Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
poniedziałek, 30 maja 2011

Weekend spędziłam z Wanią na seminarium agility prowadzonym przez Magdę Ziółkowską. Magda od kilkunastu lat uprawia sporty kynologiczne, w tym agility, i odnosi liczne sukcesy w kraju i za granicą. W weekend odniosła kolejny sukces, zachęcając psy i ich ludzi do wytężonej pracy. Poza praktycznym szkoleniem dowiedzieliśmy się też trochę o teorii, czyli o co chodzi w agility. Ale o tym innym razem.

Na filmach, które oglądałam w internecie, agility wydaje się bardzo proste. Piesek skacze przez przeszkody wskazane przez człowieka, wbiega do tunelu, przebiega przez kładkę. Wszystko bez chwili zastanowienia się czy wahania. W praktyce okazało się nieco bardziej skomplikowane, a wyszkolenie psa, żeby bezbłędnie pokonywał przeszkody zajmuje wiele lat systematycznej pracy.

Na seminarium poznałyśmy najbardziej podstawowe rzeczy. Próbowałyśmy prowadzenia psa przez przeszkodę i przez tunel. Mądra szkotka od razu uznała, że zamiast męczyć się podskakiwaniem, lepiej przebiec obok przeszkody, a biegnięcie obok tunelu (zamiast w nim) i tak prowadzi do tego samego celu. Dzięki piszczącym zabawkom udało się ją przekonać do wyboru trudniejszej opcji. Gdy na drugim końcu tunelu piszczałam zabawką, bez wahania rzucała się do wejścia. Podobnie było z przeszkodą.

Przydały się umiejętności, które Wania nabyła na szkoleniu z posłuszeństwa. Siadanie i zostawanie na komendę bardzo przydają się przy starcie, gdy pies czeka przed przeszkodą na polecenie przewodnika. Z pomocą przysmaczków Wania szybko przypomniała sobie, co już ćwiczyłyśmy, i pod koniec nie miała problemów z siadaniem i zostawaniem.


Ćwiczenia mają być dla psa zabawą, bo zwierzaka nijak nie da się zmusić do nudnej pracy. Wania na pewno bawiła się dobrze, a zabawki piszczące z różnych stron doprowadzały ją niemal do ekstazy. Zabawa w przeciąganie, którą zaczęłam z nią kilka tygodni przed seminarium, przyniosła zaskakujące efekty. Wania się otworzyła, stała się odważna, zainteresowana nawiązywaniem kontaktów z ludźmi. Ci, którzy znali ją wcześniej jako nieufną szkotkę, która uchyla się od głaskania, byli zaskoczeni zmianą. Wania nie tylko pozwoliła dotykać się obcym, ale sama zaczepiała ludzi, dopominając się smakołyków. Podskakiwała, opierała się na człowieku przednimi łapami i czekała na smakołyk. Jakby mi ktoś psa podmienił.

terier szkocki agility

Przydała się umiejętność siadania. Przygotowujemy się do pokonania przeszkody

terier szkocki agility

Biegnij Waniu, biegnij! Po pokonaniu przeszkody rzucaliśmy przed psa aport (zabawkę), żeby wiedział, że przeszkoda jest fajna, a po jej pokonaniu nie zatrzymujemy się, tylko biegniemy dalej.

terier szkocki agility

Uczymy się pokonywać tunel, na początku króciutki, ale Wania i tak nie ma ochoty do niego wchodzić. Wołam ją po drugiej stronie i piszczę zabawką

terier szkocki agility

Wania wbiega do tunelu i wybiega z drugiej strony!

terier szkocki agility

Tak Wania nauczyła się zaczepiać ludzi. Tu zaczepia mnie, ale nowo nabytą umiejętność doskonaliła także na innych

