Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
niedziela, 30 października 2011

Powitanie jesieni, albo pożegnanie lata...

Jakiś czas temu wybraliśmy się na jesienny spacer z Deizi (córką Sary) i jej kolegą Leonem. Pogoda była piękna. Tak piękna, że psy postanowiły się wykąpać, wytarzać w czymś śmierdzącym i znowu wykąpać, aby zmyć nieprzyjemny zapach. Bardzo fajnie jest móc popatrzeć, jak szczeniaczek rośnie. Jeszcze fajniej na wspólne zabawy radosnych psów.

west highland white terrier szczeniaki

To Deizi. Wygląda prawie jak Wika, tylko ma bardziej schludny pyszczek. I jest grzeczniejsza...

west highland white terrier

west highland white terrier

Deizi i Sara. Podobieństwo rodzinne może i jest, ale jakoś nie zauważyłam rodzinnych sentymentów. Deizi wolała się  bawić z Leonem, którego ma na codzień, niż z własną mamą.

west highland white terrier

Wypoczynek na plaży

terier szkocki woda

Wania w kąpieli

terier szkocki

Wyjście smoka

west highland white terrier

Deizi i Leon, czyli wodne westiki. Deizi, w przeciwieństwie do Sary bardzo lubi się kąpać. Ale kto z kim przystaje, takim się staje. Leon też jest wielkim miłośnikiem wodnych kąpieli.

west highland white terrier

Leon buszujący w trzcinach.

czwartek, 27 października 2011

Pamiętacie film „Marley i ja” o niesfornym szczeniaku, niszczącym mieszkanie swoim właścicielom? Film doczekał się kontynuacji. Tym razem niewychowany szczeniak o imieniu Marley trafia pod opiekę chłopca, który postanawia go wyszkolić. Pragnie w ten sposób przekonać mamę, że zasługuje na własnego psa. Sprawdzianem szkolenia ma być start w zawodach agility dla szczeniaków. A żeby było zabawniej, w zawodach ma wystartować drużyna składająca się z trzech szczeniaków. Już można sobie wyobrazić to radosne zamieszanie...

Zastrzeżenia można mieć przede wszystkim do realizmu relacji człowiek- pies. Trening agility odbywa się praktycznie bez pracy opiekuna, bo szczeniaki są takie mądre, że same wiedzą co robić. A nawet jeszcze mądrzejsze, bo potrafią uciec z pułapki zastawionej przez złych ludzi oraz tychże złych ludzi ukarać. W czasie szkolenia chłopiec wygłasza do szczeniaków długie przemowy, po których wiedzą, co robić. Cóż, z prawdziwymi psami ta metoda niestety nie działa... No i same zawody przebiegają w trochę dziwny sposób.

Jednak na te niedociągnięcia można przymknąć oko. Film jest zabawny i przyjemnie się go ogląda. Dobre kino familijne, które w dodatku promuje komunikację dzieci z psami i spory kynologiczne. A zadaniem rodziców powinno być wyjaśnienie dziecku, że szkolenie pieska nie do końca tak wygląda, a szczeniaczek nie zawsze rozumie, co się do niego mówi.

marley i ja szczeniece lata

poniedziałek, 24 października 2011

Ufff, Sara już czuje się dobrze. Dziękuje za trzymanie kciuków, na pewno pomogły :)


Wczoraj pół dnia przespała, ale wieczorem poczuła się lepiej. Zaglądała do miski, na spacerze witała się z pieskami. Dzisiaj po chorobie ani śladu. Gdy poszłyśmy do weta na kolejny zastrzyk, zmykała ile sił w łapkach. Po tym od razu widać, że pies jest zdrowy.

Nie wiem, czym mogła się zatruć. Od wiosennych zdarzeń z truciem psów pilnuję, żeby moje były na smyczy i nie jadły niczego na spacerach. Ale może łakomy piesek coś wszamał, jak nie patrzyłam?

Historia niestety nie obyła się bez ofiar. Kanapa, pomimo czyszczenia wciąż wydziela woń jak nadużywający alkoholu kloszard. To może być przyczynek do badań „jaki wpływ wywierają psy na wystrój twojego mieszkania”. Jeśli kanapa nie przestanie śmierdzieć, to czarno widzę jej przyszłość...

