Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 26 lutego 2011

W siódmym tygodniu można robić szczeniakom testy charakteru. W przybliżeniu informują o temperamencie i predyspozycjach szczeniaka oraz dają pomagają dostosować sposób szkolenia i wychowania do osobowych cech pieska. Pomagają ocenić stosunek socjalny do obcej osoby, chęć współpracy, dominację i bojaźliwość. Testy robi osoba nieznajoma dla szczeniaków, w nowym dla nich miejscu. U nas robiła to Gosia, która od wielu lat zajmuje się szkoleniem psów, a także napisała doktorat na temat testów charakteru szczeniąt. Same testy nie są szczególnie trudne, ale trzeba mieć trochę doświadczenia, żeby je odpowiednio zinterpretować.

Osoba testująca bierze szczeniaka w nowe dla niego miejsce i zachęca (klaskaniem, wołaniem, cmokaniem) do przyjścia oraz podążania za człowiekiem. Jedne szczeniaki przychodzą chętnie, inne wolą badać nowe miejsce. Kolejny test bada uległość. Szczeniak kładziony jest na plecy i trzymany w takiej pozycji kilkanaście sekund. Obserwuje się jego reakcję- czy leży spokojnie, próbuje gryźć, wyrywać się, czy tylko popiskuje. Później Gosia rzucała im papierową kulkę, żeby sprawdzić chęć aportowania (a przez to chęć do współpracy z człowiekiem).  Kolejny test mierzy bojaźliwość- na podłogę w pobliżu szczeniaka rzuca się metalowe klucze. Wydają one dość mocny dźwięk, którego bojaźliwy szczeniak się przestraszy. Nasze szczeniaki spokojnie zareagowały na dźwięk- usłyszały go, ale się niw wystraszyły. I w końcu zabawa w przeciąganie szmatki, która bada zarówno instynkt łowiecki, jak i towarzyskość.

Szczeniaki są stabilne emocjonalnie, spokojnie reagują na dominację, nie są agresywne, ale nie są bojaźliwe. Mają słaby instynkt łowiecki, więc bardziej nadają się do zabaw z dziećmi, niż do polowania na gryzonie.

Gucio jest spokojny, stateczny i pewny siebie. Zachowuje się jak dżentelmen i stoicko podchodzi do rzeczywistości- nie ma się po co śpieszyć, ani nie ma się czego obawiać. Jest towarzyski, bo podszedł na przywoływanie i szedł za człowiekiem, ale robił to w swoim tempie. Jednocześnie jest niezależny, bo wprawdzie poszedł po aport (chętny do współpracy), ale zamiast przynieść go, zabrał dla siebie. Zainteresował się przeciąganiem szmatki, ale- jak wszystko- robił to statecznie. Jest dość odważny, bo nie przestraszył się kluczy, ale podszedł je obwąchać.

Fioletka jest bardzo samodzielna i bardziej zainteresowana badaniem nowego otoczenia, niż przywołującą ją osobą. Ma swoje zdanie i jest niezależna. Wprawdzie po bardzo długim zachęcaniu podeszła do Gosi, ale robiła to jakby mówiła „przyszłam, bo mi się tak podobało, a nie dlatego, że ty tego chciałaś”. Fioletka jest też bardzo odważna, bo badała nowe tereny, zbadała hałasujące klucze, interesowała się szmatką. Wprawdzie test tego nie ujawnił, ale na podstawie obserwacji zachowania szczeniaków w kojcu mogę też dodać, że Fioletka jest najbardziej ruchliwa i aktywna i to ona była liderką w stadzie.

Czerwona ma dość podobny temperament. Jest bardziej zainteresowana badaniem otoczenia, niż obcą osobą. Wprawdzie robi to, ale raczej z powodu chęci poznania, niż żeby się przypodobać. Przez dłuższy czas spokojnie znosiła dominację, ale w końcu zaczęła się bardzo gwałtownie wyrywać, nie próbowała jednak gryźć człowieka (żaden szczeniak tego nie robił). Jest dość pewna siebie i odważna, samodzielna i niezależna.

