Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
piątek, 29 kwietnia 2011

Reklamy społeczne używają różnych zabiegów, żeby dotrzeć do serc i sumień ludzi. Przywołane wspomnienie bitego psa, które podąża za nami jak zmora czy wychudzone sylwetki porzuconych psów mają przerazić i poruszyć, a przez to doprowadzić do zmiany naszego zachowania. Czasem przekazy sięgają po inne środki wyrazu.

W zabawny sposób do adopcji psa namawia libańska organizacja BETA (Beirut for the Ethical Treatment of Animals), ratująca porzucone i maltretowane psy i szukająca dla nich nowych domów. Przekonuje, że posiadanie psa jest dużo mniej kłopotliwe niż posiadanie dzieci. Seria plakatów przedstawia uzwierzęconych nastolatków przyłapanych w krępujących sytuacjach: ucieczka z domu, palenie trawki, oglądanie pism pornograficznych. “You won’t come home to this. Adopt a dog.” - „Tego nie zastaniesz w domu adoptując psa” - głosi hasło kampanii. W tych kwestiach autorzy kampanii mają rację. Niespodzianki przygotowane w domu przez psy to temat na zupełnie inną kampanię.

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy


Podobno wizerunek roznegliżowanej kobiety jest w stanie sprzedać każdy produkt, czy to samochód, kosiarka do trawy czy piła elektryczna. Tym razem pół-nagie modelki sprzedają psy. Ups, nie sprzedają, tylko.... No właśnie, co? Kalendarz Puppy Love został stworzony przez irlandzką organizację dobroczynną Ash Animal Rescue w Wicklow, zbierającą fundusze na ratowanie bezdomnych zwierząt. Cel na pewno jest szczytny, bardziej dyskusyjne są środki użyte do jego osiągnięcia. Czy nawiązanie do seksizmu przez stylizację na pin-up-girls rzeczywiście jest najlepszym środkiem do walki o prawa zwierząt? W końcu zarówno seksizm jak i pogarda dla zwierząt są pochodnymi tej samej formacji kulturowej (patriarchatu), która stawia mężczyzn na szczycie i daje im prawo do poniżania innych (kobiet, dzieci, zwierząt). Cel uświęca środki?

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy

kampanie spoleczne psy

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Po sobotnim ganianiu psy padły. Przynajmniej do południa nie wykazywały najmniejszej aktywności ani chęci wyjścia na dwór. Specjalnie ich nie ściągałam, bo bieganie z aparatem i mnie nieco wykończyło. Zaspałyśmy świątecznie.

Światło poranka ukazało skalę wczorajszego wybrudzenia żywicą. Wania ma pod nosem placek wielkości drugiego nosa- z żywicy. Przód brody też jest wysmarowany. Sara ma wybrudzone pół głowy. Szampon okazał się zupełnie nieskuteczny, więc teraz pozostaje nam rozpuszczalnik (raczej nie), czekanie aż żywica sama się wykruszy lub usunięcie jej z włosiem. Na razie czekamy a psy przyjemnie pachną lasem.

W czasie świąt sporo czasu spędzałyśmy z Wiką. Wika jest wielką rozrabiaką i wydaje się olewać wszelkie autorytety- ludzkie i psie. W tej swojej szczenięcej arogancji jest niezwykle słodka. Im dłużej obserwuję psie zabawy, tym mniej wierzę w teorie „hierarchii i dominacji”, jakich do opisu psiej lub wilczej sfory używają niekiedy ludzie. Psie relacje są zbyt skomplikowane, żeby opisać je za pomocą prostej formuły „jedno na górze, pozostałe na dole”. Zupełnie nie potrafię odpowiedzieć, czy dominuje Sara czy Wania. Ich relacje są bardzo dynamiczne, w zależności od kontekstu jedna z nich niekiedy obejmuje przywództwo. Gdy do grupy dołącza Wika, sprawa się jeszcze bardziej komplikuje. Zazwyczaj starsze psy pozwalają jej na wszystko, cierpliwie znoszą podgryzanie i wchodzenie na głowę. Ale gdy mała przesadzi, potrafią ją oburczeć i nawet potraktować zębami. Na przykład Wania pozwala Wice praktycznie na wszystko, łącznie z maszerowaniem po swoim brzuchu. Ale gdy mała zbyt serio chciała zabrać piszczącą zabawkę, którą bawiła się Wania, ta rzuciła się na nią z groźnym warknięciem i kłapnięciem paszczą, aż Wika zapiszczała i uciekła. Później przez chwilę unikała ciotki obchodząc ją z pewnym dystansem, ale szybko zapomniały o całym wydarzeniu i bawiły się jak wcześniej.

