Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
poniedziałek, 16 marca 2009

Skórzana kanapa i pies- taki tytul pojawił się jako jeden z pierwszych po wrzuceniu w wyszukiwarke zapytania "pies na kanapie". Z poważnych rzeczy związanych z psem prawie wszystkie załatwione. Sara ma się dobrze, załatwia się na dworze, w środę jedziemy na szczepienie. teraz czas na rzeczy bardziej banalne. Co zrobić, gdy pies śpi na kanapie? Ze wszystkich miejsc w domu, które ma do dyspozycji, wypiera włąśnie kanapę. Wtedy, gdy na niej siedzę i piszę na koputerze, albo gdy na niej nie siedz. Wtedy moje miejsce do siedzenia zajmuje pies.

W internecie opinie na temat psa na kanapie są podzielone, ale przeważają takie, że pies śpi zarówno na kanapie, jak i na łóżku. Pies jest pełnoprawnym użytkownikiem kanapy, a ewnetualne kwestie problematyczne dotyczą użycia kocyka w celu zapobiegania wbijania się sierści. Sara sierści nie gubi, więc właściwie nie ma problemu. Poza problemem w kwestii zasad- czy kanapa to miesce dla psa, czy raczej egzekrować podział ról i sfer- ja na kanapie, ty na podłodze. Na razie zastanowie się nad tym pytaniem o zasady. Teraz Sara śpi, na kanapie, na ekologicznej i pachnącej poduszce z łuski gryczanej z ziołami. Specjana mieszanka ma dobroczynne działanie zdrowotne i ułatwia zasypianie. Działa na podobno na ludzi, na pewno na psy. Sara śpi, nie przejmujac się pytaniami o pryncypia.

Alternatywnym rozwiązaniem jest zakup specjalnej kanapy dla psa. Wybór jest spory, kanapy i łóżka z ramami kutymi z żelaza, wyłożone specjalnym materiałem, o fajnych kolorach i kształtach. Cena ekskluzywnej kanapy dla psa dorównuje cenie kanapy dla człowieka. Nie ma jednak pewności, czy pies zechce korzystać ze specjalnie dla niego kupionej kanapy, czy dalej będzie sie ładował na kanapę ludzką. Na razie wstrzymam sie z zakupem ekskluzywnego mebla dla psa i zastanowie nad zasadami podziału moich mebli.

środa, 11 marca 2009

Sara czuje się coraz pewniej w nowym domu. Już szczeka- nie chrapie, nie piszczy, nie poszczekuje, ale szczeka donośnym głosem, gdy tylko coś sie dzieje na korytarzu. Zza drzwi brzmi jak wielki i groźny doberman, a nie mały biały piesek.

W końcu zaczęła się załatwiać na dworze. Wprawdzie sika jeszcze w domu, ale jednak widać jakieś postępy. Jeszcze kilka tygodni i wszystko bedzie na dworze? W czasie spacerów chodzi z ogonkiem w górze i zaczyna coś wąchać wokoło. Dużo więcej radości sprawia jej powracanie do domu, niż wychodzenie z niego. Jest jednym z nielicznych psów, ktorewolą wracać do domu, zamiast przeciągać właścicielkę kolejny raz wokół osiedla. Może jest typem kanapowca? Od kiedy  nauczyła się wskakiwać na kanapę, to jej ulubione miejsce odpoczynku. Na kanapie leży leń. Dwa lenie...

środa, 04 marca 2009

Kilka zdjęć Sary w wieku 6 miesięcy

west highland white terrier

west highland white terrier

Niestrudzona obgryzaczka butów. Jeden klapek już zakatrupiony. Ciekawe, ile jeszcze padnie ofiarą Sary.

west highland white terrier

Zabawka też nadaje się do obgryzania

west highland white terrier

west highland white terrier

Nie wiem dlaczego, ale wszyscy strasznie się śmieją, widząc Sarę leżącą w ten sposób

west highland white terrier

Sara patrzy, co by tu zbroić

west highland white terrier

Sara upolowała krowę. Żeby nie obgryzała nód od stołu, musiałam je owinąć szmatami

west highland white terrier

Ale urosłam...

west highland white terrier

Sara na ulubionym posłaniu obgryza ulubioną owieczkę

Parwowiroza czy nie, oto jest pytanie, na miarę dylematu Hamleta. Byłam dzisiaj u super-veta i oczywiście, powinna dostać trzecią szczepionkę. Jakies 3-4 tygodnie temu. Przy szczepieniu "kombajnem" trzecia szczepionka w pełni daje odporność przed wirusem.

