Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 26 lipca 2012

Szukając w internecie informacji o klonowaniu psów przypadkiem znalazłam bardzo ciekawy album z historycznymi zdjęciami psów. Można zobaczyć, jak w ciągu ostatniego wieku zmienił się wygląd poszczególnych ras. Niezwykła podróż  w czasie.

West highland white terrier:

Terier szkocki

Oczywiście na stronie są też albumy ze zdjęciami innych popularnych ras.

A wracając do klonowania. Zarówno Amerykański jak Brytyjski Kennel Club odmawiają rejestracji sklonowanych psów.

 

środa, 25 lipca 2012

Czy wspominałam już, że chyba nic mnie nie zaszokuje? Znowu pomyłka. Nieocenieni Amerykanie zawsze potrafią zaskoczyć. Tym razem trafiłam na dokument (na razie dwa odcinki) wyemitowany w styczniu tego roku przez amerykańską kablówkę TLC. Dokument nosi tytuł „Sklonowałem swojego psa” (I cloned my pet) i przedstawia historie ludzi, którzy zdecydowali się na sklonowanie swoich zwierzątek. Pojawia się w nim także właścicielka psa Trouble (i jego klona- Double Trouble), o której już pisałam, a także kilka innych osób, które zdecydowały się na podobne rozwiązanie.

 

Film wstrząsnął mną i potrzebuję nieco czasu na refleksję. Poniekąd rozumiem intencje bohaterów programu i ich wielką miłość do swoich psów. Sama zdecydowałam się na szczeniaki Sary, żeby „w razie czego” mieć kopię zapasową. Teraz kopia zapasowa biega w ogródku u rodziców, a pozostałe trafiły do dobrych domów. Gdyby Sarze coś się stało, to może powrócić do mnie jako swoja wnuczka.

 

W międzyczasie zamieszczam piosenkę, którą napisał George, aby zebrać fundusze na opłacenie rachunku za sklonowanie swojego ukochanego psa Boba. Opiewa on na 100 tysięcy dolarów. Bob zginął tragiczną śmiercią w wieku zaledwie dwóch i pół lat, zagryziony w czasie spaceru przez rottweilera. Jak mówi George w filmie, piosenka ta ma pomóc zrozumieć ludziom, że klonowanie nie jest niczym złym i chodzi w nim przede wszystkim o miłość. Na zdjęciu do piosenki możemy obejrzeć aż trzy klony Boba. Wszystkie szczeniaki przebywają obecnie pod kochającą opieką George'a.



poniedziałek, 23 lipca 2012

Po obejrzeniu reality show „Toddlers and tiaras” myślałam, że już nic mnie nie zdziwi. Program ten jest o dziewczynkach, a właściwie ich matkach, biorących udział w wyborach małych miss w Stanach Zjednoczonych. Każdy odcinek przedstawia trzy dziewczynki (rzadziej chłopców) i ich matki zaangażowane w przygotowania do występu. Widzimy, jak dziewczynki uczą się chodzić specjalnym krokiem, stać nieruchomo w wyszukanej pozie i ćwiczą układy choreograficzne. Oglądamy, jak robi im się makijaż, tapiruje włosy, nakłada peruki i błyszczące suknie, aby mogły wyjść na scenę. Z małych dziewczynek zmieniają się w sztuczne „stare- malutkie”.


Właściwie cały proces bardzo przypomina to, co dzieje się podczas wystaw psów rasowych. Psy najpierw szkolone są, aby potrafiły się ładnie pokazać, ustawić i zaprezentować. Następnie za pomocą mniejszej lub większej ilości zabiegów kosmetycznych przygotowuje się je do występu na ringu. Co ciekawe, w każdym odcinku „Toddlers and tiaras” prezentowani są także sędziowie. Zapadła mi w pamięć taka wypowiedź: „Jestem sędzią kynologicznym w ACK (American Kennel Club), ale ostatnio oceniam też dzieci”. Jak się później okazało, jeszcze kilku sędziów małych miss zajmowało się także ocenianiem psów. Jak niewiele dzieli wybory piękności dla małych dziewczynek od wystaw psów!

 

Ale to jeszcze nic!

 

Gdy myślałam, że już nic mnie nie zdziwi, trafiłam na kolejny reality: „Doggie moms”. Opowiada ona o kilku mieszkankach Nowego Jorku, które mają się właśnie za „psie mamusie”. Przedstawiają one swoje życie z psami, psie imprezy oraz „psie” sfery Nowego Jorku. Jednak nie są to zwykłe właścicielki psów, zakochane w swoich pupilach. Bohaterki serialu przyznają, że niektórzy uważają je za szalone na punkcie psów. Zapewne dlatego, że uwielbiają ubierać je w ubranka za kilkaset dolarów i brać udział w różnego rodzaju wyborach piękności dla psów. Jednak nie są to wystawy psów rasowych, bo- jak odróżnia je jednak z bohaterek- chodzi tam głównie o zgodność wyglądu psa z wzorcem rasy. W konkursach piękności chodzi o podkreślenie osobowości psa, zazwyczaj za pomocą mniej lub bardziej udziwnionego ubranka. Oglądamy więc, jak bohaterki przebierają swoje pieski na przyjęcie urodzinowe (oczywiście organizowane na cześć pieska), jak wybierają się na na mecz polo za miasto, gdyż w przerwie organizowany jest konkurs na strój sportowy (dla piesków oczywiście), a w końcu biorą udział w specjalnie organizowanym konkursie „Szczekających piękności” (który według organizatorki ma wkrótce szansę dogonić popularnością wybory Miss America).


