Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

W niedzielę byłyśmy w Wanią na wystawie w Białymstoku. Szkoty sędziowała Galina Zhuk z Białorusi, bardzo sympatyczna i kulturalna pani. Wania dostała ocenę doskonałą i drugie miejsce. Z oceny najbardziej podobało mi się stwierdzenie „idealna głowa”. Chodziło oczywiście o wygląd Wańkowej głowy, a nie o zawartość.
Po rozmowie z inną właścicielką szkota zaczynam obawiać się, że Wania jest zupełnie normalna. Wygląda na to, że ujadanie na widok innych psów, rowerów, dzieci i rolkarzy jest powszechnym zwyczajem szkotów. Taki urok rasy.

Wystawa była sprawnie zorganizowana, ale głośnym zgrzytem był brak medali. Zupełne dziadostwo. Organizatorzy pożałowali złotówki na pamiątkowy medal, jakby chcieli powiedzieć: „drodzy wystawcy, mamy was gdzieś”. Oszczędności niemal żadne, a niesmak pozostaje na długo.

Terierki jak zwykle dostały prezenty. Wania nową smycz i obrożę. Po eksperymentowaniu z różnymi kolorami i wzorami doszłam do wniosku, że dla Wani najbardziej sprawdza się czarny. W nowej obroży zaciskowej z łańcuszkiem wygląda bardzo godnie, jak wielebny proboszcz. Sara dostała szczotkę, co przyjęła z pewnym rozczarowaniem.

Na wystawie niemal każda rasa ma swoje gadżety i rytuały praktykowane przez właścicieli. Bulteriery zazwyczaj oprowadzane są na grubych obrożach, chętnie nabijanych ćwiekami. Nadaje to psom powagi, sugeruje że psy te posiadają olbrzymią siłę, są groźne i dlatego potrzebują wyjątkowo grubej smyczy i obroży.

bulterier

Na drugim planie bulterier w olbrzymiej obroży. Bardziej charakterystyczne, nabijane ćwiekami postaram się ufocić przy okazji kolejnej wystawy

Z kolei przy ringu yorków królują czerwone poduszki ze złotymi frędzlami. Jak okiem sięgnąć, na takich królewskich tronach siedzą mali królowie i królewny: ukochane yoreczki. Zachodzę w głowę, dlaczego akurat czerwony stał się tak powszechnym kolorem wystawowych poduszek. Przecież wszystkie małe księżniczki w bajkach Disneya uwielbiają różowy, więc mała yorkowa księżniczka na pewno doskonale by wyglądała na poduszce w kolorze fuksji. Z kolei grafitowa lub granatowa poduszka ze srebrnym wykończeniem podkreśliłaby stalowo- niebieski odcień szaty małego księcia. Szereg yorczków siedzących na czerwonych poduszkach wygląda niezwykle kiczowato. Nie jest to jednak wywrotowy kicz w stylu camp, ale raczej znany i lubiany kicz w stylu gipsowego krasnala w ogrodzie. 

yorkshire terrier

yorkshire terrier

yorkshire terrier

yorkshire terrier

Yorczki w papilotach. Piękno musi boleć...

yorkshire terrier

Kibicowałyśmy mało popularnej rasie terierów o długiej nazwie „Irish soft coated wheaten terrier”. Bardzo sympatyczne psiaki, co widać na załączonych zdjęciach.

Irish soft coated wheaten terrier
Irish soft coated wheaten terrier

Irish soft coated wheaten terrier

Mówi się, że właściciele upodabniają się do swoich psów. Czy rzeczywiście?

Kilka fotek z wystawy:
Irish soft coated wheaten terrier

terier szkocki

wystawa psow

yorkshire terrier

wystawa psow

wystawa psow

Handlerka w zadziwiający sposób wydaje się upodabniać do każdego psa, którego wystawia. Pełny profesjonalizm.

sobota, 27 sierpnia 2011

Ostatnie dni sierpnia spędzam na próżnowaniu. Nieustannym źródłem inspiracji jest dla mnie książka Toma Hodgkinsona „Jak być leniwym”. Autor przypomina o cudownej i zapomnianej sztuce próżnowania czyniąc z nic-nie-robienia doskonały przepis na życie. Pomysł dość rewolucyjny w czasach wyznających kult pracowitości czy wręcz pracoholizmu. Zaczynam więc prywatną rewolucję wylegując się na hamaku i czytając książki.

