Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
wtorek, 03 marca 2009

Wczoraj ze zgorzą odkryłam, że Sara ma tylko 2 szczepienia szczepionka- kombajnem (na 5 chorób). Oczywiście wpadłam w panikę. A jeśli się czymś zarazi? A jeśli potworne wirusy parwo ukryły się w moim mieszkaniu? W panice pobiegłam po szmate i domestos i jeszcze raz przetarłam miejsca, które wydawały mi się zbyt mało przetarte. Czy domestos pomoże? Podobno zabija wszystko na śmierć, ale czy poradził sobie z wirusem? Czy ten wirus nadal spobie spokojne śpi i czeka na żywiciela? Na jakąś lukę w systemie odpornościowym mojej psinki? Oczywiście, uspokajałam się, że ona jest silna i dobrze odżywiona (oczywiście, nie będzie już żadnej diety odchudzającej), że masa psów chodzi bez jakichkolwiek szczepień i niczego nie łapią. Ale jednak kto raz się oparzył....

Na różnych forach poświęconych psom toczy się dyskusja pomiędzy różnicami w hodowlach psów rodowodowych (uznanych przez Związek Kynologiczny) i pseudo-hodowlach w których hoduje się psy "rodowodowe bez rodowodu".  Padają argumenty, że doświadczeniu hodowcy lepiej troszczą się o psy, że metryczka (podstawa do wyrobienia rodowodu) to też gwarancja zdrowia psa, tego że był wychowywany w dobrych warunkach, że jest w dobrym zdrowiu. Po moich doświadczeniach wcale nie jestem pewna takich argumentów. Na pewno hodowla psów to kasa. Przy rodowodowych większa (większe koszty)? Jednak czy z wyższą ceną wiąże się wyższa jakość?

 Pani (z rodowodowej hodowli) zapewniała, że suczka ma WSZYSTKIE szczepienia. Czyli powinno ich być 3. Nie wiem, czy 2 wystarczą. Ani słowem nie wspominiała o konieczności odrobaczenia psa. Właśnie sobie przypomniałam, że to powinno się robić co 3 miesiące, a Sara ostatni raz była odrobaczona 4 miesiące temu. Czyli pewnie ma robaki. O szczepieniach też nie mówiła nic poza tym, że wszystko ok i już nie trzeba szczepić. Za to sporo opowiadała o dobrym francuskim szamponie dla psów, specjalnie dla białych ras. I co zrobić, żeby siersć suni wydawała się bardziej szorstka (przygotowanie do wystawy). Tylko czy bez tej szczepionki ona do wystawy dożyje? Czy ja panikuję?

Na razie bawi się, jest wesoła i radosna. Ale na każde kichnięcie reaguję z paniką. Czy 2 szczepionki wystarczą? Zaraz pędzę do veta, przy okazji ją odrobaczymy.

poniedziałek, 02 marca 2009

Rozwiązała się tajemnica sikania. Jak pies przez niemal dobę wytrzymał bez sikania? Jednak Sara jest normalnym psem i sika w ilościach jak każdy pies, jednak w miejscach ukrytych. Ełaśnie odkryłam to miejsce. Po powrocie do spaceru pobiegła do trzeciego pokoju i tam, w spokoju, na środku załatwiła się. Wydawała się bardzo szczęśliwa. Sprzątnęłam. Może następnym razem uda się na spacerze? Muszę poszukać jej jakiegoś czystego i zacisznego miejsca.

 

Teraz szaleje z nową zabawką pluszową owieczką. Prawdziwa killerka, owieczka już kilka razy została zakatrupiona na amen. A Sara robi salta w powierzu, wymachuje przednimi łapami- wszystko żeby uzyskać pewność co do stanu owieczki. 

Zanim trafiła do mnie Sara, przez 2 miesiące miałam innego westika- Platona. Niestety, w wieku 14 tygodniu Platon umarł. Najpierw ciężko zachorował, a po tygodniu spędzonym w szpitalu umarł. Sam z siebie, dzięki czemu nie musiałam podejmować decyzji, czy go uśpić, czy próbować dalej leczyć. Dlaczego umarł? Trudno teraz ustalić przyczyny. Któregoś dnia wyszłam z nim na spacer, zjadł coś, tak szybko łyknął, że nawet nie zdążyłam otworzyć mu pyska. Po powrocie zaczął wymiotować. Wieczorem zawiozłam go do veta, dostał zastrzyk i kroplówke. Następnego dnia wcale nie było lepiej, nawet nie miał siły chodzić. Został w szpitalu i od tego momentu było coraz gorzej. Poza wymiotami pojawiła się biegunka, później biegunka z krwią. Piesek był coraz słabszy, niemal znikał. Nie pomogła nawet transfuzja krwi. Jedną z możliwości jest, że zjadł truciznę, a później dołączyła się do tego choroba wirusowa jelit (parwowiroza). Kilka dni wcześniej, gdy chodziłam z nim w tamtej okolicy jakaś baba z okna wrzeszczała, ze chodzę z psem pod jej oknami, że te psy tu srają, że ona nie może tego smrodu (w środku zimy?) i że rozsypie truciznę. A kilka dni później pies coś zjadł na dworze i strasznie się zatruł. Zbieg okoliczności czy pozbawiona serca trucicielka?

