Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
środa, 19 października 2011

Wania stała nad brzegiem jeziora, oglądając przepiękny zachód słońca. Nie przeczuwała zbliżającego się niebezpieczeństwa.

terier szkocki

Z lasu wybiegła potworzyca Flopi. Potworzyca znana jest z tego, że potrafi pochłonąć każdą ilość ciasteczek. Ale nie gardzi też szkocikami

Airedale terrier

Wania rzuciła się do ucieczki.

terier szkocki

Biegła tak szybko, że aż się za nią kurzyło. Jednak krótkie łapki szkocika nie miały szans z długimi łapami szybkiej Flopi. Potworzyca była coraz bliżej. Wania czuła już jej oddech na karku.

terier szkocki

Na szczęście dzielna i nieustraszona policjantka Sara, zawsze stojąca po stronie dobra i sprawiedliwości zauważyła, że Wania jest w niebezpieczeństwie. Jak na nieustraszonego białego pieska przystało, rzuciła się na ratunek.

west highland white terrier

Takiego oporu potworzyca się nie spodziewała. Wcięła nogi za pas i czmychnęła do lasu.

Airedale terrier

poniedziałek, 17 października 2011

Na początku XIX wieku popularności nabrały wystawy psów rasowych. Miało to związek z pasją królowej Wiktorii, która uważana była za miłośniczkę zwierząt i sama hodowała kilka ras, dla których wybudowała kennel w Windsorze. Wsparcie rodziny królewskiej dla hodowli i wystawiania psów rasowych sprawiło, że praktyka stała się modna i chętnie uczestniczyło w niej ziemiaństwo, szlachta i bogaci przedstawiciele klas średnich. Wraz z rozpowszechnieniem się wystaw psów rasowych ustalony został standard rasy. Jest to mniej lub bardziej precyzyjny opis anatomii, umaszczenia i charakteru poszczególnych ras. Standaryzuje on oceniane psy, ale z drugiej strony otwiera drogę do indywidualizacji. Tworzy psich celebrytów, zwycięzców wystaw, Inter i multi- champinów, których charakterystyczny wygląd jest rozpoznawany przez znawców. Ich imiona zapisane zostają w rodowodach potomków i służą za swoisty znak jakości.


Po wystawie w Birmngham w 1861 popularność wystaw psów zaczęła rosnąć. Od początku towarzyszyła im atmosfera skandali, podejrzeń o oszustwa i korupcję. Psy były podstawiane, fałszowano ich wiek, a nawet rasę. Przez stosowanie odpowiednich fryzur i farbowania starano się ukrywać wady. W czasie pierwszych wystaw, które często przypominały prywatne spotkania w klubach, porównywano psy różnych ras. W latach 70-tych XIX wieku korupcja i oszustwa doprowadziły do upadku National Dog Club, zawiązanego zaledwie kilka lat wcześniej. Doprowadziłoby to niechybnie to końca mody na wystawianie psów, gdyby nie zawiązanie w 1873 British Kennel Club. Uregulował on zasady wystawiania psów oraz stał się wzorem dla podobnego typu organizacji zakładanych w tym czasie w innych krajach.


Gwałtowna ewolucja wystaw psów i regulacji hodowli psów szybko spowodowała pojawienie się krytyki w różnych częściach Wielkiej Brytanii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Sport sam w sobie, hodowla dla efektu wielu ludziom wydawała się pozbawiona sensu. Twierdzili, że ma ona niewiele wspólnego z celową poprawą rasy, która definiowana była jako lepsza użyteczność do pracy, a nie większe piękno. W ówczesnej prasie hodowlanej (Kennel Gazette) pojawiały się artykuły krytykujące hodowlę zmierzającą do osiągnięcia efektów wizualnych. Hodowca collie krytykował współczesną modę, która ma na celu osiągnięcie jak największej głowy, najgrubszych kości oraz niezwykłej objętości futra. Krytykowano także wystawy psów, które premiują przerysowane cechy eksterieru u psów. Pojawiają się głosy, że hodowla pod kątem określonych cech eksterieru uczyniła wiele zła naturalnym i pozytywnym cechom rasy. Stała się bardziej homogeniczna, mniej zróżnicowana genetycznie, a hodowla na potrzeby eksterieru spowodowała wysyp „przystojnych lecz bezużytecznych” osobników. Piękno i ozdobność staje się podstawowym kryterium selekcji, a także celem hodowli. Judith Blunt Lytton pisze: „Utrzymuję, że pewne typy współczesnych psów są potwornością (monstrosities) i do końca moich dni będę walczyć z ich propagowaniem” . Krytykowała także rozwijającą się tendencję do tworzenia standardów piękna. Liczne głosy krytykują zanikanie cech użytkowych psów. W niektórych rasach zaczynają pojawiać się dwie odrębne linie ras: hodowane na potrzeby wystaw psów i psy użytkowe (pracujące). Różnią się one znacząco wyglądem i charakterem.


