Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 30 czerwca 2011

Pieczenie psich ciasteczek wciągnęło mnie. Po pierwszych sukcesach (wyprodukowanie jadalnych ciasteczek, z ochotą jedzonych przez psy) zabrałam się za eksperymenty. W ich wyniku powstały ciasteczka marchewkowo- bananowe. Jeszcze udoskonalam procedurę, proporcje i czas pieczenia, ale robocza wersja opiera się na takim przepisie:

Ciasteczka marchewkowo- bananowe dla psów
1,5 szklanki ugotowanej marchewki
banan
2 jabłka (obrane i pokrojone w kostkę)
½ kostki masła
1 szklanka płatków owsianych
2,5 szklanki mąki (lub więcej, jeśli ciasto jest wciąż luźne. Nigdy nie udało mi się uzyskać konsystencji na tyle zwartej, by ciasto dało się wałkować. Może to brak cierpliwości w dodawaniu mąki?)
garść siemienia lnianego
kilka listków świeżej mięty i oregano

Marchewkę zmiksować z bananem, jabłkiem, ziołami i masłem. Dodać pozostałe składniki i wymieszać. Rozprowadzić na blasze i pokroić na drobną kostkę. Piec 20-30 minut w temperaturze 170 stopni, można zostawić do ostygnięcia w piekarniku.


A przy okazji kulinarnych eksperymentów wpadła mi w ręce książka „Wspaniała Gracie” autorstwa Dana Dye'a i Marka Beckloffa. Autorzy opisują życie z głuchą dożycą- albinoską Gracie i dwoma innymi psami. Ponieważ Gracie była niejadkiem, postanowili dla niej piec smaczne i zdrowe psie ciasteczka. Wkrótce pieczenie psich ciastek stało się ich pasją i sposobem na utrzymanie. Obecnie są właścicielami sieci piekarni specjalizujących się w wypieku psich przysmaków bez konserwantów i sztucznych dodatków. Inspirujące. A książka świetnie nadaje się na wakacyjną lekturę.

wspaniała gracie

wtorek, 28 czerwca 2011

Na spacerze z terierkami spotkałam dzisiaj pana z psem. Z gatunku takich, co lubią sobie porozmawiać. Najpierw pokazał mi na komórce zdjęcie swojego psa, zmarłego rok temu. Później wspomniał, że ustawił mu w przedpokoju „ołtarzyk”- powiększone zdjęcie na polakierowanym pieńku drzewa, zaraz obok portretu Piłsudskiego. Później opowiadał o swojej wielkiej miłości do piesków, a ja coraz szerzej otwierałam oczy, bo miłość ta ślepa była na różnicę gatunkową i tajniki komunikacji.

Pan zaczął od tego, że pogryzł go pudelek sąsiadki, na dowód czego okazał wciąż posiniaczoną łydkę. Ale to nie pieska wina, bo wszystkie pieski są dobre. Kochane zwierzaki. Tylko człowiek nie potrafi nauczyć ich właściwego zachowania. Bo swojego psa uczył: jak ten coś źle zrobił, to go uderzał zrolowaną gazetą. Nie kijem, ani czymś mocniejszym, jak podkreślał, ale gazetą. Zawarczał pies- pac go gazetą, aż się nauczy. Wytrzeszcz oczu uniemożliwił mi wtrącenie czegoś o pozytywnych metodach szkolenia, ale panu to nie przeszkodziło, bo opowiadał dalej.

Ludowe mądrości, część II
Psy wyczuwają dobrego człowieka i nic mu nie zrobią. Byłem kiedyś na targu, bo ja wędkarz jestem, i tam taka pani z psem sprzedawała coś. Mówię jej, jaki ładny pies. Ten na mnie warczy. Ona mówi, niech go pan nie rusza, bo pana ugryzie. A ja jej mówię, że nie ugryzie, bo psy rozpoznają dobrego człowieka. Pogłaskałem go po głowie. I mnie nie ugryzł! Bo pies, wie pani, pozna dobrego człowieka. Morał nieco w opozycji do opuchniętej łydki, ale czepiam się.

