Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
piątek, 31 grudnia 2010

Czas porodu coraz bliżej, więc czas na ciążowo- porodowe zakupy. Sprowadzenie na świat szczeniaczków i ich wychowanie wcale nie jest takie łatwe, jak by się mogło wydawać i wymaga sporych wydatków. Mam już prawie wszystkie niezbędne sprzęty.

Kojec- zbity z płyt drewnianych. Ma wymiary 1x1 metr, więc Sara spokojnie się w nim mieści, a ja też mogę wejść i mieć łatwy dostęp do niej i szczeniaków. Sarka z zainteresowaniem obwąchała kojec, a teraz w nim śpi. Chyba się jej podoba. Wania bardzo aktywnie pomagała w zbijaniu- zabierała śrubokręt, kątowniki, bawiła się wkrętami. Ciężko pracowała, więc ma pełne prawo do rozłożenia się w kojcu. Chętnie z niego korzysta.

Prześcieradła, specjalne nieprzemakalne prześcieradło i podkłady jednorazowe, papierowe ręczniki- do wyłożenia porodówki i na czas porodu.

Termometr- bo zaczynamy mierzenie temperatury. Gwałtowny spadek temperatury oznacza, że spada stężenie progesteronu w krwi. A to z kolei, że w ciągu 8-36 godzin (autorzy różnie podają) nastąpi poród.

Waga kuchenna- żeby zważyć szczeniaki po urodzeniu i przez kolejne dni. Dzięki temu wiadomo, jak szczeniaki przybierają. Wiadomo, które są najsłabsze i potrzebują szczególnej opieki czy dodatkowego dokarmiania.

Poduszka elektryczna- żeby szczeniaczkom było ciepło.

Zostało mi jeszcze do kupienia mleko dla szczeniaków i butelki do karmienia, tak na wszelki wypadek. Mam listę weterynarzy i całodobowych klinik, żeby w razie czego móc pojechać na cesarkę. Jednak mam nadzieję, że te wszystkie zabezpieczenia nie będą potrzebne i wszystko odbędzie się naturalnie.

Rano przeżyłam chwile grozy, bo na podłodze znalazłam całkiem spore smugi krwi. Krwawienie u ciężarnej suki nie wróży niczego dobrego, więc przeraziłam się. Obejrzałam Sarę- i nic. Obejrzałam Wanię- i to była przyczyna krwawienia. Wania dostała cieczkę! W końcu!

czwartek, 30 grudnia 2010

Do porodu został ponad tydzień i Sara zmienia się. Nawet pachnie inaczej, bardziej mlecznie i kojąco. Dzisiaj rano, gdy leżała rozwalona na plecach, masowałam jej brzuszek. Nagle wyczułam jakąś gulę. Co u licha, zaczęłam się niepokoić, ale gula zniknęła. I pojawiła się odrobinkę obok. Zniknęła. Zapulsowała. Wykonała fikołka. Kopnęła. Podejrzewam, że to jeden ze szczeniaczków odrabia poranną gimnastykę. Nieźle rozrabia w środku Sarki.

Wczoraj urodziły się u moich przyjaciół szczeniaki welsh corgi, sprawiając wszystkim wielką niespodziankę. Nie tym, że się urodziły, bo poród był wyczekiwany. Gdy byli na badaniach USG u tego samego doskonałego weterynarza, do którego mnie zaprowadzili, ten powiedział, że widzi 3 szczeniaki, a reszta może jest głębiej, ale nie ma co szukać. Oni bardzo się ucieszyli, bo 3 szczeniaki to ani za mało, ani za dużo, w sam raz. Można wyobrazić sobie ich zdziwienie, gdy po cesarskim cięciu zobaczyli sukę i 8 szczeniaków. Osiem!
Cała sytuacja mnie rozbawiła, ale też zaniepokoiła. Ja też oczekuję 3 szczeniaków, bo tyle było widać na USG, a głębiej nie szukaliśmy.... Ale już wkrótce wszystko się wyjaśni. Na razie jadę na ciążowe zakupy dla Sary.

