Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
środa, 30 listopada 2011

Po obejrzeniu tego filmu postanowiłam zostać wegetarianką. Przedstawia okropne warunki, w jakich hodowane są przemysłowo zwierzęta. Świnie na mięso, kury dające jajka, krowy mleczne. Aż trudno uwierzyć, że w tak bestialski sposób można traktować zwierzęta.


Do tej pory nie miałam nic przeciwko jedzeniu mięsa, jajek czy mleka. Ale od tego momentu postaram się coś zrobić, żeby ograniczyć cierpienia zwierząt. Na przykład bardziej świadomie podchodząc do tego, co znajdzie się na moim talerzu. Skoro psy czują- a większość właścicieli psów się z tym zgodzi- to co czują krowy, świnie i kury trzymane całe życie w takich warunkach?


Moja babcia mieszka na wsi i w gospodarstwie ma kilka kur. Biegają po podwórku. Czasem przeżywają dodatkowe atrakcje, jak na przykład ucieczkę przed Wanią. Babcia nie pozwala Wani ganiać kur, bo przestraszone nie chcą składać jajek. Możliwe, że z perspektywy kury Wania wygląda dość przerażająco. Ale poza tymi wizytami życie kur jest dość szczęśliwe. A gdyby je zamknąć wszystkie w klatce o powierzchni kilku centymetrów, w ciemności? Co to za życie. Ucieczka przed Wanią wygląda przy tym jak fajna zabawa.


Prawdopodobnie kwestia praw zwierząt większości ludzi wydaje się tak radykalna i absurdalna jak dwa wieki temu wydawała się kwestia praw kobiet. Jednak po dziesiątkach lat walki kobiety w wielu krajach mogą czuć się wolne. Być może tak kiedyś poczują się zwierzęta.

niedziela, 27 listopada 2011

Na początek uspokajam- moje pieski mają się dobrze. Może to pogoda i długie noce sprawiają, że ludzie wracają myślami do swoich zmarłych zwierząt. Ostatnio aż trzy spotkanie na spacerze znajome osoby wspominały pieski, które odeszły.

Pani A zaczęła rozmowę od zwyczajów swojej obecnej suczki. Że jest taka spokojna jak cielak i nigdy nikomu nic złego nie zrobiła. Nie lubi wychodzić na spacery, bo woli leżeć w ciepłym domu. Że uratowali ją przed śmiercią, bo miała zostać uśpiona- nie znalazła domu wystarczająco szybko i przeszkadzała. Okres szczenięcy spędziła w stodole, jak ją przynieśli do domu śmierdziała i rzucała się na jedzenie, jakby dawno nie jadła. A Saba była zupełnie inna. Saba to ukochana suczka, która zmarła prawie dwa lata temu. Takiego mądrego psa to nikt nigdy nie miał. I takiego kochanego. Pod koniec życia chorowała, leczyli ją, ale nie pomogło. Zmarła na rękach. W ostatnich chwilach życia przeczołgała się z przedpokoju i oparła głowę na właścicielce. Pochowana jest na działce. Na grobie zawsze stoją kwiaty.

Panią B ostatnio rzadko widuję. Od kiedy zmarła jej suczka, nie spotykamy się na spacerach. Ale pani B na razie nie myśli o psie. Przecież żaden nie byłby jak Mela, taki wredny, leniwy, rozpieszczony. A innego nie chcą. Może kiedyś, ale teraz na pewno nie.

Pani C szła bez psa, ale widząc terierki zatrzymała się, żeby porozmawiać. Też miała kiedyś psa. Takiego mądrego i rozumiejącego wszystko zwierzęcia nie sposób zapomnieć. Za każdym razem, kiedy ją wspomina, łza się jej w oku kręci. Taki to był pies.

Każdy, kto miał ukochane zwierzę rozumie, jak wielki smutek towarzyszy jego odejściu. U weterynarza widziałam, jak dorośli ludzie zaczynają płakać na wieść o konieczności uśpienia psa. Moi rodzice długo odwlekali decyzję o eutanazji 14- letniej suki Niki. Chodziła z trudem, dostawała środki przeciwbólowe, a oni nie mogli zdecydować się na zakończenie jej życia.

Osoby doświadczające śmierci zwierzęcia często są niezrozumiane, a ich ból ośmieszany. Słyszą rady w stylu: zdechł ci pies, kup sobie drugiego i przestań płakać. Osobom postronnym trudno zrozumieć, jak silna więź może łączyć człowieka ze zwierzęciem. Czasem jest to najsilniejsza więź, jakiej doświadczał w życiu. Głęboki smutek i żałoba po odejściu psa są zupełnie normalne.

Odejście zwierzęcia może być szczególnie bolesne dla osób starszych, dla których był jedynym towarzyszem i najbardziej kochanym członkiem rodziny. Szczególnie jeśli wiedzą, że z powodu podeszłego wieku nie mogą sobie pozwolić na kolejnego zwierzaka. A często nie chcą, bo tak mocno byli związani z poprzednim, że jego zastąpienie wydaje się niemożliwe. Trudnych sytuacji jest więcej. Jak wyjaśnić dziecku, że psa już nie ma? Kiedy podjąć decyzję o eutanazji w przypadku przewlekle chorego zwierzęcia? Jak poradzić sobie z poczuciem winy, które może pojawiać się po śmierci?

W Stanach Zjednoczonych już w latach 80-tych pojawiają się pierwsze publikacje na temat radzenia sobie ze śmiercią ulubieńca. Wraz ze zmianą pozycji zwierząt domowych oraz coraz silniejszych więzi pomiędzy ludźmi a zwierzętami smutek i żałoba związana z odejściem stają się społecznie akceptowane. Powstają grupy wsparcia dla osób doświadczających żałoby lub muszących podjąć trudną decyzję o zakończeniu cierpienia. Odejście zwierzęcia bywa traktowane jak strata członka rodziny.

west highland white terrier

Nika i Sara 2 lata temu

west highland white terrier

Nika i Wika. Kilka tygodni po zrobieniu tego zdjęcia Nika odeszła. Wierzę, że obecność Wiki, jej radość i żywotność pomogła rodzicom pogodzić się ze stratą

sobota, 26 listopada 2011

Terierki dostały cieczki. Niemal tego samego dnia. Jakby się umówiły.

Od sąsiadki usłyszałam taką historię: To chyba jakieś jamniki będą... Co??? Westiczka mojego syna, 9-cio miesięczna jest w ciąży. Taka młoda, toż to wciąż jeszcze szczeniaczek. Biegała po podwórku i przez dziurę w płocie przeszła do sąsiada. A tam dwa psy, jamnik i pekińczyk. Któryś ją pokrył, będą szczeniaki. Jak one będą wyglądały?
Sąsiadka już przygotowuje się na przyjęcie „wnuka”, szczególnie że jej pies zmarł wiosną, otruty.


Terierki przez całą cieczkę chodzą na smyczy, więc nie ma obaw o niechcianą ciążę. Muszę historię opowiedzieć rodzicom. Wika biega po podwórku, żeby nie poczuła przedwcześnie zewu miłości.

niedziela, 20 listopada 2011

Dni robią się coraz krótsze, a pogoda pod przysłowiowym psem. Aż wstyd się przyznać, ale ostatnio nasze spacery ograniczają się do rundki wokół bloku.
Odkryłyśmy za to nową praktykę, albo inaczej- niedawno znalazłam nazwę dla czegoś, co robiłyśmy już wcześniej. Doga, czyli joga dla psów to sport od jakiegoś czasu popularny w Stanach Zjednoczonych. Został stworzony przez nauczycielkę jogi, będącą zarazem właścicielką psa. Odkryła, że ćwiczenie wraz z psem jest przyjemne i przynosi korzyści obu stronom. Wzmacnia poczucie jedności między człowiekiem a psem, pomaga się lepiej zrelaksować. Od tamtego czasu powstało kilkadziesiąt różnych technik dogi, a zajęcia prowadzone są w wielu studiach i siłowniach. Właściciele psów bardzo chwalą sobie możliwość praktykowania wraz z psem. Doga na razie modna jest w USA, ale powoli pojawia się w Europie Zachodniej. W Polsce na razie żadna szkoła jogi nie prowadzi zajęć dla psów. Ale czy trzeba chodzić na zajęcia? Wystarczy podstawowa znajomość jogi żeby rozłożyć matę, a gdy zaciekawiony pies położy się na niej, można go głaskać, masować czy obrócić, gdy chcemy zmienić pozycję. Ot, i cała doga. Pomysł może dziwaczny, ale raczej nie szkodzi psom. Jak widać na filmach, większość z nich po prostu śpi w czasie sesji.

A to przykładowa sesja dogi:


A tu zajęcia z Barking Buddha Doga (Joga szczekającego Buddy), które mają pomóc w staniu się jednością z psem oraz zbudowania opartej na zaufaniu relacji

piątek, 18 listopada 2011

Wybierałam się z Wanią na jutrzejszą wystawę do Kielc. Od tygodnia przygotowuję ją. Została wykąpana, wysuszona i nałożyłam odżywkę. Trymuję grzbiet, podcinam końcówki sukienki, zbyt długą sierść wokół łapek, ścinam maszynką sierść na piersi. Pięknie zrobiłam jej głowę i uszy. Wania wyglądała na prawdę fajnie. Ćwiczyłyśmy nawet ładne chodzenie, z różnym skutkiem. Wyjazd już jutro, a tu popsuł się samochód. Pech. Raczej nie pojedziemy na wystawę.

Więc zamiast relacji z jutrzejszej wystawy mogę wkleić tylko linki do znalezionych w sieci filmów o tym, jak trymować teriera szkockiego. Filmy są po angielsku, ale można co nieco podejrzeć i być może wypróbować na własnym szkociku.

Głowa

Głowa i szyja

Trymowanie szkocikowego ciałka

piątek, 11 listopada 2011

Zimno, zimno, coraz zimniej. Zamiast chodzić z terierkami na długie spacery, zajęłam się pisaniem. Owocem są dwa artykuły na temat suk (oraz psów) i kobiet w kulturze. A terierki wolny czas spędzają śpiąc na kanapie. Cieszę się, że nie są napalonymi na nieustanny wysiłek fizyczny psimi atletkami, i potrafią być czasem leniwe. Przed nami leniwa zima.

Pierwszy artykuł, opublikowany na portalu Feminoteka, opiera się na podobieństwie wystaw psów rasowych do wyborów Miss czy show w stylu Top Model. Pokazuje, że suki (i psy) oraz kobiety poddawane są podobnej tyranii związanej z pięknem i tresowane, aby wyglądać i zachowywać się w sposób określany przez kulturę.
Tekst dostępny na: http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=1124

Drugi tekst powstał na bazie referatu, jaki wygłosiłam na konferencji w Krakowie. Wzbudził olbrzymie zainteresowanie i okazało się, że większość ludzi niewiele wie na temat psów rasowych. To krótkie streszczenie tekstu, który dostępny jest w pdf na stronie Fem Tanku „Ekologia i sztuka”.
www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0108dabrowska2011.pdf

Ostatnia książka Donny Haraway „When species meet” analizuje relacje pomiędzy psami a ludźmi. Haraway otwiera przestrzeń do refleksji na temat możliwości komunikacji oraz tworzenia nie- hierarchicznych, opartych na współpracy i zrozumieniu relacji pomiędzy odmiennymi gatunkami. Opierając się na jej rozważaniach chciałabym się zająć podobnym usytuowaniem kobiet i psów (suk) w kulturze patriarchalnej. Przedmiotem mojej szczegółowej analizy będą wystawy psów rasowych, praktyka kulturowa, którą doskonale można odczytywać przez soczewki gender (płci kulturowej). Podobieństwo wystaw psów do wyborów miss czy pokazów mody, jak również wszechobecny przymus piękna to aspekty wskazujące na podobne usytuowanie kobiet i zwierząt w kulturze.  „The beauty myth” Naomi Wolf prezentuje zestaw praktyk, jakimi poddają się kobiety, aby sprostać patriarchalnemu wyobrażeniu piękna. Co zaskakujące, analogicznym praktykom poddawane są suki (i psy) uczestniczące w wystawach. Patriarchalna władza i opresja przekracza więc ramy płci i gatunków.

Miłej lektury :)

niedziela, 06 listopada 2011

Grecki filozof Zenon z Elei uważał, że ruch jest absurdalny i nie może istnieć. Znany jest ze swoich dialektycznych dowodów na niemożność ruchu. Jeden z nich nosi tytuł „Achilles i żółw”. Powolny żółw może z łatwością prześcignąć szybkiego Achillesa, jeśli tylko wystartuje wcześniej. Zanim Achilles dobiegnie do punktu A, z którego startował żółw, ten będzie już w punkcie B. Gdy Achilles będzie w punkcie B, żółw będzie już dalej. Achilles nie ma szansy go dogonić. Rozumowanie trochę skomplikowane, ale wiele wielkich umysłów trudziło się rozwiązując aporie Zenona. Terierki nie znają starożytnych mądrości, ale mają swoje sposoby na to, jak wyprzedzić dużo szybszego przeciwnika. Skoro nie ma się w nogach, trzeba mieć w głowie. A one mają głowy pełne pomysłów.