Bardzo dziekuję Kasi za piękne zdjecia. :)

piątek, 27 maja 2011

Przed samym seminarium agility obie terierki dostały cieczkę.
Sara zaczęła w niedzielę, a Wania dołączyła w czwartek. Synchronizacja jak w wilczej sforze, jakby przygotowywały się do wspólnego porodu i karmienia szczeniaków. Synchronizacja działa też w czasie spacerów, bo teraz obie chodzą w podobnym tempie, wlokąc się z nosem przy ziemi i zatrzymując na długie wąchanie. Sara w newralgicznych punktach przykuca na sikanie. Już wszystkie psy z osiedla wiedzą, że panna czeka na kawalera, bo na każdym rogu porozstawiała sikowe drogowskazy. Jest też pierwszy adorator, pies z kulawą nogą, mieszaniec z sąsiedniego bloku. Właścicielka zostawia go na dworze bez opieki przez cały dzień, więc włóczy się po osiedlu. Od kiedy terierki mają cieczki, czeka w okolicach naszego bloku, a później podąża za nimi na spacerach. Sara udaje obojętną, ale i tak się mizdrzy się, sprawdzając czy wciąż za nami idzie. Wania w „tych sprawach” jest bardziej nieśmiała. Sika raz a dobrze, zamiast przystawać co chwilę. Psy wciąż obszczekuje, nawet z odrobinę większym entuzjazmem niż wcześniej i nie jest zainteresowana zawieraniem znajomości.


A w domu obie prawie cały czas śpią. Wania wychodzi z legowiska wieczorem, zjada wszystko z misek i wraca spać. Sara też jest jakaś osowiała. Entuzjazm wraca im dopiero na spacerach. W domu obie noszą specjalne majteczki na cieczkę, dzięki temu nie zakrwawiają wszystkiego wokoło.

Przez moment przeraziłam się, że z powodu cieczek będziemy musiały zrezygnować z agility. Na szczęście dowiedziałam się, ze spokojnie mogę przyjechać z Wanią, skoro to dopiero pierwsze dni cieczki. Wypróbujemy preparat maskujący zapach cieczki, i jakieś ziołowe tabletki, i może Wania nie będzie łamać psich serc. 

środa, 25 maja 2011

Adam March nie jest osobą, którą chciałabym kiedykolwiek spotkać, a tym bardziej z nim pracować. Snobistyczny, zarozumiały i nadmiernie skoncentrowany na karierze. Idzie po trupach do celu, nawiązuje strategiczne przyjaźnie, bywa w kręgach, w których wypada bywać, ubiera się w najdroższe ciuchy i mieszka w najlepszych dzielnicach. Koncentruje się wyłącznie na sobie i grze społecznych pozorów. Gdy w jednej chwili traci pracę, przyjaciół, rodzinę i majątek i staje się tym, kim zawsze pogardzał: człowiekiem bez pieniędzy i pozycji.

Życie Chance'a zaczęło się jeszcze gorzej. Urodził się, by walczyć. Wyhodowano go do walk psów, tak jak jego matkę, ojca i rodzeństwo. Wychował się w ciemnej i brudnej piwnicy, znosił razy, treningi i zabijał, gdy trzeba było. Jego życie zmienia się, gdy do piwnicy wkracza policja, a psy trafiają do schroniska.

Tych dwóch poharatanych przez los- człowiek i pies- trafiają na siebie. Nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, raczej niefortunne zrządzenie losu. Mija trochę czasu, zanim obaj uświadamiają sobie, że wzajemnie się potrzebują. Dzięki pomocy psa człowiek odbudowuje zniszczone przez pęd do sukcesu relacje społeczne, nawiązuje autentyczne przyjaźnie i odzyskuje szacunek córki. A pies znajduje towarzysza, ciepły dom i pełną miskę. Przynajmniej do czasu, gdy.... Ale przecież nie będę opowiadać całej fabuły.

„Dobry pies” Susan Wilson to książka doskonała na wakacje lub leniwy letni weekend. Fabuła jest wciągająca i niekiedy wzruszająca, ale na tyle prosta, że możne ją śledzić nawet mózg zmieniony przez upał w galaretkę.

dobry pies susan wilson

poniedziałek, 23 maja 2011

Pierwszego chrabąszcza Wania spotkała kilka dni temu na spacerze. Bardzo długo przy nim stała, obwąchiwała, szturchała łapą, odskakiwała i potrząsała brodą, gdy chrabąszcz ruszał łapkami. Była wyraźnie zafascynowana stworzeniem, ale nie bardzo wiedziała, jak się do niego zabrać. Kolejny chrabąszcz wleciał nam do domu. Przy drzwiach balkonowych Wania w końcu go złapała do pyska, ale zaraz wypluła, by rozpocząć rytuał podskakiwania, szturchania nosem i łapą. Po jakimś czasie coś chrupnęło jej w paszczy. Pierwszy chrabąszcz nie był smakowity, bo większość szczątków wypluła z powrotem na podłogę.