A tu kilka zdjęć małej Wiki z mamą i ciocią. I oczywiście przy stawiku.

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Nie jestem pluszową zabawką

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Wika podziela wodne pasje Wani.

west highland white terrier szczeniaki

 

Zabawy z mamą. Sarka pokazuje, jak goni się Wanię z piszczącą zabawką. Cierpliwie znosi podgryzanie, ale czasem zachowuje się ak, jakby chciała sprowadzić Wikę na właściwie miejsce pokazując: "Dobre westiki tak się nie zachowują"

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

To wygląda tak, jakby Sara dawała Wice klapsa.

Wika z ciotką- szkotką:

west highland white terrier szczeniaki


sobota, 23 kwietnia 2011

Świętujemy od samego rana. Terierki zaczęły dzień od szczególnie smakowitego, świątecznego posiłku. A później było jeszcze fajniej- dostały wielkie krowie ucho, piszczącą zabawkę i możliwość nieograniczonego biegania po dworze. Wielki sukces zabawki- przetrwała cały dzień nie doznając uszczerbku w pysku Wani.

Pieski wybrudziły się okrutnie w jakiejś żywicy. Nie wiem, czy da radę zmyć to szamponem, czy trzeba będzie usunąć razem z włosem. Wika przejęła po Wani upodobanie do wody i co chwila wbiegała się ochłodzić, a później kopała w ziemi, zmieniając się w ubłoconego potwora. Maluszek to istny wulkan energii, biega tak szybko, że aż trudno uchwycić ją na zdjęciach.

Wania z radością pomagała w świątecznych porządkach. Asystując mi przy myciu samochodu mogła połączyć swoje dwie największe pasje: wodę i motoryzację. Obserwowała strumień wody i z radością pod niego podbiegała, żeby choć trochę się ochlapać. Gdy skończyłyśmy, samochód był czysty, a Wania zupełnie mokra.

Na zdjęciach terierki w komplecie, w pogoni za piszczącą zabawką.

westie i terier szkocki

westie i terier szkocki

westie i szkotka

westie i szkotka

westie i szkotka

westie i terier szkocki

Uśmiechnięty pyszczek Wiki

westie i terier szkocki wesolych swiat

westie i terier szkocki wesolych swiat

westie i terier szkocki wesolych swiat

westie i terier szkocki wesolych swiat

westie i terier szkocki wesolych swiat

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Wczoraj Sara i Wania wzięły udział w wystawie psów w Lublinie. Poszło im całkiem dobrze.
Sarę sędziowała bardzo surowa sędzina Magdalena Kozłowska. Znała się na psach, ale wydawało się, że stara się znaleźć same wady, pomijając zalety. Sara wygrała swoją klasę, ale dostała ocenę bardzo dobrą i nie dostała wniosku na championa. Trochę szkoda. Sędzina, mimo że ostro pojechała z ocenami, była dość sympatyczna i życzliwie traktowała wystawców. W klasie młodzieży jedna z suczek uciekła z ringu, a sędzina cierpliwie czekała, aż właściciel doprowadzi ją do oceny, mimo że mogła oboje zdyskwalifikować.

wystawa psow

wystawa psow

Rundka wokół ringu- ocena psów w ruchu

wystawa psow

wystawa psow

Zbliżenie na Sarę

wystawa psow

Na lokatach

Zdjęcia są autorstwa siostry Ewy. Bardzo dziękuję za udostępnienie.

