Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 31 marca 2011

W końcu nadeszła wiosna, i cała przyroda budzi się do życia. Wraz z przyrodą budzą się krwiożercze kleszcze, niezwykle wygłodzone po zimie. Są bardzo niebezpieczne dla psów, bo przenoszą choroby, które mogą zakończyć się nawet śmiercią zwierzaka. Jedynym zabezpieczeniem jest regularne stosowanie preparatów przeciwko kleszczom. Terierki, gdy tylko zrobiło się trochę cieplej, zostały spryskane Fiprexem, preparatem o składzie takim samym jak Fronteline, tylko sporo tańszym. Aż do późnej jesieni trzeba ten zabieg powtarzać co miesiąc, żeby żaden krwiopijca się do nich nie przyczepił. Używam preparatów w atomizerze, a nie w jednorazowych pipetach, bo można je bardziej precyzyjnie dawkować, a poza tym koszt jest dużo niższy. Wolę stosować preparaty zakraplane na skórę niż obroże, bo te mogą wycierać i odbarwiać sierść. Skuteczność jest porównywalna.

Wiosna to także eksplozja różnych zapachów. Terierki, jako że żyją rytmem przyrody, także zaczęły wonieć. Po ostatnim spacerze Sara pachnie błotnistym szlamem, a Wania szlamem z nutką wysuszonej końskiej kupy. Po takim spacerze cieszyły się jak elegantki po udanych zakupach.

poniedziałek, 28 marca 2011

W przypadku psów ta biblijna przepowiednia wygląda jeszcze gorzej. Każdego dnia tysiące psów są zdradzane, porzucane i wyrzucane przez swoich właścicieli. Tak okrutni Judasze odpłacają za psią miłość, wierność i oddanie. Porzucanie psów stało się tematem wielu kampanii mających na celu podnoszenie świadomości społecznej na temat tego zjawiska.

Włoska kampania nawiązuje do słynnego obrazu Leonarda da Vinci „Ostatnia wieczerza”. Psi Jezus oznajmia towarzyszom: "Co roku jeden z was zdradza nas 150 tysięcy razy". Zdrada polega na okrutnym wyrzucaniu zwierząt z domów oraz na oddawaniu ich do schronisk. Dodatkowy komentarz nie jest potrzebny.

da vinci

Czy można traktować psa jak niepotrzebną rzecz, którą po zużyciu wyrzuca się na śmietnik? Niestety, wiele osób postępuje w ten sposób. Zorganizowana w 2009 roku w Sao Paulo kampania miała uświadomić obywatelom, że psy nie mogą być traktowane jak niepotrzebne przedmioty. Porzucone przez właścicieli psy: Księżniczka, Seymour i szczeniak Milo zestawione zostały ze zużytymi sprzętami domowymi. Hasło kampanii mówi:  „Zwierząt nie możesz po prostu wyrzucić. Nigdy cię nie porzucą, więc Ty nie porzucaj ich”. (Pets Aren’t Something You Just Throw Away. They’ll Never Abandon You. So Don’t Abandon Them).

reklama społeczna psy

reklama społeczna psy

reklama społeczna psy


Narysowane białą kredą sylwetki psów, przypominające sceny z miejsca zbrodni, to pomysł na prowadzoną w Polsce przez kilka organizacji akcję „Przestańcie!”.  Każdego roku około 12 tysięcy osób decyduje się na ciche ale okrutne rozwiązanie, jakim jest porzucenie psa. Powodów i usprawiedliwień jest wiele: wyjazd, pogorszenie stanu zdrowia lub sytuacji materialnej, zmiana mieszkania. Celem akcji jest promowanie i budowanie świadomości alternatywnych, odpowiedzialnych rozwiązań, które nie skazują zwierząt na niepotrzebne cierpienie i śmierć. Stworzona na potrzeby akcji strona internetowa www.przestancie.org zawiera odnośniki do serwisów adopcyjnych, psich opiekunów, treserów i hoteli dla zwierząt. Jej twórcy chcą uświadomić wszystkim, że w trudnych sytuacjach życiowych możemy znaleźć pomoc dla nas i dla naszych podopiecznych.