Dopiero dzięki Wice Wania stała się smakoszką chrabąszczy. Mała Wika najwyraźniej obudziła w sobie dzikiego psa. Gdy tylko może, biega po ogrodzie, skacze, kopie doły, tapla się w błocie i wodzie. Jest nieustannie umorusana, nad czym ubolewa moja mama. Jadłospis urozmaica sobie naturalnymi przegryzkami z chrabąszczy. Gdy tylko wypatrzy jakiegoś ruszającego się w trawie, skacze do niego, chwyta w pysk, podrzuca, ogłusza i zjada. Zajmuje jej to dosłownie moment. Wania musiała obserwować Wikę, bo wkrótce zaczęła zachowywać się podobnie. Gdy wypatrzy chrabąszcza, chwyta go do pyska, potrząsa kilka razy, żeby ogłuszyć, wypluwa na trawę i zjada. Chyba  w końcu jej posmakowało.

Sara do chrabąszczy podchodzi z większym dystansem. Kilka razy widziałam, że tyka jakiegoś nosem albo łapą, ale na tym się kończy. Chrupiące przekąski jej nie interesują.

czwartek, 19 maja 2011

Airedale terier Flopi w okamgnieniu wykonuje wszystkie polecenia Kasi. Siada, waruje, zostaje, przychodzi na zawołanie. Westka Luna zna zabawne sztuczki: prosi tańcząc na tylnych łapach,  udaje zdechłego psa, albo turla się. Sara jest grzeczna i przychodzi na każde zawołanie. A Wania ma to wszystko gdzieś. Dokładnie tam.

Na Wani pierwsi poznali się panowie menele. „Ten czarny z brodą to widać, że zadziora”. Niedługo Wania stała się najbardziej walecznym terierem na osiedlu. Gdy tylko zobaczy innego psa, wypręża się, stawia ogon i zaczyna szczekać. Ujada, dopóki intruz nie zniknie z pola widzenia. Obudził się w niej instynkt łowiecki. Z ujadaniem rzuca się w pogoń za rolkarzami, a nawet rowerami.

Przywoływanie to osobna historia. Ostre wołanie „Wania do mnie, natychmiast” zupełnie ignoruje. Bardziej słucha, jeśli miło i wesoło zawołam „Wania, do mnie”. Jeśli w okolicy nie ma nic ciekawszego, przybiega. Rewelacyjnie skuteczne jest za to przywoływanie za pomocą piszczącej piłeczki. Nawet nie muszę jej wołać, wystarczy zapiszczeć zabawką i Wania jest już przy mnie, gotowa zabawkę ukatrupić. Sposób działa nawet wtedy, gdy z zapałem goni rower, albo innego psa.

Gotowa byłam przyznać, że Wania jest psem sympatycznym ale niezbyt pojętnym, a tu taka niespodzianka! Pojechałyśmy na spotkanie przed dwudniowym seminarium agility. Chciałam dowiedzieć się, co mogę poćwiczyć z psem, żeby jak najwięcej skorzystać z seminarium. Byłam pewna, że będę ćwiczyć z Sarą, bo jest bardziej posłuszna. Trenerka kazała mi się pobawić z psami w przeciąganie i zrobić jeszcze kilka ćwiczeń, cały czas obserwując psy. Już po chwili powiedziała: „Lepsza będzie szkotka. Bierz czarną na seminarium.” Przy zabawie w przeciąganie Sara stała w pewnej odległości, a Wania podbiegała blisko, starając się upolować zabawkę. Niesamowicie nakręcała się na piszczącą piłeczkę, podczas gdy Sara trzymała dystans. Zdaniem trenerki Wania jest dużo bardziej zmotywowana i chętna do zabawy, więc łatwiej będzie z nią pracować. Dostałyśmy zadanie dla obu psów: mam się z nimi bawić w przeciąganie, nakręcać na zdobycz. Zaczęłyśmy też pracować z klikerem, chociaż jeszcze nie do końca wiem, o co w tym chodzi. A już w następny weekend przekonamy się, jak Wania stawia pierwsze kroki w agility.

