Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
niedziela, 26 września 2010

Dzisiaj weekend, więc tradycyjnie już czas na zabawną reklamę z udziałem psów.
Najpierw jednak pochwalę się osiągnięciami Wani na szkoleniu posłuszeństwa. Dzisiaj najlepiej z grupy wykonała ćwiczenie „zabawa zabawką”. Nie miała żadnych problemów z okazywaniem instynktu łowieckiego i wyrażaniem autentycznego zainteresowania. Chodzenie przy nodze i wytrzymywanie w siadzie wychodzi jej trochę gorzej, ale nie we wszystkim musi być najlepsza.

W reklamie sprzedawca pokazuje różne psy. Te są dość drogie, ale pokażę ci coś naprawdę taniego i specjalnego- mówi do kupca. Kupujący decyduje się na zachwalanego pieska, który ma zmienić jego życie na zawsze. Wchodzi totalna klapa i marzenia rozwiewają się. Reklama ma zniechęcić do kupowania pirackiego oprogramowania, lecz przekaz może brzmieć także: pies rasowy tylko z rodowodem. Źle wyjdziesz na kupowaniu podróbek.

sobota, 25 września 2010

Wkrótce zaczyna się rok akademicki, a Wania po raz pierwszy poszła do psiej szkoły. Dzisiaj zaczęłyśmy kurs podstawowego posłuszeństwa w szkole Frambos w Pliszczynie koło Lublina. Przekonała mnie rekomendacja właścicielki beagla, psów niespecjalnie posłusznych, że jej sunia po szkoleniu jest bardzo grzeczna.


Wania mnie zaskoczyła, bo całkiem nieźle jej poszło. Była najmłodsza w grupie i opuściłyśmy cztery pierwsze zajęcia z powodu problemów z samochodem, ale i tak radziła sobie świetnie. Przede wszystkim była bardzo dzielna. Wchodząc na plac treningowy przywitała wszystkie zebrane psy donośnym szczekaniem, wywołując popłoch wśród niektórych właścicieli- czy ona gryzie? Później ćwiczyłyśmy podstawowe komendy- chodzenie przy nodze, siadanie, warowanie. Ponieważ mamy opóźnienie, warowanie nam nie wychodziło, ale Wania całkiem dobrze opanowała siadanie i chwilami chodzenie przy nodze.


W sumie szkolenie to świetna zabawa dla psa i właściciela. Pies dostaje dużo smakołyków, więc jest zadowolony. Właścicielowi serce rośnie widząc, jak jego terierka dobrze wykonuje komendy i jest taka mądra
.

Właściwie, to robiłyśmy prawie to, co na poniższym filmiku. Prawie robi różnicę, bo oczywiście robiłyśmy to w duuuużo mniej zaawansowanym stopniu.

I jeszcze jedna inspiracja. Tak się tym podkręciłam, że zaraz idziemy trenować na trawnik między blokami.

 

środa, 22 września 2010

Obawiam się, że Wania wkracza w okres młodzieńczego buntu. Ze ślicznego szczeniaka zmienia się w nastolatkę, do której w żaden sposób nie można dotrzeć. Zmiany zaczęły się niedawno, gdy zrobiła się nadmiernie płochliwa i na rzeczy, które już wcześniej znała i reagowała obojętnie, zaczęła reagować lękiem. Do tego w ogóle przestała się słuchać. Nie znaczy to, że wcześniej była jakoś wybitnie posłuszna, ale przynajmniej podążała za mną, nawet jeśli potrzebowała chwilę do namysłu.


