Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
poniedziałek, 29 listopada 2010

W ciągu ostatnich dni zachowanie Sary zaczęło się zmieniać. Stała się bardziej wyciszona i już nie szaleje z Wańką jak zwykle. Owszem, bawią się, ale trwa to krócej i mniej dynamicznie. Sara bardziej szuka bliskości człowieka. W domu i na spacerach trzyma się blisko, najchętniej ciągle by siedziała koło mnie, lub wręcz na mnie. Jest bardzo łasa na pieszczoty, bardzo lubi głaskanie i drapanie. Niestety, na podstawie zmiany zachowania nie można stwierdzić, że jest to ciąża. Ciąża urojona może mieć dokładnie takie same objawy.
Westka, która do tej pory zrobiła by wszystko dla jedzenia, nagle przestała jeść. Podstawiam jej pod nos miseczkę z tuńczykiem, serek biały, mokrą karmę, którą wcześniej błyskawicznie pochłaniała, a ona wącha, zje kilka kęsów i odchodzi. Często przełyka ślinę i oblizuje się, jakby hamowała się przed wymiotami. Sarka nie je, ale Wania je za dwie. Widać już pierwsze efekty nocnego podjadania- brzuch Wani wygląda jak wielka beczułka na krótkich łapach. W tym momencie to ona bardziej wygląda na ciężarną.

Za około tydzień (w 28-30 dniu ciąży) będzie można przeprowadzić badanie i doświadczony weterynarz jest w stanie wyczuć płody w macicy. Dla potwierdzenia można przeprowadzić też badanie USG, bo około 30 dnia ciąży zaczynają bić serca. Wtedy będziemy na pewno wiedzieć, czy Sara jest w ciąży, czy obie mamy urojenia.
Jeśli Sara jest w ciąży, to płody mają już około 1 centymetra długości i fasolowaty kształt. Płodziki mają już pęcherzyki mózgowe oraz formują się im zalążki przednich i tylnych kończyn.

Po rozmowie z dwiema paniami kierowniczkami oraz panią z kadr udało mi się zapisać do biblioteki Uniwersytetu Przyrodniczego. Na reszcie uzyskałam dostęp do pewnej wiedzy na temat rozrodu psów. Według mnie najlepsza jest książka „Rozród psów” pod redakcją Andrzeja Dubiela, kompendium wiedzy weterynaryjnej. Znalazłam w niej odpowiedzi na kilka wcześniejszych pytań. Całkiem fajna jest też „Hodowla psów” Kazimierza Ściesińskiego, bo zawiera praktyczne wskazówki, na przykład odnoście przygotowania kojca porodowego. Śnieg zasypał nas po uszy, więc siedzę w cieple i czytam.

Na zdjęciach z ostatniego jesiennego spaceru Sara wygląda wyjątkowo ładnie. Parząc dzisiaj przez okno aż trudno uwierzyć, że taka pogoda była jeszcze 3 dni temu.

westie i terier szkocki

Sara i Wania

westie i terier szkocki

Sara i Wania z odrobinę innej strony

west highland white terrier

west highland white terrier

Sara opromieniona

west highland white terrier

Chwile zadumy

westie i terier szkocki

Czarne i białe

west highland white terrier

Nostalgiczno- romantyczny klimat

west highland white terrier

A żeby nie było za słodko- dziki pies na zakończenie

sobota, 27 listopada 2010

Jest weekend, więc każdy może się wylegiwać (na przykład na plaży). Niestety, niektórzy o wylegiwaniu się mogą tylko pomarzyć, bo zaraz idą do pracy. Dla tych męczenników kapitalizmu kilka zdjęć słodkiego lenistwa, na pocieszenie.

Terierki wiedzę, jak korzystać z życia. Nie przejmują się pracą i wyrabianiem norm. Wylegują się na plaży, nawet gdy temperatura spada do 0 stopni. Byle tylko słońce było.