18:56, whitewestie , Westie
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 października 2011

Sara jest chora. Wczoraj po południu zwymiotowała. Ale ponieważ poza tym wydawała się czuć dobrze, nic sobie z tego nie robiłam. Wiadomo, psy czasem wymiotują. Noc też minęła dobrze, ale nad ranem znowu zaczęła wymiotować. Niestety, musiałam iść do pracy i nie mogłam iść z nią od razu do weta. Gdy wróciłam, całe mieszkanie było obrzygane. Łącznie z kanapą. A Sarka nawet nie skakała na mój widok. Pojechałyśmy od razu do weta. Szczęście w nieszczęściu, trafiłyśmy na prof. Wronę, więc Sara jest w najlepszych rękach. Dostała zastrzyk, kroplówkę z glukozą, tabletki i probiotyk do picia. Wet stwierdził, że to zatrucie. Od kilku godzin nie wymiotuje, ale śpi zmęczona.

Od pewnego czasu na osiedlu krąży pogłoska, że ktoś truje psy. Nie jest to tylko pogłoska. Na wiosnę 4 znajome pieski zmarły. Zaczynało się od wymiotów, a później psa nie dawało się uratować. Ostatnio zachorowały 2 znajome psy. Też zaczęło się od wymiotów, biegunki. Ale tym razem wszystko skończyło się dobrze. Właściciele psów spotykając się na spacerach zastanawiają się, kto może być tak okrutny i truć psy. Jedni podejrzewają sąsiadkę z pierwszego piętra z bloku obok. Inni dozorcę. Ale jak do tej pory nie wiadomo, dlaczego psy chorują.

Trzymajcie kciuki za Sarę. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i wyzdrowieje.

środa, 19 października 2011

Wania stała nad brzegiem jeziora, oglądając przepiękny zachód słońca. Nie przeczuwała zbliżającego się niebezpieczeństwa.

terier szkocki

Z lasu wybiegła potworzyca Flopi. Potworzyca znana jest z tego, że potrafi pochłonąć każdą ilość ciasteczek. Ale nie gardzi też szkocikami

Airedale terrier

Wania rzuciła się do ucieczki.

terier szkocki

Biegła tak szybko, że aż się za nią kurzyło. Jednak krótkie łapki szkocika nie miały szans z długimi łapami szybkiej Flopi. Potworzyca była coraz bliżej. Wania czuła już jej oddech na karku.

terier szkocki

Na szczęście dzielna i nieustraszona policjantka Sara, zawsze stojąca po stronie dobra i sprawiedliwości zauważyła, że Wania jest w niebezpieczeństwie. Jak na nieustraszonego białego pieska przystało, rzuciła się na ratunek.

west highland white terrier

Takiego oporu potworzyca się nie spodziewała. Wcięła nogi za pas i czmychnęła do lasu.

Airedale terrier

poniedziałek, 17 października 2011

Na początku XIX wieku popularności nabrały wystawy psów rasowych. Miało to związek z pasją królowej Wiktorii, która uważana była za miłośniczkę zwierząt i sama hodowała kilka ras, dla których wybudowała kennel w Windsorze. Wsparcie rodziny królewskiej dla hodowli i wystawiania psów rasowych sprawiło, że praktyka stała się modna i chętnie uczestniczyło w niej ziemiaństwo, szlachta i bogaci przedstawiciele klas średnich. Wraz z rozpowszechnieniem się wystaw psów rasowych ustalony został standard rasy. Jest to mniej lub bardziej precyzyjny opis anatomii, umaszczenia i charakteru poszczególnych ras. Standaryzuje on oceniane psy, ale z drugiej strony otwiera drogę do indywidualizacji. Tworzy psich celebrytów, zwycięzców wystaw, Inter i multi- champinów, których charakterystyczny wygląd jest rozpoznawany przez znawców. Ich imiona zapisane zostają w rodowodach potomków i służą za swoisty znak jakości.