środa, 29 grudnia 2010

Używanie psa jako modnego dodatku nie jest pomysłem dzisiejszych celebrytek w stylu Paris Hilton. Znalazłam starsze grafiki z modą, na których pies używany jest w taki sposób. Co ciekawe, w zależności od epoki zmienia się rasa psa, który może być modnym uzupełnieniem modnej pani. Zastanawiam się, czy istnieje taka prawidłowość, że im chudsza modelka, tym mniejszy towarzyszy jej piesek. A jeśli nie mały, to przynajmniej tak chudy jak chart. Nic dziwnego, że przy współczesnym kulcie rozmiaru 0 (lub wręcz 00) idealnym dodatkiem staje się chihuahua czy york. Ale czy ktoś w modowym światku jeszcze pamięta, że pies to nie zabawka, i nie modny gadżet, ale czująca istota?

pudle

Modna pani z pudlami

dalmatynczyki

Dalmatyńczyki

charty

Chart, chyba najpoplarniejszy dodatek wg znalezionych przeze mnie grafik z 20-lecia międzywojennego

charty

Chart

charty

Kolejny chart

sky

Piesek, maskotka modnych pań

terier szkocki

Modna pani z mnóstwem cudnych terierków szkockich. Pieski, które nie są ani małe, ani tym bardziej chude, też niekiedy mogą być cudowną ozdobą.

terier szkocki

Terier szkocki z modną panią na zakupach. Szkociki są takie cierpliwe, że zakupy pewnie także znoszą ze stoickim spokojem

buldog

A na koniec najlepsze zaprzeczenie zasady "małe i chude" jest modne. Buldog.

11:32, whitewestie , Kultura
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach. Dobrze, że już się skończyło to obżarstwo. Przejadłam się nie tylko ja, ale też terierki. Okazały się mistrzyniami w omotywaniu rodziny. W pierwszy dzień świąt trenowały na mojej babci. Siadały przed nią i w milczeniu patrzyły, jak je. A że babcia ma miękkie serce i jeszcze nie zna ich sztuczek, co chwila dzieliła się z nimi jedzeniem. Drugiego dnia wzięły się za moją mamę, która przy każdej wizycie w kuchni wołała je do siebie: Chodźcie pieski, chcecie indyka? A może rybkę? A może przysmaczek? Oczywiście, że chciały. Nawet ładnie robiły siad, żeby dostać to, co akurat było do wzięcia. Później położyły się z mamą na kanapie i oglądały seriale. Od razu czuły się jak u siebie w domu, a mama była ich najlepszą przyjaciółką. Sprzedajne bestie.

Robiąc świąteczne porządki w komputerze znalazłam kilka ciekawych grafik i plakatów reklamowych przedstawiających kobiety i psy. Dzisiaj pierwsza część w zimowej kolorystyce. Niestety, nie wiem, kto jest autorem zamieszczonych obrazków ani jakie jest ich źródło.

psy

Plakat reklamowy

psy

Plakat z buldoźkiem

psy

Plakat reklamujący przedstawienie

psy

Plakat z chartem, niesamowicie dynamiczny

krolowa wiktoria

Królowa Wiktoria ze sky terierem.

Tagi: plakaty
14:58, whitewestie , Kultura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 grudnia 2010

Świąteczny nastrój i pełne brzuchy. Terierki też objadły się przy wigilijnym stole. Jak tu odmówić racucha, albo kawałka karpika ciężarnej? A skoro Sara dostała, to Wania też powinna. W kąt poszła zasada nie karmienia przy stole, ale w końcu święta są raz do roku. Poza tym, jak wytłumaczyć rodzinie, że psów nie karmimy w czasie posiłku? Karmimy, jak najbardziej karmimy!

Udało mi się ustawić terierki przy choince, i zrobić im świąteczne zdjęcie, którego nie trzeba było zmieniać na Photoshopie. Nie było to łatwe, bo wokół tyle pokus i świątecznych zapachów, ale w końcu się udało.

westie i terier szkocki wesolych swiat

Wraz z Sarą i Wanią składam najlepsze życzenia świąteczne wszystkim miłośnikom psów, a w szczergólności miłośnikom terierów :)Wszystkiego najlepszego dla Was i Waszych piesków, a szczeniaczki niech się rodzą piękne!!!!

czwartek, 23 grudnia 2010

Sara ma rodzić w okolicy 7-10 stycznia, więc właśnie zaczęła trzeci trymestr ciąży. Nasze szczeniaczki mają już ukształtowane narządy płciowe, oraz rozwijają się im kolejne organy wewnętrzne. Niestety, diagnozowanie ciąży u suk jest skomplikowane i bardzo trudno jest ocenić płeć szczeniaczków. Niespodzianką będzie, co się urodzi. Szczeniaczki mają już palce i pazury, a także zaczynają porastać sierścią.