Z powodu młodzieńczego buntu przeżyłyśmy dzisiaj dramatyczną sytuację. Krótkie nogi szkotki są niekiedy błogosławieństwem, bo przeciętnie wysportowany człowiek potrafi ją złapać.
Poszłyśmy na spacer i jak zwykle spuściłam obie terierki ze smyczy na wielkim trawniku w środku osiedla. Jest to duży teren, mogą spokojnie biegać, skakać i szaleć. Wańkę przestraszyło jakieś szczekanie psa i zaczęła uciekać. Nie przejmowałam się, bo byłam pewna, że wkrótce się zatrzyma i jeśli będę ją wołała, to wróci. Ale ona zamiast zatrzymać się wciąż biegła i biegła. Uciekła mi ze 200 metrów, a niedaleko była ulica osiedlowa, po której czasem jeździły samochody. Nie myśląc wiele rzuciłam się za nią w pościg, niestety miała przewagę. Wpadłyśmy na ulicę, chwilę biegła chodnikiem i w końcu udało mi się ją złapać. Wtedy przypomniałam sobie o drugim psie. Mądra Sara biegła za nami po chodniku. Taki dobry piesek.


Teraz już zupełnie przekonałam się do pomysłu, żeby iść z Wanią na szkolenie. Jeśli do soboty będę miała nareperowany samochód, to jedziemy rano na pierwszą lekcję. Dzięki uczęszczaniu na to szkolenie spotkana niedawno bigielka jest bardzo posłuszna- jak na bigla. Mam nadzieję, że Wania stanie się bardzo posłuszną szkotką.

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

Trochę wspomnień- tak wyglądała Wania jako śliczny szczeniak. Na zdjęciu razem z siostrami, Wania w środku.

 

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

Jedno z najładniejszych szczenięcych zdjęć Wani. Taki piękny szczeniak, i taki grzeczny.

poniedziałek, 20 września 2010

Dzisiaj drugie urodziny Sary. Chciałam zrobić coś takiego, żeby wiedziała, że to specjalny dzień i poczuła się wyjątkowo szczęśliwa. Niestety, w przypadku psów jest to wyjątkowo trudne. Nie bawią ich wypasione gadżety, nie interesuje kolor nowej smyczy czy obroży, a cieszy prawie każde jedzenie. Pole manewru mam ograniczone. Z okazji urodzin Sara dostała skórzaną kość do gryzienia i fajnie zasmaczoną nową karmę, a po południu wyjdziemy jeszcze na długi spacer. Łapka wróciła już do zdrowia, więc Sarka może biegać do woli. Nic nadzwyczajnego nie planujemy, żadnych party- niespodzianek. Na przyjęcie urodzinowe zaproszona została Wania, która z wielką energią obgryza drugą kość.


Chciałabym napisać, jak pies zmienił moje życie, lecz byłoby to zbyt długie. Dzięki Sarze odzyskałam radość. Wcześniej najważniejsza była dla mnie praca, a od kiedy mam psa/psy pojawiło się w moim życiu mnóstwo ciekawych ludzi i zdarzeń. Pies stał się więcej niż zwierzakiem, jest częścią stylu życia.
Zamiast podsumowania stara zagadka. Co jest lepsze niż pies? Dwa psy.
Żeby nie rozpisywać się z życzeniami, kilka obrazków, które dużo lepiej wyrażą to, co chcę powiedzieć Sarze.

pudle

Najpierw z życzeniami przybywają cztery pudle. Dużo szczęścia z okazji urodzin Sara, wesoło szczekają.

airedale terrier

Za chwilę z życzeniami przybywa airedale terrier, niosąc w pysku smaczne jedzonko.

szczeniaki

A na koniec życzenia wyśpiewują słodkie szczeniaczki. Może podobne wkrótce będzie miała Sara

Zakończenie dnia można porównać do tortu z niespodzianką. Poszłyśmy na spacer na łąki. Sara znalazła krowie kupy i się w nich wytarzala. Dwa razy. Nawet nie krzyczałam, bo widziałam, że dopiero teraz jest idealnie szczęśliwa. Szczęście trwało jakiś czas, a później czekała ją kąpiel w domu. Tak to jest, że wszystkie fajne imprezy kończą się kacem.

niedziela, 19 września 2010

Wciąż weekendowo i rozrywkowo. Kolejna reklama z psem w roli głównej. Nie ważne, co reklamuje, ale jest zabawna i, hmm, mocna w przekazie. Smacznego!