reklama społeczna psy

reklama społeczna psy


„Przywiązanie – oddanie” to tytuł kampanii Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z 2000 roku. Tytuł jest dwuznaczny, gdyż odnosi się do psiej wierności, jak i okrutnego zachowania człowieka. Kampania miała ukazać bezduszny sposób, w jaki niektórzy ludzie traktują swoich byłych pupili, porzucając w lesie psy, które są stare, chore, wymagają opieki lub po prostu się znudziły. Przypominała, że zwierzęta bezgranicznie ufają swoim opiekunom, a ci zobowiązani są do odpowiedzialnej troski o ich los.

reklama społeczna psy

reklama społeczna psy



Ostania kampania jest niezwykle poruszająca. Wokół łóżka umierającego starszego człowieka gromadzi się pazerna rodzina, ciesząca się z jego rychłej śmierci i pieniędzy z testamentu. Jedynie pies wiernie trwa przy panu, wyraźnie zasmucony jego losem. Jedyny wierny przyjaciel wśród sępów. Plakat ma zachęcać do przekazywania części majątku organizacjom zajmującym się opieką nad zwierzętami. A kierując się średniowiecznym mottem „Pamiętaj o śmierci”, warto już teraz zatroszczyć się o to, co stanie się z naszymi psiakami, gdy nas zabraknie.

reklama społeczna psy

czwartek, 24 marca 2011

O czym rozmawiają hodowcy, gdy spotykają się w swoim gronie? O kulturze kynologicznej, a właściwie jej braku w Polsce. Pogłowie psów rasowych jest nieliczne, przeważają rozmnażane w przypadkowy sposób kundle. Psy rasowe (a często także ich właściciele) uznawane są za snobistyczne, a kundle są swojskie, a im brzydsze, tym lepsze. Przyczyn można doszukiwać się w II wojnie światowej, która wytrzebiła pogłowie psów rasowych, albo w czasach PRL, które niechętnie traktowały wszystkich, którzy w jakiś sposób się wyróżniają, albo w kulturze, w której zwierzęta zajmują bardzo niską pozycję. Dla wielu ludzi pies ma dużo szczekać, a mało jeść.

Psy „czystej rasy” kupuje się na bazarze. Podobnie jak pirackie płyty, filmy, oprogramowanie i podrobiony sprzęt elektroniczny. A że to nie to samo i ze szczeniaka wyrośnie coś zupełnie innego, niż obiecywano? A kto by się przejmował. Będzie swojski kundel, a sąsiedzi i tak nie zauważą różnicy.

Hodowcy mniej popularnych ras psów wiedzą, jakim ryzykiem jest sprowadzenie miotu- można po prostu nie znaleźć nabywców na szczeniaki. Polacy z zapałem kupują „jorki” wszystkich wielkości i kolorów, a z niechęcią patrzą na bardziej oryginalne rasy, jak na przykład skye terrier, czy sealyham terrier czy inne. Po co kupować taką dziwną rasę, jak można swojskiego jorka/wilczura czy haski? Bestsellerem na miarę książek Adama Słodowego byłby poradnik kynologiczny dla hodoffców „Jak zrobić jorka/ wilczura lub haski z tego, co biega po twoim podwórku”

Do niektórych kręgów zaczyna już docierać hasło „pies rasowy= pies z rodowodem”. Ludzie kupują psy rodowodowe z różnych powodów. Jednym rasa się podoba, a cena nie ma znaczenia. Dla innych jest to symbol awansu społecznego. Zdarza się, że kupując psa z rodowodem wyobrażają sobie, że od razu kupują championa i zaraz będą święcić sukcesy wystawowe. Niestety, rodowód nie jest gwarancją jakości, a jedynie zapisem drzewa genealogicznego psa. Są psy ładne i brzydkie i trzeba mieć trochę doświadczenia, żeby odróżnić jedne od drugich. Brak wiedzy kupujących prowadzi niekiedy do ciekawych praktyk marketingowych. Na przykład reklamuje się ojca szczeniaków jako „Zwycięzcę Młodzieży”. Laik myśli, że to nie lada jaki tytuł. A w rzeczywistości psu udało się raz zająć na wystawie pierwsze miejsce w klasie młodzieży (może był jedynym psem?). Jedno jedynie zwycięstwo pokazuje, że to raczej przeciętnej urody pies. W drugą stronę działa wymienianie tytułów rodziców, dziadków, pra- dziadków, a nawet pra- pra- dziadków. Niestety, szczeniaki tytułów nie dziedziczą. Doświadczeni hodowcy wiedzą, że tytuły psa nie zawsze świadczą o jakości potomstwa.