Jak do tej pory wszystko idzie gładko. Bardzo obawiałam się tej ciąży, nawet nie wiem, co sobie wyobrażałam. A tu okazuje się, że ciąża to nie choroba, suka znosi ją bardzo dobrze i zachowuje się jak zwykle. Poza kilkoma nocnymi przygodami, gdy musiałyśmy biec na siku, lub Sarka wymiotowała, nie dzieje się nic niezwykłego. Trzeci trymestr wydaje się najtrudniejszy, bo Sara ma już spory brzuch. Gdy idzie przodem, to widać, jak dodatkowa objętość wystaje jej po bokach. Brzuszek jest duży i twardy, podobno czasem można wyczuć ruchy szczeniaków, ale jeszcze czegoś takiego nie poczułam.

wtorek, 21 grudnia 2010

Wyszłyśmy rano na spacer i zaraz obok klatki dopadła nas przygoda w postaci zupełnie niewychowanego psa, biegającego bez smyczy, który zaczął obskakiwać moje terierki. Zachowywał się jak psi socjopata, bo zupełnie zlekceważył rytuał przywitania i obwąchania oraz niechęć terierek do zabawy, i wciąż skakał wokół nich zaczepiając. Sara ostatnio unika wszelkich zabaw wymagających podskakiwania, a Wania nie lubi spoufalać się z nieznajomymi. Pies nie miał ochoty odchodzić, za to próbował skakać na terierki i je przewracać. Nie mając innego wyjścia próbowałam go zablokować stając przed nim, a że bestia była ruchliwa i skoczna, blokowałam mu dostęp do terierek wyciągniętymi nogami. Za chwilę na horyzoncie pojawiła się właścicielka psa, próbując go przywołać, i wtedy dramat zaczął się na dobre.

Mam wrażenie, że wszędzie są teraz rady, jak szkolić psa a wiedza o konieczności szkolenia jest tak powszechna, jak wiedza o szkodliwości fast foodów. Jednak w tym wypadku, ani właścicielka, ani pies, nie mieli żadnego pojęcia o szkoleniu. „Bary do mnie! Bary, chodź, masz! Bary, stój! Bary, do mnie, zaraz dostaniesz lanie! Baaaryyyyy!!!!!” Takie komendy z prędkością karabinu maszynowego wyrzucała z siebie właścicielka. Pies mógłby być ogłupiony sprzecznymi poleceniami, ale nie był, bo wszystkie ignorował dokładnie tak samo. Wiem, jakie frustrujące bywa przywoływanie psa, gdy ten nie chce słuchać, bo niestety doświadczałam tego na moich terierkach. Człowiekowi jest głupio, jest zrozpaczony, a pies i tak robi co chce. Właścicielka Barego widocznie też była sfrustrowana, bo zamiast zająć się łapaniem psa, który wciąż skakał wokół nas, postanowiła się zająć mną, ochrzaniając mnie. „Co to za kultura, sama ma psy, a tu próbuje kopnąć mojego i mu śniegiem w nosek sypie”. Pomoc pojawiła się zupełnie niespodziewanie ze strony przypadkowego przechodnia: „Dlaczego ten pies biega bez smyczy?” Właścicielka Barego zajęła się wyjaśnianiem, Bary znudził się terierkami i popędził w stronę nowej zdobyczy, a my poszłyśmy dalej.

To był dopiero początek przygód tego dnia. Było ciepło, więc postanowiłam w końcu iść z psami na dłuższy spacer (jak człowiek się niesamowicie przystosowuje, że minus 2 stopnie odbiera jako ciepło). Na spacerze Wania w końcu mogła użyć magazynowaną od dawna energię. Biegała zataczając wielkie koła wokół mnie i spokojnie idącej przy nodze Sary. Wskakiwała w zaspy. Dosłownie kilka centymetrów dzieliło ją od upolowania wielkiego bażanta, byłby w sam raz na święta. Kilka centymetrów dzieliło ją od upolowania kaczki, ale zamiast dopaść zwierzynę, wpadła po brzuch do wody. Przeraziłam się, bo zima to nie sezon na kąpiel. Wania wylazła z rzeki, otrzepała się, pobiegła ku kolejnemu stadu kaczek i znowu wpadła do wody. Wyszła, otrzepała się i wskoczyła w zaspę. Mam nadzieję, że szkotki to twarde psy i nie będziemy musiały szukać weterynarza w czasie świąt.