Terierkom taki styl życia także pasuje. Wylegują się obok mnie, moczą się w stawiku, a później panierują w piasku pod choinkami. Przerwy wypełniają wesołą ganianiną zupełnie pozbawioną praktycznych celów. Bardzo się cieszę, że są leniwymi terierkami, a nie pracowitymi border colie. „Pies pracujący” to jakiś defekt genetyczny. Większość znanych mi psów uwielbia nie nie robić. A wspomnienie indyjskich psów spotkanych w Lehu tylko potwierdza tą hipotezę.

Kontynuując naszą indyjską podróż dotarliśmy do Leh, miasta położonego w himalajskiej dolinie. Leh geograficznie i kulturowo jest częścią tybetu i jego odrębność widać było po rysach twarzy mieszkańców oraz ich podejściu do życia. O ile Indie są hałaśliwe i gwarne, mieszkańcy Lehu byli niesamowicie spokojni. Atmosfera buddyjskiego spokoju udzielała się także psom zamieszkującym Leh. Przyzwyczaiłam się już do psów wylegujących się na ulicach i w cieniu samochodów, ale nie w takiej ilości jak w Leh. Było ich na prawdę mnóstwo. Poza tym wydaje się, że są otoczone jakąś opieką weterynaryjną, bo mignął mi gdzieś samochód z napisem towarzystwa pomocy zwierząt wiozący psy. Mam nadzieję, że nie był to jakiś upiorny transport do schroniska. Większość psów miała obroże, więc prawdopodobnie jest to jakiś sposób ich oznaczania.

A oto lehijskie oddające się szczęśliwemu lenistwu:

indie leh

indie leh

W grupie zawsze raźniej, a lenistwo wśród przyjaciół też jest znacznie przyjemniejsze

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

indie leh

Próżnować można także włócząc się bez celu...

indie leh

indie leh


środa, 24 sierpnia 2011

Jest taka opowieść o Żydzie i kozie:
Mosze skarży się rabinowi na warunki panujące w domu: żona, mnóstwo dzieci, ciasnota, hałas, wszyscy marudzą nie do wytrzymania. Rabe mu radzi: „Mosze, kup sobie kozę”. Mosze, chociaż zdziwiony, kupił kozę. Po kilku dniach przychodzi do rabina i opowiada: „Rabe, co ty mi doradziłeś??? Żona i dzieci wrzeszczą, koza beczy, niszczy wszystko, ciasnota i hałas nie do wytrzymania”. Na to rabin radzi: „Mosze, teraz sprzedaj kozę”. Mosze sprzedał kozę, wraca do rabina i mówi: „Dzięki ci, Rabe. Jaki mam teraz spokój”.
Zawiadamiam, że właśnie sprzedałam kozę!!! Albo mówiąc mniej metaforycznie, Wika wróciła do właścicieli. Jaki mam teraz spokój! Oba psy są grzeczne, wychodzenie z nimi na spacer to jak wypoczynek nad ciepłym morzem. Wania trochę ujada na widok psów i rowerów, ale bez wsparcia ujada jakby mniej entuzjastycznie. Zupełny lajcik.

piątek, 19 sierpnia 2011

Z czasem wspomnienia coraz bardziej bledną. Coraz trudniej jest mi przypominać sobie nazwy mijanych miejsc, szczególnie jeśli są to przydrożne miejscowości, w których zatrzymywaliśmy się na krótki odpoczynek. W każdej z nich czekały na nas tłumy psów. Nigdy nie obwieszczały szczekaniem przybycia obcych. Zazwyczaj spokojnie i w milczeniu obserwowały rozwój wydarzeń. Chętnie zawierały znajomości, szczególnie skuszone kawałkiem placka albo resztkami z talerza. Po zjedzeniu odchodziły lub kontynuowały przerwaną drzemkę. Zupełnie jakby kierowały się buddyjską zasadą nie przywiązywania się. Psia filozofia: życie płynie więc bierz je takim, jakie jest. Nie spodziewaj się zbyt wiele, to unikniesz rozczarowania. 

indie

Przy posterunku wojskowym psy obserwowały nas z góry. Skuszone ciastkami zdecydowały się podejść bliżej

indie

indie

indie

indie

W jednej z wielu podobnych miejscowości po drodze

indie

indie

indie

indie

indie

indie

indie

indie

sadhu

Jeden z moich ulubionych psów, wyglądający niemal jak sadhu, wędrowny asceta. Sierść skołtuniona w dready i przenikliwe spojrzenie

13:35, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2011

Po trzech tygodniach z trzema psami wciąż wszystkie żyjemy. Nie jest to wymarzone życie, ale daję radę. Wania wciąż ujada na widok mijanych psów i przechodniów. Wika jej akompaniuje i ciągnie do przodu. Sara za to ciągnie się z tyłu, jakby chciała pokazać, że nie ma z nimi nic wspólnego i z żadną nie jest spokrewniona.