Badania przeprowadzone w latach 20-tych XX wieku przez grupę badaczy i hodowców w Stanach Zjednoczonych podejmowały właśnie kwestię użyteczności i piękna. Krytyki hodowli na potrzebę wystaw pojawiały się i tutaj. Podobnie jak w Europie wiele głosów powtarza, że hodowla dla cech eksterierowych niszczy najlepsze cechy w rasach, a w szczególności ich zdolność do pracy. Obrońcy wystaw odpierali te ataki twierdząc, że efektowny wygląd nie musi negatywnie wpływać na użyteczność. Nawet piękne psy mogą pracować i być przydatne. Kontrowersje te rozwiązują wspomniane badania obejmujące populację amerykańskich owczarków niemieckich. Hodowla dla uzyskania „punktów na wystawach” zdaniem wielu wielbicieli rasy zniszczyła charakterystyczne użytkowe cechy tej rasy. Po wnikliwej ocenie linii, ich użyteczności oraz osiągnięć wystawowych badacze doszli do wniosku, że wprawdzie pewne linie wytworzyły psy, które były jednocześnie championami piękności i psami pracującymi, jednak ten związek pojawiał się jedynie na początku historii rasy. Ostatnia znana data takiego połączenia piękna z użytecznością została ustalona na 1909 rok. Po tym roku doszło do rozdzielenia linii hodowanych na wystawy oraz tych hodowanych użytkowo. Jak twierdzi Margaret Derry „współcześni biolodzy studiujący psy potwierdzają, że hodowla dla piękna, forma specjalizacji, osłabia inne cechy rasy, które często odnoszą się zarówno do charakteru jak i zdolności do pracy.”

Na podstawie: Margaret E. Derry, Bred for perfection. Shorthorn cattle, collies and arabian horses since 1800, Johns Hopkins University Press 2003 

czwartek, 13 października 2011

Pogoda ostatnio jest tak chłodna i deszczowa, że przypomina mi się Shimla. Jeśli myślicie, że w Indiach jest zawsze ciepło i pogodnie, to jednak nie jest. W Shimli głównie padało, przez co trudno było odkryć całe piękno miejscowości. Jest ona górskim kurortem założonym przez Brytyjczyków w XIX wieku. Obecnie jest bardzo popularnym miejscem wypoczynku wśród indyjskiej klasy średniej. Na wypoczynek przyjeżdżają tam rodziny, a także nowożeńcy by spędzić tu miesiąc miodowy.

shimla

shimla


Pobyt w Shimli był relaksem po pełnej niebezpieczeństw drodze po Himalaya highway. Statystycznie, co 4 minuty ginie tam człowiek, a w głębokich przepaściach co jakiś czas widać rozbitą ciężarówkę lub inny pojazd. Co ciekawe, jedna z serii reality show „Ice road truckers” o kierowcach ciężarówek pokonujących trudne drogi, odbywa się właśnie na tej trasie.

indie leh

Jeśli chodzi o psy, to w Shimli po raz pierwszy widziałam ogłoszenia o sprzedaży „quality puppies” ras takich jak pekińczyk, owczarek niemiecki czy spaniel. Być może bogata klasa średnia zainteresowana jest powielaniem europejskiego stylu życia, z którym łączy się także posiadanie rasowego pieska. Ale tak jak w całych Indiach na ulicach przeważały mieszańce.

shimla



shimla

Pies, co ciekawe, nosi obrożę zapinaną na kłódkę

shimla

I pilnuje pięknego historycznego budynku, w którym obecnie mieści się uniwersytet

