Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
niedziela, 31 lipca 2011

Ufff, wróciłam. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy uda się nam wylecieć z Delhi, bo było więcej biletów niż miejsc w samolocie. Wprawdzie podążając za miejscowymi zwyczajami można było część pasażerów umieścić na dachu, a resztę poupychać na kolanach, jednak obyło się bez takich przygód. Każdy miał swoje miejsce i po kilkunastu godzinach lotu dotarliśmy do Polski.

W końcu zobaczyłam moje pieski. Stęskniłam się za nimi niesamowicie, i chyba z wzajemnością. Podskokom i okazywaniu radości nie było końca. Sara najpierw przywitała mnie wylewnie, a później się obraziła. Poszła sobie gdzieś na bok i zupełnie nie zwracała uwagi na wołanie. Wania, zamiast zachowywać zwykły stoicki spokój, skakała na krótkich nóżkach i lizała mnie po twarzy. Do tego duetu dołączyła Wika, robiąc to samo co pozostałe, ale z podwójną szybkością i entuzjazmem.

Gdy podczas wyjazdu dzwoniłam do domu dowiedzieć się o stan psów słyszałam, że czują się świetnie, zbudowały zgrane stado i zupełnie za mną nie tęsknią. Wiadomość, że dobrze radzą sobie beze mnie była radosna, chociaż poczułam małe ukłucie rozczarowania, że zupełnie o mnie zapomniały. Jednak po powrocie okazało się, że Sara zaczęła wylizywać sobie łapy oraz gryźć posłanie i niszczyć rzeczy w domu. Nigdy nie robiła, więc podejrzewam, że te zachowania mogą być związane z rozłąką. Teraz przestała pokazywać, jak bardzo jest urażona i nie odstępuje mnie na krok. A Wania zachowuje charakterystyczne dla niej umiarkowanie.

Przez miesiąc pobytu na wsi pieski upodobniły się do wiejskich kundelków. Zarosły okrutnie, a sierść ani razu nie miała kontaktu z grzebieniem. Jutro czas zacząć trymowanie dzikusek.

Indie były cudowne, ale nie ma to jak znaleźć się w domu w towarzystwie kochanych psów. Na dobrą sprawę w Indiach psy towarzyszyły mi na każdym kroku. Były niemal wszędzie, leniwie wygrzewając się na słońcu, przechadzając ulicami. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej ilości wolnych psów. A że to czas wakacji, zaczynam wątek Indii pod psem.

wtorek, 05 lipca 2011

Starożytny filozof Arystoteles w „Zoologii” zajmuje się także psami. Opisuje różnice charakteru psów i suk oraz rasy rozróżniane ze względu na ich użytkowość. Wspomina także o krzyżowaniu psów z dzikimi zwierzętami. Pies indyjski miał być krzyżówką suki z tygrysem. Szczenięta współpracujące z człowiekiem pojawiają się dopiero w trzecim pokoleniu, gdyż pierwsze są jeszcze zupełnie dzikie. W celu uzyskania takiego potomstwa przywiązywano sukę na pustyni w oczekiwaniu na tygrysa. Niekiedy suka nie została pożarta, a na świat przychodziły szczeniaki.

Poza owymi mitycznymi psami indyjskimi niewiele wiadomo o rasach pochodzących z Indii. Być może za sprawą różnicy kulturowej psy nie stały się w Indiach tak lubianymi towarzyszami człowieka jak w Europie i Amerykach.

Jutro wyjeżdżam do Indii. Mam nadzieję, że nie spotkam tam owych mitycznych psów indyjskich wspominanych przez Arystotelesa. Na czas mojego wyjazdu terierki zostają u rodziców. Trochę się martwię, jak zniosą rozłąkę, bo nigdy nie wyjeżdżałam bez nich na tak długo. Wania pewnie szybko przyzwyczai się do nowej sytuacji i zajmie się ganianiem kotów i szaleństwami z Wiką. Ale Sarka, mój wierny i oddany pies? Zostawiam jej moją bluzę, żeby zapach przypominał jej o mnie.