Poza tym Sara zadebiutowała w konkursie Młody prezenter. Dość przestraszona dziewczynka trenowała na niej swoje umiejętności handlerskie. Jak na pierwszy raz, obu poszło znakomicie.

wystawa psow

Sara przygotowuje się do występu w konkursie Młody handler

Wania przełamała złą passę, zdobyła pierwsze miejsce, złoty medal i pierwszy wniosek na młodzieżowego championa. Walkę o zwycięstwo rasy przegrała z psem, który miał wyjątkowo nieprzyjemną właścicielkę. Gdy pies próbował się przywitać z Wanią, skrzyczała go. A później pokłóciła się z obsługą ringu, że jej pies nie będzie szedł pierwszy, mimo że zawsze psy idą przed sukami do porównania. Nie mam zdjęć Wani z wystawy, bo sędziująca nas pani Dorota Kuczyńska-Standełło robiła to dynamicznie i z wielkim entuzjazmem, ale trwało to bardzo długo, więc większość znajomych wyjechała do domu albo poszła na ring główny oglądać wybory Best in Show. Mam za to zdjęcie Wani zaraz po wystawie, zanim zdążyła się wykąpać w stawiku.

terier szkocki

terier szkocki

Jak zawsze, największą zaletą wystawy jest możliwość spotkania fajnych osób. Było kilka osób z Terierkowa, oraz kilkoro znajomych z realnego świata, smaczne ciasta dla ludzi i przysmaczki dla psów. Pani Edyta z hodowli Bielańska Sfora udzieliła mi kilku cennych wskazówek odnośnie trymowania Sary. Dowiedziałam się, że długie włosy, nad którymi tak drżałam i nie chciałam ich wyrywać, powinnam co jakiś czas przetrymowywać, bo są już martwe, nie rosną i niezbyt dobrze wyglądają. Miałam też okazję wypróbować świetną szczotkę dla terierów i teraz wiem, że  pudlówką, którą mam, niewiele można zdziałać. Mamy już maszynkę do strzyżenia, teraz czeka nas zakup nowej szczotki.

Sarze i Wani wystawa chyba też się podobała. Szczególnie Wania wydawała się zachwycona ilością psów, a także możliwością spotkania innych szkotów. Skakała z radości niemal jak piłka, a pysk jej się nieustannie uśmiechał. Radosny nastrój okazywała także na ringu, i zamiast iść dostojnym kłusem, troszkę podskakiwała, zanim udało mi się opanować sytuację.

Terierki jak zwykle dostały piszczące zabawki. Dla Wani starałam się wybrać coś mocniejszego, czego nie zniszczy dwoma kłapnięciami pyska. Dostały też wołowe uszy do gryzienia. A największym hitem okazały się suszone uszy królicze. Są dużo delikatniejsze niż uszy wołowe, więc mogła je spokojnie skubać nawet malutka Wika (która dostała je w prezencie, jak wróciłyśmy z wystawy). Bardzo jej smakowały.

west highland white terrier

Lśniąca białością Sara przez chwilę przypominała chmurkę. W miarę biegania biel stawała się coraz mniej biała, a pies coraz bardziej szczęśliwy.

sobota, 16 kwietnia 2011

Jadąc do Wielkiej Brytanii spodziewałam się, że ujrzę tłumy, albo przynajmniej kilka przepięknych psów. Brytyjczycy mogą się pochwalić kilkunastoma rasami wyhodowanymi na wyspach. Jednak trafiłam chyba w niewłaściwe miejsce, bo Londyn okazał się psią pustynią. Przemknął gdzieś policyjny spaniel, minęłam psa siedzącego z bezdomnym żebrakiem. Westie widziałam tylko na telewizyjnej reklamie karmy Cezar. Obecność psów w mieście sugerowały tylko napisy nakazujące właścicielom sprzątanie po nich.

dog

Przy zwiedzaniu miasta każdy tworzy własną mapę. Na mojej mapie Londynu zaznaczone są miejsca, które mają cokolwiek wspólnego z psami.
Okolice Covent Garden: sklep ze szkocikiem na wystawie.

