Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
piątek, 20 listopada 2009

Właśnie przeczytałam artykuł o psich fabrykach. Dotyczy USA, ale w Polsce jest podobnie. Zawiera kilka przydatnych rad, gdzie psa nie kupować, a gdzie można spokojnie kupić oraz na jakie rzeczy zwracać uwagę przy kupnie.

http://pies.onet.pl/36534,13,16,ofiary_wyzysku,1,artykul.html

11:12, whitewestie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009

Czy istnieją psy dobrze wychowane, posłuszne właścicielowi i ułożone? Pewnie istnieją, ale podobnie jak egzotyczne okazy ginących gatunków można spotkać je tylko w specyficznych warunkach: na szkoleniach posłuszeństwa, wystawach psów, pokazach agility. W codziennym życiu przeważają pospolite psy niesłuchusy. Niestety i mój pies, pomimo szlachetnego pochodzenia, także dołącza do tego psiego pospólstwa.

Mnóstwo razy byłam świadkiem takich sytuacji: właściciel woła psa, a ten udaje że nie słyszy i z radością zabiera się za szukanie czegoś w śmietniku/ na trawniku/ gdziekolwiek indziej lub rzuca w pogoń za znajomym psem czy czymkolwiek. Właściciel już ochrypł od wołania, a pies wraca dopiero wtedy, gdy znudziła mu się zabawa. Niestety, Sara także miewała okresy takiego zachowania.

Czy jest jakiś sposób? Na Sarę działa wykluczenie jej z naszego stada czyli zakaz wchodzenia na kanapę i spania w łóżku. Już po jednym dniu takiej terapii pies zaczyna się lepiej zachowywać i odzyskuje słuch. Co dzieje się trzeciego dnia? Jeszcze nie wiem, bo dzisiaj dopiero drugi dzień.

czwartek, 12 listopada 2009

Wczoraj Sara dostała pierwszą kość, a właściwie kawałek indyczej szyi. Obwąchała ją z zainteresowaniem- bardzo jej się ten zapach spodobał, bo zaczęła jeść aż chrupały kości. Chrupała i oblizywała się  jak przy najlepszym smakołyku. Gdy zjadła, obwąchała podłogę wokoło, czy jeszcze coś nie zostało. Ona jadła, a ja zastanawiałam się- co ja robię, daję psu kość. Gdy skończyła, czułam się, jakbym właśnie podała jej truciznę. Czekałam, aż zacznie się wić w konwulsjach, a właśnie zjedzone kości przebiją ją na wylot. Nic takiego się nie działo- czuła się dobrze, a następnego dnia wszystko wydaliła.

Dzisiaj byłam o mojego super veta, żeby sprawdzić zdrowienie łapy. Powiedziałam mu o nowej diecie surowiznowej, a on stwierdził, że to świetny pomysł. Karmy przemysłowe to syf, bo takie na prawdę dobrej jakości musiałyby być tak drogie, że nie opłacałoby się ich produkować. Royal, który kiedyś był dobry teraz schodzi z tej samej linii produkcyjnej co whiskas i pedigree. Karmy supermarketowe z kolei nie mają praktycznie żadnych składników odżywczych, a mnóstwo wypełniaczy i konserwantów. Pies może jeść i jeść, a i tak jest głodny, bo ilość białka w takiej karmie nie jest wystarczająca. To jakby człowiek żywił się tylko ziemniakami- może jeść kilogramami, a i tak będzie chodził głodny.

Dowiedziałam się, ile surowizny powinna dostawać moja 7 kilowa psa- jakieś 40 dkg. Mniej więcej połowa z tego powinna być mięsem, a reszta mogą być jakieś wypełniacze- warzywa, ryż albo makarony. Kości też nie są aż tak niebezpieczne- mogę jej dawać te szyje, na przykład co dwa dni połowę. Niebezpieczeństwo polega na tym, że długie kości mogą się wbijać w jelita, albo gdy pies zje za dużo kości, może się zapchać i zaczopować. Przy takim zatwardzeniu już jest problem i trzeba jechać do veta.
Vet powiedział, że surowe mięso ma dużo więcej witamin niż gotowane, nie wspominając już o takim parzonym i suszonym jak w karmach. Jeśli pies lubi, to mogę jej spokojnie dawać. Raz w tygodniu powinnam też dawać jajko surowe albo gotowane (ale nie na miękko), a jeśli pies będzie dobrze znosiła- dawać też ser biały.