 

westie i terier szkocki

Odpoczynek w wersji klasycznej- jeden odpoczywa, drugi pilnuje. To wersja dla ostrożnych, bo nigdy nie wiadomo, kto kręci się po okolicy.

west highland white terrier

Dzięki Sarce powiedzenie "leżeć plackiem na plaży" nabiera nowego znaczenia.

terier szkocki

Wania też potrafi wypoczywać zwyczajnie. Jednak, jak na szkockiego teriera przystało, szybko nudzi się jej zwyczajne leżenie.

terier szkocki

To szkocka interpretacja wygodnego leżenia.

terier szkocki

Nawet jesienią trzeba pamiętać o szkodliwym promieniowaniu UVA i UVB. Najbardziej wrażliwe części szkota dobrze zabezpieczać filtrem. W polowych warunkach świetnie sprawdza się filtr piaskowy nałożony na brodę.

piątek, 26 listopada 2010

Kupiłam nowy aparat, i w samą porę. Dzięki lustrzance udało mi się sfotografować niezwykłe zdarzenie: przemianę Wańki w ninja.

Nigdy nie było tajemnicą, że Wańka mocno stąpa po ziemi. Siła grawitacji przyciągała ją tak mocno, że nie była w stanie nawet wskoczyć na łóżko. Cięzki tyłeczek trzymał się ziemi i ledwo- ledwo mogła go oderwać. Widać to na starych zdjęciach- nawet gdy przód psa odrywa się do góry, tył odrywa się tylko nieznacznie. Do tej pory nie miałam wątpliwości, że Ikarem ona nigdy nie będzie.

terier szkocki

Wańka próbuje oderwać się od ziemi, z niewielkimi efektami.

 

Tak było aż do dzisiaj, bo Sarka w końcu zlitowała się nad biedną szkotką i postanowiła ją czegoś nauczyć. Wańka okazała się pojętną uczennicą i efekt zaskoczył nas wszystkich.


westie i terier szkocki

Pierwsza lekcja- trzeba rozpędzić się i skoczyć z podwyższenia. Sarka biegnie obok i asekuruje szkotkę. Jednak nie ma czego się obawiać- Wania bezpiecznie odrywa się od ziemi i bezpiecznie ląduje.

westie i terier szkocki

Druga lekcja jest trudniejsza i Wania wykonuje ją samodzielnie. Biegnij Wania, biegnij! Najpierw trzeba się dobrze rozpędzić.

terier szkocki

Udało się! Wania oderwała się od ziemi. Ale to, co nastąpiło za chwilę....

 

terier szkocki

Wania lata!!!! Grawitacja pokonana. Szkocki ninja wkracza do akcji!

19:40, whitewestie , Szkotka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 listopada 2010

Ponieważ terierki mają już zapas obróżek na lata, postanowiłam zrobić coś dla siebie- terierkowe kolczyki. Przed wystawą w Kielcach zrobiłam pierwsze trzy pary oraz przypinkę do numerka. Kolczyki sprawdziły się super. Są leciutkie w noszeniu i wyglądają bardzo efektownie. Przypinka też jest fajna, ale jak dla mnie za duża do noszenia na co dzień, więc będzie tylko gadżetem wystawowym.

Technika wytwarzania jest dość prosta. Potrzebujemy gruby filc (co najmniej 3 mm), z którego wycinamy sylwetkę terriera. Później nabijamy go na haczyk, przyczepiamy do bigla i mamy najprostsze i najbardziej klasyczne terierkowe kolczyki. Taki podstawowy kolczyk można jeszcze ozdabiać, doczepić koraliki czy inne ozdóbki.
Stworzenie terierkowej przypinki jest równie łatwe. Trzeba z filcu wyciąć sylwetkę terierka, ozdobić oraz doszyć z tyłu agrafkę lub inne przypięcie. Ja używam dwóch warstw filcu nie tylko dlatego, że wyglądają fajnie, ale także przypinka jest dzięki temu bardziej sztywna i się nie deformuje.
Na razie robię szkockie wersje, wkrótce zajmę się westikowymi kolczykami.

Chciałam ostrzec, że robienie kolczyków- terierkowych czy bezterierkowych- wciąga okrutnie. Tyle możliwości połączeń kolorystycznych, kształtów i faktur koralików. Gdy tylko znajduję trochę czasu, siadam i robię kolczyki. Dobrze, że już wkrótce święta i tyle osób czeka na prezenty :)

terierkowe kolczyki

To moje pierwsze trzy pary.

terierkowe przypinki

Terierkowe przypinki do numerka. Na zdjęciu nie widać rozmiaru, ale są dość duże (ok. 10 cm długości)

terierkowe kolczyki

Kolekcja kolczyków z terierkami i bez- powstała w ciągu ostatnich wieczorów

terierkowe kolczyki

terierkowe kolczyki

terierkowe kolczyki

terierkowe kolczyki

A to kolczyki na świąteczne prezenty. Część z nich poszła na aukcję, z której dochód przeznaczony jest na pomoc bezdomnej westce, lub innym terierkom w potrzebie.