Wielu socjologów kultury wspomina o rosnącej potrzebie indywidualizmu, wyróżniania się, dostosowania rzeczywistości do jednostkowych potrzeb. Tymczasem większość osób zadowala się jorkiem z bazaru, zupełnie ignorując piękne i mało popularne rasy psów. Zamiast indywidualizacji i potrzeby wyróżniania się mamy dostosowanie się do wszechobecnej brzydoty i bylejakości. Czy można mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni?

wtorek, 22 marca 2011

Wszystkie szczeniaki już wyjechały i w domu zrobiło się pusto. Została tylko jedna suczka, która po trzecim szczepieniu zamieszka u moich rodziców. Przyszli właściciele mnie przegłosowali i malutka będzie nazywała się Wika (a może Wicca, jak pogańska, magiczna, inicjacyjna religia misteryjna czy misteryjny kult Bogini Magii i Boga Śmierci i Odrodzenia lub po prostu czarostwo). Mam nadzieję, że takie magiczne imię domowe zapewni malutkiej dużo szczęścia i pomyślności w jej psim życiu.

Po wyjeździe siostry Wika wydawała się nieco smutna i osamotniona, na szczęście ciocia Wania bardzo ładnie ją pocieszała. Teraz jest ulubioną towarzyszką zabaw malutkiej.

Nadszedł też czas na pierwsze zabiegi upiększające. Zebrałam się na odwagę, żeby po raz pierwszy wytrymować szczeniaka. Trochę się obawiałam, bo słyszałam gdzieś historie o szczeniakach, które darły się wniebogłosy podczas pierwszego trymowania, jakby je ze skory obdzierano. Wika pierwsze trymowanie zniosła bardzo spokojnie, a po natarciu kredą ten najdłuższy włos wychodził bez problemu.

Chciałam zamieścić zdjęcia przed i po trymowaniu, ale okazało się, że jak rasowa blondynka robiłam foty bez karty w aparacie. Więc zdjęć na razie nie będzie....

 

Jednak udało mi się zrobić kilka fotek po trymowaniu.

west highland white terrier szczeniakiPo zdjęciu zbędnej sierści ukazały się ładne kształty...

westie i terier szkocki

Cała trójka

westie i szkotka

west highland white terrier szczeniaki

Wika z mamą

terier szkocki

I z ciotką- szkotką

terier szkocki

terier szkocki

terier szkocki

 

A że wiosna to sezon na trymowanie, Sarka też dostała się pod trymer. Już prawie udało mi się doprowadzić jej szatę do ładu po ciąży i wychowywaniu szczeniaków. Wygląda teraz tak:

Sara zameczek nad nida

niedziela, 20 marca 2011

W ostatni piątek pojechałam z Wanią na międzynarodową wystawę do Katowic. Jednak nie miałyśmy wymiaru wystawiać się, lecz przede wszystkim kształcić się, dobrze się bawić i poznać szkocią rodzinę Wani. Była siostra Wani Gina oraz ich babcia- Tośka. Mogłam dokładnie przyjrzeć się, jak są wytrymwane oraz przejść krótki lecz intensywny kurs trymowania szkota. Wiem już mniej więcej, gdzie Wanię wyrywać, a gdzie sierść ma odrastać. Większość sierści ma jednak zarastać, bo sukienka Wani wygląda jak skromne mini, a nie dostojna szata.