Tagi: reklama
19:10, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »

Coś zabawnego do oglądania na weekend- reklama piwa, w której główną rolę odgrywa pies rasy puli. Te mało znane u nas pieski składają się w większości z dreadów i wyglądam przypominają wielkiego mopa. Reklama przedstawia kolejny pomysł pt. "do czego służy pies".

Tagi: puli
11:15, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 września 2010

W końcu udało mi się dojechać z Sarą do weterynarza. Najpierw łapę obejrzał dermatolog, nie stwierdził żadnych zmian skórnych, więc odesłał nas na chirurgię. Wizyta tam okazała się dość przerażająca i były chwile, że chciałam uciekać, zabierając ze sobą psa.
Weszłyśmy do poczekalni, w której siedziało kilka osób i zero psów. Myślałam, że się pomyliłam, ale osoby potwierdziły, że to chirurgia i że zza białych drzwi ktoś wyjdzie i poprosi nas na badanie. Siedziałam chwilę, gdy wniesiono pierwszego psa. Był nieprzytomny po narkozie, z zagipsowaną łapą. Wyglądał żałośnie, a z pyska wystawał mu język. Wraz z psem wyszedł pan w zielonym kitlu o aparycji rzeźnika i coś mętnie tłumaczył właścicielom psa. Za chwilę zza białych drzwi do poczekalni wjechał na wózku kolejny pies, także nieprzytomny. Towarzyszyła mu pani w zielonym kitlu, która podłączyła go do kroplówki, żeby się wybudził z narkozy. Właśnie wtedy pomyślałam, że to ostatnia chwila, żeby uciekać wraz z Sarą, bo jeśli zza tych drzwi psy wracają w takim stanie.... Jednak pan o wyglądzie rzeźnika zauważył mnie i powiedział, o zgrozo, że zaraz się nami zajmie. Na ucieczkę było za późno. W międzyczasie przyniesiono jeszcze małego pieska, także uśpionego i z żałośnie wystającym językiem. Białe drzwi znowu się otworzyły i zostałyśmy zaproszone na badania.
Pan (jak się wkrótce okazało profesor) wyginał Sarze łapę na wszystkie strony. Znosiła to spokojnie, nawet nie próbując go ugryźć. Wyciągał jej szyję, wykręcał na boki, że wyglądało to jak psia joga albo wizyta u kręgarza. Na koniec powiedział, że nie widzi zmian patologicznych i że utykanie może być spowodowane jakimś naciągnięciem mięśni lub ścięgien. Zalecił, żeby poczekać trochę i obserwować nogę, ograniczyć psu możliwość biegania i nadwyrężania chorej nogi, bo to lepsze, niż leczyć za bardzo i od razu podawać leki, które mogą okazać się niepotrzebne. I to była najlepsza wiadomość dnia.
Inwalidka Sara zupełnie zignorowała zalecenia i gdy tylko wróciłyśmy do domu zaczęła ganiać się z Wanią. A teraz obie śpią, odbudowując siły.
Dobrą wiadomością jest także to, że Sara już nie pluje jedzeniem. Wprawdzie na widok miski nie reaguje miną „och, och, och, znowu moje ulubione jedzonko” (tak reaguje Wania), ale nie jest to już wyraz pyska pod tytułem „dlaczego mnie krzywdzisz?”.