Na pożegnanie pan postanowił pogłaskać moje psy, po głowach oczywiście. Wiadomo, że psy tego nie znoszą. Prymuska Sara z męczeńską miną zniosła pieszczotę, pewnie licząc na jakieś żarcie. Rozczarowała się, bo nic nie dostała. Wania nie poznała się na dobrym człowieku i postanowiła usunąć się z zasięgu ręki. A ja, przepełniona książkową wiedzą o komunikacji psów dumałam nad tym, jak bardzo można kochać i zupełnie nie rozumieć. 

niedziela, 26 czerwca 2011

Bardzo lubię uczyć się nowych rzeczy, zaczynać od podstaw. Wszystko ma wtedy niesamowity powiew świeżości, bardzo szybko czyni się postępy i jest to ekscytujące. Dokładnie tak wygląda nasza przygoda z agility. Wciągnęłam się już po same uszy i pieski też polubiły nową zabawę.

Sara jest bardzo inteligentna, odważna i bardzo szybko robi postępy. Wystarczyło, że raz przeszła przez tunel i już wiedziała o co chodzi. Jest bardzo chętna do współpracy i ma niezwykłą wolę walki. Na przeszkodach bardzo ładnie się rozpędza i pokonuje je bardzo szybko. Być może odkryłam jej prawdziwy sportowy talent i ducha walki, tak charakterystycznego dla terierów? Chociaż Sara jest prymuską, to ma swoje humory i mamy jeszcze bardzo dużo do nauczenia się.

Wania też robi postępy i widać, że ganianie przez tunele i przeszkody się jej podoba, a piszczące ze wszystkich stron zabawki doprowadzają ją do euforii. Jest nieco powolniejsza ruchowo i hmmm, intelektualnie. Musimy kilka razy powtarzać, bo zupełnie nie przejmuje się popełnianymi błędami. Po ostatnich zajęciach już byłam gotowa przyznać, że Wania bystrzakiem nie jest, a jej piękna i duża głowa jest w większości pusta. A Wania znowu mnie zaskoczyła. Na zakończenie zajęć biegliśmy przez prosty torek, który wyjątkowo składał się z dwóch tuneli. Dwa bordery skopały, omijając drugi tunel (a mówi się, że bordery są takie mądre :)). Luna i prymuska Sara też nie chciały wejść do drugiego tunelu. A Wania.... zrobiła torek bezbłędnie!

W czasie ostatniego treningu miałyśmy też bardzo niemiły incydent: borderka dziabnęła Wanię. Tym razem poszło o piłeczkę, która była jakieś dwa metry od borderki, a do której biegła też Wania. Borderka nawet nie zawarczała, tylko od razu rzuciła się na Wanię. Na szczęście nic się nie stało, skóra nie została przecięta. Jednak atak nieco wpłynął na poczucie pewności Wani, które tak pięknie budowało się dzięki agility. Ogonek, czyli barometr nastroju szkocika, przez jakiś czas ciągnął się za psem, zamiast stać dumnie w górze. Dobrze, że Wania pamięć ma krótką, bo szybko o wszystkim zapomniała i wciąż lubi borderkę.

A tu kilka zdjęć agilitujących terierek, autorstwa Tomka (dog-sport.eu i Kasi od Flopi.

westie agility

westie agility

terier szkocki agility

westie agility

westie agility

terier szkocki agility

terier szkocki agility

agility

A tu Wania, Wika i Sara kibicują innym pieskom.

sobota, 25 czerwca 2011

Jak wielu znanych mi właścicieli psów, co jakiś czas myślę o domku na wsi. Ze sporym ogródkiem, w którym terierki mogłyby biegać do woli i od czasu do czasu w takich bajkowych warunkach wychowywać swoje szczeniaczki. Marzenia te przybierają na sile w okresie letnim i zaczynam nawet przeglądać oferty sprzedaży domków na wsi. Ostatnio zrobiłam jeszcze więcej, bo pojechałam obejrzeć jeden z nich.

Wyglądał malowniczo, jak na obrazku. Mały, biały domek z werandą, pośród prawie dzikiego ogrodu, otoczonego białym płotem. Wokół przyroda, pola, pola i pola jak okiem sięgnąć, a gdzieniegdzie domki. I ulica, po której od czasu do czasu przejeżdża samochód, furmanka lub traktor. W powietrzu powitalne ujadania kundelków i wiejskie aromaty. Terierki bardzo podekscytowane przestrzenią, nowymi zapachami oraz poszczekującymi psami.