Jednak od obecności psów bardziej interesująca była obecność małp, które były niemal wszędzie. Biegały po dachach i drzewach w centrum miasta. Grzebały w śmietnikach. Bywało, że zaczepiały przechodniów. W Shimli znajduje się hinduska świątynia wybudowana na cześć mitycznego Króla Małp, w okolicy której żyją stada małp. Wyglądają pięknie, ale nie zawsze są przyjazne. Bywa, że atakują pielgrzymów domagając się jedzenia. Sama tego doświadczyłam, bo jedna z małp rzuciła się na mnie, drąc mi spodnie. Na tym na szczęście się skończyło. Teraz wcale nie dziwię się powiedzeniu „głupia małpa”.

shimla

Wejście do świątyni

shimla

shimla

shimla

To koniec opowieści o psach indyjskich. Dzięki pierwszemu wyjazdowi do Indii dowiedziałam się, że są tam psy i to w dużych ilościach. Być może podczas kolejnych wyjazdów uda mi się lepiej zrozumieć rolę, jaką odgrywają w tamtejszej kulturze oraz sposób, w jaki są traktowane.



13:25, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 października 2011

Skąd się wzięły rodowody? Jaką pełnią rolę? I czy rodowód jest gwarancją jakości psa? Na te pytania najłatwiej odpowiedzieć cofając się w czasie aż do momentu powstania koncepcji "psów rasowych" a wraz z nią rodowodów, czyli dokumentacji pochodzenia psa.

Powstanie koncepcji "psów rasowych" łączy dyskurs naukowy z tworzeniem się nowych rynków zbytu. Sewallis E. Shirley, pierwszy przewodniczący brytyjskiego Kennel Clubu w 1880 roku zachęca hodowców do poprawy zwierząt zgodnie z osiągnięciami nauki. Nauka musi być zaprzęgnięta do hodowli psów, jak to ma miejsce w przypadku koni wyścigowych. Przez „naukową hodowlę” rozumie się hodowlę prowadzoną na podstawie publicznych rodowodów.


Powstanie nowego rynku zbytu, jakim stała się bogacąca się klasa średnia oraz nabywcy w Ameryce oraz zapotrzebowanie na produkt, jakim były psy z udokumentowanym pochodzeniem i określonym eksterierze stało się przyczyną zainteresowania hodowlą psów rasowych. Prowadzenie ksiąg rodowodowych i hodowla początkowo nie były priorytetem brytyjskiego Kennel Clubu. Pojawiły się niejako przy okazji, wraz z kwestią rejestrowania psów do odpowiednich klas. Zaczęto wtedy prowadzić publiczne księgi wyników. Wiele z rejestrowanych tam psów było niewiadomego pochodzenia, rodowody nie były znane. Pomysł prowadzenia ksiąg rodowodowych i rejestrowania psów budził wiele kontrowersji. Sewallis E. Shirley, jeden z założycieli Kennel Clubu wielokrotnie porusza ten problem na łamach Kennel Gazette. Argumentując na rzecz publicznych ksiąg rodowodowych odnosi się do dwóch kategorii, niezwykle cenionych w XIX wieku: nauki i kapitalizmu (wartości). Shirley pisze, że amerykanie nie płaciliby tyle za setery, pointery czy collie, gdyby nie było publicznego rejestru ich pochodzenia. Rodowód staje się więc tym, co nadaje wartość zwierzęciu. Co więcej, w 1883 Shirley postuluje, żeby w ogóle zabronić sprzedaży psów bez rodowodu. W jego opinii obcokrajowcom, kupującym psy, zależy przede wszystkim na ich udokumentowanym pochodzeniu. Dowodzi, że wcześniej, gdy brytyjskie psy nie miały rodowodów, w Ameryce i na kontynencie płacono za nie dużo mniej. Podsumowuje, że z powodów marketingowych hodowcy powinni być zainteresowani prowadzeniem publicznych ksiąg rodowodowych, bo wtedy psy zyskują na wartości. 


poniedziałek, 03 października 2011

W niedzielę odwiedziłam imprezę kynologiczną o nazwie „Wybory najsympatyczniejszego kundelka Lublina”. Liczyłam, że Wanię uda się podciągnąć pod „prawie sznaucera” lub skrzyżowanie jamnika z wilczurem. Sara nie potrzebowała żadnych wymyślnych genealogii, bo przed kąpielą wyglądała jak kundelek. Niepotrzebnie tyle myślałam, gdyż kategoria kundelka okazała się niezwykle pojemna. W konkursach brały udział psy o wyglądzie cocker spanieli i owczarków niemieckich i nikt im w pochodzenie nie zaglądał. Pierwsza refleksja, że każdy pies może być kundlem. O ile rasowość trzeba poprzeć dokumentami, bycie kundlem jest oczywiste i dowodu nie wymaga.