13:16, whitewestie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010

Nieszczęścia chodzą parami i to byłoby podsumowanie dzisiejszego dnia. Najpierw Sara zrobiła sobie coś w nogę w czasie spaceru. Obejrzałam łapę i nie widać w niej nic szczególnego, ale pies trochę utyka. Pomyślałam, że na wszelki wypadek lepiej pojechać do weterynarza. Zapakowałam Sarę do samochodu, zabieram się za odpalanie, a tu nic. Bak jest pusty, zero benzyny. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak, bo gdy samochód odstawiałam była jeszcze co najmniej połówka. Pewnie ktoś mi spuścił benzynę, niech go szlag trafi na miejscu. Przy próbie nalania benzyny z kanistra okazało się, że wylewa się dziurą na dole baku. Z wyjazdu do weterynarza nic nie wyszło, za to spędziłam dzień na policji oraz dzwoniąc do ubezpieczalni. Na kilka dni samochód mam unieruchomiony.
Do weta na osiedlu nie pójdę, bo już mniej więcej przewiduję, jaka może być kuracja- zastrzyk z niezidentyfikowanym antybiotykiem i zalecenie, żeby moczyć nogę w rivanolu. Dziękuję za taki zestaw. Na razie posmarowałam łapę maścią z antybiotykiem i poczekam do jutra. Jeśli psie się nie poprawi, znajdę jakiś sposób żeby z nią pojechać (tak, są jeszcze autobusy). Cieszy mnie, że pomimo bycia kulawą nadal ma ochotę na zabawę z Wanią.

Kolejny dzień przebojów z jedzeniem. Gdy podaję miski, Sarka podchodzi już bez radości, z miną „dlaczego mi to robisz”. Zagląda do miski, z niechęcią odwraca głowę od zasmaczonej Bozity Robur. Patrzy na mnie, ja patrzę z nadzieją, że jednak coś je. Więc ona bierze chrupka do pyska, zlizuje z niego zasmaczenie i wypluwa. Czasem zje kilka wyplutych chrupek, jednak pobyt przy misce kończy się bardzo szybko. Wieczorem jest trochę lepiej, bo jak jest już przegłodzona, to jednak zjada więcej.
Za to ja czuję, że zaczynam się łamać. Nie mogę patrzeć na tego smutnego psa i jej minę przy jedzeniu. Mam wtedy ochotę pobiec do sklepu, kupić jakiegoś indyka czy serca i ugotować z warzywami i ryżem. Obawiam się, że jeszcze kilka dni i psa wygra tą próbę sił.
Oczywiście winą za smutną minę mojego psa obarczam chciwy koncern Royal Canin, który myśli tylko o biciu kasy, a zupełnie nie troszczy się o szczęście i zdrowie psów oraz komfort ich właścicieli. Teraz już na pewno nigdy nie kupię żadnego produktu tej firmy.

Najbardziej z całej sytuacji zadowolona jest Wania, która teraz je za dwóch. Najpierw wyjada ze swojej miski, a później przechodzi do miski Sary pełnej zasmaczonego jedzonka. Ona nie wybrzydza, wsuwa wszystko. Efekt jest taki, że 7-miesięczny szczeniaczek waży już 10 kg. Bardzo się cieszę, że tak ładnie wyrosła. Niestety, 10 kilo szkota muszę kilka razy dziennie znosić i wnosić na drugie piętro. To jednak ciężkie, szczególnie jak sobie uświadomiłam, że Wania waży więcej niż zgrzewka wody mineralnej. Jak trzeba się namęczyć niosąc zgrzewkę wody nawet nie będę wspominać.

sobota, 11 września 2010

Znalazłam kilka starych rycin przedstawiających szkockie teriery, możliwych przodków współczesnych westie.W jednym ze starych polskich seriali bohater dowodził, że dobrze mieć portret przodka na ścianie. Dlatego zamieszczam portrety przodków Sary, żeby pamiętała o swoich korzeniach.

west highland white terrier

Herbert Dicksee, Nadzieja

west highland white terrier

Herbert Dicksee, Terriery szkockie

Gdy dumałam, jak bardzo zmienił się wzorzec rasy i jak obecne westie różnią się od swoich przodków, trafiłam w albumie na zdjęcie Sary sprzed pierwszego trymowania. Sara wygląda na nim niemal identycznie jak pra-pra westie. Wygląda jak dziki terrier z radością ganiający po polach i lasach, a nie jak ozdobny pluszak, na jakiego przerabiany jest westie przy okazji wystaw psów. Prawdziwy pierwotny westie.

west highland white terrier

 
1 , 2