Moja pełna niespodzianek Wania:

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki

poniedziałek, 16 maja 2011

Czy możemy wyobrazić sobie kurę- championkę? Aż trudno w to uwierzyć, ale to właśnie kury ozdobne były jednym z czynników, które doprowadziły do rozkwitu mody na hodowlę i wystawianie zwierząt. Krótko mówiąc, wystawy psów wywodzą się od wystaw drobiu i zanim zdobyły autonomię, były organizowane jako dodatek do nich. Dodatkowo, hodowla kur ozdobnych, dyskusje i kontrowersje z nią związane, w wielu punktach zbieżne jest z podejściem do hodowli psów.


W połowie 19 wieku walki kogutów oraz hodowla zorientowana na ich potrzeby stały się mniej popularne. Ich miejsce zajęła hodowla kur ozdobnych. Import drobiu ze Dalekiego Wschodu wprowadził nowe gatunki i nowy materiał genetyczny, dający większe możliwości zmieniania poszczególnych cech pod kątem ozdobności. W 1848 roku w Londynie odbyła się pierwsza wystawa kur ozdobnych i egzotycznych. Podobnie jak w przypadku psów, wsparcie królowej Wiktorii sprawiło, że hodowla drobiu ozdobnego stała się popularna wśród klasy średniej, rozkwitając także w miastach. Piękno, kolory i wyrafinowanie kur stały się dużo bardziej istotne niż ich nośność czy możliwość konsumpcji.


Zainteresowanie hodowlą drobiu ozdobnego pojawiło się także w Stanach Zjednoczonych. Wystawa w Bostonie w 1949 roku trwała trzy dni, a ludzie kupowali ptaki za niebotyczne ceny. Ówczesny hodowca, zdziwiony rozmiarami szaleństwa donosił o parze kur wartej 50 centów, a sprzedanej za 13 dolarów. Moda rozpowszechniła się błyskawicznie i już kilka miesięcy później pojawiają się doniesienia o parze sprzedanej za 150, a nawet 700 dolarów!


Popularność kur ozdobnych rozpoczęła dyskusję o relacji pomiędzy ozdobnością a praktycznością. Farmerzy nie byli zainteresowani hodowlą drobiu ozdobnego, bo była ona nieopłacalna. Specjalizowali się w niej kolekcjonerzy, stawiający na pierwszym miejscu efekt. Co więcej, podnosiły się głosy sprzeciwu wobec dotowania przez państwo wystaw drobiu ozdobnego i jego hodowli. Zarzucano im, że pozbawione są celów praktycznych. Z biegiem czasu wytworzyły się dwa nurty hodowli: jeden z przeznaczeniem na cele przemysłowe (mięso i jaja), drugi hobbystyczny, skoncentrowany na pięknie.


W 19 wieku wystawy psów często organizowane były przy okazji wystaw kur ozdobnych, a informacje o wystawcach pojawiały się w tym samym katalogu. Organizacje hodowców zrzeszały hodowców drobiu, psów oraz innych zwierząt. Hodowcy psów rasowych często zajmowali się także hodowlą drobiu ozdobnego. Ci sami sędziowie oceniali zarówno kury, jak i psy. Związek drobiu z psami rozluźnił się dopiero na początku wieku 20.



środa, 11 maja 2011

W niedzielę byłyśmy na pierwszym nieformalnym treningu agility. Agility to sport, w którym pies, kierowany głosem i gestami przez właściciela, pokonuje tor przeszkód. Początkowo niechętnie podchodzilam do tego pomysłu bo obawiałam się, że jest to sport dla psich mięśniaków. Jednak gdy tylko spróbowałam, od razu mi się spodobało. Agility wymaga od psa koncentracji i współpracy z człowiekiem oraz dokładnego wykonywania poleceń. Daje też psu oraz człowiekowi możliwość wybiegania się i fizycznego zmęczenia. Na pierwszych zajęciach uczyłyśmy się podstawowych rzeczy, takich jak prowadzenia psa przy nodze, zmiana strony oraz przeskakiwania przez przeszkodę. Trening był fajny, a psy miały możliwość spotkać koleżanki: westkę Lunę oraz borderkę Julkę. Pogoda była piękna i wiosenna, a psiaki zadowolone hasały po łące.

