Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 28 stycznia 2010

Ze smutkiem przyznaję- wczoraj po raz pierwszy uderzyłam moją psę. Nic nie zapowiadało takiego końca dnia. Poszłyśmy na długi spacer nad rzekę i tam uczyłam ją przychodzenia używając pozytywnych wzmocnień w postaci granulek karmy. Uczyłam ją oddawać patyki, przychodzić na zawołanie, a za wszystko w nagrodę dostawała karmę. Byłam bardzo zadowolona, że tak łatwo przychodzi jej zamiana w posłusznego zwierzaka. Dziwiłam się trochę psiej naiwności- że na dworze tak smakuje jej karma, którą w misce omija z daleka. Za chwilę jednak zrozumiałam, że ludzie zachowują się dokładnie tak samo na wyprzedażach- wystarczy napis wyprzedaż i z daleka omijane rzeczy stają się niezwykle atrakcyjne. Ja myślałam, Sara grzecznie szła przy nodze, sielankowy spacer.

Tragedia zaczęła się, gdy wróciłyśmy do bloku. Zatrzymałam się na dole żeby wyjąć listy ze skrzynki. Gdy odwróciłam się okazało się, że pies zniknął. Kątem oka zauważyłam, że pobiegła za kimś po schodach na górę. Zawołałam ją, psa nie ma. Tylko ludzkie kroki po schodach w górę i męski głos odpowiadający: ona jest już tu, na górze. Pobiegłam schodami, bo miałam nadzieję, że poszła do domu i czeka na mnie na piętrze. Nie było jej tam. Zawołałam, nie zjawiła się. W tym momencie przypomniał mi się koszmarny sen, który miałam kilka tygodni temu: że psa wbiega do klatki, ja ją wołam, a ona znika, bo ktoś ją zabrał i zamknął w swoim mieszkaniu. Spanikowałam na dobre. Biegłam schodami na górę, sprawdzając wszystkie piętra w poszukiwaniu psa. W okolicy szóstego piętra mignął mi psi ogon, a Sara jak gdyby nigdy nic obwąchiwała korytarz. Rzuciłam się na nią, skrzyczałam i dałam kilka klapsów. Później zabrałam do domu. Noc spędziła na swoim posłaniu w przedpokoju.

Nie wiem, czy cała ta historia była bardziej smutna dla niej, czy dla mnie. Patrząc na takiego przerażonego, skulonego psa rozpoznałam w nim zachowanie piesków, które czasem spotykałam na osiedlu. Miała takie samo spojrzenie: patrzyła ze strachem, nie wiedząc czego się po mnie spodziewać. I z tym przerażonym spojrzeniem wykonywała wszystkie polecenia: chodź, siad, daj łapy do mycia, zejdź z kanapy, wyjdź, na miejsce.

Nie wiem, czy to zdarzenie nauczyło czegoś Sarę i czy dzięki przemocy będzie się słuchać. Wiem, czego nauczyło mnie. Wiem, że nie chcę, żeby mój pies patrzył na mnie w taki sposób jak wczoraj. Zrozumiałam i doświadczyłam efektów przemocy. Bicie, psów czy dzieci, wcale nie jest dobrym środkiem wychowawczym. Jest raczej dowodem na bezradność i desperację, a zamiast uczyć czy wychowywać, niszczy. Moja psa zachowuje się dzisiaj zupełnie inaczej niż zwykle. Jest jakaś smutna, patrzy nieufnie. Muszę nauczyć ją posłuszeństwa (używając pozytywnych środków), żeby nigdy nie doszło do takiej sytuacji, jak wczoraj.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Ostatnie tygodnie z Sarą minęły zupełnie nudno. Psa była zdrowa i grzeczna. Siarczyste mrozy zupełnie jej nie przeszkadzały i chętnie wychodziła na spacery. Nuuuda i nie ma o czym pisać na blogu.

Jednak zaczęły pojawiać się zmiany- Sara znowu przestała się słuchać. Zaczęło się zupełnie niewinnie- po spacerze nie chciała wchodzić do bloku. Wcześniej wystarczyło, że wołałam psa, a gdy nie przychodziła- znikałam jej z pola widzenia. Teraz ta metoda przestała działać. Psa nie przejmuje się moim zniknięciem i z uśmiechem na pysku skacze i bawi się na trawniku. Ona jest niesamowicie zadowolona, a mnie zalewa wściekłość. Bieganie za psem jest zupełnie bez sensu, bo bierze to za świetną zabawę. Ja podchodzę, ona ucieka w podskokach, strasznie z siebie zadowolona.