Zielona jest najbardziej kontaktowa i towarzyska. Chętnie przybiegła na wołanie i podążała za człowiekiem. W kontakcie z obcą osobą była bardzo przymilna, machała ogonkiem, starała się przypodobać. Nie interesował ją aport ani zabawa szmatką, ale nie przestraszyła się kluczy. W teście na uległość bardzo długo leżała spokojnie, a dopiero pod koniec próbowała się wyrywać, ale nie bardzo dynamicznie. Dzięki swojej chęci do współpracy oraz przypodobania się człowiekowi może być świetną towarzyszką i pieszczochem, ale także dobrze rokuje do psich sportów i szkolenia.

Niebieska i Żółta są bardziej nieśmiałe, mniej pewne siebie i mniej niezależne, niż pozostałe szczeniaki.

Niebieska jest dość kontaktowa, bo przyszła do wołającego ją człowieka. Bardziej zainteresowana była człowiekiem, niż badaniem terenu. Właściwie dość niechętnie wychodziła w nieznane, wolała zostać blisko człowieka. Jednak nie jest psem nadmiernie lękliwym, bo na spadające klucze zareagowała spokojnie. Jest dość uległa, bo spokojnie leżała przytrzymywana na plecach. Na podstawie moich obserwacji mogę też dodać, że jest dość spokojna i odrobinę mniej aktywna niż inne szczeniaki. Gdy inne biegają i bawią się, zdarza, że ona wdrapuje się mi na kolana i z tej pozycji obserwuje, co się dzieje. Wydaje się mieć swój własny świat, nie narzuca się, ale jednocześnie gdy potrzeba, jest bardzo kontaktowa i widać, że lubi człowieka, którego zna.

Żółta jest najbardziej spolegliwa z całego miotu, jest uległa, spokojna i wrażliwa psychicznie. Jest takim „miśkiem” i pieszczochem, który doskonale będzie czuł się na znanej sobie kanapie. Bardzo spokojnie zniosła dominację. Nie jest zainteresowana badaniem otoczenia i najlepiej czuje się w znanych sobie sytuacjach. Nie interesuje jej kontakt z obcymi, nie ma ochoty na aportowanie ani zabawę szmatką. Nie jest jednak nadmiernie bojaźliwa, bo na spadające klucze zareagowała spokojnie. Mogę jeszcze dodać, że w znanym sobie otoczeniu jest bardzo aktywna i radosna. Bardzo chętnie bawi się z innymi szczeniakami, jest bardzo ruchliwa.

środa, 23 lutego 2011

Szczeniaczki wyglądają dziś jak zielone ufoludki. To efekt wczorajszego tatuowania. Wprawdzie barwnik jest wcierany tylko w ucho, ale szczeniaki bawiąc się i siłując wybrudziły się wzajemnie. Może nie są zielone jak trawa, ale bije od nich zielona poświata.
Jak wygląda tatuowanie szczeniaków? Używa się do tego specjalnego przyrządu, który wygląda jak obcęgi, ale po jednej stronie wkłada się numerki z wystającymi ostrymi szpileczkami. Te ostre szpileczki zaciska się na uchu szczeniaka, a w powstałe ranki wciera barwnik. Zabieg jest trochę nieprzyjemny dla szczeniaków, bo piszczą jak wtedy, gdy brat lub siostra zbyt mocno ugryzie je w ucho. Na szczęście już po chwili strach znika, a one na nowo zajmują się rozrabianiem.

Poza tym szczeniaki stają się coraz bardziej „psie”. Zaczynają poszczekiwać, gdy mama Sara i ciocia Wania reagują na jakieś hałasy na korytarzu. Ostatnio któreś obszczekało Wanię, gdy zaglądała do kojca. Jak to Barrrdzo Grrroźne Terrriery, grrroźnie warczą, gdy siłują się ze sobą i biją na niby. Za to bardzo serio rozwalają wszystko w kojcu, na przykład plac zabaw, albo tunele, które zrobiłam im ze starych, kartonowych pudełek. Każdy nowy dzień rozpoczynam od sprzątania kup i składania zawartości kojca na nowo.

A tu szczeniaczki w pozycji wystawowej, w wieku 7 tygodni.Wielkie dzięki dla Ewooosiek z terierkowa, za pomoc w robieniu zdjęć.