west highland white terrier

Zabawa w ganianego, na przodzie Luna

westie i terier szkocki

Niewiele jest zjawisk piękniejszych niż biegnące teriery

westie i szkotka

Terierki biegnące przez ukwieconą łąkę to jeden z cudów świata

west highland white terrier

Wiosenna Sara

west highland white terrier

Dla każdego coś dobrego. Wania duma, Sara obserwuje a Julka okrąża zwierzynę.

agility

Trzy na jednego szczeniaczka? Julka była bardzo zadowolona z uwagi, jaką poświęcały jej starsze koleżanki

terier szkocki

Zęby Wani tylko błyskały w trawie, gdy się tarzała

terier szkocki

Och, jak miło!

west highland white terrier

Do klubu tarzających się dołączyła Luna

west highland white terrier

I Sara

niedziela, 08 maja 2011

Wczoraj wróciłyśmy z międzynarodowej wystawy w Łodzi. Było fajnie, ale bez medali.

Sędzina z Czech, która miała sędziować westy, nie dojechała. Okazało się, że niechlujnie wyglądający pan, kręcący się po ringu, nie był kloszardem, ale sędzią. Ocena psów odbywała się w ekspresowym tempie, jakby od razu znał ostateczny wynik. Psów praktycznie nie dotykał, poza pobieżnym sprawdzeniem, czy mają zęby w pyskach. Nawet ledwo je oglądał, bo patrzył na początek stawki, nie zaszczycając spojrzeniem tych, które stały dalej od stolika. Rzut oka na psy, kółko wogół ringu i wynik gotowy. Sara dostała ocenę doskonałą i opis tak ogólny, że mógłby pasować do większości westie. Krążyła plotka, że wygrali ci, którzy mieli wygrać, to znaczy bliżsi i dalsi znajomi sędziego. Trudno ocenić, ile prawdy jest w tych pogłoskach. Co ciekawe, oskarżenia o kumoterstwo i układy przy ocenianiu psów są tak samo stare, jak same wystawy. Ale o tym innym razem.

west highland white terrier

Sara zameczek nad nida

Sara w czasie wystawy

Przed wyjazdem obiecywałam sobie, że będzie to ostatnia wystawa Sary. I będzie. Teraz planujemy zająć się psimi sportami, a szczególnie agility. Dzisiaj byłyśmy na pierwszym treningu i było bardzo fajnie. Widać było, że Sarze sport podoba się dużo bardziej, niż wystawa.

west highland white terrier

I po wystawie- pierwszy trening agility

8 suk w młodzieży w szkotach to był jakiś rekord świata. W pozostałych klasach było po 1-2 osobników, a w młodzieży tłumy. Wania dostała ocenę doskonałą i ładny opis, ale nie dostała medalu. Spotkała za to swoją siostrę Ginger. Rodzinne spotkanie na żadnej z nich nie zrobiło większego wrażenia. Obwąchały się trochę i każda zajęła się swoimi sprawami. Żadnych podskoków radości i pomruków, jak dobrze cię widzieć, siostro.

terier szkocki

Rundka wokół ringu

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

Wania w czasie oceny

terier szkocki

Wania i jej siostra Ginger

terier szkocki

Wania i Ginger uśmiechnięte do rodzinnego zdjęcia

terier szkocki

Latająca Ginger


Do domu wracałyśmy jednak w dobrych humorach, bo bardzo dobrze poszło Flopi, airedale terierce, która jechała z nami w towarzystwie swojej właścicielki Kasi. Flopi (Iniemamocna Flopi Erbetki) była najlepszym airedalem w klasie młodzieży, a także w rasie. To wielki sukces!

Flopi

Kasia i Flopi, a także Sara i Wania na nowych smyczach

Flopi

A tak trzy terierki wchodzą po schodach


Terierki jak zwykle po wystawie dostały prezenty. Mają już prawie wszystko, więc coraz trudniej znaleźć dla nich coś ciekawego. Zawsze sprawdzają się przysmaczki- tym razem królicze uszy. Wania dostała nową obrożę, skórzaną szytą na około, która nie wyciera sierści. Obie dostały nowe smycze oraz próbki karmy. Jestem bardzo ciekawa, jak im posmakuje karma o smaku ryby z pomarańczą, kurczaka z granatem czy jagnięciny z borówką. Wkrótce się dowiemy.