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki


Pchli targ na Covent Garden: wypatrzyłam broszkę z westem i szkotem. Broszka jest wprawdzie plastikowa, ale sprzedawczyni zapewniała, że jest vintage. Wierzę jej, bo z tyłu ma napis „Made in England”. Musiała być wyprodukowana dawno dawno temu, bo teraz wszystko jest  „Made in China”.

westie i terier szkocki

National Gallery: portret małżeństwa Arnolfinich namalowany przez Jana van Eycka. Malutki piesek widoczny z przodu jest uroczy, a dodatkowo stanowi symbol statusu materialnego pary oraz ich wierności małżeńskiej.

arnolfini

arnolfini dog

A w księgarni National Gallery kupiłam dwa cudowne albumy o psach w sztuce i kulturze. Są absolutnie powalające. Dzięki opóźnionemu lotowi i obsuwie w PKP w drodze powrotnej udało mi się przeczytać jeden z nich. To fascynująca podróż po malarstwie oraz miejscu psów w kulturze, ich zmieniającej się pozycji i roli, jaką odgrywały w ludzkim życiu.

dog

dog painting


W muzeum sztuki współczesnej Tate Modern też trafiłam na psi trop. Pośród prac meksykańskiego artysty Gabriela Orozco znalazłam jedno zdjęcie psa.

pies

I w końcu Harrods, najbardziej znany dom towarowy, a jednocześnie jedyne miejsce, gdzie udało mi się kupić pamiątki z westami i szkotami. Wcześniej obeszłam kilkanaście sklepów poszukując czegoś z wizerunkiem psa. Niestety, Brytyjczycy najwyraźniej swoje sukcesy kynologiczne wolą trzymać w tajemnicy, bo wśród tysięcy pamiątek nie było niczego z terierami, ani nawet z welsh corgi. W Harrodsie kupiłam breloczki i magnes na lodówkę, z ciężkim sercem zostawiając kubki, czajniczki, torby, poduszki i inne gadżety z westami, które nie zmieściły by się do bagażu.

west highland white terrier harrods

west highland white terrier harrods

W drodze do Lancaster, gdy przejeżdżaliśmy przez bardziej wiejskie tereny, widziałam mnóstwo pasących się koni oraz kilka psów. Były to raczej zwierzaki w typie labradorów lub sheltie, ale pociąg jechał za szybko, żeby się dokładniej przyjrzeć. Za to w pokoju hotelowym czekał na mnie.... pies! Na łóżku leżała pluszowa maskotka przypominająca PONa lub bobtaila. Ze śpiącym przy boku psem czułam się prawie jak w domu.

pies

niedziela, 10 kwietnia 2011

Nie wiem, co to się porobiło. Czy przy okazji wiosennych porządków źli ludzie pozbywają się starych psów? W dziale „Teriery w potrzebie” na „Terierkowie” są aż cztery ogłoszenia o westach i szkotach w schroniskach, do adopcji. Tak źle jeszcze nie było.
Westikowa suczka została uratowana z „psiego hotelu”, który okazał się brudną oborą, gdzie o głodzie i w zimnie trzymanych było kilka psów. Suczka ma chore oko, jest w trakcie leczenia w domu, gdzie przebywa tymczasowo. Czeka na stały dom.
Westik o imieniu Mucho ma 8 lat, ale jest tak zabiedzony, że wygląda na szczeniaczka. W dodatku z powodu zaniedbania cierpi na chorobę skóry, która jest w trakcie leczenia. Po dokładnych oględzinach okazało się, że ma tatuaż, a więc jest rodowodowy. Jego rodowodowe imię to Fuks, niestety do tej pory szczęście mu nie dopisało. Może chociaż ostatnie lata swojego życia spędzi w dobrym i kochającym domu?
Kolejny westik wypatrzony został w schronisku pod Poznaniem. Jest zaniedbany, długo nie widział grzebienia, nożyczek ani trymera. Niewiele o niem wiadomo poza tym, że jest wesoły i wydaje się zdrowy. Czeka na adopcję.
I najbardziej szokująca historia: 12- letnia rodowodowa babcia- szkotka w schronisku. Trudno mi sobie wyobrazić, jak po tylu latach wspólnego życia ktoś mógł oddać taką staruszkę do schroniska. Na szczęście ze schroniska została zabrana przez miłośniczkę rasy i teraz u niej w domu czeka na nowy kochający dom, w którym będzie mogła spędzić ostatnie lata swojego życia.

Organizacje zajmujące się zwierzętami w wielu krajach starają się zwrócić uwagę na los zwierząt w schroniskach i zachęcić ludzi do ich adopcji.

Amerykańska organizacja PETA znana jest z kontrowersyjnych kampanii reklamowych. Nawiązująca do symboliki religijnej kampania namawiała: „Bądź aniołem dla zwierząt. Zawsze adoptuj, nigdy nie kupuj”. Zachęcała do adopcji zwierząt, a jednocześnie miała zniechęcać do kupna szczeniaków z pseudo- hodowli, gdzie rozmnażane są dla zysku i trzymane w skandalicznych warunkach. Na prezentowanych poniżej zdjęciach pojawia się znana w Polsce modelka- Joanna Krupa.

joanna krupa adopcje


joanna krupa adopcje

 

Kampania prowadzona w Malezji miała informować o możliwości przygarnięcia zwierzaka. Towarzyszyło jej hasło „Take a leash, give a life. Adopt a great companion today” ("Weź smycz, daj życie. Adoptuj dziś wspaniałego towarzysza"). Kampania była bardzo interesująca wizualnie. Wiszące smycze tworzyły kraty dla psów sfotografowanych w boksach. Zdjęcie smyczy przez człowieka chętnego do adopcji dawało psu nadzieje na wolność- kraty stopniowo znikały.

adopcje psów


Podobne kampanie prowadzone są także w Polsce. W 2008 roku w Toruniu odbyła się akcja „Daj mi dom”. Zachęcano do humanitarnego traktowania zwierząt oraz adopcji psów i kotów, które trafiły do schroniska. Informowano o możliwości sterylizacji zwierząt- zabieg ten jest najlepszym sposobem na zmniejszenie liczby porzucanych i niekochanych zwierząt.

adopcje psów


adopcje psów

 

Fundacja Viva! Organizuje akcję „Zaginął dom”. Ma ona zwrócić uwagę na los porzucanych zwierząt oraz zachęcić ludzi do pomocy oraz adopcji. Więcej informacji na temat akcji oraz możliwości włączenia się można znaleźć na stronie kampanii: http://zaginaldom.pl/

adopcje psów

czwartek, 07 kwietnia 2011

W tym tygodniu Wika wyjechała do moich rodziców, gdzie będzie już mieszkać na stałe. W domu zrobiło się spokojnie i nieco pusto. Nikt już nie biega w podskokach, dorosłe psy chodzą dostojnie. Wyjazd malutkiej najbardziej przeżywa Wania. Nie chciałabym jej nadmiernie uczłowieczać, ale wyraźnie wygląda na zmartwioną i smutną. Dobre i sprawdzone sposoby, jak długi spacer, z możliwością wytarzania i wykąpania się, działa tylko na chwilę. Po powrocie do domu znowu wydaje się smutna, leży i wzdycha. Nawet nie dziwię się, bo Wika była towarzyszką jej zabaw i walk na niby, a w nocy spały przytulone na jednym legowisku.  Będziemy musiały często odwiedzać Wikę, żeby Wani wrócił dobry humor.

Wika podskakuje teraz w nowym domu, poznaje wszystkie kąty i zamieszkujące je koty. Pies i koty traktują się jeszcze z dystansem, ale zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. Wika odziedziczyła po ciotce- szkotce zamiłowanie do wodnych kąpieli. Wypuszczona do ogródka od razu wykąpała się w oczku, idąc w ślady cioci.