niedziela, 21 listopada 2010

Nawet nie zdążyłam się zacząć martwić, że ugrzęźniemy w rutynie, bo terierki od razu zapewniły mi rozrywkę. Korzystając z ładnej pogody wyszłyśmy na dłuższy spacer na łąki. Sara z radości wytarzała się w krowiej kupie, Wania też w jakiejś, nawet nie chcę dochodzić czyjej. Pewne jest, że śmierdziały okrutnie. One oczywiście były nieziemsko zadowolone, a ja prowadziłam dwa brudasy.

W domu nie wiedziałam, którą pierwszą wkładać do wanny. Sara była bardziej przyschnięta, więc było mniejsze niebezpieczeństwo, że wyciapie całe mieszkanie. Zaczęłam od Wani. Zaskoczył mnie kolor nowo kupionego szamponu do czarnych psów- fiolet niemal jak denaturat. Szkociczka nawet cieszyła się z kąpieli, a jeszcze bardziej z jej zakończenia. To niesamowite, że mokra szkotka biega dwa razy szybciej niż sucha. Wańka ledwo dała się wytrzeć, bo po prostu się rozszalała robiąc wygibasy i wycierając we wszystko, co napotkała na drodze. W czasie suszenia też była bardzo zadowolona. Niestety, po wysuszeniu okazało się, że nadal czuć ją trochę smrodkiem. Z pomocą przyszła mi odżywka Tropiclean, o zapachu wiśniowym, którą kupiłam kiedyś na wystawie i nie używałam, bo zapach wydawał mi się zbyt intensywny. Doskonale nadaje się do maskowania nieprzyjemnego zapachu, więc Wańka biega pachnąc jak wiśnia.

Sarkę, w ciąży czy nie, też trzeba było uprać,. Zniosła zabieg z godnością, a ja musiałam bardzo się starć, żeby umyć ją resztką szamponu z niemal pustej butelki. Po umyciu i wysuszeniu jeszcze bardziej wypiękniała. Po prostu wygląda cudownie w bieli, aż nie mogę się napatrzeć. Szkoda tylko, że przy takiej pogodzie ten efekt niedługo się utrzyma.

Na pocieszenie terierki dostały kości do obgryzania, więc nawet czyste psy mogą być szczęśliwe.

piątek, 19 listopada 2010

Po ostatnich przeżyciach życie moje i terierek wraca do stałego rytmu: spacer-jedzenie-spacer-zabawa-jedzenie-spacer. Może nie do końca w takich proporcjach, ale wiadomo, o co chodzi.


Wciąż nie wiem, czy Sara jest w ciąży, ale wydaje mi się, że wypiękniała. Nie musi to być efekt ciąży, ale raczej tego, że zaczyna odrastać po trymowaniu. Przed kryciem wyrwałam ją dość krótko, a teraz szata powoli nabiera ładnego kształtu. Wypatrując oznak ciąży zauważyłam u Sarki szybkie przełykanie śliny, jakby miała ochotę wymiotować, ale starała się powstrzymać. Czy to znak na tak?

Na wszelki wypadek trochę ją rozpieszczam. Wprawdzie dostaje to samo jedzenie, ale dosmaczam je mocno tuńczykiem w oleju albo inną rybą, albo serem białym czy w ostateczności karmą z puszki. Sarze bardzo smakuje, a Wania też na tym zyskuje, bo też dostaje jedzenie w ulepszonej wersji.


Wania ostatnio zmieniła się w nocnego podjadacza. Gdy gasną wszystkie światła i kładziemy się spać zapada na chwilę cisza, a później słychać plask-plask-plask- to biegnie Wania. Gdzie ona biegnie? Za chwilę słychać chrum-chrum-chrum, a później chłept-chłept-chłept. Rano tajemnica się rozjaśnia, bo miska Sary jest wylizana do czysta. Nawet się cieszę z tego nocnego podjadania, bo jak na szkotkę Wańka jest szczuplutka i przyda się jej trochę tłuszczyku na zimę. Uprzedzając pytania- tak, karma stoi cały czas w misce i psy mają do niej dostęp o każdej porze. Na początku kierowałam się radami Jan Fennell i zabierałam miski zaraz po zakończeniu przez psy posiłku , aby utrzymać hierarchię w stadzie. Dzięki temu psy miały zrozumieć, że ja jestem na górze i decyduję, kiedy jedzą. Później zaprzestałam tej praktyki i nie zauważyłam jakiś szczególnych zmian w zachowaniu psów. Mimo, że karma stoi cały dzień w miskach i tak jedzą dwa razy dziennie, wtedy gdy do misek dodaję jakąś zasmaczkę.