Po wystawie w Birmngham w 1861 popularność wystaw psów zaczęła rosnąć. Od początku towarzyszyła im atmosfera skandali, podejrzeń o oszustwa i korupcję. Psy były podstawiane, fałszowano ich wiek, a nawet rasę. Przez stosowanie odpowiednich fryzur i farbowania starano się ukrywać wady. W czasie pierwszych wystaw, które często przypominały prywatne spotkania w klubach, porównywano psy różnych ras. W latach 70-tych XIX wieku korupcja i oszustwa doprowadziły do upadku National Dog Club, zawiązanego zaledwie kilka lat wcześniej. Doprowadziłoby to niechybnie to końca mody na wystawianie psów, gdyby nie zawiązanie w 1873 British Kennel Club. Uregulował on zasady wystawiania psów oraz stał się wzorem dla podobnego typu organizacji zakładanych w tym czasie w innych krajach.


Gwałtowna ewolucja wystaw psów i regulacji hodowli psów szybko spowodowała pojawienie się krytyki w różnych częściach Wielkiej Brytanii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Sport sam w sobie, hodowla dla efektu wielu ludziom wydawała się pozbawiona sensu. Twierdzili, że ma ona niewiele wspólnego z celową poprawą rasy, która definiowana była jako lepsza użyteczność do pracy, a nie większe piękno. W ówczesnej prasie hodowlanej (Kennel Gazette) pojawiały się artykuły krytykujące hodowlę zmierzającą do osiągnięcia efektów wizualnych. Hodowca collie krytykował współczesną modę, która ma na celu osiągnięcie jak największej głowy, najgrubszych kości oraz niezwykłej objętości futra. Krytykowano także wystawy psów, które premiują przerysowane cechy eksterieru u psów. Pojawiają się głosy, że hodowla pod kątem określonych cech eksterieru uczyniła wiele zła naturalnym i pozytywnym cechom rasy. Stała się bardziej homogeniczna, mniej zróżnicowana genetycznie, a hodowla na potrzeby eksterieru spowodowała wysyp „przystojnych lecz bezużytecznych” osobników. Piękno i ozdobność staje się podstawowym kryterium selekcji, a także celem hodowli. Judith Blunt Lytton pisze: „Utrzymuję, że pewne typy współczesnych psów są potwornością (monstrosities) i do końca moich dni będę walczyć z ich propagowaniem” . Krytykowała także rozwijającą się tendencję do tworzenia standardów piękna. Liczne głosy krytykują zanikanie cech użytkowych psów. W niektórych rasach zaczynają pojawiać się dwie odrębne linie ras: hodowane na potrzeby wystaw psów i psy użytkowe (pracujące). Różnią się one znacząco wyglądem i charakterem.


Badania przeprowadzone w latach 20-tych XX wieku przez grupę badaczy i hodowców w Stanach Zjednoczonych podejmowały właśnie kwestię użyteczności i piękna. Krytyki hodowli na potrzebę wystaw pojawiały się i tutaj. Podobnie jak w Europie wiele głosów powtarza, że hodowla dla cech eksterierowych niszczy najlepsze cechy w rasach, a w szczególności ich zdolność do pracy. Obrońcy wystaw odpierali te ataki twierdząc, że efektowny wygląd nie musi negatywnie wpływać na użyteczność. Nawet piękne psy mogą pracować i być przydatne. Kontrowersje te rozwiązują wspomniane badania obejmujące populację amerykańskich owczarków niemieckich. Hodowla dla uzyskania „punktów na wystawach” zdaniem wielu wielbicieli rasy zniszczyła charakterystyczne użytkowe cechy tej rasy. Po wnikliwej ocenie linii, ich użyteczności oraz osiągnięć wystawowych badacze doszli do wniosku, że wprawdzie pewne linie wytworzyły psy, które były jednocześnie championami piękności i psami pracującymi, jednak ten związek pojawiał się jedynie na początku historii rasy. Ostatnia znana data takiego połączenia piękna z użytecznością została ustalona na 1909 rok. Po tym roku doszło do rozdzielenia linii hodowanych na wystawy oraz tych hodowanych użytkowo. Jak twierdzi Margaret Derry „współcześni biolodzy studiujący psy potwierdzają, że hodowla dla piękna, forma specjalizacji, osłabia inne cechy rasy, które często odnoszą się zarówno do charakteru jak i zdolności do pracy.”