Zasady żywienia nie wydają się specjalnie trudne, a gotowanie specjalnie wymagające. Psa dalej będzie na surowym. Tym bardziej, że wczoraj u rodziców najadła się suchej karmy, a chwilę później już się drapała. Najwyraźniej jej to nie służy.

poniedziałek, 09 listopada 2009

Wyjeżdżałam i musiałam zostawić Sarę na kilka dni u rodziców. Wtedy zaczęła sobie lizać łapę. Myślałam, że to ze stresu spowodowanego rozłąką i że po powrocie do domu przestanie. Czas mijał, ona dalej lizała, aż łapa stała się zaczerwieniona a sierść zżółkła. Poszłam do weterynarza i stwierdził, że to nie nerwica, ale przyczyną może być uczulenie na jakiś składnik pożywienia. Zamiast podawać jakieś środki poradził, żeby zmienić karmę na inną, w krórej nie ma kurczaka, czekać i zobaczyć, jak pies dalej będzie się zachowywał. Przeszukałam forum westików- okazało się, że nietolerancja pokarmowa to normalka dla tej rasy. Westy często uczulają się i często przyczyną uczulenia jest kurczak występujący w większości karm przemysłowych. Polecane są karmy bez kurczaka, na przykład z rybą, albo jagnięciną lub dziczyzną. Wielu doświadczonych hodowców w ogóle nie karmi westów karmą z kurczakiem. Wet powiedział, że przy odrobinie szczęścia po odstawieniu starej karmy objawy same znikną i nie trzeba będzie nic więcej robić. Sara dostała tylko maść do smarowania łapy, bo od lizania i wilgoci zaczęły rozwijać się jakieś bakterie.

Podałam jej nową karmę z jagnięciną, jednak Sara nie chciała jeść. Gdy w misce pojawiało się jedzenie wąchała i odchodziła skrzywiona. Na poprawę apetytu nie pomagało nawet zabieranie miski i podawanie dopiero w porze kolejnego posiłku. Psa podjęła głodówkę protestacyjną. Od czasu do czasu zjadała trochę, żeby nie paść z głodu. Protest dał pewne rezultaty- ponownie przeszukałam internet i stwierdziłam, że będę gotować.

Na forum westików jest kilka przepisów na gotowane jedzenie dla psów. Zaczęłam gotować jej indyka z ryżem i marchewką lub czerwonymi burakami. Zmiana diety od razu dała efekty. Pies jadła i odchodziła od miski z uśmiechem. Na prawdę widać było, jaka jest zadowolona i szczęśliwa. Gdy przynosiłam miskę z jedzeniem patrzyła na nie z uwagą i wykonywała wszystkie polecenia, żeby w końcu dorwać się do jedzenia.
Były też inne efekty:
pies stał się żywszy i bardziej energiczny
zniknął jej brzydki zapach sierści (mycie nie było potrzebne)
sierść stała się jakby milsza w dotyku
przestała wylizywać łapę.
Wszystko to po tygodniu stosowania gotowanej diety!!!

Znalazłam sporo informacji o diecie BARF, która podobno pomogła psom z różnym schorzeniami. Dieta ta polega na karmieniu psów w sposób jak najbardziej zbliżony do naturalnego- dostają surowe mięso, kości, trochę warzyw i owoców. Nie dostają wypełniaczy takich ja ryż, kasza, czy makaron. Zaczęłam zastanawiać się nad stosowaniem tej diety u Sary. Mam trochę obawy co do dawania kości, bo większość weterynarzy odradza i podaje mnóstwo przykładów jak kości perforują jelita, powodują zaparcia, tworzą w żołądku wielkie kule, których pies nie może strawić. Na razie więc nie daję kości, ale zaczęłam włączać do diety surowe mięso i ograniczać ilość ryżu. Kości nie daję, ale psa na spacerze często łapie jakieś stare kości i próbuje zjadać, więc może jest w nich coś, czego potrzebuje? Na razie powoli eksperymentujemy z nową dietą i obserwuję efekty. Psie surowizna smakuje. Dzisiaj z radością zjadła kawał na wpól surowego indyka. Zobaczymy, co będzie dalej.

piątek, 06 listopada 2009

Nad odczytaniem rodowodu Sary spędziłam kilka godzin. Jej dziadkowie ze strony ojca pochodzą z Hiszpanii (z hodowli Alborada), ale są championami Meksyku. Pieski dużo podróżowały najwidoczniej. Nic dziwnego, że Sara coraz lepiej znosi podróże samochodem, a po takich dziadkach nie powinna też mieć problemów z podróżami statkiem i samolotem. Jej tata- Buck Alborada- we wczesnym dzieciństwie przyjechał z Hiszpanii do Polski, został championem młodzieży i championem polski.
Ciekawe są też losy rodziny ze strony matki. Jej dziadek- Rob du Moulin de Mac Gregor- był wyjątkowo pięknym i utytułowanym psem- zdobył chyba z 15 championatów w wielu krajach Europy Wschodniej i Zachodniej. A jej babka- Anja z Wioski Słowian, była prostą, wiejską wręcz dziewczyną. Ten psi arystokrata z miłości lub kaprysu (a bardziej prawdopodobne- za sprawą właścicieli) miał z nią szczeniaki. Tak urodziła się mama Sary- Adia z Wioski Goławiec.

Pra i pra-pra dziadkowie to zupełnie międzynarodowe towarzystwo. Pochodzą z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji i Niemiec. Sara jest więc kosmopolitką. Nic dziwnego, że tak świetnie czuje się na salonach i na kanapach.

Rodowód Sary:

rodowod