Gdy obserwuję codzienność, ciekawe są także łóżkowe rytuały terierek. Sara od początku śpi ze mną. Najpierw kładzie się na mojej poduszce- jeśli może, to w całości. Ponieważ ją przesuwam, to stara się przynajmniej oprzeć głowę na poduszce. Później zaczyna się wiercenie i zmienianie pozycji, które kończy się zazwyczaj tak, że gdy budzę się rano Sara śpi zwinięta w kłębek w okolicy mojego brzucha, a jeśli może- na moim brzuchu. Wania śpi na posłaniu na podłodze. Rano budzą nas uderzenia czegoś ciężkiego- to Wańka stara się wskoczyć na łóżko. Łóżko jest wysokie, a ona ma krótkie łapy, więc nie radzi sobie z tym. Kilka razy nawet wydźwigiwałam ją na łóżko, ona bardzo się cieszyła, a później szła w najbardziej oddalony róg i tam się kładła. Jakoś nie sprawiało jej radości spanie ze swoim człowiekiem. Ale najgorsze było to, że gdy przyszła jej ochota na opuszczenie łóżka- po prostu z niego spadała (bo trudno było to nazwać zgrabnym zeskoczeniem). Było to niebezpieczne, więc teraz śpi na podłodze i chyba to zaakceptowała.

wtorek, 16 listopada 2010

Dzięki uprzejmości Ani, właścicielki Zacharka, dostałam kilka fotek Wańki z kieleckiej wystawy.

Lubię sobie oglądać zdjęcia po wystawie, bo jakimś sposobem widać na nich więcej, niż na żywo. Można się spokojnie zastanowić, co poprawić w przygotowaniu psa, jego ustawianiu i wystawianiu. Widzę, że dość mocno wytrymowana ze szczenięcej sierści Wańka bardziej przypomina brzydkie kaczątko, niż córkę championów. Jednak mam nadzieję, że gdy ładnie zarośnie do następnej wystawy, rzuci wszystkich na kolana. Bardzo mnie cieszy, że jest taka radosna i rozbawiona. Szczególnie na filmiku widać, jak jej się cieszy pyszczek na dźwięk i widok piszczącej zabawki. Dzięki temu idzie po ringu dużo chętniej niż na poprzedniej wystawie w Białymstoku.

wystawa psow kielce

Próbujemy się ładnie ustawić

wystawa psow kielce

Odrzutowa szkotka podczas rundki wokół ringu

wystawa psow kielce

Wielkanocny zajączek? Nie, to Wańka, wpatrzona w zabaweczkę

wystawa psow kielce

Pomysł zabawiania psa podczas czekania na ocenę podpatrzyłam u znajomego hodowcy bulterierów. Zdziwiło mnie, że psy zamiast stać grzecznie na baczność w oczekiwaniu na ocenę- bawią się. Znajomy wyjaśnił mi, że nie ma co stresować psa wtedy, gdy sędzia i tak na niego nie patrzy, bo ocenia innego. Lepiej zabawiać psa, bo gdy przyjdzie jego kolej będzie pokazywał się ładnie i energicznie.

wystawa psow kielce

Próba ustawienia Wańki na stoliku

A na deser krótki filmik z rundki wokół ringu.