Wika entuzjastycznie podchodzi do wszystkich pomysłów. Słysząc „Idziemy na spacer” w podskokach biegnie do przedpokoju, łapie smycz do pyska i jęczy, że wszystko trwa zbyt długo. Poza tym sieje spustoszenie. Ostatnio dobrała się do pudełka ze smakołykami, które zostawiłam na półce. Dorosłe psy nigdy do niego nie sięgały, ale ona tak. Otwarte pudełko leżało na podłodze, a smakołyki zniknęły. Było wiele radości, ale skończyło się sraczką. Innego dnia dobrała się do śmierdzących żwaczy jagnięcych, zamkniętych w szafce i zawiniętych w trzy worki. Jakoś je wywąchała, otworzyła szafę, a gdy wróciłam do domu właśnie kończyła przedzierać się przez trzecią warstwę folii. Dorosłe psy czekały, aż skończy, żeby dobrać się do żarcia.

Trzy psy wywołują niekiedy skrajne emocje u mijanych przechodniów. Na jednym ze spacerów usłyszałam od zupełnie obcej osoby: „Pani jest nienormalna, że ma trzy psy”. Trudno jest kochać bliźniego swego. Próbowałam coś tłumaczyć na temat tolerancji i akceptacji dla różnych stylów życia, ale pani zupełnie nie była przekonana. Może gdybym powiedziała „takie stare próchna jak pani powinny być poddawane eutanazji” zabrzmiało by to bardziej przekonująco?

Aby utrzymać równowagę psychiczną wróciłam do jogi. Miracea Eliade w książce „Joga i nieśmiertelność” wspomina o wierzeniu, że adept jogi, który zdradzi swojego guru będzie przez 300 wcieleń odradzał się jako pies. Nie wiem, czym moje terierki zasłużyły sobie na swój żywot, ale przejawiają żywe zainteresowanie jogą. Gdy tylko rozkładam matę, wszystkie trzy natychmiast się na niej rozkładają. Praktykują z wielkim oddaniem więc jest szansa, że dzięki temu kilka wcieleń zostanie im darowanych.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Srinagarskie psy mają mocniejszą budowę niż te spotkane w Delhi. Często mają dużo bardziej obfitą szatę, dzięki której dobrze znoszą surowe zimy. Jeszcze kilka psich portretów:

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

To nie psy, ale owce, czyli zdjęcie z cyklu "jakie zwierzęta można spotkać w centrum miasta"

srinagar

Absolutny hit Srinagaru: kolorowe kurczaki. Farbowane oczywiście.

środa, 10 sierpnia 2011

W naszej indyjskiej podróży zmierzamy na północ, by w końcu dotrzeć do Srinagaru. Nie obyło się bez przygód, jak jazda po wąskich, zatłoczonych i krętych górskich drogach z kierowcą- psychopatą. Na początku tylko wyprzedzał jak szaleniec, trąbiąc na wszystkich (co w sumie nie odbiegało od indyjskiego stylu jazdy) oraz pomimo zakazu kazał mi karmić przydrożne małpy tostami. Na postoju najprawdopodobniej upalił się haszyszem i wtedy zaczęła się prawdziwa jazda. Wciąż pamiętam, jak pędzimy na nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę, a kierowca puszcza kierownicę i wrzeszczy coś, machając rękami. Jednak po tych niezapomnianych emocjach dotarliśmy w końcu do Srinagaru, pięknej miejscowości w Kaszmirze, położonej nad jeziorem Dal. Na jeziorze zbudowane są domy mieszkalne oraz hotele, a mieszkańcy przemieszczają się łodziami.

A w Srinagarze było mnóstwo psów, które rodziły się na ulicy, żyły na ulicy i na ulicy umierały. Spały przy drodze, w cieniu pod samochodami, biegały po ulicach i dachach. Szczenne suki poszukiwały pożywienia, by nakarmić młode. Szczeniaki wraz z dorosłymi psami poznawały uroki życia na wolności. Uczyły się, jak zdobywać pożywienia albo unikać niebezpieczeństw związanych z życiem wśród ludzi. Pomimo wszelkich niedogodności zdawały się być całkiem zadowolone z życia. Być może ich żywot jest szczęśliwszy, niż egzystencja psa przywiązanego przez całe życie do budy lub zamkniętego w schronisku. 