A ja stałam pośród tej przyrody, tej wsi rozbrzmiewającej szczekaniem i pyrkaniem traktora i czułam, jak narasta we mnie panika. 5 km do najbliższego sklepu, 30 km do miasta, internet wolny albo wcale. Co jak będę robić w takim miejscu całymi dniami? Ile kawy można wypić na werandzie obserwując ruch na szosie? Spakowałam psy do samochodu i wróciłyśmy do miasta. Ufff, co za ulga! Jeszcze trochę zastanowię się nad przeprowadzką na wieś.

środa, 22 czerwca 2011

Drapieżniki- wilki, niedźwiedzie, lisy, a także psy i koty, wpadają niekiedy w „szał zabijania”. Etolodzy określają tym mianem sytuację, gdy zwierzęta są tak zajęte zabijaniem ofiar, że nie mają czasu ani ochoty na ich zjadanie. Przytaczane są tu przykłady wilków w owczarni, które potrafią zagryzać całe stada, niemal wcale nie zjadając zdobyczy. Albo lisa w kurniku, który dusi kilkadziesiąt kur, a zjada tylko nieliczne. Etolodzy ten morderczy szał wyjaśniają pojawieniem się kluczowych bodźców, których dostarcza znalezienie się ofiary w określonej sytuacji, gdzie pozbawiona jest możliwości ucieczki, przerażona, stłoczona. Sytuacja ta zachęca drapieżnika do zabijania aż do momentu, gdy bodźce ustaną. Ta skłonność do masowego zabijania została wykorzystana w modnej kiedyś rozrywce-organizowaniu zawodów psów w zabijaniu szczurów.


Walki kogutów i zawody w łapaniu szczurów były popularną rozrywką w angielskich pubach w 19 wieku. Szczury były plagą w ówczesnych miastach i domostwach. Popularność terierów, niewielkich lecz walecznych psów, wynikała między innymi z ich umiejętności łowieckich. Poniższy obraz nieznanego malarza przedstawia manchester terriera o imieniu Tiny the Wonder, który uznawany był za championa w polowaniu na szczury. W trakcie organizowanych zawodów dwukrotnie zabił ponad 200 szczurów w czasie krótszym niż godzina.

rat killing

rat killing

Zawody w zabijaniu szczurów w modnym pubie. Obraz nieznanego malarza przedstawia psa o imieniu Billy podczas walki. Stroje mężczyzn na widowni sugerują, że była to rozrywka osób zamożnych.

rat killing

Rycina przedstawia zawody w zabijaniu szczurów w Nowym Jorku. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii rozrywka ta nabiera tu popularnego i plebejskiego charakteru.


Pierwsze wystawy psów odbywały się przy okazji psich zawodów w zabijaniu szczurów. Właściciele psów przyprowadzali swoje zwierzaki i pokazywali je w dni, gdy nie odbywały się polowania na szczury, lub w przerwach między walkami. W przeciwieństwie do psów walczących, psy oceniane były tylko ze względu na ich wygląd. Na poniższym obrazie R. Marshalla „An early canine meeting” z 1855 roku przedstawione jest jedno z takich spotkań. Co ciekawe, psy różnych ras oceniane były jednocześnie, a ich wygląd, mocne i słabe strony dyskutowane na forum. Spotkanie odbywa się w pubie, w którym także organizuje się zawody w zabijaniu szczurów. Wśród obrazów wiszących na ścianach widać kilka przedstawiających psie zawody w polowaniu na szczury.

caine meeting

R. Marshall „An early canine meeting” z kolekcji British Kennel Club

wtorek, 21 czerwca 2011

Jeśli kiedykolwiek chodził mi po głowie pomysł, żeby zostawić sobie szczeniaka, to po tygodniu spędzonym z Wiką definitywnie się z nim pożegnałam. Dziękuję za trzeciego psa, przynajmniej na razie.