Zielone lewe ucho to pozostałość po tatuowaniu.

west highland white terrier szczeniaki

WALECZNY LEO Pan Cogito (Gucio)

 

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WODNA NIMFA Pan Cogito (Żółta)

 

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WIECZORNA ZORZA Pan Cogito (Zielona)

 

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WIOSENNA BURZA Pan Cogito (Niebieska)

 

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WSCHODNIA PIĘKNOŚĆ Pan Cogito (Fioletka)

 

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WSCHODZĄCA GWIAZDA Pan Cogito (Czerwona)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Jesteśmy już z Wanią po wystawie w Rzeszowie. Wania pokazała się świetnie- bardzo ładnie szła po ringu, bardzo ładnie stała. Ja także starałam się ją przygotować najlepiej, jak umiałam. Niestety, okazało się, że nie szczególnie spodobała się oceniającej nas sędzi, bo mimo, iż zajęła 1 miejsce, dostała tylko ocenę bardzo dobrą i nie dostała wniosku na młodzieżowego championa. Szczerze mówiąc, nie specjalnie przejęłam się wynikiem. Nawet mnie to zdziwiło, bo pamiętam, jak jeszcze niedawno przeżywałam oceny moich psów. W międzyczasie zrozumiałam, że na wynik wpływają różne rzeczy. Sędziowie mają odmienne preferencje i wyborażenie o idealnym psie, zwracają uwagę na różne rzeczy. Czasem oceniany jest pies, a czasem nie, nie ma w tym reguły.  I miedzy innymi przez to wystawy są takie ekscytujące. Poza tym dają możliwość spotkania innych osób, które zakochane są w posiadanej przez nas rasie. Właściciele szkotów są zazwyczaj bardzo sympatyczni, więc można dowiedzieć się mnóstwa ciekawych rzeczy na temat rasy i pielęgnacji. A czasem- jak na tej wystawie- wszyscy ustawiają się do „rodzinnego” zdjęcia ze swoimi psiakami.

terier szkocki

terier szkocki

Wania w czasie oceny (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

terier szkocki

Poza ringiem (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

terier szkocki

"Rodzinne" szkockie zdjęcie, chociaż brakuje tu kilku wystawianych szkotów i ich właścicieli. (autor: Artfotografica, Scottie Show News).

W okolicach ringu usłyszałam taką historię, która może być „miejską legendą” ale równie dobrze może sprawdzać się w każdych okolicznościach.
Dawno, dawno temu na wystawie wchodzi stawka pięknych psów i jeden lekko garbaty. Garbaty jest własnością sędziego (lub innej Bardzo Zasłużonej Osoby). Psy są oceniane. Asystenci kynologiczni- czyli osoby które przyglądają się pracy sędziego i w ten sposób szkolą się na przyszłych sędziów, nieśmiało zwracają sędzi uwagę: ten pies ma garba, a przecież standard rasy wymaga, żeby ......... miał prosty grzbiet. Sędzia patrzy na nich z pobłażliwością i wyjaśnia: „A widzieliście, jak dzieci rysują takiego pieska? Zawsze to jest taka paróweczka, a nie prosty grzbiet”. Znaczy to mniej więcej tyle: wzorzec rasy wzorcem, ale i tak wiadomo, kto ma wygrać.

Wystawa to też okazja do zakupu prezentów dla piesków. Wania dostała mnóstwo smakołyków. Obie terierki dostały ubranka w szkocką kratę, które będą świetne na wiosenne pluchy. Nie jestem zwolenniczką przebierania piesków, ale takie ochronne ubranka są bardzo praktyczne w czasie brzydkiej pogody. Psa nie trzeba suszyć, nie trzeba myć całej sukienki po powrocie do domu, bo wszystko jest przykryte tkaniną i się nie brudzi. Szczeniaczki dostały na spróbowanie karmę reklamowaną jako najlepsza z najlepszych, ale chyba także najdroższą z najdroższych. Wiadomo, że jakość często idzie w parze z ceną, ale gdybym mogła wydawać tyle na karmę dla psów, to jednak wolałabym zatrudnić im kucharkę i karmić najlepszym gotowanym jedzeniem.

Bardzo dziękuję Ani Perek z Artfotografica za udostępnienie zdjęć. Więcej informacji oraz zdjęć ze szkocich wystaw znajduje się w serwisie Scottie Show News.