Część imprezy stylizowana była na wystawę psów rasowych, albo była jej parodią. Wybierano psa o najdłuższych uszach, albo ogonie, albo rzęsach. Proste i dające się łatwo zmierzyć kryteria. No bo jakie inne kryteria porównania można by użyć, skoro nie ma odwołania do kanonu, czy wzorca? Zastanawiam się, czy nawiązanie do konkursu piękności czy wystaw psów rasowych jest najlepszą formułą dla takich imprez. Pomijam już smutek na twarzach niektórych dzieci, gdy dowiedziały się, że ich piesek nie wygrał, bo ma nieco krótszy ogon. Ale wystawy psów powstały w bardzo określonym historycznym i kulturowym kontekście, a to niesie ze sobą pewne konsekwencje: uwikłanie w wartości i praktyki, od których wolne są psy pozbawione rasy. To druga refleksja.

Najbardziej podobały mi się konkursy oparte na współpracy pomiędzy psem i przewodnikiem. Na przykład konkurs na najbardziej namiętny pocałunek. Było wiele radości. Poza tym każdy właściciel kochanego psa na pewno doświadczył długiego i mokrego pocałunku, bywa że i z językiem. Fajny był konkurs na psie sztuczki (drugie miejsce zajęła trenująca z nami agility Gaja). Pokazywał, że psy są mądre, a jeśli odpowiednio się z nimi komunikuje, to można je nauczyć wielu ciekawych rzeczy. Po tym poszliśmy do domu, nie czekając na wybór najsympatyczniejszego kundelka. Ale trzecią refleksją jest olbrzymi potencjał sportów kynologicznych, które powinny być bardziej propagowane, właśnie przy okazji takich imprez. Każdy pies może ćwiczyć, a wspólne treningi doskonale poprawiają komunikację pomiędzy ludźmi a psami. Uczą wzajemnego zrozumienia i wyrozumiałości dla błędów. I sprawiają wiele radości!

piątek, 30 września 2011

Już jesień, ale jeszcze chciałam dokończyć indyjską opowieść. Tym razem będzie o psach z Diskit. Sama miejscowość nie wyróżnia się niczym szczególnym: jest brzydka, brudna, zaniedbana i nie ma w niej nic ciekawego. Trafiliśmy tam jednak z powodu niesamowitej przyrody, która rozciąga się poza miejscowością. Dolina Nubry, rzeki płynącej pośród Himalajów to jedyny powód, aby trafić do Diskitu. Drugim są psy. W dzień, jak w całych Indiach, widać psy spacerujące po ulicach i śpiące w cieniu. Jednak ich prawdziwą obecność można poczuć dopiero w nocy, gdy ciemność wypełnia się szczekaniem. Noc w Delhi wypełniona jest dźwiękiem klaksonów. Noc w Diskicie pełna jest szczekania. To psi chór na kilka głosów, wyśpiewujący skomplikowaną pieśń. A te, które w dzień nie śpią po nocnych śpiewach, są bardzo przyjacielskie i gotowe zrobić wiele za jakiś przysmak.

dolina nubry

Tak wygląda fragment Doliny Nubry

dolina nubry

Miejscowy pies, podobny nieco do border colie, okazał się bardzo mądry. Widząc jedzenie natychmiast wykonał "zestaw obowiązkowy": siad, waruj, oraz zabawne łamańce

psy indyjskie

indie

psy indyjskie

dolina nubry

Przyjaźń między gatunkami

dolina nubry

Dziecko i psy

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

psy indyjskie

Tagi: Indie pies psy
16:09, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 września 2011