terier szkocki

Kilka fotek z zimowego spaceru. Tego, albo poprzedniego, trudno ustalić, bo śnieg tak samo biały.

terier szkocki

Hop, hop w zaspę

terier szkocki

Ktoś mówił, że jest zimno? Tak miło się leży w tej białej zaspie.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Ciężarna znowu w nocy zwymiotowała na łóżko i musiałam zmieniać całą pościel. Gdyby nie takie wypadki od czasu do czasu, zapomniałabym, że Sara jest w ciąży. Poza tym, że zrobiła się gruba i bardziej ociężała, nic już nie wskazuje na to, że jest ciężarna.


Ja za to zastanawiam się, jak poradzić sobie z urządzeniem porodówki. Podglądam zdjęcia i wypytuję, jak tą kwestię rozwiązują inni hodowcy. Wygląda na to, że do wyboru są trzy opcje. Pierwsza, o najdłuższej tradycji, to kojec zbijany z desek. Druga to plastikowe legowisko, które pełni funkcję kojca. Trzecia opcja to zwykłe, owalne legowisko z dość wysokimi ścianami. Gdy szczeniaki już podrosną i zaczną się rozłazić, trzeba takie legowisko odgrodzić deskami albo metalowym płotkiem. Na razie zastanawiam się nad wersją pierwszą lub trzecią, bo nigdzie nie mogę znaleźć takich plastikowych legowisk. A że święta tuż tuż, nie ma co się śpieszyć z zakupami, bo paczka i tak utknie gdzieś na sortowni. Decyzję mogę spokojnie odłożyć do następnego tygodnia.

czwartek, 16 grudnia 2010

Ostre kawałki lodu i sól sprawiają, że zima to ciężki czas dla delikatnych psich łapek. Żeby uniknąć problemu, dobrze jest użyć jakiegoś preparatu zabezpieczającego. Po wypróbowaniu kilku środków mogę powiedzieć, że dla moich terierek najlepiej sprawdza się samodzielnie wykonana mikstura.
Skład:
2 części wazeliny kosmetycznej
1 część „Naturalnego kremu oliwkowego” firmy Ziaja.
Przed zmieszaniem wazelinę dobrze jest ogrzać, wkładając opakowanie na kilka minut do gorącej wody. Gdy stanie się płynna, bardzo dobrze miesza się z kremem. Krem jest delikatny, odpowiedni nawet dla niemowląt, więc sprawdza się do pielęgnacji łapek wrażliwych westików. Dzięki zmieszaniu uzyskujemy substancję, która rozprowadza się dużo lepiej niż wazelina, a jednocześnie jest dużo bardziej treściwa niż sam krem. Dobrze zabezpiecza łapki przed solą i kłującymi drobinkami śniegu i lodu.

niedziela, 12 grudnia 2010

O 3.30 obudziło mnie lizanie po twarzy. To była Sara. Upewniła się, że otworzyłam oczy, po czym zeskoczyła z łóżka i pobiegła do pokoju. Pokręciła się i wróciła na łóżko. Już miałam zapaść w sen, gdy znowu mnie polizała, zeskoczyła z łóżka i usiadła, wpatrując się. O co chodzi? Czyżby chciała na dwór? Niewiele myśląc (o 3.30 nie można wiele myśleć, wszystkie totalitarne systemy tą porę wybrały sobie na przeprowadzanie aresztowań) ubrałam się i wyszłyśmy na dwór. Sara załatwiła się i wróciłyśmy do domu. Biedactwo, pewnie szczeniaczki tak się w niej rozpychają, że ma mało miejsca na siuśki.

O tym, że trzeba będzie wstawać w nocy na siku nie pisała żadna specjalistyczna książka o rozrodzie psów. Mam okazję na zdobywanie wiedzy praktycznej.

Kilka dni później mogę stwierdzić, że nocne wstawanie na siku to bardziej wypadek przy pracy niż co nocna rutyna. Od czasu do czasu Sara budzi się w nocy, żeby zwymiotować. Taka proza ciąży.


 
1 , 2