środa, 16 lutego 2011

Szczeniaki są już po pierwszym szczepieniu. Nasz przemiły pan profesor zgodził się przyjechać i zaszczepić je w domu, więc nigdzie nie musiałam ich wozić. Szczeniaki dzielnie zniosły szczepienia, żaden nawet nie zapiszczał. Za to Sara i Wania szczekały jedna przez drugą, mimo iż były zamknięte w sąsiednim pokoju. Profesor mówił, że często psy reagują na niego w ten sposób, prawdopodobnie z powodu niewyczuwalnej dla nas, a wyczuwalnej dla psów mieszanki różnych zwierzęcych zapoachów, które wokół siebie rozsiewa.

Jeszcze 10 dni kwarantanny, potrzebnej do zbudowania odporności, i szczeniaki będą mogły rozjechać się do nowych domów. Na nowy dom wciąż czekają dwie suczki, mam nadzieję, że znajdą się dla nich sympatyczni i kochający właściciele.

west highland white terrier szczeniaki

Na najnowszym zdjęciu szczeniaki prawie w komplecie. Fioletce już stanęły uszka, Czerwonej też już jedno się podnosi. To bardzo szybko.

 

A z Wanią przygotowujemy się do sobotniej wystawy w Rzeszowie. Ćwiczymy ładne chodzenie i stanie. Inspiracji szukam w filmie z tegorocznej wystawy w Westminster. To jedna z największych i najbardziej prestiżowych wystaw w Stanach Zjednoczonych. Zachwyca mnie prezentacja i grooming prezentowanych tak szkotów

http://video.westminsterkennelclub.org/breed_judging/terrier/2011_6/scottish-terrier/v1294104#////breed_judging/terrier/2011_6/west-highland-white-terrier/v1294103

i westów

http://video.westminsterkennelclub.org/breed_judging/terrier/2011_6/west-highland-white-terrier/v1294103

poniedziałek, 14 lutego 2011

W lubelskim oddziale Związku Kynologicznego mieliśmy doroczną imprezę, na której ogłaszany był między innymi ranking wystawowy. Jestem bardzo szczęśliwa, bo Wania zajęła drugie miejsce w kategorii szczeniąt. To przede wszystkim zasługa jej hodowczyni Gosi, która kilka razy i z sukcesami ją wystawiała. Dostałam dyplom i puchar, a Wania ode mnie coś, co sprawiło jej większą radość niż naczynie liturgiczne- przysmaczki. Spotkanie było świetne, bo spotkali się ludzie zakręceni na punkcie psów. Rozmowy dotyczyły psów, wystaw i szczeniaków. Usłyszałam mnóstwo ciekawych historii, ale o tym innym razem.

terier szkocki

Piękna Wania

Po powrocie z imprezy czekał na mnie komitet powitalny składający się z Sary, Wani i Gucia. Mogę sobie tylko wyobrażać, w jaki sposób ten mały drań wyszedł z kojca, którego wejście było zastawione poduchą.
Gdyby była to bajka Disneya, akcja wyglądałaby tak:
Fioletka do szczeniaków: Wstawajcie. Chyba wyszła. Zamknęła nas w kojcu i sobie poszła. Uciekamy stąd!
Te grzeczniejsze, czyli Żółta, Zielona i Niebieska: No co ty. Gdzie będziemy uciekać? Tu jest całkiem fajnie.
Fioletka: Nie marudźcie, tylko pchajcie.
Pierwsza skacze i opiera się łapkami o poduszkę, którą zatkane jest wejście do kojca. Czerwona i Gucio podbiegają pierwsze.
Fioletka: No jazda, pomagać! Pchajcie! Razem! Wszyscy razem!
Wszystkie szczeniaki pchają, naciskają małymi łapkami, sapią i stękają prężąc mięśnie. W końcu poduszka wypada, odsłaniając wyjście z kojca.
Wyłazimy- woła Fioletka. Pierwszy wychodzi Gucio. Pierwszy przyszedł na świat, więc wszędzie chce być pierwszy. Poza tym jest największy, więc najłatwiej jest mu się wdrapać. Ostrożnie wychodzi z pokoju, przechodzi cały przedpokój i nie wiadomo, gdzie skończyła by się jego wędrówka, gdybym nie wróciła na czas.