Dzisiaj Sara obchodzi urodziny, już trzecie. Nie chcę tego przeliczać na ludzki wiek, ale wiele się przez ten czas zmieniła.
Na pewno oglądaliście w pismach plotkarskich zestawienia „jak one wyglądały kiedyś”. Celebrytki krytykowane są za niefortunne fryzury i stylizacje, jakie nosiły na przykład w latach 80-tych. Sara, szczególnie na początku, miała kilka zupełnie nieudanych fryzur. Skoro to jej urodziny, to powspominajmy i pośmiejmy się z niej trochę.

westie

Marzec 2009. Niedługo po tym, jak Sara trafiła do mnie. Do tej pory jej szata nie znała trymera, a zabiegi pielęgnacyjne ograniczały się do czesania od czasu do czasu. Tak wygląda szczeniak, który nigdy nie był trymowany.

west highland white terrier

Kilka dni później, po pierwszej wizycie u "profesjonalnej groomerki" z dyplomami. Mam psa łysego na grzbiecie! Wygląda strasznie. A pani groomerka, oby sama wyłysiała.

west highland white terrier

Czerwiec 2009. Łysina zarasta, a Sara chodzi we fryzurze "na amfibię". Dużo włosia z przodu, tyłu i po bokach. Łapy też wyglądają strasznie.

westie

Zima 2010. Po traumie trymowania Sara zarasta i zarasta, osiągając wygląd yeti. Stylizacja w sam raz na mroźną zimę. Do tej pory zastanawiam się, jak Mirka w tym zarośniętym kundelku dopatrzyła się rodowodu i zmusiła nas do wyjazdu na wystawę.

west highland white terrier

Marzec 2010. Sara kilka chwil przed wyjazdem na naszą pierwszą wystawę. Byłam niezwykle dumna z białości, którą udało się nam uzyskać oraz z niezwykłej stylizacji głowy. Szczęka opadła mi dopiero na wystawie, gdy zobaczyłam doskonale przygotowane westiki. Głowy "na smutnego kozła" od tej pory staram się unikać.

west highland white terrier

Maj 2010. Sara po pierwszym trymowaniu u pana Sławka. W końcu wygląda jak rasowy westik! W tej stylizacji nie do końca podoba mi się sposób zrobienia tyłu, jak widzicie włos jest krótko przycięty i wygolony. Ma to zalety, bo pies wydaje się krótszy, ale chodzi świecąc gołym tyłkiem. Od kiedy sama trymuję Sarę, staram się zostawiać włos na tyle nieco dłuższy.

west highland white terrier

Maj 2010. Sara na wystawie. Głowa wygląda już jak chryzantema. Ufff...

west highland white terrier

Lipiec 2010, Sara na wystawie, porządnie wytrymowana. Nie do końca podoba mi się to, że sukienka kończy się tak nisko. Później będziemy zaposzczać włos na bokach, żeby przejście między grzbietem a sukienką było bardziej płynne, a linia sukienki zaczynała się nieco wyżej.

west highland white terrier

Październik/listopad 2010. Sara na spacerze i w pierwszych tygodniach ciąży. Moim zdaniem wygląda kwitnąco. A jeśli chodzi o fryzurę, to staramy się ją utrzymywać mniej więcej podobną. Na razie wydaje mi się optymalna, ale kto wie, może za trzy lata znowu się będę z niej śmiała.

west highland white terrier

Sto lat, Sara!!!!!

niedziela, 18 września 2011

W sobotę uczestniczyłyśmy w naszych pierwszych zawodach agility zorganizowanych przez klub Frambos na zakończenie kursu, w którym brałyśmy udział. Było wiele zabawy i niespodzianki. Największą było zwycięstwo Wani w kategorii small (małe pieski). Wania bezbłędnie przebiegła tor i miała bardzo dobry czas. O mały włos zwyciężyłaby w drugiej konkurencji: wyścigu na dwóch równoległych torach. Jednak o pół nosa wyprzedziła ją westka Luna, więc Wania zajęła drugie miejsce. Jestem przekonana, że jej szybkość to zasługa pogoni za rowerzystami. Chyba znowu wrócimy trenować w okolice ścieżki rowerowej :)

Filmik z wyścigu o I miejsce: Luna i Wania


Sara strzeliła focha i odmówiła współpracy. Tor agility jakoś przebiegła, wlekąc się i omijając niektóre przeszkody. W konkurencji wyścigów tyłek chyba przyrósł jej do ziemi, bo pomimo nawoływań, zachęt i prób przekupienia parówką nie chciała się ruszyć. Wystartowała dopiero, gdy drugi piesek mijał linię mety, a biegnąc wyraźnie pokazywała, że nie ma na to najmniejszej ochoty. W sumie zajęła trzecie miejsce w agility i ostatnie w wyścigach. 