To zaniedbanie hodowczyni może mieć tragiczne skutki dla Sary. Jeśli Platon miał prawo, to zarazki są wszędzie, w całym mieszkaniu. Vet mówił, że nie da się tego w żaden sposób usunąć, że wirus może przetrwać nawet pół roku. Teraz mogę jedynie liczyć na to, że dwa szczepienia dały małej wystarczającą odporność. Albo na to, że Platon jednak nie miał parwo (co zdaniem super-veta jest bardzo prawdopodobne). Może sytuacja nie jest tragiczna, bo poradził poczekać 2 tygodnie aż Sara się przyzwyczai do nowego meiszkania, nowego środowiska i nowych bakterii i wtedy ją zaszczepimy trzeci raz. Już nie kombajnem, ale pojedynczymi szczepinkami, na bazie miejscowych wirusów (a nie amerykańskich, czy zachodnich).

Teraz oczekiwanie- czy będzie zdrowa? Czy wszystko będze ok? Choroby kolejnego psa już bym nie zniosła.

Dzisiaj uczę ją siadać i przychodzić na zawołanie. Powoli, powoli widać efekty. Pomaga gtowany kurczak, podawany jako zachęta.  Ach, zaczynam też ustawiać ją w pozycji wystawowej i zachęcam do stania bez ruchu. To wychodzi lepiej od siadania. Wystawy ma już w genach po ojcu championie?

 

wtorek, 03 marca 2009

Dzisiaj musiałam iść do pracy, więc Sara została po raz pierwszy sama w domu. Wyłączyłam wszystkie kable z prądu, usunęłam wszystkie niebezpieczne przedmioty z zasięgu pyska i wyszłam. W pracy na szczęście nie miałam czasu myśleć, co dzieje się w domu. Z przerażeniem wróciłam, spodziewając się... sama nie wiem czego. Otworzyłam drzwi i cisza. Zadnego szczekania. Zawołałam. Po chwili powoli, ociągając się, pojawił się pies. Już szybciej podbiegła się przywitać. A za chwilę rozpoczęło się szaleństwo, eksplozja radości. Psina skakała, lizała, turlała się. Cudne powitanie. Przerwałam na chwilę, żeby ocenić zniszczenia w domu. I okazało się.... że zupełnie nic nie zniszczyła. Nic. Zero. KOchana psina. Nasikanie w trzecim pokoju jest zupełnie bez znaczenia.

A wieczorem, ja, bardzo poważna i odpowiedzialna osoba, na szanowanym stanowisku, chodziłam po osiedlu i rozrzucałam psie kupy pod drzewami. Pod drzewami, a nie na wycieraczkę tej wrednej baby, która prawdpodobnie otruła Platona. Nie wiem, czy to rozrzucanie dało jakikolwiek efekt, bo Sara zupełnie nie była zainteresowana wąchaniem. Ani załatwianiem się. Dam jej jeszcze trochę czasu. Chyba już zaczyna sie coraz bardziej oswajać z nowym miejscem, bo na dworze trochę poszczekuje na podejrzanych ludzi. Na przykład na faceta kręcącego się wokół samochodu. I na wszystkie hałasy na korytarzu.

 A jutro jedziemy do super-veta dowiedzieć sie czegoś o szczepionkach i odrobaczaniu. I w ogóle sprawdzić jej stan zdrowia. Mam nadzieję, że wszystko jest ok.

Jest ze mną dopiero trzeci dzień, a już zupełnie wpadłam w ślepą miłość. Na początku (jeszcze przed kupieniem jej) chciałam, żeby w przyszłości była Championem (wystawy, wystawy i wystawy) a w dodatk była mądra (dobre wyniki w obedience, czyli konkursie posłuszeństwa). A dzisiaj jest mi to już zupełnie obojętne. Zupełnie olewam, czy jakaś komisja uzna ją za piękną i spełniającą kryteria rasy. Zupełnie nie przejmuję się, że ciągle nie umie siadać (staram sie ją nauczyć od 3 dni, a ona zupełnie się tym nie przejmuje). Nawet te dziwne podskoki w czasie chodzenia na smyczy jestem w stanie znieść. Cóż, miłość jest zupełnie ślepa. Ciekawe, kiedy skończy się ten miodowy miesiąc i zaczną wymagania i pretensje- jak w każdym związku :)

Sara ciągle nie chce załatwiać się na dworze. Wychodzimy na spacer, ona nic. Zupełnie nie jest zainteresowana. Wracamy ze spaceru, ona natychmiast biegnie do trzeciego pokoju i tam się załatwia. Albo za jakiś czas idzie tam zupełnie spokojnie i wraca szczęśliwa i lżejsza o to, co zostało na podłodze.

Mówię jej "Nie wolno" i już powinna wiedzieć, że to nie jest TO miejsce. Staram sie jej nie stresować za bardzo, bo wolę żeby załatwiała się na podłogę niż nie załatwiała się wcale. A że to wrażliwa psina, mogę sobie wyobrazić że nie robi nic. Jednak załatwianie się w domu nie jest wcale dobrym rozwiązaniem. Co zrobić z tym śmirdzącym problemem (ale na marginesie- jej g. wcale nie śmierdzi tak bardzo. Nie wiem, czy to za sprawą karmy, czy za sprawą genów ojca- championa :))

Sąsiad od westika, którego wczoraj spotkałam na spacerze radził, żeby dać jej trochę czasu, aż pozna wszystkie zapachy. Może wtedy zacznie załatwiać się w miejscu, które zna. Więc rano (po kolejnym "wypadku") wpadłam na pomysł jak pomóc jej w zapachwym zaprzyjaźnieniem się z okolicą. Zawinęłam jej g. w gazetę (jak wspominałam- prawie pozbawione zapachu) i w czasie wieczornego spaceru rozsypiemy to w kilku miejscach-koło domu, pod drzewkiem, w zaczisznych krzaczkach. Następnym razem, gdy będziemy tamtędy chodzić może przypomni sobie, że uż tu była i coś robiła i wtedy zrobi TO? 

Metoda ta wydaje mi się mniej inwazyjna, niż to co czytałam w jednym z poradników o wychowaniu psa. Tam uznany autor radził, żeby szczeniakowi w czasie spaceru włożyć w pupę papierową zapałkę lub tekturkę, a wtedy on wypróżni się w wybranym przez nas miejscu. POdobno pies robi to zupełnie instynktownie, chcąc pozbyć się tego czegoś z pupy. Wcale się nie dziwię. Ale jakoś na razie nie jestem przekonana....

Sara poszczekuje na hałas na korytarzu. Oczywiście pochwaliłam ją, że jest takim mędrym i dzielnym psem stróżującym. Chyba powoli zaczyna się oswajać w mieszkaniu, skoro chodzi i poszczekuje na to, co dzieje się obok jej terytorium. Z przestraszonego pieska zmienia się w prawdziwą terrierkę. I bardzo dobrze. A w nocy oczywiście znowu wpakowała się mi do łóżka. Tym razem uznała to za najzupełniej oczywiste miejsce do spania i nawet nie robiła żadnych podchodow. Od razu rozwaliła się na środku. Będę musiała kupić większy materac, bo strasznie się rozpycha. A co będzie, jak jeszcze trochę urośnie?

 

Wczoraj ze zgorzą odkryłam, że Sara ma tylko 2 szczepienia szczepionka- kombajnem (na 5 chorób). Oczywiście wpadłam w panikę. A jeśli się czymś zarazi? A jeśli potworne wirusy parwo ukryły się w moim mieszkaniu? W panice pobiegłam po szmate i domestos i jeszcze raz przetarłam miejsca, które wydawały mi się zbyt mało przetarte. Czy domestos pomoże? Podobno zabija wszystko na śmierć, ale czy poradził sobie z wirusem? Czy ten wirus nadal spobie spokojne śpi i czeka na żywiciela? Na jakąś lukę w systemie odpornościowym mojej psinki? Oczywiście, uspokajałam się, że ona jest silna i dobrze odżywiona (oczywiście, nie będzie już żadnej diety odchudzającej), że masa psów chodzi bez jakichkolwiek szczepień i niczego nie łapią. Ale jednak kto raz się oparzył....

Na różnych forach poświęconych psom toczy się dyskusja pomiędzy różnicami w hodowlach psów rodowodowych (uznanych przez Związek Kynologiczny) i pseudo-hodowlach w których hoduje się psy "rodowodowe bez rodowodu".  Padają argumenty, że doświadczeniu hodowcy lepiej troszczą się o psy, że metryczka (podstawa do wyrobienia rodowodu) to też gwarancja zdrowia psa, tego że był wychowywany w dobrych warunkach, że jest w dobrym zdrowiu. Po moich doświadczeniach wcale nie jestem pewna takich argumentów. Na pewno hodowla psów to kasa. Przy rodowodowych większa (większe koszty)? Jednak czy z wyższą ceną wiąże się wyższa jakość?

 Pani (z rodowodowej hodowli) zapewniała, że suczka ma WSZYSTKIE szczepienia. Czyli powinno ich być 3. Nie wiem, czy 2 wystarczą. Ani słowem nie wspominiała o konieczności odrobaczenia psa. Właśnie sobie przypomniałam, że to powinno się robić co 3 miesiące, a Sara ostatni raz była odrobaczona 4 miesiące temu. Czyli pewnie ma robaki. O szczepieniach też nie mówiła nic poza tym, że wszystko ok i już nie trzeba szczepić. Za to sporo opowiadała o dobrym francuskim szamponie dla psów, specjalnie dla białych ras. I co zrobić, żeby siersć suni wydawała się bardziej szorstka (przygotowanie do wystawy). Tylko czy bez tej szczepionki ona do wystawy dożyje? Czy ja panikuję?

Na razie bawi się, jest wesoła i radosna. Ale na każde kichnięcie reaguję z paniką. Czy 2 szczepionki wystarczą? Zaraz pędzę do veta, przy okazji ją odrobaczymy.

poniedziałek, 02 marca 2009

Rozwiązała się tajemnica sikania. Jak pies przez niemal dobę wytrzymał bez sikania? Jednak Sara jest normalnym psem i sika w ilościach jak każdy pies, jednak w miejscach ukrytych. Ełaśnie odkryłam to miejsce. Po powrocie do spaceru pobiegła do trzeciego pokoju i tam, w spokoju, na środku załatwiła się. Wydawała się bardzo szczęśliwa. Sprzątnęłam. Może następnym razem uda się na spacerze? Muszę poszukać jej jakiegoś czystego i zacisznego miejsca.

 

Teraz szaleje z nową zabawką pluszową owieczką. Prawdziwa killerka, owieczka już kilka razy została zakatrupiona na amen. A Sara robi salta w powierzu, wymachuje przednimi łapami- wszystko żeby uzyskać pewność co do stanu owieczki. 

Zanim trafiła do mnie Sara, przez 2 miesiące miałam innego westika- Platona. Niestety, w wieku 14 tygodniu Platon umarł. Najpierw ciężko zachorował, a po tygodniu spędzonym w szpitalu umarł. Sam z siebie, dzięki czemu nie musiałam podejmować decyzji, czy go uśpić, czy próbować dalej leczyć. Dlaczego umarł? Trudno teraz ustalić przyczyny. Któregoś dnia wyszłam z nim na spacer, zjadł coś, tak szybko łyknął, że nawet nie zdążyłam otworzyć mu pyska. Po powrocie zaczął wymiotować. Wieczorem zawiozłam go do veta, dostał zastrzyk i kroplówke. Następnego dnia wcale nie było lepiej, nawet nie miał siły chodzić. Został w szpitalu i od tego momentu było coraz gorzej. Poza wymiotami pojawiła się biegunka, później biegunka z krwią. Piesek był coraz słabszy, niemal znikał. Nie pomogła nawet transfuzja krwi. Jedną z możliwości jest, że zjadł truciznę, a później dołączyła się do tego choroba wirusowa jelit (parwowiroza). Kilka dni wcześniej, gdy chodziłam z nim w tamtej okolicy jakaś baba z okna wrzeszczała, ze chodzę z psem pod jej oknami, że te psy tu srają, że ona nie może tego smrodu (w środku zimy?) i że rozsypie truciznę. A kilka dni później pies coś zjadł na dworze i strasznie się zatruł. Zbieg okoliczności czy pozbawiona serca trucicielka?

Nikomu nie życzę oglądania śmierci i cierpienia psa, szczeniaka. Nie życzę odebrania nad ranem telefonu ze szpitala, że pies nie żyję. Nie życzę wracania z płaczem ze szpitala po każdej wizycie, oglądania bólu i cierpienia małego zwierzaka. Ani przechodzenia od nadzieji- dzisiaj rano chyba czuł się lepiej, pomachał torchę ogonkiem i przeszedł parę kroków, do rozpaczy- znowu biegunka z krwią, pies nie zwraca uwagi, a to cierpienie w jego oczach jest zupełnie nie do wytrzymania. Ani konieczności podejmowania decyzji- czy warto jeszcze go ratować, czy będzie to przedłużanie jego cierpień, czy ma jakieś szanse żeby wyzdrowieć, czy moźe lepiej go uśpić? W szpitalu zwierzęcym nie mówią już uśpić zwierzę, ale dokonać eutanazji. Przez takie użycie takiego sformułowania podjęcie decyzji staje się jeszcze trudniejsze.

Trudno wyzazić co czułam, gdy odszedł Platon. Był to nie tylko wielki smutek z powodu straty szczeniaka. Cały mój system metafizyczny, cały porządek w którym funkcjonowałam został zmieciony. Jego śmierć była niezaprzeczalnym dowodem na śmierć boga. Albo inaczej- wraz ze śmiercia psa umarł mój bóg. Od temtej chwili jestem przekonana, że cudów nie ma, a bóg jest jedynie złudzeniem- bardzo zawodnym złudzeniem. Trzeba radzic sobie samej. 

Jednak pomimo jego śmierci byłam przekonana, że nadal chcę mieć psa. Nigdy wcześniej nie nauczyłam się tyle od jakiejkolwiek żywej istoty- o radości, o smutku, o cierpieniu, o wierności w nieszczęściu, o odpowiedzialności i śmierci. Dlatego pojawiła się Sara. Ma 6 miesięcy i jest po wszystkich szczepieniach, więc są duże szanse że nie złapie jakiegoś wirusa, który być może jeszcze skrywa się gdzieś w moim mieszkaniu.

Sara wydaje się być w dobrej kondycji zdrowotnej, ale jest strasznie zaniedbana intelektualnie i wychowawczo. Są też inne różnice pomiędzy Sarą i Platonem. Bo nawet jeśli bardzo się staram, nie jestem w stanie nie porównywać- Platon był taki, a Sara jest taka. Porównuje. I za chwilę więcej o wynikach tych porównań.

 

Wczoraj trafiła do mnie Sara, 6 miesięczna white west terrierka.

Na razie zupełnie nic nie umie. Ani siad, ani leżeć. Nie zna nawet najbardziej podstawowych podstawa, takich jak reagowanie na swoje imie i przychodzenie na zawołanie. Czy ona w ogóle rozumie, że nazywa się Sara? Gdy wołam ją tym imieniem, to podnosi głowę (dobry znak- pies nie jest głuchy), patrzy się radośnie i nic. Ani jednego kroczku do przodu. Nawet jeśli w ręku trzymam ukryte coś, co mogłoby ją zainteresować- pyszne snacki dla psów aktywnych fizycznie, z dodatkiem L-karnityny spalającego tkankę tłuszczową.

Nie umie chodzić na smyczy. Wczorajsze próby założenia jej obroży i smyczy były dziwaczne- stawała na tylnych łapach, robiła jakieś wywijańce i próbowała zerwać obrożę z szyji. Uparła się, że nie zrobi ani kroku mając na szyji to coś. To coś, czyli piękną, wysadzaną fałszywymi brynalcikami czarną obróżkę i dopasowaną kolorystycznie smycz.

Poza tym Sara się boi. Jest strasznie płochliwa- odskakuje, gdy wyciąga się bliżej rękę, ucieka, gdy słyszy sąsiadów zamykających drzwi, spuszczaną wodę. Podobno wychowywała się z ludźmi, pochodzi z rodowodowej hodowli uznanej przez Polskie Towarzystwo Kynologiczne. Może jednak ta hodowla wcale nie jest taka cacy, jak powinna być? MOże była bita, albo trzymana w zamknięciu? Westiczka nie powinna zachowywać się w ten sposób, bo westy- zgodnie z opisem rasy, to dzielne i odważne psy. Na razie będę ją obserwować. Może gdy przyzwyczai się do nowego domu, gdy zacznie mi bardziej ufac, to jej zachowanie zmieni się?

W dodatku nie chce sikać. Ani na dworze, ani nawet w domu. Od wczoraj wieczorem nic. Czy z jej pęcherzem wszystko jest ok? Czy jest tak onieśmielona tym, co się dzieje, że nie ma odwagi się wysikać? Wcześniej mieszkała w domku, więc w każdej chwili mogła wyjść na dwór. A tutaj gdy wychodzimy obwąchuje wszystko wokoło i nie sika. Właścicielka pekinki którą spotykam na spacerze (pierwsza koleżanka Sary!) twierdzi, że trzeba jej dać trochę czasu. Najpierw musi poznać teren zanim zacznie sikać. Dobrze, niech poznaje, ale może niech chociaż zsika się w domu? Ile ona będzie to wszystko nosiła w sobie? Podobne obawy miałam też z kupkaniem, ale znalazłam prezent w pokoju. Nie skakałam z radości, ale dobrze, że przynajmniej psina trawi.

Było już wcześniej o tkance tłuszczowej, bo zastanawiam się też, czy ona nie jest przekarmiona. Jest tłuściutka, ale ponieważ brakuje mi doświadczenia z psami, nie wiem czy jest tłuściutka w sposób, w jaki powinien być słodki 6-miesieczny szczeniaczek, czy jest tłuściutka złym tłuszczem, który wkrótce przekształci się w obrzydliwa tkankę tłuszczową i stanie się początkiem nadwagi, problemów z sercem i krążeniem. Odchudzać ją czy nie, to jest pytanie...