Wraz z Wiką powróciły uroki życia, o których zdążyłam zapomnieć: niespodzianki znajdowane rano w pokoju, wyschnięte plamy po kałużach lub całkiem świeże, czyhające by w nie wdepnąć. Szczeniaczek zupełnie nie rozumie naszego trybu życia i gdy tylko wzejdzie słońce urządza pobudkę mnie i dorosłym psom. Wskakuje na moje łóżko (szybko się bestia nauczyła) lub wchodzi na głowę śpiącym psom i zaczyna podskoki. Tak, świetnie jest z radością powitać wschód słońca! Wika w dodatku okazała się bardzo inteligentna, co stało się przyczyną kolejnych przygód. Szybko nauczyła się, jak zdejmować przysmaki leżące na komodzie. Starsze psy nigdy na coś takiego nie wpadły, a jej starczył jeden dzień, żeby ściągnąć całą paczkę suszonych uszu króliczych. Pod moją nieobecność psy miały świetną wyżerką. Wychodzenie z trzema psami na spacer też jest nie lada wyzwaniem, szczególnie gdy jeden z tych psów skacze zamiast normalnie iść, z ciekawością zabiera się do obwąchiwania wszystkiego w zasięgu wzroku i pożera wszystko w okolicy pyska.

Wika wróciła do właścicieli, a ja zaczęłam bardziej doceniać moje psy za to, że są tak dobrze wychowane, nie brudzą w domu i nie urządzają pobudki o świcie. Dorosłe psy też odetchnęły, bo w końcu mogły się porządnie wyspać. Bez skaczącego po głowie szczeniaka zapraszającego do zabawy przespały prawie cały dzień.

Tagi: trzy psy
10:23, whitewestie , Szczeniaki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia- wiadomo nie od dzisiaj. Podczas ostatniej wystawy psów rasowych w Lublinie miałam okazje zmienić perspektywę i spojrzeć na wszystko od drugiej strony ringu. Tłumaczyłam dla serbskiego sędziego Dusana Paunovića. Jeśli myślałam, że będę mogła spokojnie obejrzeć sobie pieski i miło spędzić czas, to bardzo się myliłam. Czas wprawdzie spędziłam miło, ale tłumaczenie okazało się ciężką pracą. Najbardziej pamiętam defiladę zmieniających się linii grzbietu, krótkich łopatek, dobrych lub cienkich kości, poprawnych lub zbyt małych klatek piersiowych, mniej lub bardziej poprawnych tylnych i przednich kątowań, długich lędźwi, zadów które mogły by być lepsze, samczych i suczych głów o dobrym wyrazie, lub o wyrazie, który mógłby być lepszy, ładnego ruchu, dobrego lub mniej dobrego temperamentu i ogonów, które mogłyby być noszone wyżej w trakcie chodzenia. Uff, sędziowanie to ciężka praca, a kto uważa inaczej, powinien choć raz spróbować obserwować pracę sędziego z perspektywy tłumacza lub sekretarza. Pracy jest tyle, że nie ma nawet czasu na wypicie kawy. Oczywiście, są mniej lub bardziej sprawni organizacyjnie sędziowie, wykonujący pracę lepiej lub gorzej, szybciej lub ze zbędnymi przestojami. Ale spojrzenie na proces oceniania od drugiej strony uczy wyrozumiałości.

piątek, 17 czerwca 2011

Z kilkuset zdjęć zrobionych podczas rodzinnego westowego spaceru znalazłam jeszcze kilka z Wiką i Deizi. Siostry zupełnie nie wyglądają na nich jak słodkie, czyste szczeniaczki, jakie niekiedy możemy zobaczyć na reklamach. Nie są też śnieżnymi kulkami. Tak na prawdę westiki szybko zmieniają się ze słodkich kulek w patykowate stworki. I nigdy nie stają się słodkimi przytulankami, no chyba że na chwilę. Zawsze zostaje w nich trochę dzikości, którą chętnie budzą na spacerach.
Wika i Deizi wyglądają jak młode wilczki buszujące w trawach i błocie. Są brudne, ale szczęśliwe po zabawie przypominającej walkę, której towarzyszą bardzo groźne pomruki, powarkiwania i szczekanie. Właśnie tak wyglądają prawdziwie szczęśliwe westki!

west highland white terrier szczeniaki

Powitanie z wodą

west highland white terrier szczeniaki

Nie ma to jak dobrze się zamoczyć!

west highland white terrier szczeniaki

Walki w błocie? To właśnie młode westiki lubią najbardziej!

west highland white terrier szczeniaki

Dzikie siostry

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Przyczajanie do skoku

west highland white terrier szczeniaki

Gdy szczeniak jest już dobrze wypanierowany w błotku, lubi pobiegać

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Mała dzikuska wychodzi z traw

west highland white terrier szczeniaki

Efekty zabawy z siostrą

west highland white terrier szczeniaki

A pod koniec spaceru zmęczone pieski podziwiają widoki. W czasie intensywnych biegów błoto się gdzieś wykruszyło.