Dzisiaj mały uciekinier Gucio znalazł jeszcze jedną drogę ucieczki. Wdrapuje się na tekturowy tunel, zaczepia łapy o górna krawędź kojca, podciąga się i przeskakuje, spadając na ziemię. I już jest na wolności! Ale z niego bystrzak. Będę musiała zrobić przemeblowanie w kojcu, żeby zastopować te ucieczki. Czerwona i Żółta obmyśliły inny sposób- robią podkop. Jedna z dziewczyn wpadła też na pomysł wygryzienia dziury w deskach. Byle kojec wytrzymał!


A skoro jest o szkotce i westowych szczeniakach, to kilka fotek w czasie zabawy. Szczególnie, że Wania bawi się z nimi dużo więcej i dużo chętniej, niż Sara. Dobrze, że mają szkocią ciocię, bo mama jest tylko od burkania.

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

terier szkocki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

niedziela, 13 lutego 2011

Szczeniaczki z każdym dniem są bardziej sprawne. Uczą się czystości i coraz częściej udaje im się nasikać na podkład, do tego celu przeznaczony. Jeszcze przytrafiają im się wpadki, i wtedy trzeba mopować. Uwielbiają mop i taktują jak zdobycz, na którą można zapolować. Mopowanie zmienia się w polowanie.


Sara uczy maluchy psich manier. Zdarza się jej, że na nie ostro naburczy, a nawet kłapnie zębami. Wtedy piszczą i w popłochu znikają w kryjówkach. Gdy po raz pierwszy byłam świadkiem takiego warczenia na szczeniaki, skrzyczałam Sarę, że jest wyrodną matką. Później znajoma hodowczyni wyjaśniła mi, żebym nie wtrącała się do tego, jak suka wychowuje szczeniaki. Skoro na nie zawarczała, to pewnie miała powód. Jeśli nie zareagowały, to musiała je kłapnąć zębami. Dzięki temu będą umiały się zachować w dorosłym świecie. Rola psiej matki bardzo przypomina sytuację ludzkiej matki. Matka to zawsze „ta zła”, która krzyczy na dziecko, karci i każe jeść paskudne warzywka. Zgromadzone wokół ciotki i babki najchętniej by malucha zagłaskały i rozpuściły, więc nieustannie komentują, jaka ta wyrodna matka, że na coś nie pozwala. A ona robi to wszystko, bo na prawdę troszczy się o maluchy.

Sara dzieci wychowuje, a Wania rozpieszcza. Ciotka szkotka uwielbia włazić do kojca i bawić się ze szczeniakami. One też to lubią, ciągną ją za brodę, gryzą nogi i ogon i wszyscy mają mnóstwo radości. Wania przewraca maluchy pyskiem, tarza po podłodze, boję się, że to za mocno, ale one są niesamowicie uradowane i chcą więcej. Niech się bawią jak najwięcej, bo dzięki temu dowiadują się, jakie reguły panują w psim świecie.

W piątym tygodniu ustawiłam szczeniaczki wystawowo, żeby można je było dobrze obejrzeć. W taj standardowej pozycji najlepiej widać anatomię i wprawne oko jest w stanie zauważyć predyspozycje wystawowe szczeniaka. Nie jest łatwo ustawić ruchliwe westiki w takich pozycjach, wiec jeszcze nie wszystkie stoją ładnie, ale już coś po nich widać. Kolejne sesja zdjęciowa za tydzień. Bardzo dziękuję Ewoosiek z terierkowa za pomoc w robieniu zdjęć. Wszystkie fotki są jej autorstwa.
Wprawdzie nie wszystkie szczeniaki mają już nowe domki, ale wszystkie mają już imiona, a przynajmniej pierwsze przymiarki do imion.


west highland white terrier szczeniaki

WALECZNY LEO Pan Cogito

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WSCHODZĄCA GWIAZDA Pan Cogito (Czerwona)


west highland white terrier szczeniaki

WSCHODNIA PIĘKNOŚĆ Pan Cogito (Fioletka)

west highland white terrier szczeniaki

WIOSENNA BURZA Pan Cogito (Niebieska)

west highland white terrier szczeniaki

WIECZORNA ZORZA Pan Cogito (Zielona)

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

WODNA NIMFA Pan Cogito (Żółta)

środa, 09 lutego 2011

Dzisiaj Wania skończyła rok. Nie wypada źle mówić o jubilatce, więc napiszę tylko, że jest prawdziwym wyzwaniem. Dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy mieć teriera. W porównaniu ze szkotką ,westie do grzeczna prymuska.