Odpoczywające psy. W upalny dzień szukają jakiegokolwiek zacienionego miejsca, by tam spać.

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

srinagar

Pod samochodem schroniła się cała psia rodzina

srinagar

Szczeniaki wraz z dorosłymi psami biegają po ulicy

srinagar

Szczenięce zabawy

srinagar

srinagar

Dopiero z szerszej perspektywy widać, że szczeniaki ganiają się po dachu

srinagar

Psia miska

srinagar

W oczekiwaniu na ochłap

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

Jak to niekiedy bywa, niedzielny ranek rozpoczął się od katastrofy. Internet nie działał, a na środku pokoju leżała anonimowa psia kupa. Podejrzani ci sami, co zwykle. Zdarzenia nie powiązane ze sobą, ale wystarczyło by popsuć dzień. Nie pozostało mi nic innego, tylko spakować psy do samochodu i wywieźć je na wieś, gdzie smakowały wolności. A ja przeglądałam psie zdjęcia z Amritsaru.

Amritsar jest miejscem pielgrzymek sikhów, którzy przybywają do Złotej Świątyni. Świątynia, jak sama nazwa wskazuje, od zewnątrz i wewnątrz pokryta jest kilkudziesięcioma kilogramami złota i przepięknie lśni w promieniach słońca. Złoto, biały marmur i woda, połączone z barwnymi strojami ludzi tłumnie odwiedzającymi świątynię tworzą niezapomniane wrażenia. Wewnątrz świątyni wprawdzie nie było psów, ale wśród wersów z czytanej non stop świętej księgi wyłapałam taki, który porównywał człowieka niemiłego bogu do psa.

psy indyjskie

Zdjęcie z wnętrza Złotej świątyni

Nie wiem, czy to z powodu domniemanej nieczystości psów, ale psy w Amristarze wydawały się dużo bardziej zaniedbane niż te w Delhi. Często były wychudzone i na wpół dzikie, gnębione przez choroby skóry. Żywiły się tym, co znalazły lub upolowały. Pies niosący w pysku gołębia, z którego jeszcze kapie krew, czy szukający pożywienia w stercie śmieci na ulicy zapadły mi w pamięć. Brakowało im ufności w stosunku do ludzi i nie starały się nawiązać kontaktu. To może nie dziwi tak bardzo, bo kilka razy widziałam, jak były przez ludzi przepędzane z miejsca, w którym siedziały lub leżały. Na ogół były jednak ignorowane, pozostawione swojemu losowi, transparentne. Były, ale jakby ich nie było.

amritsar

amritsar

amritsar

amritsar



amritsar

Nieco inne psy widziałam na granicy indyjsko- pakistańskiej, gdzie pojechaliśmy obejrzeć dość absurdalną uroczystość zamknięcia granicy. Po obu stronach granicy dziwacznie ubrani żołnierze wykonują kroki jakby przeniesione z Ministerstwa głupich kroków Monty Pythona, przechodząc do granicznej bramy i z powrotem. Wszystko to przy dźwiękach muzyki oraz olbrzymim aplauzie zgromadzonego tłumu. Granicy pilnowali żołnierze z psami, spacerujący miarowym krokiem. Towarzystwo psa dodawało im powagi, a granica wydawała się przez to pilnie strzeżona, nawet pomimo tłumów ludzi przybyłych by obejrzeć spektakl.

amritsar
amritsar

amritsar

czwartek, 04 sierpnia 2011

Ledwo wróciłam z wakacji, a tu kolejne wyzwanie: opieka nad trzema psami. Ponieważ moi rodzice wyjechali, Wika trafiła do mnie. I zaczyna się kolejna przygoda.

Jakiś ekonomista stworzył teorię, według której zły pieniądz wypiera lepszy. Wygląda na to, że podobnie jest z psami. Jeśli jeden pies jest grzeczny, a drugi nie, to trzeci będzie się zachowywał jak ten drugi. Pozostaje jeszcze pytanie, jak długo pierwszy pies pozostanie grzeczny.

