Magdalena Dabrowska

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu

Indie pod psem: Armitsar

Jak to niekiedy bywa, niedzielny ranek rozpoczął się od katastrofy. Internet nie działał, a na środku pokoju leżała anonimowa psia kupa. Podejrzani ci sami, co zwykle. Zdarzenia nie powiązane ze sobą, ale wystarczyło by popsuć dzień. Nie pozostało mi nic innego, tylko spakować psy do samochodu i wywieźć je na wieś, gdzie smakowały wolności. A ja przeglądałam psie zdjęcia z Amritsaru.

Amritsar jest miejscem pielgrzymek sikhów, którzy przybywają do Złotej Świątyni. Świątynia, jak sama nazwa wskazuje, od zewnątrz i wewnątrz pokryta jest kilkudziesięcioma kilogramami złota i przepięknie lśni w promieniach słońca. Złoto, biały marmur i woda, połączone z barwnymi strojami ludzi tłumnie odwiedzającymi świątynię tworzą niezapomniane wrażenia. Wewnątrz świątyni wprawdzie nie było psów, ale wśród wersów z czytanej non stop świętej księgi wyłapałam taki, który porównywał człowieka niemiłego bogu do psa.

psy indyjskie

Zdjęcie z wnętrza Złotej świątyni

Nie wiem, czy to z powodu domniemanej nieczystości psów, ale psy w Amristarze wydawały się dużo bardziej zaniedbane niż te w Delhi. Często były wychudzone i na wpół dzikie, gnębione przez choroby skóry. Żywiły się tym, co znalazły lub upolowały. Pies niosący w pysku gołębia, z którego jeszcze kapie krew, czy szukający pożywienia w stercie śmieci na ulicy zapadły mi w pamięć. Brakowało im ufności w stosunku do ludzi i nie starały się nawiązać kontaktu. To może nie dziwi tak bardzo, bo kilka razy widziałam, jak były przez ludzi przepędzane z miejsca, w którym siedziały lub leżały. Na ogół były jednak ignorowane, pozostawione swojemu losowi, transparentne. Były, ale jakby ich nie było.

amritsar

amritsar

amritsar

amritsar



amritsar

Nieco inne psy widziałam na granicy indyjsko- pakistańskiej, gdzie pojechaliśmy obejrzeć dość absurdalną uroczystość zamknięcia granicy. Po obu stronach granicy dziwacznie ubrani żołnierze wykonują kroki jakby przeniesione z Ministerstwa głupich kroków Monty Pythona, przechodząc do granicznej bramy i z powrotem. Wszystko to przy dźwiękach muzyki oraz olbrzymim aplauzie zgromadzonego tłumu. Granicy pilnowali żołnierze z psami, spacerujący miarowym krokiem. Towarzystwo psa dodawało im powagi, a granica wydawała się przez to pilnie strzeżona, nawet pomimo tłumów ludzi przybyłych by obejrzeć spektakl.

amritsar
amritsar

amritsar

poniedziałek, 08 sierpnia 2011, whitewestie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: