Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
piątek, 30 kwietnia 2010

Znalazłam kolejny filmik na temat westie.


Jakieś dziwne te amerykańskie westiki. Najbardziej zadziwia mnie amerykański sposób groomingu. Jeden z przedstawionych w filmiku westie jest zupełnie obcięty, inny wygląda bardziej jak bischon, z miękkim i lokowanym włosem i dziwacznie puchatym ogonem.

Drugi film to dokument „Bestia w nas” zrealizowany przez Animal Planet. Pokazuje, w jaki sposób ludzie używają zwierząt dla własnej rozrywki. Prezentuje trzy kultury oraz sposoby urządzania show z udziałem zwierząt: walki psów, kogutów i chrząszczy. Co ciekawe, właściciele tych zwierzaków, trenujący je do walk, są przekonani, że kochają je i zrobiliby dla nich niemal wszystko. Dziwna to miłość.


poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Na Animal Planet znalazłam filmy dotyczące różnych ras psów, w tym film o westie. Czego można się dowiedzieć o z amerykańskiego filmu? Że to psy o charakterze typu A (cokolwiek to znaczy)- małe Napoleony, czy raczej małe diabełki, trudne do opanowania i wytrenowania. Jednak są sympatycznymi psami rodzinnymi.
Koniuszki ich uszu są bardzo wrażliwe, a przez to narażone na oparzenia słoneczne w lecie.

I w końcu dlaczego westie mają mocne, sterczące ogonki? Żeby można je było za nie wyciągnąć z nory, jeśli zaklinują się w niej i nie będą mogły wyjść. Hodowano je do polowań na lisy, wbiegały do nor, a gdy nie mogły się wydostać, głośno szczekały. Wtedy ludzie przybiegali z łopatami, kopali dziurę i przez nią wyciągali westie za ogon. Jest nawet instrukcja, jak wyciągać westa z nory.

Filmik (po angielsku) o westie i 99 innych rasach można obejrzeć na Animal Discovery:

sobota, 24 kwietnia 2010

Jakiś czas temu w Polityce pojawił się artykuł, w którym autor/ka ze zdziwieniem zauważa rozwój rynku produktów i usług dla psów. Opisuje psich fryzjerów (groomerów), kosmetyki dla psów, specjalne karmy i odżywki, a nawet ludzi zajmujących się wyprowadzaniem psów na spacery czy trudniących się wyjaśnianiem tajników psiej psychiki. Jednak te zaskakujące dla autora praktyki wydają mi się dość banalne. Ludzie dla swoich psów robią dużo dziwniejsze rzeczy.

Wspominałam już, że przejechałam 250 kilometrów, żeby zawieźć psę do dobrego fryzjera. Za dwa tygodnie jedziemy znowu, żeby przygotować ją do wystawy. Ale to jeszcze nic.

Słyszałam o państwu, którzy z dalekiej zagranicy sprowadzają handlera (osobę wystawiającą psy na wystawach). Dzięki temu ich pies/ psy odnoszą sukcesy wystawowe. Koszty nie mają znaczenia. Ale to jeszcze nic.

Pewna pani kupiła swoim psom specjalną bieżnię (jak głosi plotka za około 10 tysięcy złotych), żeby psy mogły się odpowiednio wybiegać. To duża rasa, potrzebuje wiele ruchu. Poza tym w przypadku psa wystawowego ważne jest, żeby nie był otyły i ładnie wyglądał w ruchu. Psy mogą osiągnąć ten efekt dzięki ćwiczeniom na bieżni. Ciekawe, czy pani zatrudnia także trenera? Ale to jeszcze nic.

Największe wrażenie zrobiła na mnie historia o miłośnikach rasy welsh corgi, którzy dla swoich psów zakupili stado owiec. Corgi to psy pracujące, wykorzystywane do pasienia. Owcze stado, którym się opiekowały pozwalało im zachować instynkt oraz czuć się na prawdę szczęśliwie.

19:08, whitewestie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 kwietnia 2010

Pozostanę jeszcze przy temacie trymowania. Po tym, jak pan Sławek wytrymował Sarę wiem, jak powinna wyglądać dobrze wykonana pielęgnacja sierści. I ze zgrozą przypominam sobie co zrobiła z psą upiorna fryzjerka, do której trafiłam rok temu. Nie wiedziałam, do kogo się udać, jej strona wyglądała bardzo profesjonalnie i szczyciła się różnymi dyplomami, więc sądziłam, że dobrze zajmie się Sarą. Było zupełnie inaczej. Teraz myślę, że nie zwróciłam uwagi na kilka sygnałów ostrzegawczych, po których powinnam od razu uciekać od tej pani.

Sara przed trymowaniem wyglądała jak na poniższym zdjęciu. Jest zarośnięta, bo ma już ok. 6 miesięcy i nie była jeszcze trymowana u hodowcy, a u mnie była dopiero od niedawna. Ma dobrą, szorstką sierść, na pewno nie jest westim w typie „puchatka”.

 

westie 6 miesiecy

 

Ponieważ czas był najwyższy, postanowiłam psę wytrymować. Pytałam o fryzjera, szukałam i w końcu znalazłam budzący zaufanie zakład prowadzony- jak się okazało- przez koszmarną fryzjerkę. Najpierw przekonywała, żeby psę ostrzyc (bez oglądania jej), bo na pewno nie ma prawidłowej sierści, więc nie warto trymować. Jednak z forum o westikach wiedziałam absolutnie i na pewno, że westa trzeba trymować. Powiedziałam pani, że musi być trymowana, bo chcę z nią jechać na wystawę. Wtedy pani zmieniła ton i powiedziała, że w takim wypadku oczywiście chętnie wytrymuje. Propozycja strzyżenia to był pierwszy sygnał ostrzegawczy, który przeoczyłam.

Czytałam stronę pani, oglądałam jej certyfikaty i różne informacje zawarte na stronie. Napisane było, że psa dzień przed trymowaniem trzeba umyć. Nie umyłam, bo na forum westików było wyraźnie napisane, że psy najlepiej myć jak najrzadziej, a na pewno nie przed trymowaniem, bo wtedy sierść jest gładka i trudno ją usunąć. Gdy zapytałam, pani tłumaczyła, że ta informacja na stronie to przeoczenie (ale jest tam do tej pory). To była druga trąba, na której dźwięk pozostałam głucha.

Nadszedł dzień W. Pojechałam z Sarą i zostałam z nią podczas całego zabiegu. Pani darła sierść, darła, posiłkując się co jakiś czas zdjęciem westa, które miała w zeszycie. Tak, powinnam była uciekać, bo jeśli fryzjer nie zna wzorca rasy, to nie jest w stanie prawidłowo zrobić trymowania. Wtedy byłam tak przejęta całym zabiegiem, że nawet o tym nie pomyślałam. Fryzjerka wydarła psie pas sierści szerokości jakiś 10-15 centymetrów, od nasady szyi do ogona. Maszynką ogoliła ogon i wycięła ścieżkę na pysku (od nosa do oczu). Sierść na głowie przycięła nożyczkami, zapewniając, że tego się nie trymuje, podobnie jak łap. Sara z salonu wyszła z tak podrażnioną skórą, że dostała wysypki.

A efekt zabiegu? Wszyscy napotkani psiarze pytali, czy ona jest chora, bo taka łysa na grzbiecie. Zdjęcia poniżej pokazują psę miesiąc po trymowaniu, gdy naga skóra na grzbiecie porosła już meszkiem.

zle wytrymowany westie

Sara miesiąc po złym wytrymowaniu. Niemal łysy grzmiet i obcięta nożyczkami sierść na głowie

zle wytrymowany westie

Miesiąc po złym trymowaniu- przejście od "wydartego" grzbietu do nietkniętych boków

 

zle wytrymowany westie

Sara miesiąc po trymowaniu przez koszmarną fryzjerkę. Widać, że klatka piersiowa ani łapy w ogóle nie były trymowane. Widoczna także "ścieżka" wycięta maszynką na pysku.

Koszmarna fryzjerka nazywa się Beata Lipska i wraz z synem prowadzi „salon piękności dla psów” Psi Salon w Lublinie (ostatnio na ulicy Turystycznej). Tak, to jest ostrzeżenie i antyreklama, lecz jeśli ktoś mi nie wierzy, zawsze może sprawdzić na swoim psie. Tylko po co męczyć psa?

sobota, 17 kwietnia 2010

Sesja zdjęciowa psy po trymowaniu u pana Sławka. Zaczynamy przygotowanie do wystawy. Mam nadzieję, że teraz z każdym miesiącem Sara będzie wyglądać coraz piękniej i że uda nam się wypracować idealnie wystawową szatę.

Wiosna, wiosna, więc Sara też wiosennie radosna

Sara z profilu

Z profilu

I dla porównania z drugiego profilu

drugi profil

 

A teraz w klasycznej czerni i bieli

westie

 

I jeszcze raz czarno- biało, tym razem w siadzie

westie

 

 

piątek, 16 kwietnia 2010

Gdyby jeszcze kilka tygodni temu ktoś powiedział mi, że przejechał 250 kilometrów, żeby zawieźć psa do fryzjera, to powiedziałabym, że osoba ta upadła na głowę i zwariowała. Teraz nie wiem, co powiedzieć o sobie, bo właśnie pokonałam trasę Lublin-Radom-Lublin (łącznie niemal 250 kilometrów) do psiego fryzjera. Wniosek jest taki: psi wirus atakuje nawet najbardziej rozsądne osoby, więc przed kupnem psa warto się zastanowić. Wybór jest dość ograniczony: pies albo rozsądek.

Przeprowadziłam zakrojone na szeroką skalę śledztwo w poszukiwaniu dobrego psiego fryzjera w Lublinie. Pytałam właścicieli westików- gdy opowiadali gdzie STRZYGĄ swoje pieski, wiedziałam, że to spalony adres. Psi pasjonaci też starali się pomóc. Dostałam namiary do pani doświadczonej w przygotowywaniu pudli- jej psy wygrywały na wystawach. Jednak westie to nie do końca pudel i musiałam zrezygnować. Pozostał mi najbliższy w okolicy fryzjer, czyli poznany na wystawie pan Sławek Stępniewski z hodowli Victis w Radomiu. Hoduje westy od kilkunastu lat, jego psiaki odnoszą wiele sukcesów na wystawach. Trymować westy uczył się w Wielkiej Brytanii i praktykuje także na swoich psach.

Dopiero po tej wizycie zaczynam rozumieć na czym polega trymowanie. Pan Sławek niczym rzeźbiarz usuwał niepotrzebny nadmiar sierści, a spod spodu wyłaniał się piękny pies. Sara wygląda zupełnie jak westiki na wystawie! Ma teraz piękną, długą, wręcz łabędzią szyję, piękną klatkę piersiową, prosty ogonek. Włoski ma równe, w odpowiednich miejscach krótsze, w innych dłuższe, żeby zakryć jakieś niedoskonałości urody. Psiunia wygląda zupełnie inaczej niż po usuwaniu sierści robionym przeze mnie. Kolejny raz uczę się na własnych błędach i nabieram coraz większej pokory dla wiedzy i umiejętności prawdziwych pasjonatów westie.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu dowiedziałam się, że włosy z głowy i pyska też się trymuje, a nie tylko podcina nożyczkami, co do tej pory robiłam, bo upiorna fryzjerka zapewniała, że na łbie absolutnie się nie trymuje. Głowa Sary zaczyna przypominać kształtem chryzantemę, dokładnie tak jak powinna. Na razie jest to mała chryzantemka, bo sierść jest mocno skrócona i potrzeba trochę czasu, żeby otrzymać różne długości sprawiające, że włos sam stoi i nie opada.

Jak tylko odnajdę aparat, zrobię zdjęcia i wrzucę, by stanowiły wizualną dokumentację ładnego trymowania.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Jakiś czas temu byłyśmy z Sarą na naszej pierwszej wystawie w Jarosłąwiu. Chciałam, żeby Sara dostała uprawnienia hodowlane i jej szczeniaki mogły dostać rodowód. W tym celu musi dostać co najmniej trzy oceny bardzo dobre na wystawach, z czego jedną na wystawie międzynarodowej.

Sara dostała ocenę bardzo dobrą, która już zalicza jej się do dokumentów hodowlanych. W krótkim opisie, który dostała wraz z oceną napisane jest, że ma prawidłową wielkość, prostą linię i włos dobrej jakości. Zajęłyśmy ostatnie- czwarte miejsce w naszej klasie. O tym, dlaczego byłyśmy ostatnie już za chwilę.

Wystawianie psa jest sztuką i wymaga umiejętności. Naiwnie sądziłam, że na wystawę wystarczy zabrać psę, a ona porazi wszystkich swoim pięknem i urokiem. Niestety, wystawa to praca zarówno dla psa, jak i dla właściciela. Przede wszystkim trzeba zwierzaka odpowiednio przygotować. Myślałam, że wystarczy ją umyć w mące ziemniaczanej, wyczesać i troszkę podtapirować. Wszelkie zabiegi i środki kosmetyczne zmieniające strukturę sierści są nie dozwolone na wystawach, więc niczego nie używałam. Psa wyglądała ślicznie, była bielutka i naturalna. Jednak nie o to chodzi na wystawie. Pomimo zakazu puder sypał się nie biedne westki kilogramami, podobnie jak lakier do włosów, pianki i inne nie znane mi kosmetyki. Efekt końcowy tak zrobionego pieska przypominał głowę sklepowej w sklepie mięsnym w okresie PRL. Dużo wszystkiego, wszystko na sztywno i o to chodzi. Z jakiś powodów taki styl jest uznawany przez niektórych za pożądany.

Przed wystawą ćwiczyłyśmy trochę ładne chodzenie i wydawało się, że to nic trudnego. Jednak psa zachowuje się inaczej w znanych warunkach, a inaczej w otoczeniu setek psów i ludzi. Sara była zachwycona ilością psów na wystawie i ilością potencjalnych towarzyszy do zabawy. Na ringu zamiast iść ładnie- zaczęła skakać. A za chwilę zerwała się ze smyczy i pobiegła we własnym tempie w wybranym przez siebie kierunku. Dość szybko złapałam ją za poręcznie wystający ogon, nałożyłam znowu smycz i na szczęście nie zostałyśmy zdyskwalifikowane. Ale na pewno takie zachowanie odbiło się na ocenie.

I w końcu to nieszczęsne trymowanie. Wciąż uczę się, jak powinien wyglądać dobrze wytrymowany westik i zazwyczaj uczę się na błędach- największym była wizyta u upiornej fryzjerki rok temu. Westki na wystawie zrobione były perfekcyjnie i profesjonalnie, a Sara tak sobie, nawet trudno porównywać.

Po tym wszystkim wcale nie dziwię się, że byłyśmy ostatnie. Na szczęście są też dobre strony całej historii. Nawiązałam też kontakt z panem, który zajmuje się hodowlą westów i zna się na trymowaniu. Wkrótce do niego jedziemy, bo zostały nam do zaliczenia jeszcze dwie wystawy. Poza tym sama wystawa jest dość ciekawym doświadczeniem, ale to zupełnie inny temat.

 

Tak wyglądała Sara przed wyjazdem. Biała i puchata

 

Na wystawie- Sara złapana po próbie ucieczki

Sara złapana po próbie ucieczki

 

Podskoki- zabronione w czasie prezentacji na ringu

Skaczący piesek

piątek, 09 kwietnia 2010

Wyszłam z psą na wiosenny spacer na łąki. Psa biegała i obwąchiwała trawę. Obok przechodziło dziecko z mamą.
-- Mamo, owieczka, owieczka- radośnie zawołało dziecko.
-- To nie owieczka, to piesek- uściślała mama.
-- Owieczka, owieczka- dziecko nie dawało się przekonać. Nic dziwnego, bo pieski są banalne i popularne, ale zobaczyć owieczkę na spacerze w okolicy Lublina to dopiero wydarzenie.
Czasem przezywam moją psę osiołkiem, bo stoi ze spuszczonym ogonem i łbem, niby Kłapouchy. Teraz ktoś zobaczył w nią białą owieczkę. Moja psa zmienna niby kameleon.

A tak na marginesie- sezon kleszczowy już się rozpoczął. Trzeba zakroplić środek przeciwko kleszczom, lub założyć świeżą obrożę, żeby pies był bezpieczny na spacerach.

czwartek, 08 kwietnia 2010

Nie piszę, bo ostatnio nie mam o czym pisać. Zupełna sielanka. Sara jest grzeczna, tzn w większości przypadków jest grzeczna. Staram się jej ograniczyć możliwości złego zachowania i na przykład nie spuszczam jej ze smyczy gdy chodzimy po osiedlu. Dzięki temu nie może udawać, że nie słyszy jak ją wołam. I nie może też jeść wszystkiego, co znajduje się na trawniku i w okolicach. Z nadejściem wiosny psa zmieniła się w śmieciarkę i z apetytem zjada to, czego nigdy by nie ruszyła gdyby leżało w jej misce. I inne obrzydliwości.

Dzisiejszą nowością jest fakt, że chyba w końcu dostała wiosennej cieczki. Kupiłam jej cudne różowe majteczki, żeby nie brudziła kanapy i łóżka na którym śpi. Chyba nie trzeba wspominać, że to moje łóżko, łóżko na którym ja też śpię. Jednak poprawa w zachowani psy polega na tym, że zanim wskoczy i położy się spać- siedzi na podłodze i błagalnym wzrokiem pyta, czy może wejść. Jeśli nie pozwalam, kładzie się koło łóżka i wskakuje dopiero wtedy, gdy już śpię i nie reaguję. Mądra ta psa.