Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
środa, 23 maja 2012

Część niedzieli spędziłam z psami na pikniku organizowanym przez jedną z lubelskich dzielnic. Mini- wystawa psów rasowych była jedną z atrakcji, oraz okazją do podniesienia wiedzy kynologicznej. Prowadzące pokaz osoby działające w lubelskim oddziale Związku Kynologicznego krótko prezentowały pokazywane rasy, wspominały o ciekawostkach związanych z pochodzeniem oraz historią danej rasy, potrzebach pielęgnacyjnych i ruchowych. Można się było dowiedzieć, że posiadanie psa nie jest obowiązkiem, ale przywilejem. Każda rasa ma swoje wymogi pielęgnacyjne, o których trzeba pamiętać przed podjęciem decyzji o zakupie psa. Zamiast kupować psa bez rodowodu, z pseudo- hodowli lepiej adoptować psa ze schroniska. Psy rodowodowe, przed dopuszczeniem do rozrodu oceniane są pod względem eksterieru i jego zgodności ze standardem rasy, a często także pod względem charakteru. Kupując psa z dobrej hodowli mamy więc gwarancję, że zwierzę będzie nie tylko ładne, ale będzie posiadało zrównoważony charakter.

Najbardziej zapadła mi w pamięć bajka o pochodzeniu rasy welsh corgi. „Dawno, dawno temu na świecie żyły wróżki, które opiekowały się ludźmi. Wróżki dużo polowały, używając do tego specjalnych rumaków. Dosiadając tych rumaków śpieszyły też na pomoc ludziom. Jednak pewnego dnia ludzie stwierdzili, że są już dorośli, chcą być samodzielni i nie potrzebują już wróżek do pomocy. Wróżkom było smutno opuszczać ludzi, ale rozumiały ich potrzebę wolności. Odchodząc, postanowiły zostawić coś ludziom na pamiątkę. Rano ludzie znaleźli parę szczeniaków o krótkich i grubych łapach, wielkich uszach i oczach, w których malowała się mądrość i dobroć wszechświata. To były welsh corgi, mądre i dobre rumaki, na których polowały wróżki. Od tej pory welsh corgi dzielnie służą ludziom, ich mądre oczy oraz znaki na sierści, przypominające znaki po noszonym kiedyś siodle, mają ludziom przypominać wróżki.”

Piękna historia, prawda? Corgiarze mają wyobraźnię i bardzo kochają swoje psy :) Bardzo chętnie dopisałabym do niej ciąg dalszy, na przykład taki: „Corgi miały piękne pyszczki, wielkie uszy i oczy, ale trochę brakowało im temperamentu. Zupełnie nie miały ochoty polować na szkodniki. Szczury, myszy i krety coraz bardziej się mnożyły, niszczyły zbiory, zjadały ziarno w spichlerzach i ludziom groziła klęska głodu. Zwrócili się o pomoc do wróżek, mówiąc: „Kochane wróżki, wasze rumaki są bardzo miłe i sympatyczne, ale zupełnie nie radzą sobie z takimi przyziemnymi obowiązkami, jak polowanie na szkodniki.” Wróżki musiały przyznać rację, bo wiedziały, że corgi to psy zachowujące się z arystokratyczną powściągliwością. Następnego dnia ludzie znaleźli dwa szczeniaki: czarnego jak węgiel teriera szkockiego i białego westika. Dzielny i waleczny szkocik, o małym rozumku i wielkim sercu miał za zadanie walczyć z plagą szkodników i sprawdził się w tym doskonale. A wesoły i energiczny westik wprowadzić w ludzkie życie więcej energii i radości, bo żyjąc tylko z welsh corgi ludzie stali się nieco flegmatyczni.”

A wracając do samego festynu, black&white spisały się doskonale. Sara była w swoim żywiole witając się z psami i ludźmi oraz dając się głaskać dziesiątkom dziecięcych rączek. Wania imprezę zniosła z mniejszym entuzjazmem, ale w miarę spokojnie. Nie pożarła żadnego małego ani dużego psa, spokojnie znosiła okazjonalne próby głaskania. Obie spokojnie znosiły muzykę i tłumy ludzi. Dzielne psy.



środa, 09 maja 2012

Organizacje zajmujące się prawami zwierząt alarmują, że przed zbliżającymi się rozgrywkami Euro 2012 na Ukrainie masowo zabijane są bezpańskie psy. W związku ze skalą okrucieństwa wobec zwierząt namawiają do bojkotu imprezy. Może słusznie, bo czego można spodziewać się po ludziach, którzy tak traktują swoje zwierzęta? Nie jest to pierwsze tego typu zdarzenie. Przez olimpiadą w Pekinie władze wydały nakaz oczyszczenia miasta z bezdomnych psów i kotów argumentując, że roznoszą one groźne choroby. Rozpoczęła się masowa akcja wyłapywania zwierząt, tłuczenia ich na śmierć drewnianymi pałkami, wywożenia za miasto, gdzie były zabijane (i często zjadane). Aż trudno się oprzeć porównaniu do chińskiej rewolucji kulturalnej, która w najgorętszym okresie w podobny sposób traktowała „wrogów ludu” (chociaż po zabiciu raczej nie byli zjadani).

 

Jako przestrogę chciałabym przypomnieć historię, która wydarzyła się w 1911 roku w Istambule. W mieście mieszkało wiele bezpańskich i błąkających się psów, żyjących swoim życiem. Zdarzało się, że atakowały ludzi, być może roznosiły też jakieś choroby. Władze Istambułu postanowiły oczyścić miasto wywożąc wszystkie psy na niezamieszkaną przez ludzi wyspę, gdzie prawdopodobnie większość z nich zmarłaby śmiercią głodową lub została pożarta przez współbratymców. Niedługo po tym Istambuł nawiedziło trzęsienie ziemi. Nękani wyrzutami sumienia mieszkańcy odebrali to jako karę niebios za swoje okrutne postępowanie wobec psów. Postanowili je przewieźć z powrotem do miasta. Znowu mogły błąkać się po ulicach. Do historii tej nawiązuje polska artystka Joanna Rajkowska w cyklu Psy z Üsküdar.



poniedziałek, 07 maja 2012

Wraz z nadejściem wiosny do życia obudziły się kleszcze. Pomimo zakraplania Fiprexu z każdego spaceru do lasu muszę z psów wyciągać kilka mniej lub bardziej żywych kleszczy. Każdy, kto miał choć przez moment do czynienia z tymi pasożytami wie, jakie są obrzydliwe i jak trudno się je usuwa. Do tej pory stosowałam pęsetę, co nie było zbyt dobre, bo często urywało głowę kleszcza, która zostawała w psie. Niby nic takiego, ale człowiek zaczyna panikować myśląc, jakie paskudne bakterie mogą zostać wstrzyknięte z tej głowy do psa, który może zachorować.

Zimą dostałam jako gratis do zakupów w sklepie zoologicznym niepozorne urządzenie do wyciągania kleszczy. Małe kawałki plastiku, wyglądające jak łopatka. Zupełnie nie budzące zaufania, że coś takiego może być do czegokolwiek przydatne. Jednak ostatnio miałam okazję je wypróbować i o dziwo sprawdziły się. Można tym usunąć kleszcze małe i większe i to w całości! W dodatku paskudnego kleszcze w ogóle nie trzeba dotykać.

Wygląda to tak:

kleszcze

W opakowaniu:

kleszcze

A to instrukcja obsługi. Rzeczywiście jest tak prosta, jak na rysunku

kleszcze