Do zobaczenia w sierpniu!

niedziela, 03 lipca 2011

Ludzi zawsze fascynowało to, co powiedziałyby o nas zwierzęta, gdyby umiały mówić. Wierzymy, że w Wigilię zwierzęta przemawiają ludzkim głosem i że mają nam coś do powiedzenia na nasz temat. W 17 wieku popularne były wysiłki, aby nauczyć psy mowy. Znając barbarzyńskie podejście do zwierząt panujące w tym okresie lepiej nie myśleć, jakimi metodami starano się osiągnąć ten cel.


Pomysł, aby pies opowiadał nam historię, znalazło odbicie w kliku powieściach. Narratorami są w nich psy, które ze swojej perspektywy starają się opisać ludzi. Oczywiście, książki te zawierają pewnego rodzaju antropomorfizację, ale i tak przyjemnie się je czyta.

Człowieku, jeśli uważasz, że oddano ci ziemię we władanie, że jesteś centrum świata, taki mądry i szlachetny, koniecznie przeczytaj opowieść teriera Zucha, spisaną przez Petera Mayle'a w książce „Psi żywot”. Zuch jest prawdziwym psim filozofem, z niezwykłą przenikliwością i humorem opisującą dziwne, nudne, śmierdzące, okrutne i nadużywające alkoholu istoty ludzkie. Jeśli wciąż uważasz, że twój pies cię podziwia, Zuch rozwieje te złudzenia.


Myślisz, że pies cieszy się na twój widok? Wcale nie. Zuch wyjaśnia: „ludzie, którzy mieszkają z psami, lubią serdeczne powitania po powrocie do domu. Dzięki temu czują się kochani i potrzebni, przy okazji zaś można zaszczepić im poczucie winy z powodu tego, że na tak długo zostawili wiernych kompanów zupełnie samych. To z kolei prowadzi niekiedy do rozdawnictwa smakołyków, które mają zapewnić spokój sumienia. Tak czy inaczej, zazwyczaj warto stawić się przy drzwiach z roziskrzonym spojrzeniem i energicznie poruszającym się ogonem oraz dawać do zrozumienia, że życie bez państwa przypominało jałową pustynię.”


A co pies myśli o posłuszeństwie? Oto jedna z rad Zucha dla młodych psów: „Ucz się selektywnego posłuszeństwa. Na co dzień możesz robić mniej więcej wszystko, na co masz ochotę. Ludzkie wrodzone lenistwo i nieumiejętność koncentracji przez dłuższy czas oszczędzą ci niedogodności dyscypliny, zdarzają się jednak sytuacje nadzwyczajne, kiedy warto błyskawicznie reagować na polecenia. Jak je rozpoznać? To bardzo proste. Podniesione głosy, nastroje balansują na skraju histerii, padają gorźby i ciężkie słowa. Kiedy wołają cię dużymi literami (na przykład: ZUCH, DO CHOLERY!!!!), biegnij natychmiast, udając, że za pierwszym razem po prostu nie słyszałeś, i energicznie wymachuj ogonem.”


Zuch dzieli się z nami mądrością na temat kotów, ludzi i psiej egzystencji, której nie powstydziłby się sam Jean Paul Sartre. Na koniec jeszcze kilka zapadających w pamięć mądrości Zucha o postępowaniu z ludzkim gatunkiem: nigdy nie ufaj hydraulikowi, jeśli jesteś z nim sam na sam w szafce pod zlewozmywakiem. I nigdy nie podchodź do człowieka uzbrojonego w martwą kurę.

peter mayle


Po tej książce zupełnie inaczej spojrzałam na moje terierki. Co one sobie myślą? Może lepiej nie wiedzieć? Na szczęście wpadła mi w ręce książka Virginii Woolf, tej samej, która walczyła o prawa społeczne i polityczne kobiet. W książce „Flush” spaniel o tym samym imieniu opowiada swoją historię. Flush nie jest terierem i może dlatego jego ocenia ludzi jest dużo bardziej życzliwa. Jest wierny i oddany swojej ukochanej pani, gotowy walczyć dla niej i za nią z wszelkimi przeciwnościami. Nie jest takim cynicznym rozrabiaką jak Zuch, ale wzorem wszelkich psich cnót. Gdy myślimy „wierny jak pies” to dokładnie opisujemy Flusha. Lektura ku pokrzepieniu serc.

virginia woolf