Na podstawie: Margaret E. Derry, Bred for perfection. Shorthorn cattle, collies and arabian horses since 1800, Johns Hopkins University Press 2003 

czwartek, 13 października 2011

Pogoda ostatnio jest tak chłodna i deszczowa, że przypomina mi się Shimla. Jeśli myślicie, że w Indiach jest zawsze ciepło i pogodnie, to jednak nie jest. W Shimli głównie padało, przez co trudno było odkryć całe piękno miejscowości. Jest ona górskim kurortem założonym przez Brytyjczyków w XIX wieku. Obecnie jest bardzo popularnym miejscem wypoczynku wśród indyjskiej klasy średniej. Na wypoczynek przyjeżdżają tam rodziny, a także nowożeńcy by spędzić tu miesiąc miodowy.

shimla

shimla


Pobyt w Shimli był relaksem po pełnej niebezpieczeństw drodze po Himalaya highway. Statystycznie, co 4 minuty ginie tam człowiek, a w głębokich przepaściach co jakiś czas widać rozbitą ciężarówkę lub inny pojazd. Co ciekawe, jedna z serii reality show „Ice road truckers” o kierowcach ciężarówek pokonujących trudne drogi, odbywa się właśnie na tej trasie.

indie leh

Jeśli chodzi o psy, to w Shimli po raz pierwszy widziałam ogłoszenia o sprzedaży „quality puppies” ras takich jak pekińczyk, owczarek niemiecki czy spaniel. Być może bogata klasa średnia zainteresowana jest powielaniem europejskiego stylu życia, z którym łączy się także posiadanie rasowego pieska. Ale tak jak w całych Indiach na ulicach przeważały mieszańce.

shimla



shimla

Pies, co ciekawe, nosi obrożę zapinaną na kłódkę

shimla

I pilnuje pięknego historycznego budynku, w którym obecnie mieści się uniwersytet

Jednak od obecności psów bardziej interesująca była obecność małp, które były niemal wszędzie. Biegały po dachach i drzewach w centrum miasta. Grzebały w śmietnikach. Bywało, że zaczepiały przechodniów. W Shimli znajduje się hinduska świątynia wybudowana na cześć mitycznego Króla Małp, w okolicy której żyją stada małp. Wyglądają pięknie, ale nie zawsze są przyjazne. Bywa, że atakują pielgrzymów domagając się jedzenia. Sama tego doświadczyłam, bo jedna z małp rzuciła się na mnie, drąc mi spodnie. Na tym na szczęście się skończyło. Teraz wcale nie dziwię się powiedzeniu „głupia małpa”.

shimla

Wejście do świątyni

shimla

shimla

shimla

To koniec opowieści o psach indyjskich. Dzięki pierwszemu wyjazdowi do Indii dowiedziałam się, że są tam psy i to w dużych ilościach. Być może podczas kolejnych wyjazdów uda mi się lepiej zrozumieć rolę, jaką odgrywają w tamtejszej kulturze oraz sposób, w jaki są traktowane.



13:25, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 października 2011

Skąd się wzięły rodowody? Jaką pełnią rolę? I czy rodowód jest gwarancją jakości psa? Na te pytania najłatwiej odpowiedzieć cofając się w czasie aż do momentu powstania koncepcji "psów rasowych" a wraz z nią rodowodów, czyli dokumentacji pochodzenia psa.

Powstanie koncepcji "psów rasowych" łączy dyskurs naukowy z tworzeniem się nowych rynków zbytu. Sewallis E. Shirley, pierwszy przewodniczący brytyjskiego Kennel Clubu w 1880 roku zachęca hodowców do poprawy zwierząt zgodnie z osiągnięciami nauki. Nauka musi być zaprzęgnięta do hodowli psów, jak to ma miejsce w przypadku koni wyścigowych. Przez „naukową hodowlę” rozumie się hodowlę prowadzoną na podstawie publicznych rodowodów.