Nikomu nie życzę oglądania śmierci i cierpienia psa, szczeniaka. Nie życzę odebrania nad ranem telefonu ze szpitala, że pies nie żyję. Nie życzę wracania z płaczem ze szpitala po każdej wizycie, oglądania bólu i cierpienia małego zwierzaka. Ani przechodzenia od nadzieji- dzisiaj rano chyba czuł się lepiej, pomachał torchę ogonkiem i przeszedł parę kroków, do rozpaczy- znowu biegunka z krwią, pies nie zwraca uwagi, a to cierpienie w jego oczach jest zupełnie nie do wytrzymania. Ani konieczności podejmowania decyzji- czy warto jeszcze go ratować, czy będzie to przedłużanie jego cierpień, czy ma jakieś szanse żeby wyzdrowieć, czy moźe lepiej go uśpić? W szpitalu zwierzęcym nie mówią już uśpić zwierzę, ale dokonać eutanazji. Przez takie użycie takiego sformułowania podjęcie decyzji staje się jeszcze trudniejsze.

Trudno wyzazić co czułam, gdy odszedł Platon. Był to nie tylko wielki smutek z powodu straty szczeniaka. Cały mój system metafizyczny, cały porządek w którym funkcjonowałam został zmieciony. Jego śmierć była niezaprzeczalnym dowodem na śmierć boga. Albo inaczej- wraz ze śmiercia psa umarł mój bóg. Od temtej chwili jestem przekonana, że cudów nie ma, a bóg jest jedynie złudzeniem- bardzo zawodnym złudzeniem. Trzeba radzic sobie samej. 

Jednak pomimo jego śmierci byłam przekonana, że nadal chcę mieć psa. Nigdy wcześniej nie nauczyłam się tyle od jakiejkolwiek żywej istoty- o radości, o smutku, o cierpieniu, o wierności w nieszczęściu, o odpowiedzialności i śmierci. Dlatego pojawiła się Sara. Ma 6 miesięcy i jest po wszystkich szczepieniach, więc są duże szanse że nie złapie jakiegoś wirusa, który być może jeszcze skrywa się gdzieś w moim mieszkaniu.

Sara wydaje się być w dobrej kondycji zdrowotnej, ale jest strasznie zaniedbana intelektualnie i wychowawczo. Są też inne różnice pomiędzy Sarą i Platonem. Bo nawet jeśli bardzo się staram, nie jestem w stanie nie porównywać- Platon był taki, a Sara jest taka. Porównuje. I za chwilę więcej o wynikach tych porównań.

 

Wczoraj trafiła do mnie Sara, 6 miesięczna white west terrierka.

Na razie zupełnie nic nie umie. Ani siad, ani leżeć. Nie zna nawet najbardziej podstawowych podstawa, takich jak reagowanie na swoje imie i przychodzenie na zawołanie. Czy ona w ogóle rozumie, że nazywa się Sara? Gdy wołam ją tym imieniem, to podnosi głowę (dobry znak- pies nie jest głuchy), patrzy się radośnie i nic. Ani jednego kroczku do przodu. Nawet jeśli w ręku trzymam ukryte coś, co mogłoby ją zainteresować- pyszne snacki dla psów aktywnych fizycznie, z dodatkiem L-karnityny spalającego tkankę tłuszczową.

Nie umie chodzić na smyczy. Wczorajsze próby założenia jej obroży i smyczy były dziwaczne- stawała na tylnych łapach, robiła jakieś wywijańce i próbowała zerwać obrożę z szyji. Uparła się, że nie zrobi ani kroku mając na szyji to coś. To coś, czyli piękną, wysadzaną fałszywymi brynalcikami czarną obróżkę i dopasowaną kolorystycznie smycz.

Poza tym Sara się boi. Jest strasznie płochliwa- odskakuje, gdy wyciąga się bliżej rękę, ucieka, gdy słyszy sąsiadów zamykających drzwi, spuszczaną wodę. Podobno wychowywała się z ludźmi, pochodzi z rodowodowej hodowli uznanej przez Polskie Towarzystwo Kynologiczne. Może jednak ta hodowla wcale nie jest taka cacy, jak powinna być? MOże była bita, albo trzymana w zamknięciu? Westiczka nie powinna zachowywać się w ten sposób, bo westy- zgodnie z opisem rasy, to dzielne i odważne psy. Na razie będę ją obserwować. Może gdy przyzwyczai się do nowego domu, gdy zacznie mi bardziej ufac, to jej zachowanie zmieni się?

W dodatku nie chce sikać. Ani na dworze, ani nawet w domu. Od wczoraj wieczorem nic. Czy z jej pęcherzem wszystko jest ok? Czy jest tak onieśmielona tym, co się dzieje, że nie ma odwagi się wysikać? Wcześniej mieszkała w domku, więc w każdej chwili mogła wyjść na dwór. A tutaj gdy wychodzimy obwąchuje wszystko wokoło i nie sika. Właścicielka pekinki którą spotykam na spacerze (pierwsza koleżanka Sary!) twierdzi, że trzeba jej dać trochę czasu. Najpierw musi poznać teren zanim zacznie sikać. Dobrze, niech poznaje, ale może niech chociaż zsika się w domu? Ile ona będzie to wszystko nosiła w sobie? Podobne obawy miałam też z kupkaniem, ale znalazłam prezent w pokoju. Nie skakałam z radości, ale dobrze, że przynajmniej psina trawi.

Było już wcześniej o tkance tłuszczowej, bo zastanawiam się też, czy ona nie jest przekarmiona. Jest tłuściutka, ale ponieważ brakuje mi doświadczenia z psami, nie wiem czy jest tłuściutka w sposób, w jaki powinien być słodki 6-miesieczny szczeniaczek, czy jest tłuściutka złym tłuszczem, który wkrótce przekształci się w obrzydliwa tkankę tłuszczową i stanie się początkiem nadwagi, problemów z sercem i krążeniem. Odchudzać ją czy nie, to jest pytanie...

 

1 ... 21 , 22 , 23 , 24 , 25