Wania trafiła do mnie, jak miała już prawie pół roku i ze słodkiego szczeniaka zmieniała się w zbuntowaną młodzież. Wiele razy doprowadzała mnie niemal do załamania. Zastanawiałam się wtedy, dlaczego i po co wpadłam na pomysł posiadania szkotki i jak wytrzymam z nią te kilkanaście lat, które są jeszcze przed nami (szkoty bywają długowieczne). Wania sikała i kupkała w domu i trochę trwało, zanim przestała. Wstając rano nigdy nie byłam pewna, jaka niespodzianka czeka mnie tym razem i czy znowu zacznę dzień od sprzątania. Na początku Wania bała się rowerów, dozorców zamiatających miotłą, wózków dziecięcych i kilku innych rzeczy. Później jej strach zmienił się w zadziorność. Teraz jest postrachem osiedla i obszczekuje wszystkie psy, które mijamy.


Już przyzwyczaiłam się do tego, że Wania nie bardzo reaguje na przywołania w czasie spacerów. Staram się spokojnie iść przed siebie mając nadzieję, że instynkt stadny zwycięży i Wania pobiegnie za mną. Niekiedy jednak trudno jest zachować spokój. Na przykład wtedy, gdy w czasie spaceru po lesie Wania wbiega w krzaki i ginie z pola widzenia. Wołanie nie pomaga, nie ma jej i nie ma, a ja zastanawiam się, jak napisać i gdzie rozwiesić ogłoszenia o zaginięciu psa. Co za ulga, gdy w końcu wyłania się z krzaków. Albo gdy wbiega na rozmarzający zalew, biegnie przed siebie nie zważając na moje wołania, a ja zastanawiam się, czy dam radę ją uratować, jeśli lód się załamie. Co za ulga, gdy w końcu dobiega do brzegu. Bywają chwile, gdy Wania słucha się i przybiega, gdy ją wołam. Moja radość i zdziwienie są wtedy trudne do opisania.

Wania wcale nie ułatwia mi życia i jak może broni się przed etykietką grzecznego pieska. Niedawno opowiadałam jej, jakim jest grzecznym i kochanym pieskiem i jak to fajnie mieć takie ciepłe 12 kilo kochanego szkota. Bo rzeczywiście, gdy ma dobry nastrój, jest na prawdę kochanym i cudownym psem. Gdy kładzie swojemu człowiekowi głowę na kolanach, albo wpycha głowę pod rękę, żeby ja pogłaskać, człowiek czuje się zaszczycony. Wania słuchała, zdawało się, że rozumie. Następnego dnia znalazłam jej kupę w pokoju. Cała szkotka.

Sto lat, Wania!!!! Podobno pierwszy rok życia psa jest najtrudniejszy, bo dopiero uczy się wszystkiego i przyzwyczaja do swojej rodziny. Mam nadzieję, że nasze kolejne wspólne lata będą łatwiejsze.

terier szkocki

poniedziałek, 07 lutego 2011

Panta rhei, wszystko płynie, mówił Heraklit, ten sam, który twierdził, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Równie dobrze prawdę o przemijaniu pokazuje piękny film Wiosna, lato, zima, jesień, wiosna. Śmierć, narodziny, radości i smutki, wszystko przemija, a my nie jesteśmy w stanie zatrzymać chwili na wieczność. Szczeniaki w najbardziej dotkliwy sposób uświadomiły mi przemijalność i ulotność. Dopiero niedawno wypadły Sarze spod ogona, a już wkrótce będę je oddawać nowym właścicielom. Kilka dni temu były ślepe, głuche i ledwo pełzały, a dzisiaj widzą, słyszą i biegają. Jak ten czas leci....