niedziela, 14 listopada 2010

W sobotę byłam z Wańką na wystawie psów w Kielcach. Wania debiutowała w młodzieży, bo trzy dni wcześniej zdobyła wiek odpowiedni do występowania w tej klasie. Szkoty oceniał czeski sędzia Leos Jancik. Było i słodko, i gorzko. Wańka dostała 3 miejsce i ocenę bardzo dobrą. Sędziemu zupełnie nie przypadła do gustu, chociaż uznał, że większość elementów jej budowy jest standardowa. Szczególnie nie spodobała mu się szata.
„Ona nie ma fryzury wystawowej”- powiedział w trakcie oceny.
„Jak to?” Wywaliłam oczy, bo opowiadał brednie.
Wtedy pokazał stojące obok dużo starsze psy- „To jest fryzura wystawowa.”
„Ale nie można tak porównywać, bo ona ma dopiero 9 miesięcy, więc szata jest w fazie wzrostu, a tamte są dużo starsze” opowiedziałam.
„Jak nie widzi, to niech sobie kupi lepsze okulary” doradził sędzia.
Nie skomentowałam tego, ale dla mnie ten pan sam wystawił sobie ocenę.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z Wańki. Poszła świetnie. Ogonek trzymała w górze. Piszcząca zabawka sprawiła, że fajnie czuła się na ringu, była zainteresowana i wpatrzona we mnie. Poza tym całkiem dobrze bawiła się na wystawie. Po prezentacji chodziłyśmy jeszcze sporo po halach i była zainteresowana pieskami oraz tym, co działo się wokół niej. Bardzo mnie to cieszyło, bo może dzięki temu polubi wystawy.

Przy ringu westów zbierałam bezcenną wiedzę na temat wad postawy, krzywych łap, grzbietów i kątowań. Opinie sędziego są niepodważalne, ale publiczność wie swoje. Według tego, co mówiono wokół ringu w jednej z klas wygrała suka z kufą długą jak u szkota, kątowana tak źle, że dreptała pod sobą, a na dodatek z garbem. Inna zwyciężczyni z racji swojego wzrostu porównywana była do mamuta. Ktoś radził, żeby sprawdzić, czy pomiędzy nogami nie pałętają się jajeczka, bo może to jednak piesek, bo zupełnie nie wygląda na sukę.

Nagrodzone niedawno anty- noblem badania naukowe dowodziły, że jeśli ludzie awansują w sposób zupełnie przypadkowy, bardzo dobrze wpływa to na efektywność firmy. Zastanawiam się, czy podobna zasada ma zastosowanie w przypadku wystaw psów. Równie interesujące jest pytanie, dlaczego wystawy wygrywają zazwyczaj największe brzydactwa, a wybory najwięksi idioci.

Hale wystawowe były olbrzymie, wokół było mnóstwo przestrzeni na rozstawienie się. To komfort, gdy nie trzeba się tłoczyć i przepychać. Jak do tej pory była to najfajniejsza wystawa, w której uczestniczyłam. Przyjechałam z fajnymi znajomymi, doświadczonymi hodowcami, wystawcami i kynologami. Dowiedziałam się mnóstwo o psach, sędziowaniu oraz kynologicznym świadku. Im więcej psów się wystawia, tym bardziej na luzie się do tego podchodzi. Wystawianie Sary brałam strasznie serio a wszelkie opinie na jej temat traktowałam bardzo osobiście. Przy Wańce wyluzowałam. Teraz wyjazd na wystawę bardziej przypomina kopa adrenaliny, jak przy grze w ruletkę, sportach ekstremalnych czy jakimś nielegalnym procederze.

Tradycyjnie już oba pieski po wystawie dostały prezenty: pyszne przysmaczki z suszonej kaczki, które błyskawicznie znikały w pyskach, śliczne czerwono- czarne miseczki w łapki, które mam nadzieję, że będą im dłużej służyć. Wania dostała piszczącą zabawkę podobną do tej, jaką Sara dostała po wystawie w Lublinie. To właśnie te zabawki sprawiają im najwięcej radości. W tej chwili otacza mnie przeraźliwy pisk na dwa pyski. Sara dusi swoją piszczącą zabawkę- krwinkę a Wania piszczącą piłeczkę. Ponieważ każda wydaje dźwięki w odrobinę innej tonacji, pisk jest nie do opisania. A terierki szczęśliwe na maxa.

czwartek, 11 listopada 2010

Będąc młodą hodowcą korzystam z rad osób, które mają większe doświadczenie. Nie jest to proste, bo co hodowca, to opinia. Błąkam się wśród tych różnych, często sprzecznych poglądów na ciąże i porody, zastanawiając się, kto się myli. A może wszyscy mają rację? Skoro odchowali już kilka miotów kierując się radami, jakich teraz mi udzielają, to musiały działać.