Wczoraj było jeszcze gorzej. Miałyśmy gdzieś jechać, więc żeby oskrobać samochód spuściłam ją ze smyczy na prawie pustym parkingu. Ona biegała, ja skrobałam, a gdy samochód był gotowy do jazdy pozostało zapakować psa do środka i jechać. Niestety, psa nie reagowała na wołanie. Tzn. reagowała, uśmiechając się i zabawnie podskakując, niestety nie w moją stronę, ale w przeciwną. Próbowałam się schować w samochodzie- nie podziałało. Krzyczeć- nie podziałało. Podjąć próby przekupstwa i złapać z zaskoczenia- miałam za słaby refleks i też nie podziałało. Zaczynało się robić dramatycznie, bo w swoich podskokach psa niebezpiecznie zbliżyła się do ulicy, na której od czasu do czasu przejeżdżał jakiś samochód. Wtedy poczułam autentyczną rozpacz- pies nie tylko nie słucha, ale jeszcze w każdej chwili może zginąć z powodu swojej głupoty, a ja nie jestem w stanie jej przed tym uchronić. Zawołałam ją i tym razem podziałało. Psa rzuciła się do moich nóg i przywarła w przepraszającym przypłaszczeniu. Spakowałam ją do samochodu powtarzając kilkakrotnie "Zły pies" a ona udawała skruchę.

Nadszedł czas na środki zaradcze

1. Po tych doświadczeniach psa chodzi na smyczy i będzie tak chodzić, dopóki nie będzie się słuchać w każdych okolicznościach.

2. Psa po raz kolejny została wykopana z łóżka (pomimo że świetnie ogrzewała w te mrozy). Wykopanie z łóżka działa na facetów, więc mam nadzieję, że podziała też na Sarę. Autorka książki o wychowaniu psów twierdzi, że dzięki temu pies rozumie, że jego pozycja w stadzie ulega obniżeniu. Mam nadzieję, że Sara też to zrozumie.

3. Inne metody wychowawcze zacznę stosować, gdy będzie wiadomo czy powyższe działają, czy nie.

czwartek, 21 stycznia 2010


Ten film powinien być obowiązkowy dla wszystkich, którzy postanowili kupić sobie ślicznego szczeniaczka. Doskonale pokazuje błędy, jakie można popełnić nie mając żadnego pojęcia o zajmowaniu się psem.


1.Kupowanie psa pod wpływem impulsu, bez wcześniejszego przygotowania się
Bohater postanawia kupić żonie ślicznego szczeniaczka, aby przekonać ją do posiadania dzieci. Żadne z nich nigdy nie miało psa i nie mają pojęcia o jego wychowaniu i potrzebach. Jadą obejrzeć szczeniaczki, a ponieważ te są niesamowicie śliczne- od razu decydują sie na jednego. Wprawdzie mają czekać 3 tygodnie na odbiór, ale i tak są zupełnie nie przygotowani na przyjęcie szczeniaka


2.Wybór dobrej hodowli
Wprawdzie w Stanach wszystko jest tańsze, ale czy możliwe, żeby szczeniak popularnej rasy kosztował 200-300 USD? (600-900 zł?).


3.Scena, gdy bohater wiezie samochodem psa do domu jest doskonałym przykładem jak NIE przewozić psa. Pies biega po całym samochodzie, włazi na kolana właścicielowi. Szczeniak nie jest trzymany przez inną osobę na kolanach, nie jedzie w kojcu ani nawet nie jest przypięty specjalnymi szelkami. Gdy Marley dorasta i jest wielkim labradorem zachowuje się dokładnie tak samo podczas jazdy samochodem- niemal powodując poważną kolizję.


4.Zostawianie szczeniaczka w garażu pełnym niebezpiecznych substancji w zasięgu pyska jest co najmniej nieodpowiedzialne. W filmie szczeniak demoluje garaż, ale można powiedzieć że bohaterowie mają wiele szczęścia, że nie zjada czegoś trującego dla niego.


5.Chodzenie po mieście ze szczeniaczkiem bez smyczy to kolejny przejaw braku odpowiedzialności. Piesek ucieka w pogoni za gołębiami i ma szczęście, że nie kończy pod kołami samochodu.


6.Gdy Marley dorasta, wciąż nie wykonuje poleceń właścicieli, a w dodatku niszczy i gryzie wszystko w domu. Efekt błędów wychowawczych popełnionych na szczeniaczku.

14:29, whitewestie
Link Dodaj komentarz »

Wszystkie znane mi westie uwielbiają śnieg i zimowe spacery. Sara nie jest wyjątkiem. Poniżej zdjęcia z jednego z naszych spacerów.