Żeby przywrócić psy cywilizacji pojechałam z nimi na agility. Miesięczna wolność na wsi zupełnie porozłączała im styki mózgowe i biegały po torze jak potłuczone. Prymuska Sara zamiast biegać przez tunel zajęła się obwąchiwaniem wszystkiego wokoło. Zupełnie ignorowała wołanie, a nawet pytanie „Czy pies mnie słyszy”. Dopiero smakołyk podstawiony pod nos na chwilę pobudził ją do myślenia.

Wania zachowywała się podobnie, ale trening ujawnił kolejne zalety szkociego umysłu: Wania nie kombinuje. Bystrzejsze psy twórczo podchodzą do przeszkody, próbują sobie ułatwiać, coś zmieniać, co zazwyczaj kończy się błędem. Wania albo robi, albo nie. Trzeciej opcji nie ma. Jeśli uda się ją przekonać, żeby robiła, to już będzie robić. Albo nie. Wprowadziłyśmy nową przeszkodę- huśtawkę, jeszcze w wersji niemal płaskiej. Wania okazała się zapaloną fanką huśtawki i biegała po niej w tą i z powrotem, nawet jeśli nie było takiej potrzeby ani nagrody. Cóż, huśtawkę opanowała najlepiej w grupie.

Wiki nawet nie chcę komentować. Okazała się najbardziej dzielną obrończynią stada i zbliżające się psy oszczekuje bardziej zajadle niż Wania. Moi rodzice bardzo ją chwalili za to, że tak ładnie chodzi na smyczy. Ludzie kłamią, jak powtarza dr House. Chyba że zaszło jakieś nieporozumienie i chodziło im o to, że mała daje się przypiąć do smyczy, a później idzie. Idzie gdzie chce, ciągnąć niemiłosiernie.

Podsumowując, wychodzenie na spacer z trzema psami, z których jeden jest grzeczny, drugi ciągnie, gdy na horyzoncie pojawi się pies, rower, rolkarz, gołąb lub cokolwiek interesującego a trzeci ciągnie cały czas przypomina sporty ekstremalne. Jeszcze tylko 3 tygodnie....


środa, 03 sierpnia 2011

Nie wszystkie psy indyjskie pozostawione są same sobie i bezpańskie. W miastach, gdzie mocniejsze są wpływy europejskie (Delhi, Shimla) można zobaczyć psy wyprowadzane na smyczy. Wydaje się, że traktowane są podobnie, jak nasze psy, pełniąc funkcję domowych ulubieńców. Często są to psy wyglądem przypominające rasy europejskie, owczarki niemieckie widziałam kilka razy i zdecydowanie prowadziły pod względem popularności. 

indira gandhi

Na początek najsławniejsza posiadaczka psów: Indira Gandhi, wieloletnia premier Indii. Zdjęcie zdjęcia z jej życia prywatnego zrobiłam w muzeum Indiry Gandhi w Delhi i przedstawia ją wraz z psami podczas spaceru.

psy indyjskie

I mniej znani posiadacze psów. Ktoś powiedział, że ten człowiek jest niewidomy, dlatego prowadzi psa na smyczy. Niestety, nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć prawdziwości tego stwierdzenia.

psy indyjskie

psy indyjskie

Pan z psem w pobliżu naszego hotelu. Gdy robiłam psu zdjęcia zachwycając się, że taki ładny, natychmiast zaproponował mi sprzedaż szczeniaka. Nie ma to jak hinduski zmysł do interesów.

owczarek niemiecki

Jeśli pies, to tylko owczarek niemiecki. Miałam wrażenie, że to najbardziej popularna rasa, bo widziałam ich aż kilka. Na drugim miejscu cocker spaniele. Trzeciego miejsca nie ma, ale byłam w Indiach zbyt krótko :)

psy indyjskie

Oczywiście nikt nie przejmuje się takimi drobnostkami jak sprzątanie po psie. Prawdę mówiąc, na przechodnia czekają dużo większe niebezpieczeństwa niż wdepnięcie w psią kupę. Na przykład kupa słonia.

słoń delhi

To nie fatamorgana, to słoń o poranku na ulicy Delhi. To może być głos w dyskusji "Jakie zwierzęta są zdecydowanie zbyt duże, by trzymać je w domu w mieście".

słoń delhi

słoń delhi

Gdy słoń się oddalił, pojawiły się woły.

psy indyjskie

W Delhi można było kupić różne gadżety z psami: skaczące pieski

psy indyjskie

oraz znane i lubiane u nas w latach 80-tych, stawiane na tyle samochodu pieski chore na chorobę sierocą, wybijające rytm podróży monotonnym kiwaniem głową.

 
1 , 2