Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
wtorek, 10 stycznia 2012

Tytuł to nie żart. Klonowanie psów jest już możliwe. I słono kosztuje. Pierwszym sklonowanym psem był chart afgański o imieniu Snuppy. Od tego czasu klonowanie zwierząt domowych traktowane jest jak pomysł na potencjalnie lukratywny biznes.

Jednym z pierwszych przedsięwzięć tego typu był „Missyplicity Project” rozpoczęty przez firmę Genetic Savings & Clone w 1997 roku po wiadomościach o sukcesie klonowania owcy Dolly. Biznesmen John Sperling postanowił sprawdzić, czy należąca do jego przyjaciółki suczka o imieniu Missy też może być sklonowana. Naturalne zduplikowanie Missy nie wchodziło w grę, bo była wysterylizowanym kundelkiem, a jej rodzice byli nieznani. Firma rozpoczęła wart wiele milionów dolarów projekt mający doprowadzić do sklonowania Missy. Wieść o nim spowodowała szeroki odzew, a ludzie z całego świata zgłaszali się z chęcią sklonowania swojego niepowtarzalnego ulubieńca. Missy zmarła w 2002 roku, nie doczekawszy się powielenia. Jej DNA zdeponowane zostało w banku genów czekając na pomyśle zakończenie projektu. W końcu projekt zakończył się sukcesem. Na filmie widzimy fundatora projektu Missiplicity z klonami ukochanej suczki Missy. Podobno są dokładnie takie same, jak ona. Z wyglądu i z zachowania.

Pojawiające się jak grzyby po deszczu firmy nie szczędzą wysiłków i funduszy, aby projekt klonowania psów urzeczywistnił się i dał się realizować na komercyjną skalę. Firma Bio Arts wspomina o możliwości użycia biotechnologii do klonowania zwierząt domowych. Uzasadnienie jest porażająco proste: „wielu ludzi może być zainteresowanych klonowaniem kotów i psów, aby zastąpić ukochanego ulubieńca. Zamiast iść do sklepu zoologicznego i starać się znaleźć zwierzę przypominające twoje zwierzątko, możesz je po prostu sklonować, unikając dzięki temu trudnego zadania tłumaczenia dzieciom, że wysłałeś ich ukochane zwierzątko na farmę za miasto, gdzie może biegać cały dzień” Firma uprzedza jednak, że sklonowane zwierzę może różnić się wyglądam od oryginału, a także nie będzie posiadało wspomnień ani wiedzy. Pojawiające się masowo pomysły klonowania zwierząt domowych odzwierciedlają olbrzymie uczuciowe zaangażowanie jakie ludzie żywią do swoich zwierząt. Nowoczesna technologia obiecuje lekarstwo na śmierć i smutek związany ze stratą ukochanego zwierzęcia.

Naukowcy z Korei Południowej zajęli się klonowaniem ulubieńców na komercyjną skalę. W telewizyjnym talk show kobieta opowiada o sklonowaniu swojego ukochanego psa o imieniu Truoble. Musiała go bardzo kochać- w domu ma jego portret zajmujący całą ścianę, oraz pościel z jego podobizną. A teraz jego klona o imieniu Double Trouble. Klon ulubieńca kosztował 50 tysięcy dolarów, co jak sama przyznaje, było poważną decyzją finansową. Ale czego się nie robi z miłości do zwierzaka? Zastanawiam się tylko, czy warto wydawać tysiące dolarów na kopię, skoro w schroniskach dla zwierząt przebywa tak wiele psów?



piątek, 06 stycznia 2012

Od 1 stycznia 2012 weszła w życie nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt. Wprowadza ona kilka rozwiązań mających na celu bardziej skuteczną ochronę dobrostanu zwierząt. Art. 9 zabrania trzymania zwierząt domowych na uwięzi dłużej niż 12 godzin w ciągu doby oraz trzymania zwierząt bez zapewnienia im możliwości niezbędnego ruchu. Długość uwięzi nie może być krótsza niż 3 m.

Art. 10 zabrania sprzedaży psów i kotów na targowiskach, targach i giełdach, oraz poza miejscami hodowli. Zabrania także rozmnażania psów i kotów w celach handlowych. Zakaz ten nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów (na przykład Związek Kynologiczny). Zapis ten ma na celu zlikwidowanie pseudo- hodowli, w których w koszmarnych warunkach dla zysku rozmnażane są zwierzęta nierasowe. W konsekwencji ma to zmniejszyć liczbę zwierząt bezdomnych, trafiających do schronisk. W ustawie pojawiają się także zapisy odnoszące się do osób kupujących zwierzęta. Zabrania się nabywania psów i kotów poza miejscami ich hodowli, na targowiskach, targach i giełdach. Zakaz ten nie dotyczy nabycia psów i kotów ze schronisk dla zwierząt oraz od organizacji społecznych, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt.