Dzięki rodzinnemu spotkaniu zaczęłam doceniać, jak anielski charakter ma Wania. Gdyby sędzia miał odrobinę słabszy refleks, jego ręka zniknęłaby w krokodylim pysku Giny. Wania wprawdzie obszczekuje psy, ale nawet nie ma co porównywać tego z Giną. Tak, jak pojawienie się Wani pozwoliło mi docenić, jakim grzecznym psem jest Sara, tak spotkanie z Giną ukazało, jak grzeczna jest Wania. Jestem niezwykle wdzięczna Gosi, że zdecydowała zostawić u siebie Ginę, a mi oddać Wanię. Z Giną pewnie nigdy bym sobie nie poradziła... Podróże kształcą i warto było przejechać te kilkaset kilometrów i wracać w śnieżycy.

Wystawa była nie tylko okazją do rodzinnego spotkania. Poszłam też zajrzeć, co dzieje się na ringu westów. Sędziowała pani aż z Australii. Jej decyzje budziły wiele kontrowersji, i jak zwykle wygrywały największe brzydactwa. Pani sędzina oceniała psy bardzo dokładnie i baaardzo długo, jednak, jak twierdzą naoczny świadkowie, cały czas się uśmiechała.

Jak po każdej wystawie, pieski dostały prezenty: piszczące zabawki. Wania potrzebowała 20 minut, by rozprawić się ze swoją. Szczeniaki zafascynowane patrzyły, jak gumowy hipopotam piszczy w pysku cioci, a później piszczeć przestaje. Dostały pierwszą lekcję zabijania.

A tu kilka rodzonnych fotek z wystawy:

terier szkocki

Prawie jak bliźniaczki- Gina (po lewej) i Wania (po prawej).

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

terier szkocki

Gevalia Strong as Hell Black Talisman

Gina i Wania z hodowczynią Gosią

terier szkocki

terier szkocki

Wania, Gina i Stefan w kojcu

terier szkocki

Wania w promieniach zachodzącego słońca

terier szkocki

Babcia Tośka wraz z hodowczynią Dominiką

terier szkocki

Instrukcja, jak i gdzie podcinać sierść na szkockiej głowie

Tu westie podczas oczekiwania na ocenę. Był czas na pieszczoty z psami, na robienie pamiątkowych zdjęć i na wiele różnych rzeczy.

west highland white terrier

Australijska sędzina podczas oceniania. Chyba faktycznie uśmiecha się pod nosem.

west highland white terrier

west highland white terrier

Oraz towarzyszące ocenie zamieszanie na ringu...

czwartek, 17 marca 2011

Ech, smutno się zrobiło, nawet nie chce mi się pisać, bo o czym? Większość szczeniaków wyjechała już do nowych, kochających domów. Po całym zamieszaniu i ganianinie maluchów zostało tylko wspomnienie. Dwa małe i dwa duże psy wciąż się bawią, ale zamieszanie jest dużo mniejsze. Właściwie 4 psy można opanować bez najmniejszego problemu. To dobra wiadomość na przyszłość.

Dodatkowo przygnębia mnie katastrofa w Japonii i wybuch w elektrowni atomowej. Dzisiaj wieje strasznie, przy takim wietrze jeszcze przywieje do nas tą radioaktywną chmurę. Aż się nie chce wychodzić na dwór. Jednak psom chmura nie straszna, chyba poczuły wiosnę, bo na spacerach biegają jak na dopalaczach. Sara zatacza mniejsze lub większe koła z zawrotną prędkością, Wania próbuje ją gonić, przewracają się, a później kolejność gonienia odwraca się. Wiosna tuż- tuż.

Skoro brakuje mi słów, kilka ostatnich zdjęć małych i dużych psów:

west highland white terrier szczeniaki

Maluszki jeszcze przed wyjazdem Zielonej

west highland white terrier szczeniaki

Pa, pa Zielona. Dużo szczęścia w nowym domu!

west highland white terrier szczeniaki

Czerwona, czyli Viva

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Wania uwielbia zabawy ze szczeniakami. Gdy gryzą ją po brodzie, uszach- wydaje się ekstatycznie szczęśliwa. Wydaje dźwięki podobne do mruczenia, przewraca się na plecy, jakby prosiła o jeszcze więcej zabawy. Maluszków nie trzeba prosić dwa razy :)

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Niebieska

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Całe stado w komplecie

niedziela, 06 marca 2011

W sobotę obudziła mnie błoga cisza. Czyżby po wyjeździe Żółtej szczeniaki tak się uspokoiły? A może to Żółta była najbardziej rozkrzyczana i prowokowała innych do wrzasku? A może coś im się stało? Pobiegłam sprawdzić. Okazało się, że szczeniaki wydostały się z kojca i grzeczne i szczęśliwe spały w pokoju. Wciąż zastanawiam się, dlaczego w kojcu wydzierają się wniebogłosy, a śpiąc tuż obok, poza kojcem, są cichutkie. Zachowanie szczeniaków w wielu aspektach jest równie zagadkowe. Dlaczego ignorują specjalnie dla nich kupione psie zabawki, a potrafią się pięknie bawić znalezionym papierkiem, czy kubkiem po jogurcie? Dlaczego ta sama karma z innej miski znika błyskawicznie, a w kojcu stała nie wzbudzając zainteresowania?

Po sobotniej przygodzie rozebrałam kojec, bo już nie spełnia swojej roli. Teraz szczeniaki biegają po całym mieszkaniu. Obawiałam się, że wszystko będzie obsikane i okupkane. Rzeczywiście, sobotniego poranka błyskawicznie obudziłam się po wdepnięciu w szczenięcą kupę. Jednak maluszki bardzo szybko załapały, że trzeba załatwiać się na podkłady. Wpadki zdarzają się, ale nie jest tak źle, jak się obawiałam. Właściwie to jest bardzo dobrze, a widok szczeniaków wylegujących się obok mamy i cioci Wani- niezapomniany.

 

I kilka wspomnień:

west highland white terrier szczeniaki

Żółta- teraz Tina, kilka dni temu.

west highland white terrier szczeniaki

Jakieś dwa tygodnie temu...

west highland white terrier szczeniaki

Jakieś dwa tygodnie temu... Czerwona z mamą.

piątek, 04 marca 2011

O świcie znowu obudziło mnie pianie szczeniaków. Są bardziej punktualne od koguta, bo gdy tylko zauważą pierwsze promienie słońca, wszczynają alarm. Nie zastanawiając się wypuściłam je z kojca. Miałam nadzieję, że szybko wybiegają się, zmęczą i znowu wrócą spać, a ja prześpię się jeszcze z godzinkę. Biegały ochoczo, ale po włożeniu do kojca znowu rozpoczęły lament. Postanowiłam zaryzykować i zostawić je poza kojcem, zamknięte w pokoju. Razem z nimi została Wania, a ja poszłam spać. Obudziła mnie cisza, a gdy dotarło do mnie, że szczeniaki zostały w pokoju- złowroga cisza. Zerwałam się zobaczyć, co się dzieje. Widok zupełnie mnie rozczulił. Szkotka Wania spała na posłaniu, a obok wtulone w nią cztery westikowe szczeniaczki. Piękne rozpoczęcie dnia.

czwartek, 03 marca 2011

Nasz dzień wygląda teraz inaczej. O świcie pobudka, z powodu wrzasku szczeniaków. Nie są głodne ani chore, po prostu pragną wolności. Trzy pyski produkują hałas nie do zniesienia. Nie wrzeszczy tylko Czerwona. Jest taka spokojna i grzeczna? Nie, po prostu nauczyła się sama wychodzić z kojca. Spryciara, opanowała nową technikę: skok przez płot, zamiast żmudne wypychanie poduchy zasłaniającej wejście. Podskakuje na ścianę kojca, podciąga się na przednich łapach i witaj wolności!

Na początku próbowałam zastosować radę jednej z psich treserek: przeczekać. Jednak takie rady może dawać tylko ktoś, kto nie ma pojęcia, jaki przeraźliwy pisk tworzą szczeniaki. Pierwszy, drugi dzień wciskałam głowę pod poduszkę, próbując pospać jeszcze kilka minut. Nieskutecznie. Niestety, w starciu ze stadem szczeniaków człowiek nie ma żadnych szans. Po raz kolejny zostałam pokonana.

Pierwsza klęska to niemożliwość powstrzymania Czerwonej od wyskakiwania z kojca. Nawet dodatkowo obkleiłam górne krawędzie kojca daszkiem z tektury, że całość wyglądała jak więzienie w Guantanamo. A ta i tak sobie z tym poradziła. O poranku zastałam ją spacerującą po pokoju, a tekturowe daszki porozrzucane na podłodze kojca.

Gdy tylko budzi mnie ten wrzask, wypuszczam wszystkie szczeniaki z kojca, pozwalając im biegać po całym domu. Towarzyszą mi i psom w porannej krzątaninie i wdrażane są w psie rytuały. Gdy jem śniadanie, dwa duże psy siedzą przy stole i wpatrują się we mnie. Teraz dołączają do nich cztery małe psy. Ile kęsów jest w stanie przełknąć człowiek obserwowany przez sześć par oczu?

Gdy szczeniaki się zmęczą bieganiem, wkładam je do kojca, dostają śniadanie, a później zmęczone usypiają. Oczywiście, gdy tylko się obudzą, znowu chcą wyjść, więc skrzeczenie zaczyna się na nowo. Efekty biegania szczeniaków po całym domu na pewno ucieszą moich rodziców. Od jakiś 7 lat prowadzimy, hmmm... dyskusje, na temat cyklinowania podłogi. Obawiam się, że po szczeniakach nie da się tego odwlekać.

wtorek, 01 marca 2011

Nadszedł czas opuszczania domu przez szczeniaki. Po wyjeździe Fioletki w kojcu zapanował spokój i wydawało się, jakby wyjechały co najmniej trzy. Nic dziwnego, malutka miała tyle energii, że bywała w kilku miejscach równocześnie i zajmowała się wieloma psotami na raz. Po wyjeździe Gucia szczeniaki wydawały się przestraszone, jakby zastanawiały się, gdzie zniknęły dwa pozostałe. Spały schowane w kryjówkach i niemal wcale nie rozrabiały. Sara też chodziła osowiała i zastanawiam się, czy miała świadomość, że dzieci wyjechały.

Szczeniaki szybko zadomowiły się w nowych domach. Oba dzielnie zniosły podróż. Fioletka rozstawia teraz po kątach trochę starszego od siebie westika. Gucio bez problemu radzi sobie z trójką dzieci i stał się ulubieńcem wszystkich.

W poniedziałek życie wróciło do normy. Maluchy zajęły się beztroską zabawą i rozrabianiem w kojcu. W przesyłce z karmą dostałyśmy zamówione frisbee, więc Sara i Wania wypróbowały nową zabawkę w czasie spaceru. Sara radzi sobie dużo lepiej, bo szybciej dogania frisbee, a czasem nawet aportuje. Wania na swoich krótkich niby- nóżkach ma małe szanse, ale i tak bawiła się dobrze, próbując zabrać Sarze upolowaną zdobycz.

Pozostałe szczeniaki coraz trudniej utrzymać w kojcu, bo głośnym piskiem oznajmiają, że chcą wyjść. Wyciągam je więc i puszczam na mieszkanie, żeby miały szansę na poznawanie świata, tak jak ich rodzeństwo. Maluchy rozłażą się po mieszkaniu, pilnowane przez mamę i ciocię. Na szczęście mieszkanie przystosowane jest do psów, więc są w miarę bezpieczne.
Maluszki szybko załapały zasadę, znaną chyba każdemu psu: z cudzej miski smakuje lepiej. Mają zawsze pełną miskę w kojcu, ale gdy tylko znajdą się poza nim, zaraz biegną sprawdzić miski mamy i cioci i bardzo chętnie zjadają to, co w nich znajdą. Zastanawiam się, czy stół, któremu udało się przetrwać szczenięctwo Sary i Wani, przetrwa też szczeniaki, które już próbują podgryzać nogi. Chyba znowu będę musiała obwiązać nogi szmatami, dla ochrony przed totalną destrukcją. Maluszki poznały też dwa najważniejsze w życiu westika miejsca: kanapę i łóżko. Chętnie je obwąchały, ale na razie dużo ciekawsza jest dla nich podłoga i to, co mogą na niej znaleźć, oraz kryjówka za kanapą.

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

 

Ktoś powiedział, że szczeniaki, to jedyne szczęście, które można kupić. Jeszcze trzy małe szczęścia czekają na właścicieli.