Serial jest dość dziwaczny, jednak w gruncie rzeczy pojawia się w nim kilka istotnych pytań na temat naszych relacji ze zwierzętami. Dlaczego tak wiele osób dzieli swoje życie ze zwierzętami? Jak bardzo możemy kochać swoje psy i czy jesteśmy im bardziej oddani niż innym ludziom? Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że bohaterkami serialu są właśnie kobiety. Często tworzą one silne związki ze zwierzętami, które jednocześnie odwołują się do silnych stereotypów (wystarczy przypomnieć procesy czarownic- stałą częścią oskarżenia było posiadanie jakiegoś zwierzęcia). „Psie mamusie”, żyjące zazwyczaj bez męskich partnerów, opowiadające o swojej więzi z psami, uderzają właśnie w te stereotypy. Bo co może być bardziej śmiesznego, czy wręcz żałosnego, niż starsza kobieta, bez dzieci i męża, a za to z pieskami? Przejmująca jest scena, gdy starzejąca się Grace odwiedza chirurga plastycznego i wstrzykuje sobie botox, żeby lepiej wyglądać na... przyjęciu urodzinowym swojego psa.


Postacie przedstawione w serialu są dziwne, wręcz karykaturalne, jednak tkwi w nim pewien potencjał. Wiele zmian społecznych rozpoczyna się od pokazania zjawiska, które istniało, ale o którym nie mówiono. Coraz więcej kobiet rezygnuje z tradycyjnej rodziny (męża, dzieci) i wybiera życie z psami, albo mieszkają z partnerami, a psy zastępują im dzieci. Nie wszystkie ubierają psy w ubranka i nie traktują ich w taki dziwaczny sposób. Zwierzęta coraz częściej zajmują ważne miejsce w naszym życiu, więc warto zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Czy jesteśmy świadkami nowej rewolucji obyczajowej?



czwartek, 19 lipca 2012

Fotele przyjechały. Nie jeden, ale dwa, za to do renowacji. Wydają się mniejsze niż na zdjęciach i wydzielają dziwny zapach. Jednak ten kształt, po prostu są niesamowite!

Terierki też zaakceptowały nowe nabytki. Siedzisko w sam raz pomieści psa. Sara pozowała jak fotelowa książniczka, Wania nie za bardzo, ale jednak udało się wykonać kilka pamiątkowych zdjęć.


west highland white terrier

west highland white terrier

west highland white terrier

west highland white terrier 

poniedziałek, 16 lipca 2012

„Myślicie, że to rozsądne, żeby kupić taki fotel?” Pytałam moje psy pokazując im zdjęcie w internecie. Patrzyły rozumnie. Sara chłonęła każde słowo, z niecierpliwością czekając na kolejne. Wania wyglądała na bardzo zamyśloną. W końcu coś burknęła i pobiegła na balkon. No tak, gołąb wylądował. Burknięcie jednak nie było głosem w sprawie fotela.

 

Wciąż nie wiem, czy zakup nowego fotela to rozsądny wybór. Masz człowieku dwa psy, a z podejmowaniem rozsądnych decyzji i tak męczysz się sam. Powiedziałabym o nich darmozjady, gdyby nie fakt, że tak ładnie wyglądają zalegając na kanapie.



niedziela, 15 lipca 2012

Odkrycie roku: moje psy lubią gotowany kalafior! Wiedziałam, że jedzą marchewkę i jabłko, a nawet orzechy włoskie w łupinach. Ale kalafior? W sumie mało apetyczne warzywo. A one wcinają, nawet bez posypki z bułki tartej przysmażonej na maśle.


Zwierzaki są dziwne. Człowiek trudzi się, kupuje im ekskluzywne przysmaki, a one wydają się bardziej zadowolone z kawłka suchego chleba (szczególnie, jeśli jest samodzielnie znaleziony) czy z takiego kalafiora. Kto je zrozumie?

niedziela, 08 lipca 2012

Ciepło ostatnio. Niektórzy narzekają na upały, ale mi taka temperatura odpowiada. Psom może trochę mniej, bo całe dnie przesypiają. Chyba, że w pobliżu jest woda... Sara wodę traktuje z obojętną wyniosłością ("no przecież nie będę się moczyć"), ale Wania- woda to jej żywioł. Uwielbia wszelkie prace związane z wodą: mycie samochodu, podlewanie ogródka, a nawet kwiatków na balkonie. Słysząc dźwięk odkręcanej wody natychmiast się pojawia, z tym charakterystycznym szkocim wyrazem zadowolenia na pysku.

Ostatnio zabrała się nawet za przekopywanie oczka wodnego. Powód był prosty- w oczku szumiała woda.

Proszę zwrócić uwagę na niezwykłą przebiegłość Wani, gdy poprawia wąż pyskiem, żeby uzyskać lepszy kąt padania wody.

Oczko tym razem przeżyło. Jednak znając miłość Wani do wody oraz prac konstrukcyjnych w wodzie obawiam się, że niedługo oczko może zostać znacznie przebudowane.