Foch Sary

Kilka fotek z przygotowań do zawodów:

terier szkocki agility

Wania pomaga przy rozstawianiu tuneli

agility

Ustawianie podium. Nawet przez moment nie myślałam, że Wania zajmie pierwsze miejsce. A jednak! Szkocik zawsze potrafi zaskoczyć...

terier szkocki agility

Rozgrzewka przed zawodami

agility

Itzi. Można powiedzieć, że biegnie, jakby się paliło :)

agility

agility

Sonia

west highland white terrier

A mniej więcej z takim wyrazem pyska siedziała Sara na linii startu: "Nie pobiegnę. Przecież widzisz, że nie mam ochoty biegać."  Uparty terier. Teraz czeka nas praca nad motywacją.

sobota, 17 września 2011

Życie może być takie proste i szczęśliwe. Wystarczy zmęczyć się fizycznie. Odpocząć w cieniu drzewa. Robić coś razem z tymi, których lubimy. W czasie ostatniego weekendu psy i ich ludzie praktykowali szczęśliwe życie na wsi. Jak dobrze czasem uciec od miejskiego zgiełku...

scottish terrier

Biegnąca Wania

west highland white terrier

Jęzor na wierzchu i nieco głupkowaty wyraz pyszczka- to Wika, córka Sary

west highland white terrier

Z gracją i zaangażowaniem biegnie Sara

west highland white terrier

Kiedyś mówiło się: odpczynek pod gruszą. W dobie globalizacji i ocieplenia klimatu miejsce gruszy zajęło drzewo brzoskwiniowe

scottish terrier

west highland white terrier

Wika wygląda jak łobuz, zachowuje się jak łobuz, ale niech was to nie zmyli. Ona na prawdę jest łobuzem! I posiada nadprzyrodzoną wręcz umiejętność brudzenia się. Moja mama i tak twierdzi, że Wika jest najgrzeczniejsza i najmądrzejsza. W uzasadnieniu dodaje, że radzi sobie z dwoma kotami i obu potrafi wyjeść jedzenie z miski. Jak widać, miłość jest ślepa :)

westie i terier szkocki

Co trzy głowy to nie jedna, czyli co w trawie piszczy...

westie i terier szkocki

W stadzie zawsze raźniej. Dzilene psy w odwagą i oddaniem bronią swojego.

west highland white terrier

west highland white terrier

Odpoczynek po pracy. Wika i Sara

wtorek, 13 września 2011

Na spacerze pani z małym pieskiem zabiła mnie tekstem: „Mąż ostrzegał mnie, że tu pani chodzi z takim czarnym, agresywnym psem”. Chodziło jej o Wanię, która na widok psów wyrywa się i drze mordę.

Bardzo dziwnie czuję się jako właścicielka „agresywnego” psa. Dostrzegam plusy. Gdy wychodzimy na spacer wieczorem, nawet dresy z amstafami bliżej przysuwają się do swoich psów. Wania skutecznie wszystkich odstrasza.
Więcej jest minusów. Przestałam ją spuszczać ze smyczy w miejscach, gdzie jest szansa spotkania psa lub roweru. Na ich widok Wania dostaje totalnego odpału, pędzi ujadając i trudno ją zatrzymać albo przywołać. Niektórzy rowerzyści reagują nerwowo, gdy czarny szczekający pies goni ich ile sił w krótkich nogach. Wcale im się nie dziwię. Właściciele psów też wpadają w panikę, gdy pędzi na nich czarny, szczekający pies. Wcale im się nie dziwię.

Jeśli podczas jazdy na rowerze zauważycie, że goni was czarny pies na krótkich łapach, jak ten na zdjęciu, nie przejmujcie się. To może być Wania. Ona się tylko bawi, nie jest agresywna. Bądźcie wyrozumiali, pracujemy nad tym.

scottish terrier

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25