Powstanie nowego rynku zbytu, jakim stała się bogacąca się klasa średnia oraz nabywcy w Ameryce oraz zapotrzebowanie na produkt, jakim były psy z udokumentowanym pochodzeniem i określonym eksterierze stało się przyczyną zainteresowania hodowlą psów rasowych. Prowadzenie ksiąg rodowodowych i hodowla początkowo nie były priorytetem brytyjskiego Kennel Clubu. Pojawiły się niejako przy okazji, wraz z kwestią rejestrowania psów do odpowiednich klas. Zaczęto wtedy prowadzić publiczne księgi wyników. Wiele z rejestrowanych tam psów było niewiadomego pochodzenia, rodowody nie były znane. Pomysł prowadzenia ksiąg rodowodowych i rejestrowania psów budził wiele kontrowersji. Sewallis E. Shirley, jeden z założycieli Kennel Clubu wielokrotnie porusza ten problem na łamach Kennel Gazette. Argumentując na rzecz publicznych ksiąg rodowodowych odnosi się do dwóch kategorii, niezwykle cenionych w XIX wieku: nauki i kapitalizmu (wartości). Shirley pisze, że amerykanie nie płaciliby tyle za setery, pointery czy collie, gdyby nie było publicznego rejestru ich pochodzenia. Rodowód staje się więc tym, co nadaje wartość zwierzęciu. Co więcej, w 1883 Shirley postuluje, żeby w ogóle zabronić sprzedaży psów bez rodowodu. W jego opinii obcokrajowcom, kupującym psy, zależy przede wszystkim na ich udokumentowanym pochodzeniu. Dowodzi, że wcześniej, gdy brytyjskie psy nie miały rodowodów, w Ameryce i na kontynencie płacono za nie dużo mniej. Podsumowuje, że z powodów marketingowych hodowcy powinni być zainteresowani prowadzeniem publicznych ksiąg rodowodowych, bo wtedy psy zyskują na wartości. 


poniedziałek, 03 października 2011

W niedzielę odwiedziłam imprezę kynologiczną o nazwie „Wybory najsympatyczniejszego kundelka Lublina”. Liczyłam, że Wanię uda się podciągnąć pod „prawie sznaucera” lub skrzyżowanie jamnika z wilczurem. Sara nie potrzebowała żadnych wymyślnych genealogii, bo przed kąpielą wyglądała jak kundelek. Niepotrzebnie tyle myślałam, gdyż kategoria kundelka okazała się niezwykle pojemna. W konkursach brały udział psy o wyglądzie cocker spanieli i owczarków niemieckich i nikt im w pochodzenie nie zaglądał. Pierwsza refleksja, że każdy pies może być kundlem. O ile rasowość trzeba poprzeć dokumentami, bycie kundlem jest oczywiste i dowodu nie wymaga.

Część imprezy stylizowana była na wystawę psów rasowych, albo była jej parodią. Wybierano psa o najdłuższych uszach, albo ogonie, albo rzęsach. Proste i dające się łatwo zmierzyć kryteria. No bo jakie inne kryteria porównania można by użyć, skoro nie ma odwołania do kanonu, czy wzorca? Zastanawiam się, czy nawiązanie do konkursu piękności czy wystaw psów rasowych jest najlepszą formułą dla takich imprez. Pomijam już smutek na twarzach niektórych dzieci, gdy dowiedziały się, że ich piesek nie wygrał, bo ma nieco krótszy ogon. Ale wystawy psów powstały w bardzo określonym historycznym i kulturowym kontekście, a to niesie ze sobą pewne konsekwencje: uwikłanie w wartości i praktyki, od których wolne są psy pozbawione rasy. To druga refleksja.

Najbardziej podobały mi się konkursy oparte na współpracy pomiędzy psem i przewodnikiem. Na przykład konkurs na najbardziej namiętny pocałunek. Było wiele radości. Poza tym każdy właściciel kochanego psa na pewno doświadczył długiego i mokrego pocałunku, bywa że i z językiem. Fajny był konkurs na psie sztuczki (drugie miejsce zajęła trenująca z nami agility Gaja). Pokazywał, że psy są mądre, a jeśli odpowiednio się z nimi komunikuje, to można je nauczyć wielu ciekawych rzeczy. Po tym poszliśmy do domu, nie czekając na wybór najsympatyczniejszego kundelka. Ale trzecią refleksją jest olbrzymi potencjał sportów kynologicznych, które powinny być bardziej propagowane, właśnie przy okazji takich imprez. Każdy pies może ćwiczyć, a wspólne treningi doskonale poprawiają komunikację pomiędzy ludźmi a psami. Uczą wzajemnego zrozumienia i wyrozumiałości dla błędów. I sprawiają wiele radości!