Kontrowersja pierwsza: kiedy powtarzać krycie
Żeby zwiększyć pewność, że urodzą się szczeniaki, dobrze jest krycie powtórzyć. Wszyscy hodowcy, z którymi się konsultowałam, są co do tego zgodni. Kontrowersje pojawiają się dopiero wtedy, gdy mowa o terminie ponownego krycia. Hodowca 1 twierdzi, żeby krycie powtórzyć od razu następnego dnia, bo okres płodny u suki jest ograniczony, więc im szybciej to zrobimy tym lepiej. Hodowca 2 radził, żeby krycie powtórzyć za 2-3 dni, bo plemniki w narządach rodnych suki żyją 24-72 godzin, więc nie ma sensu kryć zbyt szybko.

Kontrowersja druga: czy powtórzone krycie wpływa na liczbę szczeniaków
Znowu, ile hodowców, tyle opinii. Hodowca 1 twierdzi, że to zupełna bzdura. Jeśli kryjemy drugi raz, nie rodzi się więcej szczeniąt, ale mamy pewność, że szczeniaki w ogóle się urodzą. Hodowca 2 z kolei uważa, że dzięki powtórzonemu kryciu urodzi się więcej szczeniaków. Uzasadnia to tym, że uwalniane przez sukę jajeczka przez dłuższy czas mają szansę spotkać plemniki, a w związku z tym więcej może zostać zapłodnionych, co może przełożyć się na większą liczbę urodzonych szczeniąt.

Kontrowersja trzecia: trymować sukę w ciąży, czy nie?
Część hodowców zdecydowanie odradza wszelkie zabiegi pielęgnacyjne, trymowanie jak również zbyt intensywne czesanie. Inni wręcz przeciwnie. Twierdzą, że sukę spokojnie można trymować, bo skoro jest do tego przyzwyczajona, to nie ma w tym dla niej nic stresującego. Dowodzą, że gdyby przez okres ciąży i porodu nic z suką nie robić, to oznaczałoby dla niej koniec kariery wystawowej. Zanim udałoby się doprowadzić włos do porządku, sezon wystawowy by minął.

I komu wierzyć? Na razie zapisuję opinie i będę szukała odpowiedzi. Ach, ten nałóg poszukiwania prawdy.

Sarka już po powtórnym kryciu. Teraz czekamy, bo dopiero za miesiąc będzie można ustalić na USG czy jest w ciąży
.

wtorek, 09 listopada 2010

Wczoraj pojechałyśmy z Sarą na krycie do „sexo: macho”, pięknego westika Garego. Nie wiem, dla kogo ten pierwszy raz był trudniejszy: dla mnie czy dla Sarki. Ja byłam zdenerwowana jak przed pierwszą randką, która ma się przekształcić w randkę rozbieraną. Sarka była po prostu zainteresowana psem, jakimkolwiek, byle można było z nim poflirtować. Gdy zobaczyła Garego od razu wpadli sobie w oko, zaczęła go zaczepiać, wąchać, a on odwzajemniał zainteresowanie. Zabawa w „co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”- ona zaczepia, ucieka, on goni może to trwać bardzo długo. Jednak krycie psów nie jest aż tak naturalne, jak mi się wydawało. Reproduktory uczone są krycia i robią to niemal na zawołanie. Właściciel Garego przerwał psom flirtowanie i stwierdził, że tak to się będą ganiać całą noc, a nie mamy tyle czasu. Polecił mi, żebym przytrzymała Sarę, on przytrzymał Garego, pomógł mu wskoczyć na Sarę i tak rozpoczął się psi seks z pomocą ludzi. Każda postmodernistyczna badaczka kultury wpadłaby w głęboką zadumę nad tą sceną. Dwa psy kopulując w objęciach dwojga ludzi to wręcz trans-gatunkowa i trans-płciowa orgia, w której znoszone są granice pomiędzy kulturą i naturą, tym co zwierzęce a tym co ludzkie.

Udało się nam trafić w dobry dzień na krycie, bo Sarka nie protestowała, nie piszczała ani nie zdradzała żadnych oznak dyskomfortu. Czy było jej przyjemnie, pozostanie jej tajemnicą. Po skończonym pierwszym razie pieski zajęły się swoimi sprawami, jednak nie trwało to długo. Po kilku minutach znowu zaczęły się zaczepiać i najwyraźniej miały ochotę na powtórkę z rozrywki. Więc powtórzyliśmy, bo dlaczego by się miały nie wyseksić.

Wkrótce czeka nas jeszcze jedna powtórka, żeby mieć jak największą pewność, że jajeczka Sarki zostaną zapłodnione.

 
1 , 2