Zapis jest dobry, ale Polacy jeszcze lepsi w łamaniu i omijaniu prawa. Wprawdzie z portali internetowych zniknęły ogłoszenia o sprzedaży szczeniaków bez rodowodu, ale pojawiły się za to kwiatki w postaci: sprzedam smycz, pies rasy... gratis. Przez pseudo- hodowców pies jest traktowany jak dodatek do smyczy i właściwie jest do zgodne z prawdą. Dla nich zazwyczaj jest przedmiotem, którym można dowolnie dysponować. Widać to zresztą po warunkach, w jakich często w takich miejscach trzymane są szczeniaki. Moim zdaniem ustawa już przyniosła pozytywny efekt: podniosła zasłonę hipokryzji. Jeśli ktoś traktuje psy jak przedmioty, to jak przedmioty je sprzedaje. Mam też nadzieję, że osoby kupujące szczeniaki z pseudo- hodowli nie będą już mogły chować się za wymówkami typu „nie wiedziałam, że mój piesek wychowywał się w takich warunkach, a jego mama co pół roku rodziła szczeniaki”. Jeśli ktoś kocha psy, to zada sobie przynajmniej minimalny trud, żeby sprawdzić, w jakich warunkach urodził się i wychowywał jego piesek, zamiast zamawiać sobie szczeniaka z dostawą do domu.

Ustawa wprawdzie zabrania handlu psami bez rodowodów, ale nie gwarantuje, że pseudo- hodowcy nie zaczną hodować zwierząt z rodowodami. Niestety, każdy posiadacz psa z rodowodem może zapisać się do Związku Kynologicznego i po zaliczeniu kilku wystaw rozpocząć hodowlę. Jednak osoby kupujące szczeniaki z hodowli zarejestrowanych w Związku Kynologicznym powinny pamiętać, że mają prawo odwiedzenia hodowli i zapoznania się z warunkami, jakie w niej panują. Musimy pamiętać, że przez świadomy wybór sposobu nabycia psa (kupna z hodowli, lub adopcji ze schroniska) możemy wpłynąć na warunki, w jakich żyją psy oraz na sposób, w jaki są traktowane. Mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Dobrze by było, aby człowiek też był najlepszym przyjacielem psa.

 hodowane dla zysku

Reklama społeczna amerykańskiej organizacji RSPCA, protestująca przeciwko pseudo- hodowlom, w których psy w okropnych warunkach rozmnażane są dla chęci zysku. Reklama ma wydźwięk ironiczny, bo organizacje zajmujące się prawami zwierząt sprzeciwiają się zarówno hodowli psów dla zysku, jak i dla zbytku. Tworzenie modnych ras, jak przedstawione na reklamie labradoodle, ma odpowiadać potrzebom człowieka i sprawić, że psy są „wygodne w obsłudze”. Ile w takim psie pozostaje z psa?



poniedziałek, 02 stycznia 2012

W pierwszy dzień nowego roku zdarzył się nam zupełnie niezaplanowany bieg agility. Poszłam z psami na spacer do lasu, żeby odstresowały się po sylwestrowych przeżyciach. Spacer przebiegał przyjemnie, terierki biegały, było cicho i spokojnie. W pewnym momencie Wania coś wywąchała, trop zająca, albo sarny i podążyła za nim. Wołałam ją i widać było, jako toczy wewnętrzną walkę- wrócić do mnie, czy pobiec za zapachem. W wewnętrznej walce posłuszeństwo przegrało, Wania biegła, gdzieś w pobliżu wystrzeliła petarda, co jeszcze przyspieszyło Wanię. Pies znikał między drzewami, więc niewiele myśląc pobiegłam za nim (a za mną Sara, wierny, grzeczny pies). Wania pędziła, przeskakując zwalone pnie, gałęzie i wykonując slalom między drzewami. Ja pędziłam za nią, starając się ją spokojnie przywoływać, a jednocześnie przeskakiwać leżąca drzewa, nie wywalić się i nie zaplątać w krzakach. Po trudnym do określenia czasie udało mi się Wanię złapać. Resztę spaceru spędziła na smyczy, a ja dziękowałam, że szkocik ma takie krótkie nóżki i nie biega zbyt szybko.

Później zastanawiałam się, czy powinnam była gonić szkocika, bo może go to dodatkowo zestresowało. Ale jednak najważniejszy jest efekt, czyli że pies jest bezpieczny ze mną w domu, zamiast błąkać się po wielkim, ciemnym lesie.

 

Skoro sportowo zaczęłyśmy rok, nie pozostaje nic innego, jak kontynuować treningi. Zrobiłam prowizoryczny tor agility ze starych kaset wideo, kijów od mopa i deski do prasowania i każdego dnia trenujemy kilka minut. Psy mają z tego wiele radości.

 

Olbrzymią inspiracją są dla mnie filmy ze szkocikiem Hitchcockiem, pierwszym szkotem startującym w European Open w agility. Hitchcock jest świetny i pięknie skacze przez przeszkody. Może Wania też się kiedyś nauczy.

Film z zawodów:

Oraz pięknie opowiedziana historia Hitchcocka. Sprytny szkocik, prawda?