środa, 15 czerwca 2011

W psich tematach sporo się dzieje. W ostatnim tygodniu nie tylko dostałam pod opiekę Wikę, ale także odwiedziło nas jej rodzeństwo: Leo (Gucio) i Deizi (Zielona) wraz z właścicielami. Leo przyjechał na pierwsze trymowanie i w ciągu kilku godzin z zarośniętego łobuza zmienił się w dystyngowanego dżentelmena. Zmiana dotyczyła oczywiście tylko owłosienia, bo maniery zostały niezmienione. Leo, mimo że sporo większy, wciąż ma w sobie dużo z tego szczeniaczka, jakim go pamiętam. Porusza się w dystyngowany sposób, ma trochę rezerwy do świata, ale jednocześnie jest niezwykle przyjacielski i odważny. Potrzebował dosłownie kilku sekund, żeby ponownie zaprzyjaźnić się z ciotką szkotką i mamą oraz rozpocząć szaleńczą zabawę z siostrą. Nawet konieczność obcinania pazurków nie popsuła mu nastroju.

west highland white terrier szczeniaki

Powitanie z Wanią. Gucio po lewej. Właściciele Wiki mieli trudności z odgadnięciem, który ze szczeniaków jest ich.

west highland white terrier szczeniaki

Sara, Gucio, Wika i Wania

west highland white terrier szczeniaki

Następnego dnia odwiedziła nas Daizi wraz z Leonem. Spacer po lesie na pięć psów zakończył się podwójnym sukcesem: wróciło tyle samo psów ile wyszło i nie złapały ani jednego kleszcza (co szczególnie liczy się po ostatnich niemiłych przygodach z plagą kleszczy). Deizi rozwija się tak, jak się zapowiadała. Jest urocza, grzeczna i zupełnie wpatrzona w pana. Najchętniej by mu siedziała na kolanach, nawet wtedy, gdy on prowadzi samochód. W czasie spaceru, tak jak Sara, trzymała się przy nodze i grzecznie przychodziła na przywołanie, oczywiście poza chwilami szaleństwa z Wiką. Deizi na początku była nieco onieśmielona spotkaniem z psią rodziną, ale szybko nabrała animuszu. Biegała, skakała, warczała i brudziła się wraz z Wiką, a w zabawach czasem próbowała im towarzyszyć Wania. Leon ignorował szczeniaki, wykazując za to niezwykłe zainteresowanie Wanią. Sara jasno zakomunikowała, że nie dla niej takie wariackie zabawy i woli trzymać się z ludźmi. A Wania nieoczekiwanie ujawniła instynkt pasterski zaganiając białasy w zgrabną gromadkę.

west highland white terrier szczeniaki

Sara i Deizi

west highland white terrier szczeniaki

Westikowa rodzina: Sara z córkami, oraz Leon, kolega Deizi

west highland white terrier

Wania i jej owieczki

westie i terier szkocki

Gdy stadko grzecznie się pasie, pastereczka może sobie pozwilić na chwilę relaksu

westie i terier szkocki

Wania odkrywa talenty pasterskie

westie i terier szkocki

Zaganiamy stado

westie i terier szkocki

terier szkocki

Pastuszka Wania i jej owieczki w idealnym porządku

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Po powrocie ze spaceru do lasu wyciągnęłam z psów 60 kleszczy. Albo więcej, bo w pewnym momencie przestałam liczyć. Najpierw zobaczyłam czarne pajączki łażące po białym szczeniaczku, i po białej Sarze, a po bliższym przejrzeniu się po czarnej Wani. Zaczęłam zczesywać je grzebieniem, a później wyciągać te, które zdążyły się wgryźć. Masakra. Prawdziwa plaga. A już byłam skłonna przypuszczać, że straszne opowieści o kleszczach to wymysł koncernów farmaceutycznych. Takiej ilości paskudztwa na psach nawet one nie byłyby w stanie wymyślić. Przyczepiło się to robactwo pomimo regularnego stosowania Fiprexu. Spryskałam jeszcze psy uderzeniową dawką i jutro znowu zacznę szukanie, na wypadek gdyby jakiś kleszcz jeszcze się schował w sierści. Pech jak 13-go :(

 
1 , 2