I jeszcze kilka zdjęć terierek w podróży. Flopi, Sara i Wania jechały tylnym siedzeniu, przypięte specjalnymi szelkami. Flopi czasem się za bardzo rozpychała, wtedy Sara na nią burczała. Wania rozpychanie się Flopi znosiła ze stoickim spokojem.

terier szkocki

Nie ma jak poduszka ze szkotki

westie i terier szkocki

westie i szkotka

terier szkocki

Trzy kolory: teriery.

poniedziałek, 02 maja 2011

Kilka razy wspominałam już o trymowaniu, ale tego tematu nigdy za dużo. Żeby dojść do jako takiej wprawy, nie mówiąc już o mistrzostwie, trzeba poświęcić sporo czasu i podglądać tych, którzy robią to lepiej. Specjalistyczne kursy są dość drogie, ale w sieci można znaleźć ciekawe materiały na temat trymowania westie. Sposób trymowania szkotów jest lepiej strzeżoną tajemnicą.

Żeby szata westie dobrze się rozwijała, już w pierwszych miesiącach życia trzeba rozpocząć trymowanie. Lena z hodowli Gorwin zamieściła bardzo ciekawy film ze wskazówkami na temat trymowania szczeniaka. Dowiemy się z niego, jak nauczyć szczeniaczka, żeby spokojnie znosił zabiegi pielęgnacyjne oraz jak trymować, żeby nie powodować nadmiernego bólu. Lena radzi także, jak przygotować głowę, żeby nadać psu wyraz wesołego westika, a nie smutnego capa, a także jak radzić sobie z obcinaniem pazurków.


Kolejne filmy prezentują ręczne trymowanie dorosłego westa. Osoba dokonująca prezentacji preferuje skubanie palcami. Jest to technika nieco bardziej pracochłonna niż używanie trymera, ale podobno lepiej chroni sierść- nie tnie jej i nie łamie jak w przypadku trymera. Dowiemy się, jak trymować szyję i jak uwidocznić linię łopatki oraz łokieć. Prowadząca pani opowiada także, jak psia dieta wpływa na jakość sierści. Wspomina także o proporcjach budowy westie: długość nogi powinna być taka, jak długość górnej części (łopatki i szyi).
http://www.5min.com/Video/How-to-Hand-Strip-a-West-Highland-White-Terriers-Head-189528889
http://www.5min.com/Video/How-to-Hand-Strip-a-West-Highland-White-Terrier-Body-189528914

Kolejny film z serii przedstawia sposób trymowania ogona oraz tyłu psa, tym razem z użyciem trymera.
http://www.5min.com/Video/How-to-Hand-Strip-a-West-Highland-White-Terriers-Tail-189528866

I w końcu trymowanie nóg. Tak, łapy też się trymuje, zamiast pozwalać im zarastać dłuuugim włosem, który później powiewa na wietrze. Na dobrze wytrymowanej łapie nic nie zwisa i nic nie powiewa.
http://www.5min.com/Video/How-to-Hand-Strip-a-West-Highland-White-Terriers-Legs-189528902

Te brytyjskie filmy są bardzo ciekawe, bo odsyłają do podstawowej wiedzy o westie i ich anatomii. Zupełnie zrywają z podejściem, często widocznym na polskich ringach, że im więcej futra tym lepiej. Wspominają też o proporcjach westie i relacji między poszczególnymi częściami psa. Pies składa się nie tylko z szyi i nie chodzi o to, żeby wyhodować ją tak długą, jak u żyrafy. Chodzi o złoty środek proporcji, a nie o przesadę.

Inna osoba proponuje grooming psa za pomocą maszynki elektrycznej. Pomysł używania maszynki do pielęgnacji westa jest dość bulwersujący. Można używać maszynki do niektórych części ciała, uszu, przodu i okolic intymnych, chociaż są osoby zalecające trymowanie także tych części (może z wyłączeniem okolic narządów płciowych). Ciekawe w tym materiale są porady, jak używać maszynki elektrycznej i jak ją trzymać, żeby osiągnąć ładny efekt cięcia i nie pozostawiać śladów po ostrzach. W przypadku użycia do przygotowania przodu psa maszynka jest jeszcze dopuszczalna. Pozostałe filmy wrzucone przez tą groomerkę, na przykład sposób przygotowania głowy, są po prostu okropne, nie wspominając już o goleniu psa maszynką.
http://www.5min.com/Video/How-to-Groom-the-Neck---West-Highland-White-Terrier-204832025