Pozostałe szczeniaczki też mają się dobrze. Jestem niezwykle wdzięczna ich nowym właścicielom na informacje i zdjęcia. To takie miłe oglądać szczęśliwe maluszki, aż mi się czasem łezka w oku kręci. Mia (Fioletka) i Deizi (Zielona) mają westikowe towarzystwo. Nowy przyjaciel Mii stracił dla niej nie tylko serce, ale także jajka. Dzięki temu, że został wysterylizowany nie będzie problemu z nieplanowaną ciążą. Mia jest niezależna i zazwyczaj ma własne pomysły na to, gdzie chce iść. Pieszczocha Deizi niemal we wszystkim naśladuje nowego przyjaciela Leona. Leo (Gucio) ma do zabawy trójkę dzieci oraz westika z sąsiedztwa. Bardzo zainteresował się ogrodnictwem- udało  mu
się wykopać już tulipany i obgryźć kilka krzaczków. Tina (Żółta) stała się ulubienicą całej rodziny. Trochę obawiałam się o los Niebieskiej (Soni), bo przez jakiś czas jej właściciele nie odpowiadali na malie ani telefony. Już miałam wsiadać w samochód i jechać na poszukiwania, ale w końcu się jednak odezwali. Mała ma się dobrze, bawi się z dziećmi. Czekam na zdjęcia i mam nadzieję, że wszystko u niej dobrze i jest szczęśliwa.

A tu kilka fotek szczeniaczków z nowych domów:

Deizi i Leon:

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Mia i Bianco:

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Oraz Leo (Gucio)

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

niedziela, 03 kwietnia 2011

Kanapa jest jedna, psy są trzy. Trzy róże charaktery oraz sposoby, żeby się na nią dostać. Jakie sposoby stosują Wania, Sara i malutka Wika?

Są różne szkoty. Jedne są bardzo skoczne i same wskakują na kanapy, fotele i łóżka. Inne są takie, jak Wania, z ciężkim tyłeczkiem, który ciągnie do ziemi. Jak wtedy dostać się na wymarzoną kanapę? Trzeba odpowiednio wytresować panią, która sama wniesie psa, żeby ten nie musiał się męczyć skakaniem. Wania najpierw siada przed kanapą i znacząco wzdycha. Jeśli pani nie rozumie, przechodzi do planu B: opiera głowę na kanapie i ciężko wzdycha. Jeśli pani wciąż nie wie, o co chodzi, wskakuje przednimi łapami na kanapę, a czasem nawet próbuje oderwać tyłeczek od ziemi. Trzeba być wyjątkowym ignorantem, żeby wtedy nie zrozumieć, czego chce pies. Jeśli pani nie reaguje, to znaczy, że jest wyjątkowym tępakiem i szkot nie chce mieć z nią nic wspólnego, więc obrażony idzie położyć się  na  legowisko. Zazwyczaj pani rozumie... Na dobrą sprawę, technika jest taka sama, jak przy zdobywaniu dodatkowego jedzenia. Prosta, jak szkoci ogonek.

Sara nie prosi o pozwolenie, Sara wskakuje. Czasem najpierw nawiązuje kontakt wzrokowy, jakby prosiła: posuń się trochę, mam zamiar wejść na kanapę. A jak już wejdzie, zajmuje najlepsze miejsce, czyli najchętniej na swoim człowieku. Jeszcze poliże go po twarzy, żeby na pewno zostać zauważoną, żeby człowiek wiedział, że ona już tu jest, pierwsza, najwierniejsza, zaraz obok, a nawet na.

Mała Wika wprawdzie wychowuje się w czarno- białym towarzystwie, ale nie ma wątpliwości, że jest prawdziwym westem. Żadnego stoickiego spokoju czy czekania. Ona chce na kanapę teraz, zaraz i wyraźnie daje to do zrozumienia. Najpierw próbowała wskakiwać na kanapę, podkreślając swoje wysiłki głośnym szczekaniem. Szczekanie ustawało dopiero wtedy, gdy pani wniosła ją na upragnione miejsce. Niedługo później opracowała jeszcze szybszy i bardziej skuteczny sposób. Zamiast skakać na kanapę od frontu, podchodzi z boku, gdzie złożone są poduszki i zagłówki i przy odrobinie wysiłku sama się wdrapuje. I już może się wylegiwać, razem z mamą i ciocią.

Tak, to prawda, że przy trzech psach
stale wylegujących się na kanapie, wygląda ona fatalnie. Ja się przyzwyczaiłam, od gości wymagam odrobiny heroizmu. I powoli planuję kanapę z ekologicznej skóry, która nie jest ani ekologiczna, ani skórzana, ale wydaje się być odporna na psią sierść.