Poza zrozumieniem prawd metafizycznych szczeniaki uczą mnie bardziej przyziemnych umiejętności- sztuki mówienia „nie”. Do tej pory starałam się być miła i używać różnych ładnych słów zamiast brzydkiego „nie”. Teraz jednak czasem zdarzają się sytuacje, gdy ładne słowa nie działają i trzeba powiedzieć wprost: Nie sprzedam pani/panu szczeniaka. To trudne, ale nikt nie mówił, że hodowla psów będzie łatwa. Nikt nie mówił też, że tyle różnych rzeczy nauczę się w międzyczasie. Wolę zatrzymać dłużej psiaka u siebie, niż przez resztę życia wypominać sobie, że oddałam go na zmarnowanie. W kwestii wyboru potencjalnych właścicieli dla szczeniaków bardzo podoba mi się rada udzielona przez doświadczoną hodowczynię welsh corgi Annę Redlicką. Pisze ona tak: „Po wyhodowaniu parunastu miotów wypracowałam sobie kryterium, które nieźle się sprawdza- jeśli poszłabym z potencjalnym nabywcą na wódkę, to mogę mu szczeniaka sprzedać, jeśli nie, to z jakiej racji mam wychuchanego przez siebie malca skazywać na życie z kimś niemiłym przez kilkanaście lat”. No właśnie.
Cały artykuł dostępny jest tutaj.

Szczeniaki są już coraz bardziej samodzielne. Sara coraz rzadziej je karmi, a ja staram się wysuszyć laktację, robiąc jej dietę. Je mniej więcej tyle, co przed ciążą, nie dostaje żadnych zasmaczek, tylko karmę. Dopiero gdy skończy się laktacja, będę ją mogła zacząć więcej karmić, żeby te obciągnięte skórą kosteczki choć trochę pokryć tłuszczykiem.

A tak na marginesie, szczęśliwe szczeniaczki cudnie pachną.

A to kilka scenek z życia codziennego w nowym, wielkim kojcu. Jest jak plac zabaw, z przeszkodami, kryjówkami i zabawkami.west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

A tutaj rodzeństwo w komplecie. A przynajmniej wszystkie ogonki się załapały

west highland white terrier szczeniaki

 

piątek, 04 lutego 2011

Szczeniaczki mają już 4 tygodnie i coraz bardziej dokazują. Są ruchliwe, chętne do poznawania świata i przepychanek z rodzeństwem. Nadszedł czas, żeby przenieść je do nowego kojca, gdzie będą miały więcej przestrzeni, zróżnicowane powierzchnie oraz inne atrakcje, dzięki którym będą mogły badać otoczenie.
Nie mam jeszcze zdjęć z nowego kojca, ale są zdjęcia z przeprowadzki. Musiałam wypuścić szczeniaki „na mieszkanie”, żeby rozkręcić stary kojec i skręcić nowy. Maluchy od razu rozlazły się we wszystkie strony, wciskały się pod kaloryfer, kanapę i inne trudno dostępne miejsca. Nie pomagała nawet troskliwa opieka Wani. Sara ma już dość szczeniaków i coraz częściej przed nimi ucieka. W czasie przeprowadzki schowała się w pudełku, żeby nie mogły jej ssać. Wcale się nie dziwię, bo są już wielkie i mają zęby jak wampirki. Gdy widzą mamę, po prostu rzucają się na nią, jakby chciały ją pożreć. Jedyny sposób,  żeby przeżyć to, uciekać.

A po przeprowadzce moim najlepszym przyjacielem stał się.... mop. Szczeniaki ciągle sikają, jakby brały udział w jakiś zawodach. Sikają wszędzie, może z wyjątkiem podkładu, na który chciałabym, żeby sikały. Sześciu zawodników to całkiem spore kałuże.  Cóż, takie są prawa wieku szczenięcego.

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

west highland white terrier szczeniaki

Jak tu zająć się taką gromadą? Wania robi wszystko co w jej mocy, ale szczeniaki i tak rozłażą się na wszystkie strony

west highland white terrier szczeniaki

Oko w oko z potworem

west highland white terrier szczeniaki

Sara z bezpiecznego schronienia obserwuje rozwój sytuacji

west highland white terrier

Teraz już szczeniaki nie dobiorą się do niej