowe uszy do gryzienia. A największym hitem okazały się suszone uszy królicze. Są dużo delikatniejsze niż uszy wołowe, więc mogła je spokojnie skubać nawet malutka Wika (która dostała je w prezencie, jak wróciłyśmy z wystawy). Bardzo jej smakowały.

west highland white terrier

Lśniąca białością Sara przez chwilę przypominała chmurkę. W miarę biegania biel stawała się coraz mniej biała, a pies coraz bardziej szczęśliwy.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Jesteśmy już z Wanią po wystawie w Rzeszowie. Wania pokazała się świetnie- bardzo ładnie szła po ringu, bardzo ładnie stała. Ja także starałam się ją przygotować najlepiej, jak umiałam. Niestety, okazało się, że nie szczególnie spodobała się oceniającej nas sędzi, bo mimo, iż zajęła 1 miejsce, dostała tylko ocenę bardzo dobrą i nie dostała wniosku na młodzieżowego championa. Szczerze mówiąc, nie specjalnie przejęłam się wynikiem. Nawet mnie to zdziwiło, bo pamiętam, jak jeszcze niedawno przeżywałam oceny moich psów. W międzyczasie zrozumiałam, że na wynik wpływają różne rzeczy. Sędziowie mają odmienne preferencje i wyborażenie o idealnym psie, zwracają uwagę na różne rzeczy. Czasem oceniany jest pies, a czasem nie, nie ma w tym reguły.  I miedzy innymi przez to wystawy są takie ekscytujące. Poza tym dają możliwość spotkania innych osób, które zakochane są w posiadanej przez nas rasie. Właściciele szkotów są zazwyczaj bardzo sympatyczni, więc można dowiedzieć się mnóstwa ciekawych rzeczy na temat rasy i pielęgnacji. A czasem- jak na tej wystawie- wszyscy ustawiają się do „rodzinnego” zdjęcia ze swoimi psiakami.

terier szkocki

terier szkocki

Wania w czasie oceny (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

terier szkocki

Poza ringiem (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

terier szkocki

"Rodzinne" szkockie zdjęcie, chociaż brakuje tu kilku wystawianych szkotów i ich właścicieli. (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

W okolicach ringu usłyszałam taką historię, która może być „miejską legendą” ale równie dobrze może sprawdzać się w każdych okolicznościach.
Dawno, dawno temu na wystawie wchodzi stawka pięknych psów i jeden lekko garbaty. Garbaty jest własnością sędziego (lub innej Bardzo Zasłużonej Osoby). Psy są oceniane. Asystenci kynologiczni- czyli osoby które przyglądają się pracy sędziego i w ten sposób szkolą się na przyszłych sędziów, nieśmiało zwracają sędzi uwagę: ten pies ma garba, a przecież standard rasy wymaga, żeby ......... miał prosty grzbiet. Sędzia patrzy na nich z pobłażliwością i wyjaśnia: „A widzieliście, jak dzieci rysują takiego pieska? Zawsze to jest taka paróweczka, a nie prosty grzbiet”. Znaczy to mniej więcej tyle: wzorzec rasy wzorcem, ale i tak wiadomo, kto ma wygrać.

Wystawa to też okazja do zakupu prezentów dla piesków. Wania dostała mnóstwo smakołyków. Obie terierki dostały ubranka w szkocką kratę, które będą świetne na wiosenne pluchy. Nie jestem zwolenniczką przebierania piesków, ale takie ochronne ubranka są bardzo praktyczne w czasie brzydkiej pogody. Psa nie trzeba suszyć, nie trzeba myć całej sukienki po powrocie do domu, bo wszystko jest przykryte tkaniną i się nie brudzi. Szczeniaczki dostały na spróbowanie karmę reklamowaną jako najlepsza z najlepszych, ale chyba także najdroższą z najdroższych. Wiadomo, że jakość często idzie w parze z ceną, ale gdybym mogła wydawać tyle na karmę dla psów, to jednak wolałabym zatrudnić im kucharkę i karmić najlepszym gotowanym jedzeniem.

Bardzo dziękuję Ani Perek z Artfotografica za udostępnienie zdjęć. Więcej informacji oraz zdjęć ze szkocich wystaw znajduje się w serwisie Scottie Show News.

wtorek, 16 listopada 2010

Dzięki uprzejmości Ani, właścicielki Zacharka, dostałam kilka fotek Wańki z kieleckiej wystawy.

Lubię sobie oglądać zdjęcia po wystawie, bo jakimś sposobem widać na nich więcej, niż na żywo. Można się spokojnie zastanowić, co poprawić w przygotowaniu psa, jego ustawianiu i wystawianiu. Widzę, że dość mocno wytrymowana ze szczenięcej sierści Wańka bardziej przypomina brzydkie kaczątko, niż córkę championów. Jednak mam nadzieję, że gdy ładnie zarośnie do następnej wystawy, rzuci wszystkich na kolana. Bardzo mnie cieszy, że jest taka radosna i rozbawiona. Szczególnie na filmiku widać, jak jej się cieszy pyszczek na dźwięk i widok piszczącej zabawki. Dzięki temu idzie po ringu dużo chętniej niż na poprzedniej wystawie w Białymstoku.