Według Wani trzeba szybko wystartować, a chwilę potem wpaść przeciwnikowi pod nogi. Masywne ciałko Wani działa jak przeszkoda, na której rozbija się przeciwnik. Dzięki krótkim łapom jej środek ciężkości jest blisko ziemi, co pozwala jej zachować równowagę gdy większy i długonogi osobnik się przewraca. Czas, gdy będzie się podnosił pozwoli zyskać przewagę i dobiec do mety. Sprytne, prawda?
Drugi sposób polega na odwróceniu uwagi przeciwnika przez gryzienie go w tyłek. Tą metodę stosuje Wania starając się dogonić pieski podobne wzrostem, na przykład westy. Startując stara się wyciągnąć szyję do przodu, aby chwycić westa za ogon. Gdy ten ogląda się, żeby sprawdzić co się dzieje, musi zwolnić, a wtedy Wania wygrywa.

Sara stosuje zupełnie inne metody. Po pierwsze, stara się nie stawać do wyścigu z potencjalnie szybszym przeciwnikiem. Siada i robi minę „głupie psy, wy sobie biegajcie, a my ludzie tutaj sobie postoimy i popatrzymy”. O dziwo, jest to mina bardzo podobna do tej, jaką robi czasem siadając na torze agility i odmawiając współpracy.
Drugi sposób opiera się na zasadzie fair play psich wyścigów. Sara startuje, ale gdy zauważa, że większy i szybszy przeciwnik ją wyprzedza, zaczyna przeraźliwie piszczeć, jakby stała się jej krzywda lub została sfaulowana. Wyścig zostaje przerwany, bo przecież wiadomo, że nie wolno bić mniejszego. 

scottish terrier

Wania jako żywa przeszkoda

west highland white terrier

West może by wygral, gdyby nie oglądał się za siebie

terier szkocki

Wania przyłapana na gryzieniu Sary w ogon.

czwartek, 03 listopada 2011

Gdyby dr House był psem, to byłby terierem szkockim. Albo gdybym miała porównać teriera szkockiego do postaci z serialu, porównałabym go do dr House'a. Podobieństwo charakteru i zachowania jest uderzające.

Zacznijmy od wybitnej inteligencji teriera szkockiego i dr House'a. Na co dzień obaj zachowują się jak pozbawione rozumu tępaki, podejmując bezsensowne decyzje i sprawiając wrażenie, że zupełnie nie rozumieją, o co nam chodzi. Później następuje magiczny przełom i olśnienie. To moment, w którym House rozwiązuje medyczną zagadkę a terier niespodziewanie robi to, czego długo i bezskutecznie chcieliśmy go nauczyć (na przykład bezbłędnie pokonuje tor agility). Później wszystko wraca do normy, pozostawiając nas w niemym podziwie dla właśnie objawionego geniuszu.

Drugie podobieństwo to mizantropia. Terier ujada, a House złorzeczy na wszystko, co się rusza, nie lubi psów, dzieci, staruszek oraz  innych ludzi bez względu na wiek i płeć. Jednak, jeśli już się do kogoś przekona i polubi, to jest wiernym i troskliwym przyjacielem, gotowym wskoczyć w ogień, by udzielić pomocy. Zgryźliwy i złośliwy, ale od czasu do czasu zaskakuje dobrym sercem oraz zainteresowaniem okazywanym przyjaciołom.

Jest jeszcze kwestia posłuszeństwa autorytetom oraz chęci wykonywania poleceń. Dr House systematycznie ignoruje polecenia swojej przełożonej dr Caddy, albo tak je interpretuje, żeby było mu na rękę. Robi to, co mu się opłaca. Albo stosuje fortele, szantaż, przymus lub inne zabiegi, aby postawić na swoim. Zupełnie, jak terier szkocki. Na korzyść teriera przemawia to, że gdy jest wkurzony, nie uda mu się wjechać samochodem w twój dom. Krótkie łapy mogą być zaletą...

Dodajmy to tego pewne ograniczenia mobilności- krótkie łapy u szkota i kulawa noga u Housa, wydłużony pysk oraz ponure spojrzenie spode łba. Podobieństwo niemal jak na rodzinnej fotografii.

scottish terrier

dr house

Wprawdzie dr House proponuje, żeby czytać mniej książek, a więcej oglądać telwizji, ale tą książkę warto przeczytać.