wystawa psow kielce

Próbujemy się ładnie ustawić

wystawa psow kielce

Odrzutowa szkotka podczas rundki wokół ringu

wystawa psow kielce

Wielkanocny zajączek? Nie, to Wańka, wpatrzona w zabaweczkę

wystawa psow kielce

Pomysł zabawiania psa podczas czekania na ocenę podpatrzyłam u znajomego hodowcy bulterierów. Zdziwiło mnie, że psy zamiast stać grzecznie na baczność w oczekiwaniu na ocenę- bawią się. Znajomy wyjaśnił mi, że nie ma co stresować psa wtedy, gdy sędzia i tak na niego nie patrzy, bo ocenia innego. Lepiej zabawiać psa, bo gdy przyjdzie jego kolej będzie pokazywał się ładnie i energicznie.

wystawa psow kielce

Próba ustawienia Wańki na stoliku

A na deser krótki filmik z rundki wokół ringu.

niedziela, 14 listopada 2010

W sobotę byłam z Wańką na wystawie psów w Kielcach. Wania debiutowała w młodzieży, bo trzy dni wcześniej zdobyła wiek odpowiedni do występowania w tej klasie. Szkoty oceniał czeski sędzia Leos Jancik. Było i słodko, i gorzko. Wańka dostała 3 miejsce i ocenę bardzo dobrą. Sędziemu zupełnie nie przypadła do gustu, chociaż uznał, że większość elementów jej budowy jest standardowa. Szczególnie nie spodobała mu się szata.
„Ona nie ma fryzury wystawowej”- powiedział w trakcie oceny.
„Jak to?” Wywaliłam oczy, bo opowiadał brednie.
Wtedy pokazał stojące obok dużo starsze psy- „To jest fryzura wystawowa.”
„Ale nie można tak porównywać, bo ona ma dopiero 9 miesięcy, więc szata jest w fazie wzrostu, a tamte są dużo starsze” opowiedziałam.
„Jak nie widzi, to niech sobie kupi lepsze okulary” doradził sędzia.
Nie skomentowałam tego, ale dla mnie ten pan sam wystawił sobie ocenę.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z Wańki. Poszła świetnie. Ogonek trzymała w górze. Piszcząca zabawka sprawiła, że fajnie czuła się na ringu, była zainteresowana i wpatrzona we mnie. Poza tym całkiem dobrze bawiła się na wystawie. Po prezentacji chodziłyśmy jeszcze sporo po halach i była zainteresowana pieskami oraz tym, co działo się wokół niej. Bardzo mnie to cieszyło, bo może dzięki temu polubi wystawy.

Przy ringu westów zbierałam bezcenną wiedzę na temat wad postawy, krzywych łap, grzbietów i kątowań. Opinie sędziego są niepodważalne, ale publiczność wie swoje. Według tego, co mówiono wokół ringu w jednej z klas wygrała suka z kufą długą jak u szkota, kątowana tak źle, że dreptała pod sobą, a na dodatek z garbem. Inna zwyciężczyni z racji swojego wzrostu porównywana była do mamuta. Ktoś radził, żeby sprawdzić, czy pomiędzy nogami nie pałętają się jajeczka, bo może to jednak piesek, bo zupełnie nie wygląda na sukę.

Nagrodzone niedawno anty- noblem badania naukowe dowodziły, że jeśli ludzie awansują w sposób zupełnie przypadkowy, bardzo dobrze wpływa to na efektywność firmy. Zastanawiam się, czy podobna zasada ma zastosowanie w przypadku wystaw psów. Równie interesujące jest pytanie, dlaczego wystawy wygrywają zazwyczaj największe brzydactwa, a wybory najwięksi idioci.

Hale wystawowe były olbrzymie, wokół było mnóstwo przestrzeni na rozstawienie się. To komfort, gdy nie trzeba się tłoczyć i przepychać. Jak do tej pory była to najfajniejsza wystawa, w której uczestniczyłam. Przyjechałam z fajnymi znajomymi, doświadczonymi hodowcami, wystawcami i kynologami. Dowiedziałam się mnóstwo o psach, sędziowaniu oraz kynologicznym świadku. Im więcej psów się wystawia, tym bardziej na luzie się do tego podchodzi. Wystawianie Sary brałam strasznie serio a wszelkie opinie na jej temat traktowałam bardzo osobiście. Przy Wańce wyluzowałam. Teraz wyjazd na wystawę bardziej przypomina kopa adrenaliny, jak przy grze w ruletkę, sportach ekstremalnych czy jakimś nielegalnym procederze.

Tradycyjnie już oba pieski po wystawie dostały prezenty: pyszne przysmaczki z suszonej kaczki, które błyskawicznie znikały w pyskach, śliczne czerwono- czarne miseczki w łapki, które mam nadzieję, że będą im dłużej służyć. Wania dostała piszczącą zabawkę podobną do tej, jaką Sara dostała po wystawie w Lublinie. To właśnie te zabawki sprawiają im najwięcej radości. W tej chwili otacza mnie przeraźliwy pisk na dwa pyski. Sara dusi swoją piszczącą zabawkę- krwinkę a Wania piszczącą piłeczkę. Ponieważ każda wydaje dźwięki w odrobinę innej tonacji, pisk jest nie do opisania. A terierki szczęśliwe na maxa.

 
1 , 2